Dialog z drzewami w Pałacowym Ogrodzie cz. I

Dialog z drzewami w Pałacowym Ogrodzie cz. I

Ważna jest tylko przyszłość

A gdyby tak spojrzeć na drzewa jak na starszych braci i siostry? Opiekunów i przewodników, którzy pomagają ludziom w powrocie do własnego Centrum?


Taką wizję - ale nie tylko wizję - proponuje Weronika Dąbrowska, architektka, malarka, pisarka, wizjonerka.

Przeszła w życiu przez trudne doświadczenia i gdy była w rozpaczy, na dnie, to właśnie drzewa - chciałoby się powiedzieć - wyciągnęły do niej rękę. I przekazały konkretną wiadomość. Podsunęły sposób, jak wyjść z materialnych i życiowych problemów.

Weronika miała z drzewami od wczesnego dzieciństwa mistyczne połączenie. Mówi, że drzewa ją wychowały i nie ma w tym cienia przesady. Rodzice, oddali ją, gdy skończyła 9 tygodni, pod opiekę babci. Starsza kobieta nie miała ani siły, ani możliwości, by dać jej tyle czasu i miłości, ile Weronika potrzebowała.

Dlatego to właśnie drzewa, które rosły dookoła, tę opiekę przejęły.

Weronika poznawała ich język naturalnie, spontanicznie. Była szczęśliwa na świętokrzyskiej wsi. Wszystko skończyło się, gdy musiała wrócić do Warszawy, do szkoły. Na jakiś czas przestała mówić. W końcu jednak przystosowała się, wyedukowała i zaczęła „normalne” życie. Matki, żony, architektki. I to właśnie wtedy popadła w ogromne kłopoty. I to właśnie wtedy, drzewa ponownie ją odnalazły.

Otworzyły przed nią nową przestrzeń i możliwości.

Zaczęła organizować warsztaty z „Rozmów z drzewami”, napisała książki o tym samym tytule. Dzięki bliskiej relacji z tymi niezwykłymi Istotami, nie tylko zmieniła własne życie, ale i życie wielu innych ludzi.

To naturalne, że właśnie Weronikę, chcieliśmy gościć w Manor House SPA, by nawiązała kontakt z drzewami, które bardzo dużo widziały, słyszały i przeżywały.

Ten spacer miał przynieść opowieści sprzed wieków, może szczegóły historycznych momentów, opisy tego, co wydarzało się kiedyś na tym terenie, nawet jeszcze, zanim w XV wieku, wybudowano tu murowany zamek - Pałac Odrowążów.

Jednak spacer był zaskakującym przeżyciem. Dlaczego? Bo… drzewa wcale nie chciały mówić o przeszłości. Czemu miałoby to służyć? - to odpowiedź od jednego z potężnych jesionów - Teraz jest najważniejszy moment.

No właśnie czemu miałoby służyć cofanie się w linearnym czasie? Czyż to nie ciekawa lekcja dla ludzkich oczekiwań? A co powiedziały inne drzewa?

Już w następnym wpisie!

Postaw na Energię Serca, bo Twoje serce wie…

Postaw na Energię Serca, bo Twoje serce wie…

    Żyjemy w ciekawych czasach i tak jak w tym starym chińskim przysłowiu, nie jest to czas ciekawy, w sensie interesujący, a po ludzku trudny, niepewny i pełen stresujących sytuacji.


To czas potężnych zmian energetycznych, gdy racjonalne, mentalne wybory, oznaczające kiedyś względne bezpieczeństwo i społecznie akceptowalne życie, dziś się zupełnie nie sprawdzają. Odczuwamy to w sferze ciała, ducha i emocji i coraz powszechniej potrzebujemy pomocy psychologicznej i duchowej. Bezpieczne i oczywiste wybory, decyzje z umysłu i podejmowane pod presją społecznych stereotypów, oczekiwań, ograniczających niezależność i indywidualność programów, nie są gwarantem „udanego” życia, pryskają iluzje, rozmywa się pojęcie „jednego właściwego” wyboru. Aby się odnaleźć w tym świecie, konieczne jest podążanie ścieżką swojej osobistej prawdy, prawdy swojego serca, autentyczności i stałe podnoszenie naszych osobistych wibracji. I choć wielu z nas ma już świadomość, że mądrość jest w nas, dobrze czasem zatrzymać się, wyciszyć, zwolnić oddech i myśli bieg, by złapać chwilę refleksji i pobyć tu i teraz.

Osobom interesującym się rozwojem osobistym i duchowym w chwilach zwątpienia, niepewności, smutku lub - wręcz przeciwnie - przebodźcowania, natłoku myśli, ogarniającego chaosu… wsparcie mogą dać karty, które niosą przesłanie dobre na ten moment lub wskazówkę w konkretnej sprawie. Takie jak karty „Energia Serca” dla Wysoko Wrażliwych i Empatów, ułatwiające pracę z przestrzenią serca, skierowane do każdej istoty, która właśnie tego potrzebuje. Dopełnia je książka, wyjaśniająca jak czytać karty. Zawarte w niej wskazówki, porady, podpowiedzi i narzędzia ułatwiają pracę ze sobą, swoim wnętrzem, z przekonaniami i emocjami, budowanie postawy uważności i świadome wchodzenie w przestrzeń serca.

Lubiący pracę z symbolami i podświadomością docenią możliwości jakie daje talia 44 kart przeznaczonych do pracy w przestrzeni serca. Dołączona do kart książka zawiera poszerzone opisy, które ułatwiają interpretację wyciągniętej z talii karty oraz „Wiadomość od Wszechświata”, jaką niesie ta karta, a także zadanie do wykonania, dla chcących pogłębiać rozwój własnej świadomości. Jest to silne narzędzie energetyczne na ścieżce rozwoju osobistego i duchowego, które rozszerza postrzeganie poza procesy mentalne i emocjonalne, będące zaproszeniem do wejścia w świat otaczającej nas i przenikającej wszystko energii.

Jakie jest zatem moje przesłanie na dziś? Jaką dostanę wskazówkę?

Karta 31
Czas jest iluzją.
Miej dla siebie cierpliwość.

Rozwinięcie: Śpieszymy się, ścigamy, gonimy, nie lubimy czekać. Zdarza się jednak, że nie mamy odpowiedzi, długo poszukujemy rozwiązania bądź utkniemy na życiowym zakręcie, nie wiedząc co robić. Tkwimy w zawieszeniu. Ten lęk, że coś stracimy, że coś nas ominie, że coś przegapimy, rodzi wewnętrzną presję i surowość względem samych siebie. Stajemy się swoim własnym srogim krytykiem, jakby wytykanie błędów, niewiedzy czy braku wprawy, miało w jakikolwiek sposób nam pomóc. Presja blokuje wewnętrzną moc tworzenia, czyniąc nas jeszcze bardziej podatnymi na lęki. Czasem odrobina życzliwości i cierpliwość jest najlepszym, co możesz sobie podarować.

Wskazówka od Wszechświata: Czas linearny jest potrzebny do funkcjonowania w świecie fizycznym, w systemach jakie nas otaczają, jest on narzędziem dla umysłu. W świecie energii czas linearny nie istnieje. Nie ma czasu, jest przestrzeń. Wszystko dzieje się jednocześnie.

Zadanie: Tu i teraz
Jeśli jesteś w zawieszeniu, jeżeli zwalniasz bądź zatrzymujesz się w działaniu, wykorzystaj ten czas na obserwację. Obserwuj swój oddech, emocje, myśli. Obserwuj miejsce, w którym jesteś i ludzi, jacy Ciebie otaczają. Wyobraź sobie, że jesteś zewnętrznym narratorem i z dystansem możesz obserwować teatr życia.

    Karty czytać można dosłownie - jako czyste w formie - lub jako zupełnie nieoczywiste, każdy bowiem może znaleźć w danym obrazie coś innego, w zależności od miejsca życiowego, w jakim jest, posiadanych przekonań, nastroju, emocji. Interpretacja i postrzeganie karty, zawartych w niej obrazach, słowach, przesłaniach, może też ulegać zmianie, w zależności od osobistego procesu rozwoju. Bądź w prawdzie. Poczuj w sobie, w swoim sercu, czy karty rezonują z Tobą, czy coś Cię w nich przyciąga, czy mogą być przydatne Tobie? Pamiętaj też, że jest to tylko jedno z wielu obecnie dostępnych narzędzi, form i sposobów działania.

 

    Karty „Energia Serca” zostały opracowane przez Beatę Mąkolską z myślą o osobach wrażliwych i pełnych empatii. Pięknie zilustrowała je Marika Rostek, a komplet kart z książeczką otula praktyczny, lniany woreczek do przechowywania. Projekt objęli swoim patronatem: miesięcznik Wróżka, portal Astromagia.pl oraz hotel Manor House SPA.



Sekretem jest czucie

Sekretem jest czucie

Los czy też przypadek nie są odpowiedzialne za to, co Ci się przydarzyło.


Przeznaczenie również nie jest autorem Twojego szczęścia lub pecha… - pisze w swojej niezwykłej książce „Sekretem jest czucie” Neville Goddard, mistyk, pisarz, badacz Biblii.

Jeśli zatem nasz los nie jest zależny od splotu okoliczności, to kto lub co wpływa na efekt obserwowanych w rzeczywistości zdarzeń?

Według Neville’a tylko i wyłącznie my sami, poprzez… czucie tego, co czujemy.

Jak to właściwie działa? A tak, że nasz wewnętrzny świat i dialog, jaki prowadzimy w swoim „sekretnym umyśle” wyświetla się na zewnątrz w postaci zdarzeń. Uczucie - według autora wielu książek (Neville napisał też między innym „Potęgę Świadomości” i „Zmartwychwstanie”) - jest jedynym medium, przez które idee, koncepcje i przekonania przekazywane są do naszej podświadomości. To rodzaj drogi, która zawsze prowadzi do jednego celu.

Dlatego podstawowym zadaniem każdego człowieka jest panowanie nad myślami. Nie chodzi tu rzecz jasna o sztywną kontrolę i tłumienie odczuć, ale o świadome prowadzenie mentalnego dialogu, w którym nie będzie niczego destrukcyjnego, niczego co ogólnie można nazwać „złem”.

Jeśli bowiem stworzymy niekorzystny obraz siebie samego lub innych ludzi, to tak, jakbyśmy pisali właśnie scenariusz katastroficznego filmu.

Neville mówi tak: Uczucie poprzedza manifestację i jest podstawą, na której spoczywa wszelka manifestacja. Musisz więc zdobyć kontrolę nad działaniami podświadomości, czyli kontrolę nad swoimi wyobrażeniami i uczuciami. Twoje uczucia tworzą wzorzec, na podstawie którego tworzony jest Twój świat, zaś zmiana uczucia jest zmianą tego wzorca.

Dlaczego nie jest to powszechna wiedza?

Dlatego, że nikt nas nie uczył, iż jesteśmy kreatorami świata. To zdanie może nawet wzbudzać śmiech, bo przecież wiadomo „jak wygląda świat”.

Ale to właśnie jest dowodem na „wypadkową” myśli wszystkich ludzi, uśredniony obraz wewnętrznych odczuć.

Jeśli jednak świadomość jest przyczyną i istotą całego świata, to jest najlepsza wiadomość, jaką może otrzymać każdy człowiek.

Bo oznacza koniec starego a początek nowego. Koniec biedy, choroby, uzależnień tp. Zmienić można wszystko.

Aby tego dokonać, warto skorzystać z jednej z popularnych technik, autorstwa Neville’a Goddarda. Mowa tu o Nożycach Korekcyjnych.

W tej metodzie, stosowanej całkowicie mentalnie, cofamy się do wydarzenia, które było dla nas trudne, traumatyczne, niekorzystne.

Powracamy do tamtych okoliczności i klatka po klatce (naszych myśli), „przycinamy” je tak, by zmienić finał na pozytywny, korzystny dla nas.

Niech to będzie sytuacja losowa. Potrącił nas samochód i od tamtej pory, mimo rehabilitacji wciąż kulejmy na lewą nogę.

Stosując „nożyce”, możemy wrócić do tamtego trudnego momentu i wyjść cało z opresji, zobaczyć na przykład, jak samochód zatrzymuje się lub bezpiecznie nas omija. W związku z tym, nie ma dalszych konsekwencji, również tych dotyczących ciała. Im wyraźniej to zobaczymy, im mocniej z tym popracujemy, to po jakimś czasie, możemy stwierdzić ze zdziwieniem, że noga przestała nas boleć i już nie utykamy…

Ci, którzy tę metodę zastosowali, byli zaskoczeni jej skutecznością.

Nie ma w tym jednak żadnej magii, gdyż wszystko przychodzi do nas z wnętrza nas samych. Można to odnieść - i Neville właśnie to robi - do biblijnego określenia: „Królestwo Niebieskie jest w Was”.

A znaczy to tyle, iż widzialny świat jest zobiektywizowaną świadomością…

Jaka woda, taki człowiek ?

Jaka woda, taki człowiek ?

Co wiemy o wodzie ? Naprawdę niewiele. Zbyt mało, jak na tak ważną część otaczającej nas materii. Woda to wciąż wielka tajemnica.


Przyzwyczailiśmy się, że woda po prostu jest. Odkręcamy kurek i zmywamy naczynia, napełniamy wannę, bierzemy chłodny prysznic. Wydaje się nam to całkiem oczywiste, że mamy dostęp do bieżącego strumienia, a w każdej chwili, możemy wejść do sklepu i kupić zgrzewkę mineralnej.

Ale… kiedy wnikniemy w istotę wody głębiej, znajdziemy wiele ciekawych wątków i aspektów, o których na co dzień nie myślimy.

Choćby my sami: czyż nie jesteśmy zbudowani niemal w 80 procentach z wody?

Zdaje się, że tak samo rzecz się ma z naszą planetą. Ziemia posiada mniej stałego lądu niż obszarów zalanych wodą. Ta analogia nie jest przypadkowa.

W psychologii jungowskiej woda to nieświadomość, głębia, tajemnica.

To także symbol żeńskości. Psychobiologia udowadnia, że woda w nas „przewodzi” emocje, które ugęszczają się później w materii ciała.

O ile oczywiście, odpowiednio wcześnie, nie zareagujemy i nie uwolnimy ich z siebie.

A skoro woda zawiera w sobie informacje, co zostało wielokrotnie udowodnione choćby przez japońskiego badacza Masaru Emoto, oznacza to, że i my jesteśmy pełni różnych informacji i emanujemy nimi…

Do niezwykle ciekawych wniosków doszedł Bartłomiej Góralski, który na YouTube prowadzi swój kanał „Prometej Wyzwolony”. W autorskich filmach udowadnia, że nasz język jest spadkobiercą pierwotnego języka na Ziemi - języka źródłowego. W związku z tym, prócz podstawowej funkcji każdego języka - komunikacji, zawiera w sobie ukrytą wiedzę o nas samych, naszych możliwościach, naszej mocy. Tu kryje się także klucz do zrozumienia świata i mechanizmy jego funkcjonowania.

Czy nie jest zatem ciekawie spojrzeć na wodę z tej perspektywy?

Jednak do takiego zrozumienia będziemy potrzebowali choćby podstawowej wiedzy na temat znaczenia liter i ligatur, a zainteresowani mogą pogłębić temat i zajrzeć na wspomniany kanał.

W odcinku o wodzie Bartłomiej odnosi się do boskiej cząstki „ło”, która symbolizuje koło życia. Cząstka ta zawarta jest zarówno w słowie „człowiek”, jak i „ciało”, z czego można wyciągnąć logiczny wniosek, że my, jako ludzie (każdy pojedynczo), jesteśmy odbiciem Wszechświata, wspomnianego koła życia. I skoro woda ma pamięć i my tę pamięć w ciele manifestujemy, to jesteśmy dokładnie jak woda z koła życia.

A woda jest zatruta, skażona, pełna metali ciężkich. W czym kupujemy dziś przeważnie wodę? W czym ją przechowujemy? W plastikowych butelkach. Nic dziwnego. W naszym kole życia mnóstwo jest plastiku…

Być może wodę kiedyś nazywaliśmy „łodą”. Już sam ten dźwięk, jak i znaczenie liter niesie w sobie miękkość, łagodność. Dziś mówimy twardo „woda”. Słowo zaczynające się na twarde i ostre „w”- łączy się raczej z walką, wojną, warownią, wartą…

Tym samym i my jesteśmy pełni agresji, wiecznie walczymy o przetrwanie.

Ciekawe, że na przykład w języku angielskim, słowo woda, choć pisane przez „w”, wymawiamy miękko, przez „ło”.

Może warto o tym pomyśleć? Zastanowić się, jaką wodą jesteśmy dla świata i siebie samych…

Autorytet to Ty

Autorytet to Ty

Zaufaj swojemu wewnętrznemu głosowi. Zaufaj sobie. To najwyższy czas, gdyż raz za razem, upadać będą wszelkie autorytety…


Któregoś dnia tytułowy bohater filmu „Forrest Gump”, pchnięty wewnętrzną potrzebą, zaczyna biec przed siebie. Niestrudzony mija kolejne granice stanów. Wzbudza ciekawość ludzi i mediów. Kolejne osoby przyłączają się do niego i biegną, choć nie mają pojęcia dlaczego, jaki jest powód, jaka idea?

I kiedy nagle, główny bohater zatrzymuje się, grupa przystaje zaskoczona i zdezorientowana - Dlaczego już nie biegniesz? - pytają – To, co my mamy teraz zrobić?

Ta symboliczna, alegoryczna scena mówi o tym, że nie umiemy uwierzyć sobie i iść za własnym czuciem, wewnętrzną intuicją i sercem.

Nieustannie szukamy przewodników, liderów, przywódców.

Opieramy się na autorytetach, a te zapadają się i kruszą niczym domki z kart. W ostatnim czasie mieliśmy wiele takich przykładów, choćby w obszarze służby zdrowia.

Kilka tygodni temu głośny skandal z udziałem Dalej Lamy zachwiał nie tylko światem buddystów. Prowokacyjne zachowanie „oświeconego” wywołało ogólnoświatowy szok. Skandale w kościołach, obnażanie tzw. „świętości”, odkrywanie prawdziwych oblicz - nieskazitelnych jakby się zdawało - dotychczasowych autorytetów. To właśnie się dzieje i dziać się będzie na coraz większą skalę.

To nieunikniony proces, wszak podnosi się nasza świadomość, rozwijamy się, rośniemy duchowo. Tym samym poszerza się czucie, wracamy do swego centrum, do wnętrza. Coraz trudniej wmówić nam coś, co kiedyś „kupilibyśmy” bez mrugnięcia okiem. Coraz wyraźniej widzimy fałsz, również wtedy, gdy nie umiemy go od razu precyzyjnie nazwać, ubrać w słowa.

I nawet argument, że skoro wszyscy idą za pewną ideą, bo przecież „tłum ludzi nie może się mylić”, staje się dla nas oczywistą nieprawdą.

A jeśli ktoś jeszcze nie jest przekonany, wystarczy wspomnieć nazizm. Pół świata poszło za jednym zaburzonym człowiekiem. W tym tłumie były również światłe, nieprzeciętne umysły. Jednym z nich był na przykład Martin Heidegger, jeden z największych, światowych filozofów.

Po upadku Hitlera, Heidegger tłumaczył, że po prostu poszedł za przywódcą narodu. Jak to możliwe? Czy na czas tej wędrówki wyłączył swój genialny umysł? Otóż, wcale nie. Po prostu nie włączył innego typu inteligencji: duchowej.

Zbyt rzadko jej używaliśmy, zbyt rzadko dawaliśmy się jej prowadzić, bo zawsze ulegaliśmy zewnętrznej presji kogoś, kto wie lepiej, umie więcej, ma doświadczenie. Tym samym porzucaliśmy swoje talenty i potencjały. Podszepty intuicji. Traciliśmy odwagę, by iść tam, dokąd chciała prowadzić nas dusza. A przecież każdy z nas rodzi się inteligentny, unikatowy.

Jednak nie każdy ma odwagę podążać tylko za sobą.

Teraz będziemy w tej odwadze wspierani. Czas przestać ślepo ufać autorytetom, czas w końcu uwierzyć sobie.

Tajemnicze Istoty w kapeluszach   cz. II

Tajemnicze Istoty w kapeluszach cz. II

Nie mają wartości odżywczych ani witamin. Są ciężkostrawne i mogą być niebezpieczne. Takimi hasłami odstraszano nas od grzybów całe lata.
Jednak prawda na ich temat jest inna.


I w dodatku nie pochodzi ona z tzw. alternatywnych źródeł, ale od uznanych naukowców, na przykład od prof. dr hab. Bożeny Muszyńskiej. Pani profesor, wybitny fachowiec, farmaceutka, botanik i mykolog, chętnie dzieli się swoją wiedzą ze wszystkimi, którzy chcą poznać prawdziwe „oblicze” grzybów. 
Ciekawe, że pierwsze, historycznie udokumentowane, powiązanie człowieka z grzybami sięga 30 - 40 tysięcy lat wstecz. To właśnie z tamtego okresu pochodzi afrykański wizerunek człowieka z głową pszczoły. Jego ciało, pokryte grzybkami psilocybe, uważnemu obserwatorowi wiele mówi o rozwoju naszej świadomości. Może grzyby nie tyle zmieniają naszą świadomość, co ją przywracają na właściwe miejsce? 
Wiedziały o tym dawne kultury. Jest wiele dowodów na współpracę ludzi z grzybami, na korzystanie z ich unikatowych umiejętności „podłączania” się do kosmicznego, wszechwiedzącego internetu. 
Grzyby niosą w sobie wiele „naj”. Nie tylko są najstarszymi ziemskimi organizmami, ale również tymi, które zajmują największe przestrzenie.
Kiedy zmierzono obszar, jaki zajmuje opieńka oregońska, okazało się, że grzybnia tego gatunku ma aż 886 hektarów… co stawia ją w czołówce największych organizmów żyjących na Ziemi. 
- Grzyby możemy użytkować na wiele sposobów. Na przykład huba, należąca do gatunku „nadrzewnych”, nie jest w żaden sposób toksyczna i można nią doskonale… wyczyścić zęby. A ponieważ zawiera w sobie związki przeciwzapalne, świetnie działa na dziąsła - tłumaczy prof. Muszyńska. 
„Zwykłe” pieczarki, które można kupić wszędzie albo samodzielnie nazbierać, nabierają podgrzybkowego aromatu, kiedy je wysuszymy. Nie trzeba ich także obierać, bo w skórce znajduje się najwięcej substancji prozdrowotnych. W pieczarkach jest także bardzo dużo antyoksydantów, które „biorą na siebie” wolne rodniki, jakie dostają się do naszego organizmu. 
Z kolei „nóżki” boczniaków - jeśli wydają się nam zbyt twarde do jedzenia - warto ususzyć, zmielić i dorzucać do zup, gdyż zawierają w sobie dużo polisacharydów. Zaś same boczniaki - cudowne grzyby, które występują na wszystkich kontynentach poza Antarktydą, zostały wprowadzone do powszechnej uprawy w 1942 roku, a powodem był… głód.  
Te grzyby są niesamowite! Z badań przeprowadzonych na boczniaku ostrygowatym wynika, że mogą rosnąć nie tylko na drewnie i innych naturalnych podłożach, ale nawet na zużytych pieluchach, przy czym są jednocześnie w stanie redukować ich masę i objętość degradowalnych komponentów. Ale pieluchy to jeszcze nic!
Te grzyby potrafią rozłożyć promieniowanie radioaktywne! 
Nie dość, że mogą nas ochronić, nakarmić, uleczyć to jeszcze po prostu świetnie smakują i z powodzeniem zastępują mięso. 

Ponadto grzyby podnoszą nastrój, wspomagają wychodzenie z depresji, gdyż jest w nich obecna serotonina i melatonina, jednak najważniejsze jest to, że zawarty w nich tryptofan, oddziałuje bezpośrednio na mózg. 
Regularnie jedząc grzyby, łatwiej przechodzimy przez życiowe zakręty, lepiej radzimy sobie z problemami. 
Możemy także naturalnie się odmłodzić i zyskać dodatkową energię. 
Japoński „grzyb wiecznego życia”, czyli shitake, nie dostał takiej nazwy przypadkiem. Wspaniała jest także ganoderma, grzyb, który króluje w kosmetyce…

Wiele można byłoby pisać o grzybach. Dopiero na nowo odkrywamy ten świat. Świat zdrowia, długowieczności i nowej świadomości. 

Tajemnicze istoty w kapeluszach  cz. I

Tajemnicze istoty w kapeluszach cz. I

Grzyby nie są roślinami. Nie są też zwierzętami. Czym zatem są? 
Tworzą własne królestwo. Jako ludzie, nie wiemy o nich niemal nic, a mają one ogromy wpływ na nasze życie…


Jeśli mówisz: „znam się na grzybach”, nie wiesz, co mówisz. Jest ich bowiem około 1,5 mln gatunków. Leśni zbieracze mają na myśli te najbardziej powszechne, przynajmniej w naszym obszarze geograficznym: kurki, rydze, borowiki, podgrzybki… 
Jednak do królestwa grzybów zaliczane są także i te, które wciągamy do płuc razem z powietrzem. Te, które porastają wszelkie naturalne podłoża, Te, które wyhodowano w pieczarkarniach… Grzyby są wszędzie.
Dlaczego nie wszystkim dobrze się kojarzą? Bo przywodzą na myśl rozkład, śmierć, koniec jakiegoś etapu. Jednak koniec zawsze jest nowym początkiem. Grzyby, rozkładając to, co powinno być rozłożone, przygotowują podłoże pod nowe życie. 
Mykolodzy, a także inni pasjonaci i badacze tego świata, twierdzą, że grzybnia, która znajduje się w glebie, jest niczym ogromna sieć. Nici grzybni tworzą coś na kształt ludzkich neuronów, komunikują się wzajemnie ze sobą i z całym ekosystemem. A dzięki nimi, wszystkie rośliny również pozostają w nieustannej interakcji.
Jest to precyzyjny system, którego poznaliśmy zaledwie mizerną cząstkę.
Głównie z powodu ludzkich ograniczeń komunikacyjnych, czyli mówiąc najprościej: nie rozumiemy nie tylko języka grzybów, ale i języka otaczającej nas natury w ogóle. 
Nie znamy także możliwości, jakie oferują nam grzyby. 
Amerykański badacz i mykolog, Paul Stamets, dzieli się w filmie „Niezwykły świat grzybów” swoją osobistą historią związaną z rozwojem duchowym w kontekście grzybów halucynogennych. Jako nastolatek zafascynowany lekturą „Odmiennych stanów świadomości” pożyczył ją koledze. Jednak jego ojciec, zdenerwowany, po prostu ją… spalił.  To dziwne zachowanie jeszcze bardziej pogłębiło zainteresowanie Paula. I trwa do dziś, bo mykolog hoduje, obserwuje i bada wiele gatunków, między innymi wspaniałą lakownicę żółtawą (Ganoderma lucidum), bardziej znaną jako reishi, grzyb młodości i długowieczności. 
I oczywiście, nieustannie szuka odpowiedzi na pytanie, jak komunikować się z tym inteligentnym gatunkiem.
Jednym z wątków we wspomnianym filmie jest próba odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że w ciągu zaledwie dwóch milionów lat ewolucji nasz mózg nieprawdopodobnie się zmienił: część kory mózgowej potroiła swoją wielkość. Zrobiliśmy ogromny skok! Jednak bardzo trudno to racjonalnie wyjaśnić. 
Psychiatra i behawiorysta, Charles Grob z Uniwesytetu w Los Angeles, dopuszcza możliwość spożywania przez naszych dalekich, ludzkich przodków, grzybów, które zmieniają świadomość. „Magiczne” grzyby otwierają dostęp do informacji, do kosmicznej biblioteki wszelkiej wiedzy, są niczym łączniki między synapsami w mózgu.
A jednak stwierdzenie, że wszystko to wydarzyło się dzięki psylocybinie jest ogromnym uproszczeniem. Na pewno jednak ta substancja sprawiła, iż nasz mózg przyspieszył w ewolucji, dzięki swoistemu „przeprogramowaniu”, stał się narzędziem tworzenia i kreacji, nie tylko walki o przetrwanie. 
Wspomniany już Paul Stamets opowiada jak całkowicie i w ciągu jednej nocy pożegnał się z jąkaniem, jakie towarzyszyło mu od wczesnego dzieciństwa. Dzięki sporej porcji grzybów reishi (nie wiedział, jakie są proporcje jednorazowej dawki), przyjął od razu całość. Niemal całą noc spędził na drzewie, szalała ogromna burza, a on przechodził mistyczny proces odnowy. Kolejnego dnia przestał się jąkać…
A jednak wniosek, że po zażyciu grzybków halucynogennych przestaniemy się jąkać jest błędny.  
W tej historii wydarzyło się coś mistycznego, nieuchwytnego. 
Jak to w świecie tajemniczych kapeluszników…

Co mówią Twoje włosy?

Co mówią Twoje włosy?

Włosy to tajemnicza część ludzkiego ciała. Są czymś więcej niż tylko ozdobą. To anteny, które ściągają i przechowują zarówno wiedzę, jak i życiową esencję.



W dawnych kulturach nikt nie obcinał włosów. Związywano je, zaplatano, chowano pod nakryciami głowy. Wtedy mieliśmy jeszcze świadomość, że to anteny, dzięki którym „ściągamy” z przestrzeni informacje. Wystarczy też przypomnieć sobie, co robiono z ludźmi z podbitych terenów, niewolnikami oraz kobietami, które chciano upokorzyć: golono im włosy. To nie przypadek, że gdy Czingis Chan podbił Chiny, nakazał kobietom ściąć włosy, ale nosić grzywkę. Chodziło o blokadę światła, które dzięki porowatym kościom czołowym, przenika do mózgu. Światło daje nam moc i wzmacnia odwagę. Dlatego właśnie kiedyś wiedza o włosach była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Włosom pozwalano na swobodny wzrost, a następnie zatrzymanie na konkretnej długości. Włosy same „wiedzą”, jak długie mają być. 

A wiedza ta pozwala im produkować pierwiastki, między innymi fosfor, potas i witaminę D, które finalnie przedostają się do płynu mózgowo rdzeniowego. Co nam to daje? Lepszą pamięć, lepszą wydajność fizyczną i to, co ogólnie nazywamy witalnością. 

Według wiedzy jogicznej, każdorazowe ścięcie włosów, skutkuje koniecznością dodatkowej produkcji tego, co zostało usunięte. Organizm musi znów wykonać  pracę, by wyrównać konieczny poziom pierwiastków. Dlatego przy podcinaniu warto zachować zdrowy rozsądek i dobrze ten krok przemyśleć, gdyż od ścięcia do ponownego, pierwotnego stanu mija aż 3 lata…

Jak już wspomnieliśmy, włosy to anteny, które ściągają z przestrzeni kosmiczną energię i przekierowują ją do płatów czołowych. To miejsce w naszym mózgu odpowiedzialne jest za wyższe stany: medytację, kreację, tworzenie. Aby skoncentrować energię, można zwinąć włosy w ciągu dnia w coś w rodzaju „koczka”, by wieczorem, rozpuścić je i wyczesać. 

Energia słoneczna i prana, poprzez skórę głowy, wchłania się w głębsze warstwy, wzmacnia aurę, „ładuje” szyszynkę. Zwapniona i osłabiona szyszynka, dostaje zastrzyk energii, a to z kolei wznosi nas na wyższy poziom świadomości. A może nie tyle „wznosi”, co po prostu odkrywa to, co zawsze było, ale nie mieliśmy do tego dostępu. 

Z kolei zaplatanie włosów na noc, pomaga w zrównoważeniu pola elektromagnetycznego w ciągu dnia. Niekoniecznie musimy często podcinać końcówki, które są naszymi „ czułkami”. Zamiast tego, dobrze jest, zanim pójdziemy spać, wetrzeć w nie olejek. Przez noc idealnie się wchłonie i nawilży włosy. 

Dobrze jest także od czasu do czasu zrezygnować z suszarki i pozwolić włosom wyschnąć na słońcu, by wchłonęły jak najwięcej witaminy D.

Jeśli mamy dokonać wyboru między plastikowym a drewnianym grzebieniem, zawsze wybierzmy ten drugi. Używanie go, zapewnia lepsze krążenie i ukrwienie skóry głowy, a dodatkowo, drewno nie wytwarza elektryczności statycznej. 

Z punktu widzenia odkryć Nowej Medycyny i celowej biologii, włosy symbolizują kontakt, gdyż pochodzą z tkanki ektodermalnej, zwanej też nabłonkiem płaskim czy naskórkiem. W tej warstwie naszego ciała zapisują się przeżycia emocjonalne dotyczące rozłąki. A zatem utrata włosów wiąże się z konfliktami rozdzielenia, odseparowania, tęsknoty za kimś. Może być także odwrotnie, gdy problemem jest zbytnia bliskość. U mężczyzn, łysienie może mieć związek z poczuciem niedowartościowania czy doznawania braku szacunku, szczególnie od rodziny, dla której się stara, partnerki, która podważa jego kompetencje. 

Włosy symbolizują także duchowość, połączenie z boskim aspektem w nas. W tym kontekście, ich utrata może oznaczać brak kontaktu z Wyższą Jaźnią, zboczenie ze ścieżki, jaką chciałaby podążać nasza dusza… 


Wzór naszego istnienia cz. II - Którą drogą pójdziesz?

Wzór naszego istnienia cz. II - Którą drogą pójdziesz?

W końcu mamy szansę wyjść z makiawelicznej pułapki. Nie pojedyncze istoty, ale cała ludzkość.


W poprzednim poście opisaliśmy dwie linie rzeczywistości, które chociaż biegną równolegle i nakładają się na siebie, są oparte na innych wzorcach. Pierwsza - Kristal, organiczna, boska i nieśmiertelna, Druga oparta na metatronicznym kodzie, upadła i śmiertelna. Linie przetną się już w tym roku i zaczną zmierzać w różnych kierunkach, przestaną być też dla siebie widoczne. Dlatego już teraz musimy dokonać wyboru, i to wyboru na skalę kosmiczną. Wyboru, który trudno do czegokolwiek przyrównać, gdyż takie zjawisko nie miało wcześniej miejsca na Ziemi.

Te dwie linie, to dwa pola światła i dźwięku. Przypomnijmy: światło to promieniowanie elektromagnetyczne. Jesteśmy zbudowani ze światła i dźwięku. Jesteśmy świadomością, która przywdziała fizyczną powłokę.

Spirala Krystal i Spirala Fibonacciego różnią się wszystkim.

Przede wszystkim, ta pierwsza, zaopatruje nas w nieskończoną ilość potrzebnej nam energii, a druga - wręcz odwrotnie - wyciąga i pozbawia nas siły życiowej.

Co jednak spowodowało, iż zapomnieliśmy kim jesteśmy i ulegliśmy tak ogromnej manipulacji? Kiedyś mieliśmy wpływ na swoje ciało fizyczne i sami decydowaliśmy o jego śmierci (chodzi o śmierćciała, bo nasza świadomość jest wieczna), dziś uważamy, że śmiertelność, to coś naturalnego.

Najprościej można powiedzieć tak: każda żywa istota, jaka się tu zrodziła, ma wdrukowany w siebie fałszywy kod, który na tej planecie przeniknął wszystko, gdyż jest jak wszechobecny kurz, jakiego się nie dostrzega. Skoro manipulacja i fałsz jest na poziomie siatki planetarnej, nic dziwnego, że odciska się w naszym DNA, zgodnie z zasadą: co na górze, to na dole, co wewnątrz, to na zewnątrz.

Schodząc - jako świadomość - do tego ziemskiego ciała, nasza wiedza automatycznie zostaje odcięta, zamrożona. Dzieje się tak dlatego, bo wzorzec siatki Kathara nie jest kompatybilny ze sztucznym tworem Spirali Finonacciego. Musimy dostosować się do oprogramowania.

Brzmi to bardzo przygnębiająco, prawda? Tak, jakbyśmy byli na wieki uwięzieni i znikąd pomocy.

Patrząc na ziemski czas - to prawda. Aż do teraz. Teraz mamy bowiem szansę wszystko zmienić! Właśnie dlatego, że linie się rozdzielają, a na ziemię spływa taka ilość boskiego, organicznego światła, jak nigdy wcześniej!

A skoro zadbano, byśmy tkwili tu w uśpieniu około 26 tysięcy lat (według przekazów wiedzy keylontycznej), jako baterie i nieświadome owce, które cały czas są strzyżone, nic zatem dziwnego, że teraz rozgrywa się o ludzkie dusze ostatnia bitwa. Trzeba tylko umieć to dostrzec. Nie zrobimy tego jednak poprzez umysł, a wyłącznie przez czucie, serce.

I jeśli ktoś jeszcze wątpi w przewagę pola serca nad umysłem, warto by obejrzał w Internecie film: „6 sekund serca”…

Będziemy przekazywać w uproszczonej formie kolejne porcje wiedzy keylontycznej, ale zainteresowani jej pogłębianiem, mogą zajrzeć na kanał dr Nelly Radwanowskiej. Lekarka medycyny, która obecnie zajmuje się dźwiękopunkturą (autorska metoda uzdrawiania kamertonami nastrojonymi na dźwięki planetarne) w jasny i klarowny sposób przedstawia tę niełatwą, ale fascynującą, naukę w swoich video.

Wzór naszego istnienia cz. I -  Kwiat życia czy śmierci?

Wzór naszego istnienia cz. I - Kwiat życia czy śmierci?

Każde istnienie, posiada swój wzorzec, pierwotną matrycę.
Wygląda na to, że nasza, ludzka, jest inna, niż do tej pory sądziliśmy. I jeśli tak, to jest to rewolucyjne odkrycie, które zmienia wszystko!


Kwiat życia. Chyba każdy zna wzór 19, nakładających się na siebie okręgów, które na bazie sześciokąta, tworzą symetryczny, zdawałoby się, idealnie harmonijny wzorzec manifestowania wszelkiej materii.

Ta popularna mandala, symbolizująca prapoczątek, jest powszechnym patternem, jaki możemy zauważyć niemal wszędzie: na obrazach, naczyniach, podstawkach (również tych do programowania wody), tatuażach, wzorach na ubraniach, biżuterii… Według wiedzy opartej na prawach tzw. świętej geometrii, to właśnie wzorzec nas samych.

Jednak nauka tzw. keylontyczna, którą przekazuje Ashayna Deane (autorka wielu książek, między innymi „Podróżników”) zaprzecza temu. Według tej najstarszej nauki na Ziemi, wszystko w naszym świecie jest zniekształcone i zmanipulowane, gdyż na organiczną, boską i wiecznie żyjącą siatkę planetarną nałożono inną strukturę - destrukcyjną, śmiertelną siatkę kodu metatronicznego.

Aby to lepiej zrozumieć - a nie jest to wcale łatwe, gdyż trwamy jako ludzkość w tej manipulacji tysiące lat - możemy przyjrzeć się dwóm strukturom, dwóm liniom czasowym.

Pierwsza z nich to siatka Katara (Ka – światło, TA – dźwięk, Ra - jedność), organiczna, nieśmiertelna matryca życia, zwana linią Krystal. Na tym wzorcu przejawia się zewnętrzna manifestacja. Siatka ta, składa się z 12 centrów. Tworzy geometrię, na której osadza się spirala czasu. Spirala bierze swój początek z centrum i biegnie do dwunastego punktu, na szczycie siatki. Ten 12 punkt, to miejsce, w którym możemy, jako istoty, „przełączyć” się do innego wymiaru, innej przestrzeni, a mówiąc językiem wiedzy kaylontycznej - kolejnego, harmonicznego uniwersum. Można porównać to do schodów, którymi wspinamy się do góry: półpiętro, jest tym symbolicznym przeskokiem.

Geometria Spirali Kristal jest nośnikiem kodu kreacji (bo przecież wszystko, co chcemy stworzyć, wykreować, musi mieć bazę w pomyśle, wzorcu, koncepcji), który mieści się w samym środku matrycy.

Gdybyśmy podążali drogą tej spirali, nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Byłby przepełniony miłością i miłosierdziem - wibracją, jakiej Ziemia, jaką znamy, jeszcze nie doświadczyła. Brak chorób, brak jakichkolwiek niedoborów i zamiast wszechobecnego lęku - Miłość.

Tak się nie dzieje, gdyż obok wspomnianej spirali Kristal, biegnie równolegle druga. Znamy ją pod nazwą spirali Fibonacciego. Oparta o kod metatroniczny - czyli sztuczny i śmiertelny, prowadzi do upadku.

Te spirale biegły równolegle na współistniejących liniach czasowych, zaś rzeczywistości nakładały się na siebie. Stąd na naszej planecie tyle cierpienia, przemocy, wojen, agresji, lęku i braków. A jednocześnie - współistnieje przecież współczucie, troska, opieka, czułość, bezinteresowna miłość.

Spirala Kryst i anty-Kryst na załączonej grafice przecinają się w punkcie 144.

Co to oznacza? Absolutnie niezwykłą dla nas sytuację, jaka jeszcze nigdy nie wydarzyła się na Ziemi. Linie czasowe, biegnące od tysięcy lat tuż obok siebie - rozejdą się. Z wyliczeń wynika, że wydarzy się to w listopadzie (między 9 a 11) 2023 roku. Żyjące na Ziemi, ludzkie istoty, będą mogły - zgodnie z zasadą wolnej woli - dokonać wyboru. Podążanie spiralą Kryst będzie jednoznaczne z akceptacją wszystkiego, co niesie ona w swoim kodzie kreacji. I analogicznie, wybór spirali Fibonacciego - przyniesie inne owoce.

Musimy zdecydować, gdzie podążamy. Czy drogą boskiej, organicznej nieśmiertelnej matrycy, czy drogą destrukcji i w efekcie - upadku.

Im szybciej podejmiemy tę decyzję, tym lepiej dla nas.

A jak będzie wyglądało samo rozdzielenie? Oczywiście, nie stanie się to z dnia na dzień. Nikt też dokładnie nie wie, jak przebiegnie mechanizm rozłączenia linii czasowych. Być może przestaniemy się nawzajem dostrzegać? Być może zapomnimy o „starym życiu”?

Zanim to jednak nastąpi, będziemy świadkami wielkich zmian i burzenia społecznych struktur. Więcej o nadchodzących wydarzeniach w następnym wpisie...

Czy dość się już nacierpiałeś? Droga Przemiany - lekcja trzecia

Czy dość się już nacierpiałeś? Droga Przemiany - lekcja trzecia

Kiedy idziesz, patrzysz, działasz, ale też zwyczajnie wykonujesz najprostsze czynności, zawsze masz okazję dokonać wyboru: Lęk czy Miłość?


Tę naukę, Mistrz intrygująco zaczyna od słów: niepoczytalność.

- „Panie sędzio, mój klient jest niewinny, ponieważ był w stanie chwilowej niepoczytalności” - te słowa często padają w sądzie.

Taka sama niepoczytalność panuje w kosmicznych wymiarach naszego istnienia. Bóg, Źródło, Najwyższa Inteligencja - czy jakkolwiek chcielibyśmy nazwać przyczynę naszego istnienia - doskonale wie, że chociaż wszyscy mamy wolną wolę, wybieramy czasami chwilową niepoczytalność.

Nigdy jednak nie zostaliśmy, ani nie zostaniemy, za to potępieni.
Czyż to nie wspaniała wiadomość?
Mamy prawo, jako dzieci Boga, popełniać błędy.
Jednak w każdej sekundzie naszego życia możemy zdecydować o zmianie.

Dlatego Mistrz Jezus sugeruje powrót do lekcji trzeciej, Drogi Serca, gdzie wracamy do praktyki obecności, jako Chrystus. Warto ją sobie przypomnieć: chodzi o skupienie się i bycie świadomym, dosłownie każdej rzeczy, myśli, pragnienia, sytuacji, której doświadczamy.

Zmywasz naczynia? Skup swoją uwagę na wodzie, jaka dotyka twoich dłoni, strukturze garnka czy kubka. Poczuj, że sama, czy sam, stworzyłeś taką sytuację. Chodzi o dotarcie do myśli, że tylko my tworzymy swoje doświadczenie, że jesteśmy dosłownie twórcami wszystkiego, co nas otacza. A skoro stworzyliśmy jedno, stworzymy następne. I kolejne, i kolejne. Taki świadomy proces kreacji zaczyna coraz bardziej cieszyć, gdyż jest w sprzeczności ze słowem, jakie wciąż słyszeliśmy: „muszę”. Zamiast „muszę”, zaczynamy wybierać ”mogę”, a to jest już zupełnie inna perspektywa…

Na koniec tej 5-minutowej praktyki stwarzania jako Chrystus (przypominamy, że „Chrystus” to nie imię, tylko tytuł, do jakiego każdy z nas pretenduje), zamknij oczy i uświadom sobie prostotę przepływu twego własnego oddechu.

Wtedy po prostu pomyśl: Pozwalam, aby ten oddech poruszał się głębiej i wolniej… A następnie, w miarę jak zaczniesz odczuwać coraz głębsze rozluźnienie, utrzymuj myśl:

„Jako Chrystus, w doskonałym bezpieczeństwie, uwalniam całe napięcie. Jako Chrystus, w doskonałym bezpieczeństwie, roztapiam mój umysł w doskonałym Pokoju Boga”

Cały czas utrzymuj spokojny oddech. Poczuj, jak wypełnia twoje ciało. A następnie powiedz: Przyjmuję… Gdy zaś oddech opuszcza ciało (powiedz głowie, niekoniecznie na głos): Miłość Boga…
I znów: Przyjmuję… A następnie: Miłość Boga… Zrób tak kilka, kilkanaście razy.

Kontynuuj to przez mniej więcej pięć minut – wspiera nas wskazówka mistrz Jezus - niezależnie od tego, co egotyczny umysł będzie ci mówił, a z pewnością podniesie on nieco wrzawy. Ty po prostu powróć do tej prostej praktyki. Pod koniec tych pięciu minut pozwól, by modlitwa, którą ofiarowywałeś, zmieniła się ze słów w energię. Być może będziesz postrzegał ją jako złote, białe światło…Tę praktykę warto wykonywać rano i wieczorem, z tym, że wieczorem dobrze jest zamknąć ją zdaniem: Dziś przyniosłem światu pokój i ofiarowałem go mym towarzyszom na drodze.

Kolejne wskazówki Jeszuy, prowadzą nas do uświadamiania sobie, że świat, jaki wytworzyliśmy z innymi ludźmi… nie jest rzeczywisty. Mistrz pyta: Czy dość się już nacierpiałeś? Czy już wystarczająco głęboko doświadczyłeś ograniczeń, by wiedzieć, że już dłużej tego nie chcesz? Tylko lęk blokuje nas przed doświadczaniem Miłości. By to zmienić, potrzeba jest tylko nasza decyzja.

I nic więcej.

Nadchodzi kosmiczna świadomość.

Nadchodzi kosmiczna świadomość.

Wydarzyło się coś wielkiego. Największa w naszej kosmicznej historii eksplozja promieni gamma, całkowicie zmieniła ziemską atmosferę. To właśnie o tym czasie mówili starożytni Majowie. Szykujmy się na całkowitą zmianę! 


Co się właściwie stało 9 października 2022 r.? W odległości 2 miliardów lat świetlnych od Ziemi, zarejestrowano rozbłysk gamma o mocy, jaką trudno objąć nawet zaawansowanym naukowo umysłom: 18 teraelektronowoltów! 

Dla porównania, w oficjalnych przekazach z CERNU informowano, iż podczas przeprowadzania doświadczeń w Wielkim Zderzaczu Hadronów, udało się uzyskać moc o sile 13 teraelektronowoltów, czyli przybliżoną wartość, jaka towarzyszyła Wielkiemu Wybuchowi.  
Co można zatem powiedzieć w takiej sytuacji? Nie istnieją słowa, by opisać to bezprecedensowe wydarzenie. Otworzyły się wrota, portal do Nowej Ziemi - tak mówi o obecnej, kosmicznej sytuacji niemiecki fizyk, Dieter Broers, który regularnie udziela wywiadów Tomaszowi Kierzkowskiemu. 

Tomasz Kierzkowski prowadzi na YouTube kanał, na którym zamieszcza informacje łączące naukę z duchowością, a jego myślą przewodnią jest transformacja ludzkości i powrót do naszej naturalnej mocy.  
W rozbłysku z 9 października br. zaobserwowano także promieniowanie radiowe, widzialne i rentgenowskie. Według nauki, nie ma żadnych innych procesów fizycznych we Wszechświecie zdolnych do wytworzenia takiej energii. 
Jest ona wyrzucana w postaci wiązek, tzw. „jetów”, które poruszają się z prędkością zbliżoną do światła. Silnie skoncentrowane „jety”, do tej pory nie przecinały się z orbitą Ziemi, były zatem niewykrywalne. 
Aż do teraz. 

Gdzie jednak jest źródło tego promieniowania? Wyniki badań prowadzą do olbrzymiej gwiazdy, 30 razy większej od naszego Słońca. Jej wybuch wytworzył zjawisko czarnej dziury, która zasysa wszystko, łącznie ze światłem. Wybuch nadał cząstkom przyspieszenie do prędkości światła i właśnie ta energia dotarła do Ziemi. 
Nie można nie wspomnieć, że wybuchy gamma w ciągu 1 sekundy uwalniają tyle energii, ile Słońce w ciągu całego, szacowanego na 10 mld lat, istnienia. 
Niewyobrażalna siła. 

Ponieważ detektory zapisywały promieniowanie gamma przez 10 godzin, czyli 36 tysięcy sekund, można precyzyjnie obliczyć ile tej najbardziej przenikającej energii (bez trudu „przechodzi” przez kilkucentymetrową, metalową  płytkę) dotarło do Ziemi oraz przyjąć ze stuprocentową pewnością, że każdy z nas, każdy biologiczny organizm, wchłonął jej super dawkę. 
Jak wspomnieliśmy  - zgodnie z przekazem Dietera Broersa - razem z tym wybuchem wysłane w kierunku Ziemi zostały także fale radiowe, które rezonują z naszym DNA. Podczerwień i długi zakres ultrafioletu są częstotliwościami komunikacji komórkowej. Dostaliśmy potężny zastrzyk!
Co zatem to wydarzenie oznacza dla nas, ludzi? Wpłynie na aktywację uśpionych helis DNA! Ludzie zaczną się masowo budzić, odkrywać swoje talenty i możliwości. Zaczną się spektakularne samouzdrowienia. 

Nowa świadomość błyskawicznie wzrośnie. 
Już zresztą się to dzieje!

Warto wspomnieć, że spłynięcie tak ogromnej energii fal radiowych, wprowadziło zakłócenia w pracę urządzeń technicznych. Stacje radiowo-telewizyjne, internet i inne „komunikatory” nie działały prawidłowo. 
Według fizyka, Dietera Broersa, mamy właśnie do czynienia z początkiem… NOWEGO WSZECHŚWIATA. Powstała „czarna dziura”, to portal do nowego wymiaru, do Nowej Ziemi, o której od tak dawna i tak dużo się mówi. 
W tym momencie warto przyjrzeć się mechanizmowi skoku kwantowego. 
Elektron, który porusza się po orbicie wokół jądra atomu, po otrzymaniu energetycznego impulsu z zewnątrz, staje się tzw. elektronem wzbudzonym. Gdy poziom energii przekracza pewien pułap, elektron natychmiast - mówiąc najprostszym językiem - przeskakuje wyżej. 
Najprawdopodobniej, tak właśnie stanie się z całą ziemską materią. Elektron, po „przeskoku”, znajduje się w innym wymiarze i staje się niewidzialny. 

Czy stan po przejściu elektronu to wibracja Nowej Ziemi?
Nikt nie da nam gwarancji, ale wszystkie znaki wskazują na taki scenariusz. 
Majowie mówili o promieniu, który ma odmienić człowieka, zmienić jego DNA. 
A może nie tyle zmienić, co aktywować dawne funkcje i możliwości. 
Kim tak naprawdę jesteśmy? Tylko mały krok dzieli nas od tego bezprecedensowego odkrycia.   


Stwórz piękny obraz cz. II

Stwórz piękny obraz cz. II

Kiedy obrazujemy konkretny cel, bądźmy szczególnie czujni na synchroniczność zdarzeń, sploty okoliczności, znaki. To one wiodą nas do celu, chociaż bywa, że inną drogą niż sobie założyliśmy.




Przypomnijmy: obrazowanie to niezwykły proces na planie duchowo - energetycznym. Potrzebna nam ufność i pewność, że dysponujemy wystarczającą mocą kreacji, by wizje z własnej głowy przenieść na plan fizyczny, płaszczyznę „twardej materii”.

Ktoś powiedział, że logika to śmierć dla tej części nas, która dokonuje cudów.
Ktokolwiek to był, miał absolutną rację, gdyż oddając się w całkowite władanie rozumowi, czyli ego, tracimy kontakt z czymś znacznie większym - z boskością w nas.

Pięknie mówi o tym Adam Mickiewicz.
„Człowieku! Gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze.
Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze (…)
Tak czekają twe myśli - szatan i anioły.
Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo
zaświecisz (…)
Ludzie! każdy z was mógłby, samotny, więziony,
Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony.”


Może czytaliśmy ten wiersz w szkole. Może nawet robiliśmy to wielokrotnie. Jednak, prawdopodobnie, nawet nie przypuszczaliśmy, że dotykamy samej istoty boskości w nas. Sądziliśmy raczej, że poeta użył przenośni, że w ten alegoryczny sposób inspiruje do działania, wzbudza naszą ludzką, a nie boską moc. A jednak w tych słowach kryje się klucz do prawdziwej natury człowieka.
Pomyślmy: ile moglibyśmy zdziałać dla siebie, dla świata, gdybyśmy zjednoczyli siły w kreacji, skoro jeden świadomy człowiek, wibrujący miłością, może więcej, niż setki „śpiących”, pogrążonych w strachu, owładniętych lękiem?

Warto wciąż sobie przypominać, że prawa fizyki nie są stałe. Wpływamy na nie naszą wewnętrzną mocą, możemy je modyfikować i zmieniać.

Mistrzowie duchowi potrafili zostawiać odcisk swojej dłoni w skale na dowód panowania nad materią. A przecież byli takimi samymi ludźmi jak my, tyle że wcześniej dotarli do swojego centrum.

Jak więc myśleć, jak działać, by skutecznie obrazować? Część wskazówek zamieściliśmy w poprzednim wpisie. Dziś kolejne.

Zacznij od pytania: czego naprawdę chcę? Co jest dla mnie ważne? Do czego dążę? Zdecydowanie oddziel to, czego nie chcesz i od czego uciekasz, od prawdziwego dążenia i jasnej wizji swojego życia.

W obrazowaniu myśli mają być jak laser, jak wiązka energii, którą kierujemy intencjonalnie, a nie chaotycznie, w sprzeczności: może to, a może tamto?

Kiedy już mamy cel i klarowny obraz w głowie, nasycamy go swoją energią. Co to znaczy? To znaczy, że dajemy temu obrazowi uwagę. Możemy to robić na wiele sposobów. Jeśli czujemy się mocni w rysunkach, narysujmy to, czego pragniemy, zróbmy grafikę, mapę, obraz. Możemy też opisać nasz cel, zrymować wiersz, który będziemy powtarzać.

To, co jest ogromnie ważne, wręcz kluczowe - to świadomość istnienia prawa rezonansu. Nie otrzymamy niczego, z czym nie jesteśmy kompatybilni. Jeśli zatem pragniemy założyć firmę i zostać jej prezesem, ale nie wiemy czym mielibyśmy zarządzać, jesteśmy nieśmiali i kontakty z innymi są dla nas udręką - nasz zamiar raczej się nie powiedzie. A już na pewno nie od razu. Najpierw potrzebna będzie praca nad celem (jaka firma, po co, czemu ma służyć), później praca nad własnymi przekonaniami, ograniczeniami. Gdy w rezultacie wyłoni się nowy, świadomy, człowiek, przyciągnie takie okoliczności, które pozwolą mu na realizację zamierzeń.

Medytacja i oddech. To kolejne aspekty w dążeniu do obrazowania. Medytacja to nic innego, jak uspokojenie umysłu, zmiana jego wibracji, wyłączenie z ciągłego szumu. Prawidłowy oddech (jest wiele technik dostępnych w Internecie) przywraca nam witalność i energię, a to jest niezbędne do działania.

Kiedy wszystkie kroki wykonamy prawidłowo, pojawi się czas tzw. pustki. Chodzi o ciszę w nas, pozwolenie naszej wyższej świadomości na manifestację tego, do czego dążyliśmy.

Jako przykład, niech posłużą nam odkrycia i wynalazki. Zawsze przychodziły do ich autorów, jako pewnego rodzaju olśnienie, coś nagłego, niespodziewanego. Przeważnie działo się to po wielomiesięcznych czy nawet wieloletnich zmaganiach, poszukiwaniach, intensywnej pracy. Moment odpuszczenia po solidnie wykonanej robocie to właśnie nagroda: gotowy obraz, na jaki czekamy.

Stwórz piękny obraz cz. I

Stwórz piękny obraz cz. I

Wejdź do środka siebie. Usłysz ciszę. Poczuj i wchłoń każdą komórką swojego ciała bogactwo wewnętrznych odczuć. Tam znajdziesz intuicję, a ona Cię poprowadzi. A wtedy stworzysz obraz, jaki chcesz.


„Człowiek samym sobą przedstawia nic innego, jak zmaterializowany obraz, a będąc takim obrazem, sam może swoją myślą tworzyć i materializować kolejne obrazy. Właśnie w tym tkwi jego, niepokonana przez nic i nikogo, siła Wszechświata. Jeżeli człowiek nie rozumie, ani nawet nie uświadamia sobie zdolności i talentów danych mu przez Stwórcę, to blokuje swoją wielką moc, ulegając wpływom obrazów innych, materializując pomysły innych, aż do zniszczenia własnego „ja”, samego siebie, swojego rodu, kraju i całej planety”…

To słowa Anastazji, fascynującej kobiety z Syberii, której scenariusz życia i bezcenne przekazy zamieścił w swoich książkach Władimir Megre. Dla niektórych, są tak szokujące, że nie wierzą w istnienie kogoś tak odmiennego i pełnego mocy, mimo braku konta w banku i życiu w tajdze niemal pod gołym niebem.

Anastazja mówi, że świat przyrody, jaki nas otacza i który możemy zobaczyć nie istnieje - jak nam mówią - od miliardów lat, ale o wiele dłużej, ponieważ pierwotnie istniał w… niezmaterializowanym obrazie.

Jeśli wydaje się nam to zaskakujące, rozejrzyjmy się wokół. Stół, krzesło, lampa, książki, naczynia. Gdzie były te przedmioty, zanim zaistniały w świecie twardej materii? Jasne, że w ludzkich głowach, w przestrzeni mentalnej. W projekcji, marzeniu. I obrazie.

Obrazowanie, to nic innego, jak przenoszenie „obrazu” wytworzonego w głowie do rzeczywistości, niejako wyświetlanie tego, co stworzyliśmy i wykreowaliśmy wcześniej we własnych myślach.

Ten sposób kreacji znali nasi słowiańscy przodkowie. Dlaczego zatem dziś nikt o tym nie wie, nie mówi, nie jest to powszechnie stosowana, praktyczna wiedza?

Odpowiedź jest prosta: tym, którzy czerpią zyski z naszej niewiedzy na temat ogromnej mocy, jaką dysponujemy, nie zależy na tym, by nam o tym przypominać. Wręcz odwrotnie: przez stulecia wykonano ogrom pracy, byśmy uwierzyli w swoją małość, nicość i bezwartościowość.

Uważny obserwator, przebudzony lub budzący się człowiek, bez trudu znajdzie jednak niespójne elementy, fakty, które nie są faktami, informacje, jakie łatwo podważyć itp.

Jednym z takich ludzi jest Bartłomiej Góralski, który jako Prometej Wyzwolony na swoim kanale na YouTube, rozkłada nasz język na części, sięga do głębi, odkrywa pradawny zapis, który ułatwia zrozumienie kim naprawdę jesteśmy.

W niezwykle ciekawym odcinku na temat świadomego tworzenia - bo przecież tym w istocie jest obrazowanie - omawia ważne wątki, które pomagają nam podjąć praktyczne kroki do stworzenia takiej rzeczywistości, jakiej pragniemy.

Od czego zacząć? Od… odpowiedzialności za swoje życie.

No i już mamy pierwszą przeszkodę, gdyż większość z nas żyje w trybie ofiary. Zakładamy, że życie nam się przydarza i na nic nie mamy wpływu.

Jak z takiego poziomu być odpowiedzialnym twórcą?

Jeśli nie wierzymy, że mamy wpływ na cokolwiek, to co uda nam się stworzyć? Takie obrazy będą kalekie, słabe, niedoskonałe.

Człowiek, który chce kreować piękno, powinien pozbyć się strachu, zaś jego miejsce musi zająć miłość.

Warto sobie przypominać co jakiś czas zasadę załamywania funkcji falowej (efekt obserwatora), która dowodzi, że mamy wpływ na materię.

Skoro cząsteczki na poziomie subatomowym zachowują się inaczej niż w skali makro, to oznacza, że prawa fizyki nie są stałe. Kto je zmienia? Obserwator. Człowiek!

Do obrazowania potrzebne nam są także umiejętności skupienia i koncentracji. Nawet tak proste czynności jak robienie na drutach albo czytanie, podnosi nasze możliwości, a już wyższy poziom, czyli kaligrafowanie, uczenie się obcego języka albo gry na instrumencie, uruchamia w nas (oczywiście w dłuższej perspektywie, nie w ciągu tygodnia czy dwóch) możliwość działania niczym laser.

Warto przyjrzeć się także swoim posiłkom i zastosować odkwaszanie. Odkwaszony mózg bowiem lepiej nam posłuży.

A oto jedno z praktycznych zadań: stwórz w swojej głowie obraz i spróbuj „utrzymać” go tak długo, jak potrafisz. Na początku może to nie być łatwe, ale z każdym dniem będzie coraz bardziej „stabilny”…

Dalsze informacje na temat obrazowania, zamieścimy w kolejnym wpisie.

Wykorzystaj Czas na Miłość. Droga Przemiany - lekcja druga.

Wykorzystaj Czas na Miłość. Droga Przemiany - lekcja druga.

Wyuczono nas w czekaniu i poczuciu słabości. Wszystko jest inaczej!
Miłość nie musi czekać, by spełniono określone warunki dla jej przejawienia.
Była, jest i będzie.


Kiedy czekamy na lepsze okoliczności życia, często mówimy: niech tylko przyjdzie wiosna, obym się już rozwiodła, prawdziwe życie zacznie się, jak dostanę awans, itp. Wyznaczamy sobie jakiś cel, dążymy do niego, ale przez ten odcinek czasu, kiedy realizujemy swoje pragnienia, zapominamy… żyć.

Na tym spotkaniu, Joszua, przypomina nam o innym postrzeganiu czasu.

I wcale nie chodzi tu o to, abyśmy przenieśli się na odludzie i tam doświadczali życia w odosobnieniu.

Nie chodzi też o to, aby zmieniać okoliczności naszego istnienia, ale o inną perspektywę zdarzeń, jakich doświadczamy. A także rozpoznanie, że nic, żadne fakty, sytuacje, rzeczy, ludzie czy jakiekolwiek istoty, nie są w stanie oddzielić nas od Boga, gdyż nadrzędną władzę nad wszystkim dzierżymy tylko my.

Dla wielu może być to teoretyczne określenie, bo uczono nas, że jesteśmy niewiele warci, słabi, „grzeszni”. Takie działania miały tylko jeden cel: odciągnąć nas od swojej własnej mocy, decyzyjności i siły. Przecież tylko my sami możemy dokonać wyboru, by postrzegać inaczej, nikt nie zrobi tego za nas!

Nie pójdziemy dalej w naszym rozwoju, jeśli wciąż będziemy obarczać się winą za to, co wydarzyło się kiedyś, a może nawet całkiem niedawno, bo wczoraj czy dzisiaj.

Mistrz Jezus sugeruje, że nie jest to właściwy trop.

- Powiadam wam: wszystko, czego potrzeba, by zacząć, to gotowość zaakceptowania, że w owej wielkiej tajemnicy świadomości ty jesteś mocą i źródłem wszystkiego, co myślisz, wszystkiego, co widzisz, wszystkiego, co czujesz, wszystkiego, czym chcesz być i co chcesz czynić. Trwasz w tej wolności nieustannie - wyjaśnia wszystkim, którzy podjęli decyzję, że chcą kroczyć Drogą Przemiany.

I skoro na nią wkroczyliśmy, trzeba postawić sobie pytanie: jak chcę wykorzystać czas, w którym żyję? Można przecież żyć jak niewolnik, ale można też pamiętać o swojej wolności i widzieć rzeczy inaczej - z perspektywy Miłości. Nie czekać aż zmienią się okoliczności, bo właśnie wtedy wpychamy siebie w więzienie oczekiwania. Jesteśmy wolni już, teraz, w każdej sekundzie! A wynika to z naszego, boskiego i niczym nieograniczonego pola świadomości. Czym jest to pole? Miłością właśnie, czystą miłością. I jakkolwiek może to wciąż brzmieć dla nas abstrakcyjnie, warto czynić próby uświadamiania sobie siebie, jako boskiej obecności w tym wymiarze. Joszua przypomina o praktycznych ćwiczeniach (choćby 3 do 5 minut dziennie), które opisywaliśmy we wcześniejszych lekcjach, a które teraz tylko przypominamy: w ciszy i głębokiej obecności odczuj wszystko, cokolwiek Cię otacza, jako własne stworzenie, ale z poziomu twórcy, kreatora, z poziomu własnego stwarzania. I nawet jeśli tylko siedzisz na krześle, to sam fakt zauważenia, że to Ty stworzyłeś tę sytuację, da Ci zrozumienie, że masz możliwość wykreowania jakiejkolwiek innej.

Mistrz Jezus podkreśla, że każdy z nas ma tylko jeden skarb: siebie samego, jako obecność boskiej miłości. I tylko jedno zadanie: szerzenie jej w świecie. Droga Przemiany polega na odwróceniu wewnętrznego systemu przekonania, że coś lub ktoś na zewnątrz nas, wpłynie na wewnętrzną zmianę. Aby mogła ona trwale przeniknąć nasze ciało - umysł, nie wystarczy powtarzanie nowych formuł, mantr, modlitw - potrzebujemy praktyki!

Pomoże nam w tym powyższe zadanie, a także każda forma medytacji, jaką poczujemy. I kiedy to praktykujemy, wtedy właśnie dzieje się „cud” zupełnie innego odczuwania okoliczności, jakie wcześniej nazwalibyśmy trudnymi, smutnymi, tragicznymi.

Mistrz mówi, że jedyny wybór, jaki stoi przed nami, to wzięcie odpowiedzialności za wykorzenienie błędnego postrzegania na temat kogokolwiek i czegokolwiek, zaś przede wszystkim - siebie. W ramach tego postanowienia jest także przyjęcie pamięci o tym, że „ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Jest w tym poddanie i siła jednocześnie. A łączenie paradoksów, to domena boskości. Łączmy więc i idźmy drogą Miłości.

Obudź swoje światło.

Obudź swoje światło.

Grasica. Czy gruczoł, nad którym zawiązano zmowę milczenia jest mieszkaniem naszej duszy? Czy właśnie tu ukryto przed nami samymi moc połączenia ze Stwórcą? 


Kiedy ponad dwa wieki temu misjonarze chrześcijańscy dotarli do Polinezji i rozpoczęli nauki, rdzenni Polinezyjczycy byli w szoku. Nie mogli zrozumieć, dlaczego duchowni uderzają się pięścią w okolice grasicy i powtarzają słowa o wielkiej winie. Skąd ich smutek, skąd „ciężkość” modlitwy?

Oni wykonywali podobne gesty, jednak znacznie delikatniejsze, przy czym wypowiadali wówczas słowa miłości, radości i wdzięczności.

Znali język biologicznego programowania, zaś prastarą wiedzę wykorzystywali praktycznie, na co dzień. Wiedzieli, że w miejscu położenia grasicy spotyka się ciało fizyczne i duch, który nami kieruje.

Nas uczono, że grasica to organ, jak każdy inny, który spełnia tylko i wyłącznie biologiczne funkcje. Ten akurat jest częścią układu limfatycznego i wpływa na naszą odporność. O głównym zadaniu grasicy nikt nie wspominał.

Wiadomo jednak, że kiedy się rodzimy, ten narząd jest duży, szczególnie w stosunku do ciała noworodka. Z czasem kurczy się i maleje, aby w okolicach 65 roku życia, stać się po prostu tkanką tłuszczową.

Podobno ludzie, którzy nie są już „metrykalnie” młodzi, ale zachowali w sobie radość życia i witalność, mają także młodą grasicę.

Można z tego wyciągnąć wniosek, że to centrum naszej energii i młodości, punkt zarządzający całą naszą Istotą. Nie przypadkiem, kiedy zapewniamy kogoś o swojej atencji i miłości, dotykamy się ręką w tym miejscu.

Tu jest źródło naszego istnienia.

Niezwykłą wiedzę przekazuje na ten temat strona internetowa wingmakers.pl, gdzie z fragmentów, tzw. Kosmogonii Liminalnej, spływa na nas unikatowa wiedza na temat grasicy. Ponieważ jasne jest już chyba dla wszystkich, że nasza planeta podnosi swoje wibracje (gdyż jest żywą, rozwijającą się Istotą), my wszyscy, żyjący na Ziemi ludzie, również to czynimy. Obecne w nas tzw. ciało świetliste, intensywnie się budzi. Tym samym, aktywuje w nas mądrość i przywraca pamięć, jaka została nam wymazana.

Gdzie mieści się owo ciało świetliste? Między sercem a gardłem, w okolicy mostka. Tu, gdzie leży grasica. A ona właśnie - nazywana „Wschodzącym Sercem” - w pełni aktywowana, przywraca nam kreatywność, odwagę, dumę, świadomość, mądrość.

To nie przypadek, że przez setki lat uczono nas programować się na ofiarę, człowieka winnego, z opuszczoną głową, pełnego skruchy i żalu.

Ta skuteczna technologia wprowadziła nas w mroki nieszczęść, wojen, walk i nienawiści. Człowiek w pełni połączony (przez ciało świetliste) ze Źródłem nigdy nie byłby zdolny do takich czynów. Ciało świetliste - jak czytamy w wingmakres.pl - to cząsteczka boskiego umysłu, wyprojektowana z Centralnego Słońca. Warto wspomnieć, że jest ono międzywymiarowym portalem, który łączy wszystkie galaktyki i wymiary obecnego w nich życia, w jedną, pulsującą całość wpisaną w tzw. Wielkie, Centralne Słońce. To jak precyzyjna sieć połączeń, spajająca wszelkie fizyczne i duchowe plany istnienia.

Jest kwantową sumą wszystkich słońc w galaktyce, i to właśnie kwantowe światło mieszka w nas, w przestrzeni naszej grasicy.

Chodzi o zjednoczenie i zespolenie z wyższym planem, telepatyczny, nieustany kontakt z Wyższą Inteligencją.

Zauważmy, że nasze Wschodzące Serce, znajduje się dokładnie na przecięciu dwóch linii. Poziomej, która nazywana jest Polem Planet i pionowej - określanej Polem Centralnego Słońca. Na tej pierwszej jesteśmy my, jako materialne Istoty, w których zakotwiczyło ciało świetliste. Druga oś to - mówiąc w dużym uproszczeniu - przekaźnik energii wprost ze Źródła, z Centralnego Słońca. Pełna aktywacja pozwoli nam poczuć własne pole elektromagnetyczne, jednię z całością, pełnię istnienia.

Co możemy zrobić praktycznie, by pomóc sobie i innym?

Wykorzystać świadomy oddech i wyobraźnię. Praktyka nosi nazwę „Oddechu Wschodzącego Serca” i każdy, kto ją poczuje intuicyjnie, może praktykować nawet kilka razy dziennie.

Jak to zrobić? W spokojnym momencie wyciszenia, wyobraźmy sobie, jak nasz oddech, którego źródło i początek jest właśnie w okolicy grasicy, płynie przez portal aż do Centralnego Słońca. Następnie, razem z wdechem, wciągamy pole elektromagnetyczne światła i kierujemy je do splotu słonecznego, żeby za chwilę, razem z wydechem, przenieść je w poziomą przestrzeń osi planetarnej.

To tak, jakbyśmy czerpali boską energię, a później rozdawali ją potrzebującym, promieniowali na innych, dzielili się światłem.

Dzięki temu, wszyscy rozwijamy się harmonijnie. Tworzymy kolektywną siłę, która w kosmicznej ewolucji wznosi nas coraz wyżej i wyżej…

Więcej informacji na ten temat:  


Wyjdź poza ograniczenia. Droga Przemiany - lekcja pierwsza.

Wyjdź poza ograniczenia. Droga Przemiany - lekcja pierwsza.

Zaczynamy nowy cykl: Droga Przemiany. Jest to kontynuacja Drogi Serca, jaką podążaliśmy zgodnie ze wskazówkami Jeszuy.
Na tej ścieżce pogłębimy swoje duchowe doświadczenia i jeszcze mocniej osadzimy w nowej, boskiej świadomości. Jeśli taki tylko będzie nasz wybór.


Wierzymy, że jesteśmy ciałem. Dla ścisłości – tylko ciałem – fizycznością, która się porusza, je, komunikuje z innymi, cierpi, choruje. Łatwo w to uwierzyć, gdyż to właśnie wysuwa się na pierwszy plan. Nasza materialna cielesność, jaką możemy zaobserwować fizycznymi oczami, dotknąć i poczuć.

Joszua podkreśla jednak, że przede wszystkim jesteśmy czystymi duchami.

Jednak nie uwięzionymi w ciałach, ale korzystających z niego, by doświadczać w tej przestrzeni. To nie więzienie, ale decyzja, by uczyć się właśnie z tego punktu, z tej chwili, w jakiej jesteśmy, gdyż nigdy nic nie jest przypadkiem.

W tej lekcji Nauczyciel proponuje nam pewne doświadczenie. Ma na celu poszerzenie naszej świadomości i „wyjście” poza fizyczne ograniczenie.

Wyobraźmy sobie, że jedziemy samochodem i zatrzymujemy się na światłach. Obok nas jest inny człowiek w swoim samochodzie. Moglibyśmy spojrzeć na niego, jak na obce ciało, lecz zmieńmy perspektywę, zróbmy coś innego: popatrzmy na niego, jak na światło, jak na poszerzoną obecność. Joszua proponuje zabawę: „A jeśli, spoglądając na tę osobę, powiedziałbyś sobie, że to jest tylko jedna, nieznaczna forma, w jakiej się manifestuje? A następnie zadał sobie pytanie: zastanawiam się, co pojawia się na obrzeżach? Być może nagle przyjdzie do Ciebie myśl: „Boże, nie zdążyłam wyprasować mężowi koszuli, będzie zły…” Wiesz, że nie jest to Twoja myśl, po prostu ją usłyszałeś, poczułeś. Tak samo jak kolory, wibracje, światło. Właśnie te kolory i wibracje powiedzą Ci dużo więcej niż kiedykolwiek powiedziały słowa.

Czego to dowodzi? Że na obrzeżach naszej fizyczności, z którą się identyfikujemy, znajduje się ogromna przestrzeń, gdzie nasze Umysły są ze sobą połączone, nie ma nic ukrytego, wszystko jest zanurzone w jednym polu. A gdzie prywatność, gdzie prawo do odrębności? Nauczyciel odpowiada na to tak: Nie ma czegoś takiego, jak prywatność. W rzeczywistości nic nie jest ukryte. Gdy zaufasz temu, że głęboką naturą twego własnego jestestwa jest doskonała mądrość, doskonałe współczucie i doskonała Miłość, zaczniesz uwalniać się od lęku, którym obudowałeś niezwykłe zdolności, jakie już posiadasz - tłumaczy.

Wynika z tego, że „puszczenie” ułudy oddzielenia daje nam oddech, swobodę i lekkość, bo wówczas to nie my mozolnie idziemy przez świat, ale Duch nas prowadzi. Możemy się rozluźnić, odetchnąć, odpocząć.

- I jeśli umysł kogoś innego dotyka twego umysłu, a twój dotyka jego, to możesz posyłać mu Miłość. Możesz zauważać, co odbierasz od innych i bez otwierania fizycznych ust, posłać im odpowiedź mądrości, jakiej szukają - podpowiada Joszua.

A zatem, skoro mówimy o Przemianie, to na czym ona tak naprawdę polega?

Na pamiętaniu, że jesteśmy nieograniczonymi duchami, przebywającymi jednocześnie we wszystkich wymiarach. A skoro fizycznie jesteśmy tu, gdzie teraz, to znaczy, że doprowadziło nas do tego nasze postrzeganie.

Droga Przemiany to punkt wyjścia do przyjęcia odpowiedzialności za wszystko, za każdą sekundę naszego czasu. Nic nie jest rzeczywiste, choć się takie wydaje: samochody, budynki, rzeczy materialne, pieniądze.

- Są to tylko symbole takiej jakości doświadczenia, jakie postanowiłeś przywołać do siebie jako tymczasowe - wyjaśnia Mistrz.

Co stoi na przeszkodzie, byśmy stworzyli inne? Tylko nasze przekonanie.

Joszua nazywa to liniami na płótnie, które sami narysowaliśmy. To tworzy stan uwięzienia. Wychodźmy z niego z minuty na minutę, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień… Aż zmieni się wszystko.


Kreacja zamiast przetrwania

Kreacja zamiast przetrwania

Nadeszły czasy końca świata, jaki znaliśmy. I jest to wspaniała wiadomość. 
Bo był to świat ludzi, którym wymazano pamięć tego, kim w rzeczywistości są. A teraz, dokładnie teraz, cały Kosmos wspiera nas w powrocie do naszej pierwotnej prawdy i mocy.


I może od mocy zacznijmy.

- Jesteśmy ładunkami energii, kulami ognia, błyskawicami, które przybrały postać człowieka - tłumaczy dr Aleksander Woźny, fizyk jądrowy, który - jak niewielu naukowców - potrafi na swoich wykładach dla telewizji Tagen.TV, łączyć naukę z duchowością - Każdy atom, który nas tworzy, składa się z 99, 9999 procent energii i tylko 0, 0001 procent z materii. Musimy zatem umieć się zatrzymać i zauważyć, gdzie tę energię kierujemy. To, o czym myślimy, manifestuje się i przejawia w naszej rzeczywistości, co oznacza, że żyjemy w takim świecie, jaki sami stworzyliśmy. Świadomość nie jest wynikiem istnienia świata. Jest dokładnie odwrotnie: to dzięki naszej świadomości istnieje świat.

Trzeba pamiętać, że każda forma życia ma w sobie cały Wszechświat.

Czy to rozumiemy czy nie, czy tego chcemy czy nie - jesteśmy Wszechświatem. I podlegamy prawom Uniwersum, jak wszystkie minerały, rośliny, zwierzęta, planety, gwiazdy…

W jednym z wpisów na blogu pisaliśmy o szybkim podnoszeniu się ziemskich wibracji, co wykazuje tzw. rezonans Schumanna. To jeden z dowodów na rozwój naszej planety. Ponieważ wszystko posiada świadomość i kroczy drogą duchowej ewolucji, taką samą drogą idzie i Ziemia. Jeśli wibracje żyjących na niej Istot nie będą kompatybilne z jej częstotliwością, będą musiały odejść.

Doktor Woźny wyjaśnia prawa „nowej” fizyki na przykładach naszych ciał.

Zmienił się rytm erytrocytów, czyli czerwonych ciałek. Ich jakość i poziom uzależniony jest od naszych myśli, bo - jak już wspomnieliśmy - myśl, to struktura urzeczywistnionej energii. O tym właśnie od lat mówi biolog, dr Bruce Lipton: o świadomości, która wpływa na biologię naszego ciała.

Nie ma nic stałego, wszystko może zostać przeobrażone, a tym właśnie kieruje nasze przekonanie, energia jaką w sobie nosimy.

Doktor Woźny z humorem nazywa tę energię czarodziejską różdżką.

I tłumaczy kolejne sekwencje zmian: parametry magnetyczne naszego DNA połączone są z parametrami magnetycznymi Drogi Mlecznej - Galaktyki, w kórej żyjemy. - A jądro naszej Galaktyki jest czymś w rodzaju mocnej stacji radiowej, która emituje kod świetlny - wyjaśnia naukowiec - W tym samym czasie, aktywuje się nasze pole DNA, na które składa się 64 słów kodowych, tzw. kodonów. Ta matryca składa się z kolei z 260 elementów, zwanych harmonijnym modułem Colkiena[41]

Można zagłębić się jeszcze mocniej w tzw. genetykę kwantową, nad którą zaawansowane badania prowadził profesor Garjajew, jednak najważniejszy jest wniosek: musimy mieć jasny cel i pozytywne emocje, a wydarzenie, jakiego pragniemy, samo nas odnajdzie. Ale trzeba to zrobić we właściwy sposób. Przemyśleć, dać intencję i zapomnieć. Pozwolić Wszechświatowi realizować nasz plan.

Przyszedł czas, kiedy oświecenie nie będzie czymś chwilowym, tymczasowym, ale realnym doświadczeniem wyższego wymiaru.

Niektórym z nas wciąż nie mieści się to w głowie, bo ludzka natura chce szukać analogii, a czasu, w którym teraz żyjemy, nie ma do czego porównać.

Nie będziemy chorować i starzeć się. O tym mówi dr Woźny, przekazując konkretne dane i odkrycia, dotyczące procesu utleniania kwasu bursztynowego.

- W naszej krwi jest obecny inhibitor, zwany DGB (dehydrogenaza bursztynianowa), który ma bezpośrednio związek ze stopniową degradacją naszego ciała biologicznego - mówi dr Woźny - W momentach stresu, nić DGB staje się nadaktywna, a nadmierne utlenianie kwasu doprowadza do wyczerpywania organizmu ludzkiego.

Tak było do tej pory. A dokładnie do przejścia pierwszego skoku kwantowego w 2012 roku. Wcześniej, działał w nas zegar chronobiologiczny, który „mówił” naszym komórkom ile jeszcze zostało im życia. Teraz przechodzimy na inny, wyższy poziom reakcji nerwowych i wszystkie komórki naszego organizmu otrzymują… dar rozpoznania.

Zmienia się całe widmo energii i częstotliwości, które dociera do Ziemi z centrum naszej galaktyki. I dwie galaktyki się łączą: Drogi Mleczna i Andromeda. A to właśnie wpływa na całą naszą strukturę i zmienia dotychczasową biochemię. Możemy i wciąż będziemy obserwować w sobie wiele zmian.

Na przykład, między innymi, uaktywnia się grasica. To gruczoł, któremu do tej pory nie poświęcano należytej uwagi, a jest on bezpośrednio związany z naszym odmłodzeniem. Poruszymy to ważne zagadnienie w jednym z kolejnych wpisów.

To, co ważne i najistotniejsze na teraz, to zdanie sobie sprawy z posiadania - kiedyś powiedzielibyśmy - nadludzkiej mocy. Ale ta moc jest ludzka, gdyż każdy człowiek posiada boską energię kreacji. Świadome i ukierunkowane uwolnienie jej, pozwoli nam stworzyć to, o czym wszyscy marzymy: bezpieczny, piękny, przyjazny świat. Walter Russel w „Nowej Koncepcji Wszechświata” mówi o tym, że energię dowolnej masy, można użyć przeciwko niej samej. I my, jako ludzie, cały czas to robiliśmy, gdyż używaliśmy jej przeciwko… sobie. Nadchodzi Świt Swaroga, wielkie przebudzenie.

Teraz, dzięki szeroko otwartym oczom, będziemy umieli korzystać właściwie z wielkiej mocy, w jaką zostaliśmy wyposażeni przez Stwórcę, Źródło, Najwyższą Inteligencję - niech każdy wybierze najbardziej odpowiadające mu określenie. Koniec lęku o przetrwanie. Wchodzimy w czas kreacji.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Co myślimy o lęku, Miłości, osądzie, ograniczeniach? Warto zrobić sobie „duchową” powtórkę, zanim… ruszymy w dalszą drogę.


Zdarza nam się słyszeć, a czasem nawet samemu powiedzieć: co to za Bóg, który toleruje taki świat? Jeśli naprawdę jesteśmy bożymi dziećmi, to dlaczego nas nie ratuje od wojen, cierpienia i chorób?

Odpowiedź na to pytanie - jeśli szukamy - znajdziemy w wielu miejscach. Również, między innymi w 12. lekcji Drogi Serca.

- Nie możemy tego zrobić za Was, możemy tylko zrobić to z Wami, gdyż nic nie może być narzucone siłą umysłowi bożego dziecka - mówi Mistrz Jezus, Duch Święty nie czyni żadnych wysiłków, by uzurpować sobie lub odbierać Ci Twoją wolność…

A cała nasza moc w wolności. Co możemy zrobić, by ją uzyskać? Na pewno nie szukać, nie działać. Jedynie otworzyć się, poczuć się gotowym na przyjęcie, naszykować miejsce. Jak mówi Joszua – przygotować glebę poprzez swój wybór, by odkryć przeszkody dla Miłości.

I jakie to przeszkody? Jest tylko jedna, a wszystkie inne są jej pochodną: lęk. Lęk przyrównywany jest do korzenia chwastu, który rośnie w ogrodzie naszej świadomości. Ale kiedy już go usuniemy, to znów możemy posłużyć się językiem metafory: otrzymamy Deszcz Łaski. W dodatku wcale nie musimy na niego zasługiwać! Otrzymujemy go za darmo, tyle ile potrzebujemy.

A wspomniane krople deszczu, to nic innego, jak 12 lekcji kierowanych do naszej świadomości, by ją poruszyć, ożywić, pobudzić. Prawdopodobnie tylko część trafiła do nas, inne przekazy wciąż czekają. W miarę, jak będzie pogłębiała się nasza gotowość na uwolnienie się od lęku, będziemy także gotowi przyjąć kolejne krople…

W tej podsumowującej pierwszy etap wędrówki, Joszua sugeruje, by zweryfikować swój stan na teraz, bo kiedy pójdziemy dalej, wiele zależy od tego, co już udało się odkryć, poczuć i zrozumieć.

I znów możemy przywołać obraz ogrodnika, który szykując swoją ziemię pod uprawę, wybierał narzędzia. Mógł wybrać na tyle nieskuteczne, że gleba pozostała nieporuszona, niegotowa, by wchłonąć deszcz i nakarmić rośliny.

Ale mógł dokonać właściwego wyboru i wówczas owoce, jakie się pojawiły, przerosły wyobrażenia ogrodnika…

Mistrz Jezus zachęca, by w tej „duchowej powtórce”, udać się raz jeszcze do początku, do lekcji drugiej. Tam została nam podana pięciominutowa praktyka obserwacji wszystkiego, co się wydarza, jako przebudzony Chrystus.

A zatem przypomnijmy: zaczynamy od 3 - 5 minut poczucia absolutnej obecności i zauważenia stwarzania każdej czynności, każdej sekundy naszego istnienia. Choćby najprostszej: brania prysznica, parzenia kawy, patrzenia na kwiaty w wazonie, dotykania książki. Zatrzymanie się i zauważenie, że właśnie teraz, w tym momencie, stwarzamy określoną sytuację. A to właśnie, coraz mocniej zakorzeni nas w świadomości, że nikt inny, tylko my sami, poprzez Boga w nas, tworzymy wszystko.

Nie, to za łatwe! W czym niby taka praktyka miałaby mi pomóc? Oto prawdopodobnie niektóre z głosów. Skąd biorą się nasze wątpliwości?

Z egotycznego umysłu. Umysł Boga niczego nie komplikuje, wszystko jest proste! Jedyne co musimy, to zaprzestać działania, a otworzyć się z ufnością na otrzymywanie!

I co się stanie naprawdę, tak praktycznie? Oto kolejne nasuwające się pytania z ludzkiego postrzegania.

Joszua mówi: Korzenie lęku zostaną obluzowane na takie sposoby, jakich nie jesteś w stanie pojąć za pomocą myślącego umysłu.

Czyli: nie do nas należy tworzenie mechanizmu uwalniania z lęku (który jest zaprzeczeniem Miłości), nie do nas należy rozpaczliwe szukanie rozwiązań.

Do nas należy tylko otwarcie się na przyjmowanie.

Dla większości ludzi, to wciąż najtrudniejsze zadanie, bo przyzwyczajono nas, że rozwiązanie problemów ma związek z wysokością IQ, że tylko tu, w tajemniczych meandrach szarych komórek jesteśmy w stanie wymyślić coś skutecznego. Ale przecież nasz umysł wykracza poza materię.

Kiedy to pojmiemy, to w chwili porzucenia ciała - a przecież każdy z nas tego doświadczy - będzie to jak porzucenie zabawki, z jakiej już wyrośliśmy…

Jeszcze raz, zatem przyjrzyjmy się takim aspektom naszego życia, jak wspomniany już lęk, osąd (siebie i innych), ograniczenia.

Mistrz Jezus mówi, że każdy z nich musi być uwolniony na tym poziomie, na jakim został stworzony. W tym właśnie pomogą nam praktyki zawarte we wszystkich lekcjach Drogi Serca. Postanówmy więc sobie, że nie możemy ich przeoczyć. Bo to jak kamień węgielny naszej Istoty, ale także możliwość pójścia dalej, Drogą Przemiany.

Kopuły zamiast… tabletki cz. II

Kopuły zamiast… tabletki cz. II

Kiedy mówimy o zdrowym domu, mamy głównie na myśli materiał, z jakiego ma powstać. Jakość drewna, cegieł i innych tworzyw, brak chemii. Ale nikt nie mówi o najważniejszym kryterium. A jest nim… forma.  


Domy w kształcie jajka, położone poziomo lub spiczastą stroną do góry zostały opisane w głośnej książce „Misja” Michela Desmarqueta. Czyta się ją jednym tchem. Tym bardziej, że według autora, nie jest to literacka fikcja, ale rzetelny zapis 9 - dniowej podróży na planetę TJehooba, położonej w innej, niż nasza Ziemia, galaktyce. W książce poruszono wiele fascynujących wątków, między innymi właśnie rodzaj domów, w jakich tam się żyje.

Są one kuliste, „jajkowe”, okrągłe. I tylko takie. W tych kosmicznych budynkach nie ma okien i drzwi, wchodzi się do środka „przenikając” przez ściany. A będąc w środku, ma się wrażenie, że wciąż jest się na zewnątrz, jakby zanurzonym w bujną, zupełnie inną niż na Ziemi, przyrodę.

Grażyna Wrona, właścicielka kompleksu hotelowego Manor House SPA, nazywanego też Polskim Centrum Biowitalności, doznała olśnienia, kiedy kilka lat temu przeczytała książkę Desmarqueta. Wstęp do niej napisał dr Tomasz Chałko, uznany naukowiec w dziedzinie holografii laserowej, wykładowca akademicki w Melbourne w Australii. On sam zresztą wybudował dom kopułowy i mieszka w nim od wielu lat. Niewątpliwie wywarł na niego dobroczynny wpływ. Doktor Chałko uzyskał dyplom inżyniera w latach 70 - tych ubiegłego wieku, a wciąż wygląda młodo i witalnie. Taki jest również jego umysł, o czym można się przekonać, oglądając jego wywiady na You Tube…

Książka „Misja” zainspirowała Grażynę Wronę do poszukiwań wiedzy na temat kopuł i powodów, dla jakich warto je budować. No i dlaczego właściwie tego nie robimy - w naszej kulturze, budynek kopułowy wciąż jest dziwactwem…

Jednak wystarczy logicznie pomyśleć, trochę poczytać, obejrzeć zdjęcia z różnych epok i miejsc na świecie, by uświadomić sobie, że kształt domu kopułowego zaczerpnięto bezpośrednio z Natury. Takie domy budują zwierzęta. Ptasie gniazda nigdy nie są kwadratowe. Lisia nora, dziupla w drzewie, wydrapana w ziemi jama, wyścielona czymś miękkim, nie ma kątów prostych, ale „sklepienie” i okrągłe lub półokrągłe kształty. Zwierzęta tworzą swoje schronienia instynktownie. Pierwotne, ludzkie mieszkania, również były „zaokrąglone”. Życie w jaskiniach, jurtach, lepiankach było - mimo, że prymitywne - dobre dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego.

Okrągły kształt, to jak połączenie Nieba i Ziemi, symbolicznej jedności Matki i Ojca. To tworzy harmonię, której po prostu nie da się nie odczuwać!

Ciekawą historię przytacza Barbara Wojtkowska, architektka holistyczna, autorka wielu kopułowych projektów. Otóż, jeden z murarzy, który pracował przy samym sklepieniu, w wysokiej, bo 6 - metrowej budowli domu kopułowego, w pewnej chwili znalazł się w wewnętrznej przestrzeni i ciszy, jakiej nigdy nie doświadczył. Gdy o tym później opowiadał, nie umiał nawet znaleźć słów na swoje doznania - „Jakby mnie odcięło od świata, czułem taką błogość…”

A to właśnie naturalny stan naszego istnienia. To zostało nam z premedytacją zabrane…

Warto wiedzieć, że prawidłowo zbudowany dom kopułowy emituje radiestezyjne złote pasmo. Im wyżej sklepienia, tym głębiej zanurzamy się w tzw. torusa, czyli energetyczny lejek - mówiąc jak najbardziej obrazowo.

To właśnie w takiej przestrzeni możemy szybko wejść w odmienny stan świadomości, przekroczyć linię między światami.

Większość świątyń, przynajmniej tych budowanych wcześniej, ma kopulasty dach, półokrągłe sklepienia. To nie przypadek. Kiedyś budowniczowie znali tajemnice wibracji odpowiedniego kształtu i stosowali je w praktyce.

Na szczęście, wiedza ta, nie została całkowicie zapomniana i zatracona. Wraca z honorami, choć na razie jeszcze nie w masowym przekazie. Jednak kto chce, bez trudu dowie się, jak zbudować dom, który uzdrawia.

Również w Manor House SPA, szykuje się niezwykła gratka: lada moment rozpocznie się budowa dziewięciu małych kopuł! Będą to pokoje dla gości. A pomiędzy nimi stanie dziesiąta, większa kopuła, która będzie spełniała rolę wspólnej przestrzeni.

Noc w takim miejscu będzie niezwykłym przeżyciem. I każdy będzie mógł tego doświadczyć…

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia