Wykorzystaj Czas na Miłość. Droga Przemiany - lekcja druga.

Wykorzystaj Czas na Miłość. Droga Przemiany - lekcja druga.

Wyuczono nas w czekaniu i poczuciu słabości. Wszystko jest inaczej!
Miłość nie musi czekać, by spełniono określone warunki dla jej przejawienia.
Była, jest i będzie.


Kiedy czekamy na lepsze okoliczności życia, często mówimy: niech tylko przyjdzie wiosna, obym się już rozwiodła, prawdziwe życie zacznie się, jak dostanę awans, itp. Wyznaczamy sobie jakiś cel, dążymy do niego, ale przez ten odcinek czasu, kiedy realizujemy swoje pragnienia, zapominamy… żyć.

Na tym spotkaniu, Joszua, przypomina nam o innym postrzeganiu czasu.

I wcale nie chodzi tu o to, abyśmy przenieśli się na odludzie i tam doświadczali życia w odosobnieniu.

Nie chodzi też o to, aby zmieniać okoliczności naszego istnienia, ale o inną perspektywę zdarzeń, jakich doświadczamy. A także rozpoznanie, że nic, żadne fakty, sytuacje, rzeczy, ludzie czy jakiekolwiek istoty, nie są w stanie oddzielić nas od Boga, gdyż nadrzędną władzę nad wszystkim dzierżymy tylko my.

Dla wielu może być to teoretyczne określenie, bo uczono nas, że jesteśmy niewiele warci, słabi, „grzeszni”. Takie działania miały tylko jeden cel: odciągnąć nas od swojej własnej mocy, decyzyjności i siły. Przecież tylko my sami możemy dokonać wyboru, by postrzegać inaczej, nikt nie zrobi tego za nas!

Nie pójdziemy dalej w naszym rozwoju, jeśli wciąż będziemy obarczać się winą za to, co wydarzyło się kiedyś, a może nawet całkiem niedawno, bo wczoraj czy dzisiaj.

Mistrz Jezus sugeruje, że nie jest to właściwy trop.

- Powiadam wam: wszystko, czego potrzeba, by zacząć, to gotowość zaakceptowania, że w owej wielkiej tajemnicy świadomości ty jesteś mocą i źródłem wszystkiego, co myślisz, wszystkiego, co widzisz, wszystkiego, co czujesz, wszystkiego, czym chcesz być i co chcesz czynić. Trwasz w tej wolności nieustannie - wyjaśnia wszystkim, którzy podjęli decyzję, że chcą kroczyć Drogą Przemiany.

I skoro na nią wkroczyliśmy, trzeba postawić sobie pytanie: jak chcę wykorzystać czas, w którym żyję? Można przecież żyć jak niewolnik, ale można też pamiętać o swojej wolności i widzieć rzeczy inaczej - z perspektywy Miłości. Nie czekać aż zmienią się okoliczności, bo właśnie wtedy wpychamy siebie w więzienie oczekiwania. Jesteśmy wolni już, teraz, w każdej sekundzie! A wynika to z naszego, boskiego i niczym nieograniczonego pola świadomości. Czym jest to pole? Miłością właśnie, czystą miłością. I jakkolwiek może to wciąż brzmieć dla nas abstrakcyjnie, warto czynić próby uświadamiania sobie siebie, jako boskiej obecności w tym wymiarze. Joszua przypomina o praktycznych ćwiczeniach (choćby 3 do 5 minut dziennie), które opisywaliśmy we wcześniejszych lekcjach, a które teraz tylko przypominamy: w ciszy i głębokiej obecności odczuj wszystko, cokolwiek Cię otacza, jako własne stworzenie, ale z poziomu twórcy, kreatora, z poziomu własnego stwarzania. I nawet jeśli tylko siedzisz na krześle, to sam fakt zauważenia, że to Ty stworzyłeś tę sytuację, da Ci zrozumienie, że masz możliwość wykreowania jakiejkolwiek innej.

Mistrz Jezus podkreśla, że każdy z nas ma tylko jeden skarb: siebie samego, jako obecność boskiej miłości. I tylko jedno zadanie: szerzenie jej w świecie. Droga Przemiany polega na odwróceniu wewnętrznego systemu przekonania, że coś lub ktoś na zewnątrz nas, wpłynie na wewnętrzną zmianę. Aby mogła ona trwale przeniknąć nasze ciało - umysł, nie wystarczy powtarzanie nowych formuł, mantr, modlitw - potrzebujemy praktyki!

Pomoże nam w tym powyższe zadanie, a także każda forma medytacji, jaką poczujemy. I kiedy to praktykujemy, wtedy właśnie dzieje się „cud” zupełnie innego odczuwania okoliczności, jakie wcześniej nazwalibyśmy trudnymi, smutnymi, tragicznymi.

Mistrz mówi, że jedyny wybór, jaki stoi przed nami, to wzięcie odpowiedzialności za wykorzenienie błędnego postrzegania na temat kogokolwiek i czegokolwiek, zaś przede wszystkim - siebie. W ramach tego postanowienia jest także przyjęcie pamięci o tym, że „ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Jest w tym poddanie i siła jednocześnie. A łączenie paradoksów, to domena boskości. Łączmy więc i idźmy drogą Miłości.

Obudź swoje światło.

Obudź swoje światło.

Grasica. Czy gruczoł, nad którym zawiązano zmowę milczenia jest mieszkaniem naszej duszy? Czy właśnie tu ukryto przed nami samymi moc połączenia ze Stwórcą? 


Kiedy ponad dwa wieki temu misjonarze chrześcijańscy dotarli do Polinezji i rozpoczęli nauki, rdzenni Polinezyjczycy byli w szoku. Nie mogli zrozumieć, dlaczego duchowni uderzają się pięścią w okolice grasicy i powtarzają słowa o wielkiej winie. Skąd ich smutek, skąd „ciężkość” modlitwy?

Oni wykonywali podobne gesty, jednak znacznie delikatniejsze, przy czym wypowiadali wówczas słowa miłości, radości i wdzięczności.

Znali język biologicznego programowania, zaś prastarą wiedzę wykorzystywali praktycznie, na co dzień. Wiedzieli, że w miejscu położenia grasicy spotyka się ciało fizyczne i duch, który nami kieruje.

Nas uczono, że grasica to organ, jak każdy inny, który spełnia tylko i wyłącznie biologiczne funkcje. Ten akurat jest częścią układu limfatycznego i wpływa na naszą odporność. O głównym zadaniu grasicy nikt nie wspominał.

Wiadomo jednak, że kiedy się rodzimy, ten narząd jest duży, szczególnie w stosunku do ciała noworodka. Z czasem kurczy się i maleje, aby w okolicach 65 roku życia, stać się po prostu tkanką tłuszczową.

Podobno ludzie, którzy nie są już „metrykalnie” młodzi, ale zachowali w sobie radość życia i witalność, mają także młodą grasicę.

Można z tego wyciągnąć wniosek, że to centrum naszej energii i młodości, punkt zarządzający całą naszą Istotą. Nie przypadkiem, kiedy zapewniamy kogoś o swojej atencji i miłości, dotykamy się ręką w tym miejscu.

Tu jest źródło naszego istnienia.

Niezwykłą wiedzę przekazuje na ten temat strona internetowa wingmakers.pl, gdzie z fragmentów, tzw. Kosmogonii Liminalnej, spływa na nas unikatowa wiedza na temat grasicy. Ponieważ jasne jest już chyba dla wszystkich, że nasza planeta podnosi swoje wibracje (gdyż jest żywą, rozwijającą się Istotą), my wszyscy, żyjący na Ziemi ludzie, również to czynimy. Obecne w nas tzw. ciało świetliste, intensywnie się budzi. Tym samym, aktywuje w nas mądrość i przywraca pamięć, jaka została nam wymazana.

Gdzie mieści się owo ciało świetliste? Między sercem a gardłem, w okolicy mostka. Tu, gdzie leży grasica. A ona właśnie - nazywana „Wschodzącym Sercem” - w pełni aktywowana, przywraca nam kreatywność, odwagę, dumę, świadomość, mądrość.

To nie przypadek, że przez setki lat uczono nas programować się na ofiarę, człowieka winnego, z opuszczoną głową, pełnego skruchy i żalu.

Ta skuteczna technologia wprowadziła nas w mroki nieszczęść, wojen, walk i nienawiści. Człowiek w pełni połączony (przez ciało świetliste) ze Źródłem nigdy nie byłby zdolny do takich czynów. Ciało świetliste - jak czytamy w wingmakres.pl - to cząsteczka boskiego umysłu, wyprojektowana z Centralnego Słońca. Warto wspomnieć, że jest ono międzywymiarowym portalem, który łączy wszystkie galaktyki i wymiary obecnego w nich życia, w jedną, pulsującą całość wpisaną w tzw. Wielkie, Centralne Słońce. To jak precyzyjna sieć połączeń, spajająca wszelkie fizyczne i duchowe plany istnienia.

Jest kwantową sumą wszystkich słońc w galaktyce, i to właśnie kwantowe światło mieszka w nas, w przestrzeni naszej grasicy.

Chodzi o zjednoczenie i zespolenie z wyższym planem, telepatyczny, nieustany kontakt z Wyższą Inteligencją.

Zauważmy, że nasze Wschodzące Serce, znajduje się dokładnie na przecięciu dwóch linii. Poziomej, która nazywana jest Polem Planet i pionowej - określanej Polem Centralnego Słońca. Na tej pierwszej jesteśmy my, jako materialne Istoty, w których zakotwiczyło ciało świetliste. Druga oś to - mówiąc w dużym uproszczeniu - przekaźnik energii wprost ze Źródła, z Centralnego Słońca. Pełna aktywacja pozwoli nam poczuć własne pole elektromagnetyczne, jednię z całością, pełnię istnienia.

Co możemy zrobić praktycznie, by pomóc sobie i innym?

Wykorzystać świadomy oddech i wyobraźnię. Praktyka nosi nazwę „Oddechu Wschodzącego Serca” i każdy, kto ją poczuje intuicyjnie, może praktykować nawet kilka razy dziennie.

Jak to zrobić? W spokojnym momencie wyciszenia, wyobraźmy sobie, jak nasz oddech, którego źródło i początek jest właśnie w okolicy grasicy, płynie przez portal aż do Centralnego Słońca. Następnie, razem z wdechem, wciągamy pole elektromagnetyczne światła i kierujemy je do splotu słonecznego, żeby za chwilę, razem z wydechem, przenieść je w poziomą przestrzeń osi planetarnej.

To tak, jakbyśmy czerpali boską energię, a później rozdawali ją potrzebującym, promieniowali na innych, dzielili się światłem.

Dzięki temu, wszyscy rozwijamy się harmonijnie. Tworzymy kolektywną siłę, która w kosmicznej ewolucji wznosi nas coraz wyżej i wyżej…

Więcej informacji na ten temat:  


Wyjdź poza ograniczenia. Droga Przemiany - lekcja pierwsza.

Wyjdź poza ograniczenia. Droga Przemiany - lekcja pierwsza.

Zaczynamy nowy cykl: Droga Przemiany. Jest to kontynuacja Drogi Serca, jaką podążaliśmy zgodnie ze wskazówkami Jeszuy.
Na tej ścieżce pogłębimy swoje duchowe doświadczenia i jeszcze mocniej osadzimy w nowej, boskiej świadomości. Jeśli taki tylko będzie nasz wybór.


Wierzymy, że jesteśmy ciałem. Dla ścisłości – tylko ciałem – fizycznością, która się porusza, je, komunikuje z innymi, cierpi, choruje. Łatwo w to uwierzyć, gdyż to właśnie wysuwa się na pierwszy plan. Nasza materialna cielesność, jaką możemy zaobserwować fizycznymi oczami, dotknąć i poczuć.

Joszua podkreśla jednak, że przede wszystkim jesteśmy czystymi duchami.

Jednak nie uwięzionymi w ciałach, ale korzystających z niego, by doświadczać w tej przestrzeni. To nie więzienie, ale decyzja, by uczyć się właśnie z tego punktu, z tej chwili, w jakiej jesteśmy, gdyż nigdy nic nie jest przypadkiem.

W tej lekcji Nauczyciel proponuje nam pewne doświadczenie. Ma na celu poszerzenie naszej świadomości i „wyjście” poza fizyczne ograniczenie.

Wyobraźmy sobie, że jedziemy samochodem i zatrzymujemy się na światłach. Obok nas jest inny człowiek w swoim samochodzie. Moglibyśmy spojrzeć na niego, jak na obce ciało, lecz zmieńmy perspektywę, zróbmy coś innego: popatrzmy na niego, jak na światło, jak na poszerzoną obecność. Joszua proponuje zabawę: „A jeśli, spoglądając na tę osobę, powiedziałbyś sobie, że to jest tylko jedna, nieznaczna forma, w jakiej się manifestuje? A następnie zadał sobie pytanie: zastanawiam się, co pojawia się na obrzeżach? Być może nagle przyjdzie do Ciebie myśl: „Boże, nie zdążyłam wyprasować mężowi koszuli, będzie zły…” Wiesz, że nie jest to Twoja myśl, po prostu ją usłyszałeś, poczułeś. Tak samo jak kolory, wibracje, światło. Właśnie te kolory i wibracje powiedzą Ci dużo więcej niż kiedykolwiek powiedziały słowa.

Czego to dowodzi? Że na obrzeżach naszej fizyczności, z którą się identyfikujemy, znajduje się ogromna przestrzeń, gdzie nasze Umysły są ze sobą połączone, nie ma nic ukrytego, wszystko jest zanurzone w jednym polu. A gdzie prywatność, gdzie prawo do odrębności? Nauczyciel odpowiada na to tak: Nie ma czegoś takiego, jak prywatność. W rzeczywistości nic nie jest ukryte. Gdy zaufasz temu, że głęboką naturą twego własnego jestestwa jest doskonała mądrość, doskonałe współczucie i doskonała Miłość, zaczniesz uwalniać się od lęku, którym obudowałeś niezwykłe zdolności, jakie już posiadasz - tłumaczy.

Wynika z tego, że „puszczenie” ułudy oddzielenia daje nam oddech, swobodę i lekkość, bo wówczas to nie my mozolnie idziemy przez świat, ale Duch nas prowadzi. Możemy się rozluźnić, odetchnąć, odpocząć.

- I jeśli umysł kogoś innego dotyka twego umysłu, a twój dotyka jego, to możesz posyłać mu Miłość. Możesz zauważać, co odbierasz od innych i bez otwierania fizycznych ust, posłać im odpowiedź mądrości, jakiej szukają - podpowiada Joszua.

A zatem, skoro mówimy o Przemianie, to na czym ona tak naprawdę polega?

Na pamiętaniu, że jesteśmy nieograniczonymi duchami, przebywającymi jednocześnie we wszystkich wymiarach. A skoro fizycznie jesteśmy tu, gdzie teraz, to znaczy, że doprowadziło nas do tego nasze postrzeganie.

Droga Przemiany to punkt wyjścia do przyjęcia odpowiedzialności za wszystko, za każdą sekundę naszego czasu. Nic nie jest rzeczywiste, choć się takie wydaje: samochody, budynki, rzeczy materialne, pieniądze.

- Są to tylko symbole takiej jakości doświadczenia, jakie postanowiłeś przywołać do siebie jako tymczasowe - wyjaśnia Mistrz.

Co stoi na przeszkodzie, byśmy stworzyli inne? Tylko nasze przekonanie.

Joszua nazywa to liniami na płótnie, które sami narysowaliśmy. To tworzy stan uwięzienia. Wychodźmy z niego z minuty na minutę, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień… Aż zmieni się wszystko.


Kreacja zamiast przetrwania

Kreacja zamiast przetrwania

Nadeszły czasy końca świata, jaki znaliśmy. I jest to wspaniała wiadomość. 
Bo był to świat ludzi, którym wymazano pamięć tego, kim w rzeczywistości są. A teraz, dokładnie teraz, cały Kosmos wspiera nas w powrocie do naszej pierwotnej prawdy i mocy.


I może od mocy zacznijmy.

- Jesteśmy ładunkami energii, kulami ognia, błyskawicami, które przybrały postać człowieka - tłumaczy dr Aleksander Woźny, fizyk jądrowy, który - jak niewielu naukowców - potrafi na swoich wykładach dla telewizji Tagen.TV, łączyć naukę z duchowością - Każdy atom, który nas tworzy, składa się z 99, 9999 procent energii i tylko 0, 0001 procent z materii. Musimy zatem umieć się zatrzymać i zauważyć, gdzie tę energię kierujemy. To, o czym myślimy, manifestuje się i przejawia w naszej rzeczywistości, co oznacza, że żyjemy w takim świecie, jaki sami stworzyliśmy. Świadomość nie jest wynikiem istnienia świata. Jest dokładnie odwrotnie: to dzięki naszej świadomości istnieje świat.

Trzeba pamiętać, że każda forma życia ma w sobie cały Wszechświat.

Czy to rozumiemy czy nie, czy tego chcemy czy nie - jesteśmy Wszechświatem. I podlegamy prawom Uniwersum, jak wszystkie minerały, rośliny, zwierzęta, planety, gwiazdy…

W jednym z wpisów na blogu pisaliśmy o szybkim podnoszeniu się ziemskich wibracji, co wykazuje tzw. rezonans Schumanna. To jeden z dowodów na rozwój naszej planety. Ponieważ wszystko posiada świadomość i kroczy drogą duchowej ewolucji, taką samą drogą idzie i Ziemia. Jeśli wibracje żyjących na niej Istot nie będą kompatybilne z jej częstotliwością, będą musiały odejść.

Doktor Woźny wyjaśnia prawa „nowej” fizyki na przykładach naszych ciał.

Zmienił się rytm erytrocytów, czyli czerwonych ciałek. Ich jakość i poziom uzależniony jest od naszych myśli, bo - jak już wspomnieliśmy - myśl, to struktura urzeczywistnionej energii. O tym właśnie od lat mówi biolog, dr Bruce Lipton: o świadomości, która wpływa na biologię naszego ciała.

Nie ma nic stałego, wszystko może zostać przeobrażone, a tym właśnie kieruje nasze przekonanie, energia jaką w sobie nosimy.

Doktor Woźny z humorem nazywa tę energię czarodziejską różdżką.

I tłumaczy kolejne sekwencje zmian: parametry magnetyczne naszego DNA połączone są z parametrami magnetycznymi Drogi Mlecznej - Galaktyki, w kórej żyjemy. - A jądro naszej Galaktyki jest czymś w rodzaju mocnej stacji radiowej, która emituje kod świetlny - wyjaśnia naukowiec - W tym samym czasie, aktywuje się nasze pole DNA, na które składa się 64 słów kodowych, tzw. kodonów. Ta matryca składa się z kolei z 260 elementów, zwanych harmonijnym modułem Colkiena[41]

Można zagłębić się jeszcze mocniej w tzw. genetykę kwantową, nad którą zaawansowane badania prowadził profesor Garjajew, jednak najważniejszy jest wniosek: musimy mieć jasny cel i pozytywne emocje, a wydarzenie, jakiego pragniemy, samo nas odnajdzie. Ale trzeba to zrobić we właściwy sposób. Przemyśleć, dać intencję i zapomnieć. Pozwolić Wszechświatowi realizować nasz plan.

Przyszedł czas, kiedy oświecenie nie będzie czymś chwilowym, tymczasowym, ale realnym doświadczeniem wyższego wymiaru.

Niektórym z nas wciąż nie mieści się to w głowie, bo ludzka natura chce szukać analogii, a czasu, w którym teraz żyjemy, nie ma do czego porównać.

Nie będziemy chorować i starzeć się. O tym mówi dr Woźny, przekazując konkretne dane i odkrycia, dotyczące procesu utleniania kwasu bursztynowego.

- W naszej krwi jest obecny inhibitor, zwany DGB (dehydrogenaza bursztynianowa), który ma bezpośrednio związek ze stopniową degradacją naszego ciała biologicznego - mówi dr Woźny - W momentach stresu, nić DGB staje się nadaktywna, a nadmierne utlenianie kwasu doprowadza do wyczerpywania organizmu ludzkiego.

Tak było do tej pory. A dokładnie do przejścia pierwszego skoku kwantowego w 2012 roku. Wcześniej, działał w nas zegar chronobiologiczny, który „mówił” naszym komórkom ile jeszcze zostało im życia. Teraz przechodzimy na inny, wyższy poziom reakcji nerwowych i wszystkie komórki naszego organizmu otrzymują… dar rozpoznania.

Zmienia się całe widmo energii i częstotliwości, które dociera do Ziemi z centrum naszej galaktyki. I dwie galaktyki się łączą: Drogi Mleczna i Andromeda. A to właśnie wpływa na całą naszą strukturę i zmienia dotychczasową biochemię. Możemy i wciąż będziemy obserwować w sobie wiele zmian.

Na przykład, między innymi, uaktywnia się grasica. To gruczoł, któremu do tej pory nie poświęcano należytej uwagi, a jest on bezpośrednio związany z naszym odmłodzeniem. Poruszymy to ważne zagadnienie w jednym z kolejnych wpisów.

To, co ważne i najistotniejsze na teraz, to zdanie sobie sprawy z posiadania - kiedyś powiedzielibyśmy - nadludzkiej mocy. Ale ta moc jest ludzka, gdyż każdy człowiek posiada boską energię kreacji. Świadome i ukierunkowane uwolnienie jej, pozwoli nam stworzyć to, o czym wszyscy marzymy: bezpieczny, piękny, przyjazny świat. Walter Russel w „Nowej Koncepcji Wszechświata” mówi o tym, że energię dowolnej masy, można użyć przeciwko niej samej. I my, jako ludzie, cały czas to robiliśmy, gdyż używaliśmy jej przeciwko… sobie. Nadchodzi Świt Swaroga, wielkie przebudzenie.

Teraz, dzięki szeroko otwartym oczom, będziemy umieli korzystać właściwie z wielkiej mocy, w jaką zostaliśmy wyposażeni przez Stwórcę, Źródło, Najwyższą Inteligencję - niech każdy wybierze najbardziej odpowiadające mu określenie. Koniec lęku o przetrwanie. Wchodzimy w czas kreacji.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Co myślimy o lęku, Miłości, osądzie, ograniczeniach? Warto zrobić sobie „duchową” powtórkę, zanim… ruszymy w dalszą drogę.


Zdarza nam się słyszeć, a czasem nawet samemu powiedzieć: co to za Bóg, który toleruje taki świat? Jeśli naprawdę jesteśmy bożymi dziećmi, to dlaczego nas nie ratuje od wojen, cierpienia i chorób?

Odpowiedź na to pytanie - jeśli szukamy - znajdziemy w wielu miejscach. Również, między innymi w 12. lekcji Drogi Serca.

- Nie możemy tego zrobić za Was, możemy tylko zrobić to z Wami, gdyż nic nie może być narzucone siłą umysłowi bożego dziecka - mówi Mistrz Jezus, Duch Święty nie czyni żadnych wysiłków, by uzurpować sobie lub odbierać Ci Twoją wolność…

A cała nasza moc w wolności. Co możemy zrobić, by ją uzyskać? Na pewno nie szukać, nie działać. Jedynie otworzyć się, poczuć się gotowym na przyjęcie, naszykować miejsce. Jak mówi Joszua – przygotować glebę poprzez swój wybór, by odkryć przeszkody dla Miłości.

I jakie to przeszkody? Jest tylko jedna, a wszystkie inne są jej pochodną: lęk. Lęk przyrównywany jest do korzenia chwastu, który rośnie w ogrodzie naszej świadomości. Ale kiedy już go usuniemy, to znów możemy posłużyć się językiem metafory: otrzymamy Deszcz Łaski. W dodatku wcale nie musimy na niego zasługiwać! Otrzymujemy go za darmo, tyle ile potrzebujemy.

A wspomniane krople deszczu, to nic innego, jak 12 lekcji kierowanych do naszej świadomości, by ją poruszyć, ożywić, pobudzić. Prawdopodobnie tylko część trafiła do nas, inne przekazy wciąż czekają. W miarę, jak będzie pogłębiała się nasza gotowość na uwolnienie się od lęku, będziemy także gotowi przyjąć kolejne krople…

W tej podsumowującej pierwszy etap wędrówki, Joszua sugeruje, by zweryfikować swój stan na teraz, bo kiedy pójdziemy dalej, wiele zależy od tego, co już udało się odkryć, poczuć i zrozumieć.

I znów możemy przywołać obraz ogrodnika, który szykując swoją ziemię pod uprawę, wybierał narzędzia. Mógł wybrać na tyle nieskuteczne, że gleba pozostała nieporuszona, niegotowa, by wchłonąć deszcz i nakarmić rośliny.

Ale mógł dokonać właściwego wyboru i wówczas owoce, jakie się pojawiły, przerosły wyobrażenia ogrodnika…

Mistrz Jezus zachęca, by w tej „duchowej powtórce”, udać się raz jeszcze do początku, do lekcji drugiej. Tam została nam podana pięciominutowa praktyka obserwacji wszystkiego, co się wydarza, jako przebudzony Chrystus.

A zatem przypomnijmy: zaczynamy od 3 - 5 minut poczucia absolutnej obecności i zauważenia stwarzania każdej czynności, każdej sekundy naszego istnienia. Choćby najprostszej: brania prysznica, parzenia kawy, patrzenia na kwiaty w wazonie, dotykania książki. Zatrzymanie się i zauważenie, że właśnie teraz, w tym momencie, stwarzamy określoną sytuację. A to właśnie, coraz mocniej zakorzeni nas w świadomości, że nikt inny, tylko my sami, poprzez Boga w nas, tworzymy wszystko.

Nie, to za łatwe! W czym niby taka praktyka miałaby mi pomóc? Oto prawdopodobnie niektóre z głosów. Skąd biorą się nasze wątpliwości?

Z egotycznego umysłu. Umysł Boga niczego nie komplikuje, wszystko jest proste! Jedyne co musimy, to zaprzestać działania, a otworzyć się z ufnością na otrzymywanie!

I co się stanie naprawdę, tak praktycznie? Oto kolejne nasuwające się pytania z ludzkiego postrzegania.

Joszua mówi: Korzenie lęku zostaną obluzowane na takie sposoby, jakich nie jesteś w stanie pojąć za pomocą myślącego umysłu.

Czyli: nie do nas należy tworzenie mechanizmu uwalniania z lęku (który jest zaprzeczeniem Miłości), nie do nas należy rozpaczliwe szukanie rozwiązań.

Do nas należy tylko otwarcie się na przyjmowanie.

Dla większości ludzi, to wciąż najtrudniejsze zadanie, bo przyzwyczajono nas, że rozwiązanie problemów ma związek z wysokością IQ, że tylko tu, w tajemniczych meandrach szarych komórek jesteśmy w stanie wymyślić coś skutecznego. Ale przecież nasz umysł wykracza poza materię.

Kiedy to pojmiemy, to w chwili porzucenia ciała - a przecież każdy z nas tego doświadczy - będzie to jak porzucenie zabawki, z jakiej już wyrośliśmy…

Jeszcze raz, zatem przyjrzyjmy się takim aspektom naszego życia, jak wspomniany już lęk, osąd (siebie i innych), ograniczenia.

Mistrz Jezus mówi, że każdy z nich musi być uwolniony na tym poziomie, na jakim został stworzony. W tym właśnie pomogą nam praktyki zawarte we wszystkich lekcjach Drogi Serca. Postanówmy więc sobie, że nie możemy ich przeoczyć. Bo to jak kamień węgielny naszej Istoty, ale także możliwość pójścia dalej, Drogą Przemiany.

Kopuły zamiast… tabletki cz. II

Kopuły zamiast… tabletki cz. II

Kiedy mówimy o zdrowym domu, mamy głównie na myśli materiał, z jakiego ma powstać. Jakość drewna, cegieł i innych tworzyw, brak chemii. Ale nikt nie mówi o najważniejszym kryterium. A jest nim… forma.  


Domy w kształcie jajka, położone poziomo lub spiczastą stroną do góry zostały opisane w głośnej książce „Misja” Michela Desmarqueta. Czyta się ją jednym tchem. Tym bardziej, że według autora, nie jest to literacka fikcja, ale rzetelny zapis 9 - dniowej podróży na planetę TJehooba, położonej w innej, niż nasza Ziemia, galaktyce. W książce poruszono wiele fascynujących wątków, między innymi właśnie rodzaj domów, w jakich tam się żyje.

Są one kuliste, „jajkowe”, okrągłe. I tylko takie. W tych kosmicznych budynkach nie ma okien i drzwi, wchodzi się do środka „przenikając” przez ściany. A będąc w środku, ma się wrażenie, że wciąż jest się na zewnątrz, jakby zanurzonym w bujną, zupełnie inną niż na Ziemi, przyrodę.

Grażyna Wrona, właścicielka kompleksu hotelowego Manor House SPA, nazywanego też Polskim Centrum Biowitalności, doznała olśnienia, kiedy kilka lat temu przeczytała książkę Desmarqueta. Wstęp do niej napisał dr Tomasz Chałko, uznany naukowiec w dziedzinie holografii laserowej, wykładowca akademicki w Melbourne w Australii. On sam zresztą wybudował dom kopułowy i mieszka w nim od wielu lat. Niewątpliwie wywarł na niego dobroczynny wpływ. Doktor Chałko uzyskał dyplom inżyniera w latach 70 - tych ubiegłego wieku, a wciąż wygląda młodo i witalnie. Taki jest również jego umysł, o czym można się przekonać, oglądając jego wywiady na You Tube…

Książka „Misja” zainspirowała Grażynę Wronę do poszukiwań wiedzy na temat kopuł i powodów, dla jakich warto je budować. No i dlaczego właściwie tego nie robimy - w naszej kulturze, budynek kopułowy wciąż jest dziwactwem…

Jednak wystarczy logicznie pomyśleć, trochę poczytać, obejrzeć zdjęcia z różnych epok i miejsc na świecie, by uświadomić sobie, że kształt domu kopułowego zaczerpnięto bezpośrednio z Natury. Takie domy budują zwierzęta. Ptasie gniazda nigdy nie są kwadratowe. Lisia nora, dziupla w drzewie, wydrapana w ziemi jama, wyścielona czymś miękkim, nie ma kątów prostych, ale „sklepienie” i okrągłe lub półokrągłe kształty. Zwierzęta tworzą swoje schronienia instynktownie. Pierwotne, ludzkie mieszkania, również były „zaokrąglone”. Życie w jaskiniach, jurtach, lepiankach było - mimo, że prymitywne - dobre dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego.

Okrągły kształt, to jak połączenie Nieba i Ziemi, symbolicznej jedności Matki i Ojca. To tworzy harmonię, której po prostu nie da się nie odczuwać!

Ciekawą historię przytacza Barbara Wojtkowska, architektka holistyczna, autorka wielu kopułowych projektów. Otóż, jeden z murarzy, który pracował przy samym sklepieniu, w wysokiej, bo 6 - metrowej budowli domu kopułowego, w pewnej chwili znalazł się w wewnętrznej przestrzeni i ciszy, jakiej nigdy nie doświadczył. Gdy o tym później opowiadał, nie umiał nawet znaleźć słów na swoje doznania - „Jakby mnie odcięło od świata, czułem taką błogość…”

A to właśnie naturalny stan naszego istnienia. To zostało nam z premedytacją zabrane…

Warto wiedzieć, że prawidłowo zbudowany dom kopułowy emituje radiestezyjne złote pasmo. Im wyżej sklepienia, tym głębiej zanurzamy się w tzw. torusa, czyli energetyczny lejek - mówiąc jak najbardziej obrazowo.

To właśnie w takiej przestrzeni możemy szybko wejść w odmienny stan świadomości, przekroczyć linię między światami.

Większość świątyń, przynajmniej tych budowanych wcześniej, ma kopulasty dach, półokrągłe sklepienia. To nie przypadek. Kiedyś budowniczowie znali tajemnice wibracji odpowiedniego kształtu i stosowali je w praktyce.

Na szczęście, wiedza ta, nie została całkowicie zapomniana i zatracona. Wraca z honorami, choć na razie jeszcze nie w masowym przekazie. Jednak kto chce, bez trudu dowie się, jak zbudować dom, który uzdrawia.

Również w Manor House SPA, szykuje się niezwykła gratka: lada moment rozpocznie się budowa dziewięciu małych kopuł! Będą to pokoje dla gości. A pomiędzy nimi stanie dziesiąta, większa kopuła, która będzie spełniała rolę wspólnej przestrzeni.

Noc w takim miejscu będzie niezwykłym przeżyciem. I każdy będzie mógł tego doświadczyć…

Kopuły zamiast… tabletki cz. I

Kopuły zamiast… tabletki cz. I

Dobrze skonstruowane i zbudowane z naturalnych materiałów domy kopułowe są lekiem samym w sobie. Życie w tak holistycznym i wspierającym wnętrzu jest czystym zdrowiem i radością…


A zatem, dlaczego dotąd takich domów masowo nie wznosiliśmy? Między innymi z powodów technicznych. Po pierwsze trudno było uzyskać pozwolenie na budowę czegoś, co nie mieściło się w ramach klasycznych, kwadratowych i prostokątnych budynków mieszkalnych. Nie mieliśmy także świadomości, że kopuła to uzdrawiająca przestrzeń. Jedno i drugie ściśle się wiąże.

Wiedza ta była przed nami ukrywana, bo gdybyśmy ją nie tyle posiedli, co sobie o niej przypomnieli, nagle, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, stawalibyśmy się coraz zdrowsi, bardziej witalni, odmłodzeni…

A przecież nikomu na tym nie zależy, bo silnym, świadomym człowiekiem trudno zarządzać.

Jednak wspaniała wiadomość jest taka, że właśnie teraz wiele tajemnic i ukrywanych przed nami informacji zaczyna wychodzić na światło dzienne. Dotyczą one także budowania holistycznych domów, nie tylko pozbawionych chemii, ale przede wszystkim z zastosowaniem całej wiedzy o prawach natury, żywiołów, przepływie energii, itp.

Nie trzeba daleko szukać, wystarczy logicznie pomyśleć: dlaczego większość świątyń ma kopułowy dach i zaokrąglone sklepienie?

Bo w tego typu przestrzeni energia krąży inaczej, jej przepływ jest naturalny. Taki kształt budynku idealnie rezonuje z naszym ciałem, bo jest to perfekcyjna forma występująca w przyrodzie. W kopułowym wnętrzu od razu czujemy się lepiej, gdyż emitowana energia wpływa nie tylko na nasze ciało fizyczne, ale również na pozostałe: mentalne, emocjonalne, eteryczne… Oczyszcza się nasze biopole, poszerza aura, szybciej goją rany, lepiej też śpimy i łatwiej ze sobą komunikujemy…

Z budynkiem o tego typu kształcie, wiąże się niezwykła historia. Otóż, w latach 60 - tych ubiegłego wieku, amerykański mechanik lotniczy, George van Tassel, na podstawie unikatowych planów, jakie podobno otrzymał od mieszkańców Wenus, zbudował nietypowy budynek. Dom postawiony na pustyni Mojave, niedaleko największego głazu na Ziemi, zwanego Giant Rock, nazwano go „Integratronem”. Jego górna część miała 12 metrów wysokości, 12 metrów średnicy oraz 16 boków. Można ją było wprawiać w ruch wirowy, a to, co się wtedy działo wewnątrz budynku, przekraczało wszelkie zrozumienie, nawet wysokiej klasy specjalistów! Do dziś - chociaż przecież upłynęło około 60 lat -nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego, wirowanie kopuły, aktywowało zjawiska magnetyczne podobne do tych, które towarzyszyły Tesli przy przeprowadzaniu doświadczeń z wysokimi napięciami. Te wysokie wibracje w kopułowej przestrzeni nie tylko natychmiast uzdrawiały i trwale odmładzały, ale nawet tworzyły możliwość… odrastania niegdyś amputowanych kończyn.

Niemożliwe? To przyjrzyjmy się życiu jaszczurek. Wyrwany ogon nie sprawia, że gad umiera. W ciągu miesiąca ta część ciała odrasta. Co prawda już nie w tak doskonałej formie, ale jednak odrasta i nikogo to nie dziwi.

Nic zatem dziwnego, że Integratron był przedmiotem wnikliwej obserwacji służb. Regeneracja, odmłodzenie, uzdrawianie… Czyż nie tego najbardziej pragniemy podczas naszego ziemskiego życia?

Twórca budynku tylko raz uruchomił kopułę. Później plany zaginęły, zaś on sam zmarł w tajemniczych okolicznościach.

Nawet jeśli kopuła nie wiruje, to i tak właściwości, jakie generuje w swoim wnętrzu, są niezwykle pożądane. Ci, którym udało się taki budynek postawić, a później w nim żyć (w Polsce jest kilkadziesiąt mniejszych i większych domów kopułowych), twierdzą, że kopuły są niczym wzmacniacze. A zatem potęgują nie tylko nasze zdrowie i witalność, ale i efekty indywidualnej działalności, pomnażając materię i obfitość…

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia