Pierwotna Alchemia - żywioł Ogień

Pierwotna Alchemia - żywioł Ogień

Żywioł Ognia ma za zadanie przemieniać, transformować i uruchomić proces. Dlatego jest niezbędny do stworzenia czegokolwiek. 


Symbolizuje go działanie, aktywność, pasja. Bez Ognia nie uda się niczego zdziałać. Ogień w człowieku to wszelkie procesy trawienne, nasz metabolizm, przemiana materii w energię potrzebną do działania. To także temperament, charakter. Człowiek Ogień nie lubi strefy komfortu, bywa prowokatorem, daje iskrę, zaczyn.
Dlatego, kiedy dwie osoby Wody pracują nad projektem, powinny także zatrudnić Ogień, żywioł sprawczy. Wówczas praca pójdzie szybciej, a Ogień gwarantuje, że naprawdę coś się zadzieje.
To, jaki żywioł w nas dominuje, czujemy instynktownie. Wystarczy przeanalizować własne reakcje w określonych sytuacjach. Co wysuwa się na prowadzenie? Nasze emocje, czyli Woda, nasza aktywność, czyli Ogień?
A może myślenie i analiza, czyli Powietrze? Albo ziemski racjonalizm?
Gdy to odkryjemy, łatwiej nam będzie zrozumieć siebie samego.
Jakie są zatem osoby, u których żywioł Ognia jest dominujący?
Energiczne, aktywne, porywające tłumy. To zwykle idealiści, którzy inspirują innych, „zapalają” do idei, pomysłu, są prowodyrami, stają na czele wszelkich ruchów społecznych, rewolucji, walki o zmianę. To płomienni mówcy, zagrzewający do działania.
Trzeba podkreślić, że każdy żywioł ma swój blask i cień. Żywioł Ognia w blasku, to praca na rzecz ludzkości, działanie, które w intencji ma tworzenie dobra. Taka osoba rzadko pracuje tylko na własną korzyść, zawsze myśli jak zachęcić innych i zrealizować plan. Może się nawet poświęcić dla idei, oddać z honorem życie, jeśli tylko wierzy, że to posłuży ludzkości.
Jeżeli jednak Ogień znajdzie się w swoim cieniu, albo wycofuje się z działania, traci sprawczość i w pewnym sensie, trawi siebie od środka, niszczy, usuwa się w cień. Albo odwrotnie: staje się despotą, dyktatorem, który rujnuje całe społeczeństwa z powodu własnych, chorych wizji. Takie osoby najszybciej mogą stać się fanatykami, psychofanami, stalkerami.
Ogień nie cofa się przed niczym, jego dewizą jest bezgraniczność. Nigdy nie daje sobie czasu na analizę, na rozważenie wszystkich „za i przeciw”. Działa natychmiast, od razu, bo dyplomacja i taktyka to nie są jego mocne strony.
Potrafi natychmiast zobaczyć i wytknąć nieprawidłowości, jakie dzieją się w określonym środowisku.
Ogień kocha awantury. Należy razem z żywiołem Ziemi do strefy solarnej, czyli męskiej, aktywnej. Woda i Powietrze podlegają energii Księżyca, czyli żeńskiej i pasywnej.
Jeśli Ogień jest w swojej niskiej wibracji, to nie korzysta z własnej mocy.
Może wtedy wycofywać się z życia społecznego, chować w domu, a nawet nie odbierać telefonów od najbliższych przyjaciół.
Jak zatem najszybciej pobudzić ogień w sobie i jak od nowa rozpalić się do działania? Najlepiej poprzez ruch! Nie ma nic gorszego dla żywiołu Ognia, jak zastój i stagnacja. Dlatego warto wszystko, cokolwiek robimy i przy czym wytwarzamy energię kinetyczną, dedykować określonej sprawie. Robienie wszelkich rzeczy z intencją, to kierowanie strumienia własnej energii na cel, jaki chcemy osiągnąć. Jak to zrobić? Wystarczyć głośno powiedzieć: „Wysiłek z dzisiejszego treningu kieruję na tworzenie własnej firmy” lub „Energię z gruntownego sprzątania domu przeznaczam na znalezienie dla siebie właściwego partnera”. Brzmi zabawnie? Tylko dla tych osób, które nie wiedzą, jaką w sobie posiadają moc kreacji!
Żywioły mogą nam pomóc, ale musimy wiedzieć jak działają, jak odkryć je w sobie i jak zrównoważyć! A to właśnie wiedza, która pochodzi z pierwotnej alchemii. Dodajmy: kiedyś ukrywana przed tzw. zwykłymi ludźmi, dziś jest dostępna na wyciągnięcie ręki, więc skorzystajmy z niej.
Aniołem, który opiekuje się żywiołem Ognia jest Archanioł Uriel. Żywiołakiem, czyli duchem opiekuńczym, jest Salamadra. Zwierzę, do którego możemy się odwoływać pracując na transformacją samego siebie jest Feniks, który odradza się z popiołów.


Pozdrawiam
S.

Pierwotna Alchemia - żywioł Wody

Pierwotna Alchemia - żywioł Wody

Woda to nasze ciało i emocje, jakim ulegamy, to nasze hormony. Zapanowanie nad nimi w sposób świadomy sprawi, że i inne żywioły obecne w nas zaczną się porządkować.


Woda powiązana jest z Księżycem, z pływami i cyklami jakimi jesteśmy poddawani. Woda w nas pamięta wszystko cokolwiek przeżyliśmy. Ten fakt udowodniono naukowo, wystarczy zagłębić się w prace dra Emoto, by to zrozumieć. W logiczny i przystępny sposób, naukowiec tłumaczy jak informacja przenika do kryształów wody, a później wibruje określoną częstotliwością. Dlatego warto każdą wodę jaką pijemy najpierw zresetować, a następnie zwibrować. Na przykład dzięki określonym kształtom, zaczerpniętym ze świętej geometrii.
Takich symboli jest wiele. Po pierwsze: Kwiat Życia, boski wzór, matryca naszego istnienia. Ponadto, Nasiono Życia, które niesie w sobie inspirację do wszelkich działań. Plaster miodu, jako symbol dobrobytu materialnego, znak nieskończoności prowadzący do zwycięstwa - cokolwiek przez to rozumiemy.
Z kolei Klucz Nilu, zwany inaczej egipskim Kluczem Angh ma niespotykaną  zdolność do szybkiej regeneracji sił. Wystarczy, że postawimy na tym symbolu szklankę z wodą, herbatą czy innym napojem, gdy później go wypijemy, dostaniemy zastrzyk energii witalnej.

W zimie o pomoc proś kamienie
Pamiętajmy, że stajemy się tym co jemy i pijemy. Jest to szczególnie ważne w okresie jesienno-zimowym, kiedy niektóre rośliny znikają, krzewy i drzewa tracą liście, zapadają w sen. Wówczas nie mogą w naturalny sposób oczyszczać ludzi od trudnych emocji. To właśnie dlatego, jak również z braku słońca, dzięki któremu produkujemy w naszym organizmie serotoninę i endorfiny, Woda, czyli nasze emocje, mocno obrywają. Czujemy się przygnębieni, zmęczeni, łatwo wpadamy w stany depresyjne. Osoby, które znają magię natury wiedzą, że w tym czasie nie prosimy o pomoc drzew. Raczej kierujemy nasze prośby w kierunku kamieni, mchów, porostów.
Drzewo, które słucha ludzkiej prośby „puszcza soki”, czyli uruchamia wodę jaka popłynie w tej intencji. I jest wówczas w niebezpieczeństwie, bo gdyby nagle ściął mróz, pęknie i umrze.
Jeżeli żywioł wody w nas jest dominujący, to znaczy, że wszystko będziemy odbierać bardzo głęboko. Ludzie - Wody, to empaci, wrażliwi, mocno intuicyjni. Błyskawicznie odczytują nastroje innych ludzi.
Dzięki Wodzie wpływamy na otoczenie, ale to działa w dwie strony: otoczenie wpływa także i na nas. Z tym żywiołem powiązane są okoliczności życia jakie się wokół nas pojawiają, dlatego zrozumieć Wodę w sobie, to jak zrozumieć zdarzenia i sytuacje jakich doświadczamy.
Warto zatrzymać się chwilę na sformułowaniu: woda pamięta. Co to naprawdę znaczy? Otóż zauważmy, że woda, która jest w nieustannym obiegu na naszej planecie, nigdy jej nie opuściła. Są w niej zawarte wszelkie informacje, dlatego jeśli chcemy do nich dotrzeć, dogadajmy się z wodą.
Gdy potrzebujemy wiedzy o naszych dawnych inkarnacjach, zapytajmy ją o to, a odpowiedzi przyjdą do nas. Taka świadomość potrzebna jest często do tego, by coś w sobie odkryć, przepracować, od czegoś się uwolnić.
Jeżeli jesteśmy głęboko emocjonalni i Woda „nami kieruje”, prawdopodobnie podejmujemy emocjonalne decyzje, co nie zawsze jest niewłaściwe, ale w pracy nad żywiołami chodzi o świadome kierowanie nimi, a raczej pozwolenie, by kierował nimi Duch, który jest wszak przyczyną naszego istnienia, powodem, dla którego się tutaj znaleźliśmy.
Dlatego kiedy czujemy wzburzenie, głębokie poruszenie, zdenerwowanie, to jakby „woda w nas wrzała”. Taki stan nie jest korzystny, gdy trwa zbyt długo lub pojawia się za często. W alchemii mówi się, że każda choroba ma swój początek wyżej niż w ciele, choćby w mentalu, czyli świecie myśli. Kiedy dana emocja trwa zbyt długo, a my nie potrafimy jej dostrzec, a później rozbroić, czyli „rozmentalizować”, to po pewnym czasie „ugęszcza się” do ciała, co zwykle nazywamy chorobą.  W przypadku silnych emocji, możemy pomóc sobie prostą medytacją. Wystarczy wyobrazić sobie wodę jaką w tym momencie jesteśmy, a następnie położyć na tę wodę kwiat lotosu lub inny, którego płatki ułożone są fraktalnie. Wprowadzają harmonię, woda się uspokaja, a w tym samym czasie, my także.
Warto wiedzieć, że każdy żywioł obecny w nas ma swój blask i cień.
Woda w swoim blasku szybko dzieli się swoją wysoką wibracją z innymi ludźmi, potocznie mówiąc, „zaraża optymizmem” i dobrym nastrojem.

Woda w niskiej wibracji sprawia, że dopada nas kiepski nastrój, pesymizm, stany depresyjne. Osoby Wody muszą szczególnie uważać na swój nastrój, na własne emocje, by nie wysyłać ich w świat, jeśli ich jakość nie będzie wysoka. To wielka odpowiedzialność, bo nie żyjemy na świecie sami, a naszym zadaniem jest podnoszenie wibracji całej Planety.


Pozdrawiam
S.


Pierwotna Alchemia, czyli świat żywiołów w nas

Pierwotna Alchemia, czyli świat żywiołów w nas

Każdy człowiek jest zjednoczeniem czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. Przenikają się ze sobą i współpracują pod przewodnictwem Światła, czyli duszy. Jeśli potrafią się ze sobą dogadać, to nasze życie jest spójne i harmonijne. Poznajmy żywioły w nas, a poznamy samych siebie.


Aby mógł powstać i pojawić się na świecie człowiek, najpierw musi być zamysł, idea, koncepcja. To żywioł ducha, zwany w starej alchemii Eterem sprawia, że pierwszy jest Powód zaistnienia istoty w materii, czyli Przyczyna. 
Każdy z nas zatem zjawia się tu z określonego powodu. Dusza zna go od początku, ale nasza mentalna świadomość odkrywa go zwykle dużo później. 
Możemy nie mieć dostępu do swojego pola duszy, gdy człowiek zrobił wiele rytualnych - świadomych lub nieświadomych - głupstw, kiedy mocno zbłądził. 
Jednak nie istnieje taka możliwość, by duszy nie miał, by był jej pozbawiony, a i takie informacje krążą w świecie opisującym duchowość. 
Przyczyna istnienia prowadzi nas do pierwszego ziemskiego żywiołu, czyli Wody. Trzeba wspomnieć, że powiązany jest ze znanym wszystkim - a przynajmniej tym, którzy choć trochę interesują się świętą geometrią - kwiatem życia. Ten doskonały i boski symbol przypomina nam proces dzielenia się komórki, czyli mejozy i mitozy. Każdy z nas powstał w taki sam sposób. 
Kiedy żywioł Ducha zaczyna zagęszczać się do materii, Woda jest pierwsza, gdyż symbolizuje nasze ciało. Czyż nie składamy się z wody w co najmniej w 75 procentach? Ale sama Woda nie wystarczy. Potrzebny jest impuls, aby zaszła transformacja i przemiana, aby zaczął się proces. Do tego niezbędny jest Ogień. To on sprawia, że zaczyna się ruch i przetwarzanie. W alchemii zawsze służył do tego, by jedną substancję zamieniać na inną i tak pozostało do dziś, możemy to przetestować w naszej codzienności, choćby w kuchni. 
 Z wody i warzyw nigdy nie powstanie zupa, jeśli nie użyjemy do tego celu ognia. 
Następny w kolejce ustawia się żywioł Ziemi, czyli tzw. prawdy fizycznej. Znaczy to, że coś jest postrzegalne, namacalne, rzeczywiste. Ziemia równa się fakt. Gdy dołącza się Ziemia, zaczynamy być dostrzegalni w materii, czyli tworzą się ramy naszego ciała. To właśnie wtedy, na ekranie monitora, lekarz pokazuje: „Proszę zobaczyć, tu dziecko ma rączkę, a tu nóżkę”. 
Czwartym, ostatnim żywiołem, który buduje człowieka, jest żywioł Powietrza. To moment pierwszego oddechu, pierwszy haust powietrza jaki nabieramy. Wówczas symbolicznie wszystko, co kosmiczne łączy się z tym, co ziemskie. Przekazy wielu kultur mówią o tym, że to właśnie ten moment jest połączeniem się duszy z ciałem.  Od tej chwili zaczyna tworzyć się mental, świat myśli i intelektu. 
Teraz jesteśmy już całością, czyli boskim pierwiastkiem, który stworzył swoje odbicie w materii. 
Gdy umieramy, proces jest odwrotny. Może on trwać kilka dni, tygodni a w rzadkich przypadkach - wiele lat. Każdy żywioł rozpuszcza się w kolejnym. Możemy o tym przeczytać w wielu źródłach, choćby w książce Lama Ole Nydahl "O śmierci i odrodzeniu, czyli jak umrzeć bez lęku”. 
Gdy żywioł Ziemi rozpuszcza się w żywiole Wody, w człowieku rośnie uczucie ociężałości. Trudniej nam się wtedy poruszać, wyraźnie ubywa sił fizycznych, a ruchy stają się nieskoordynowane. Oczy osadzają się głębiej, tracimy wyraźne czucie w dłoniach i stopach.
Gdy żywioł Wody rozpuszcza się w żywiole Ognia, słabnie ośrodek serca. Czujemy wielkie pragnienie, bo nasze ciało się odwadnia i wysycha, a płyny ustrojowe wypływają. Mowa staje się upośledzona, słabnie, w końcu ustaje zupełnie.
Gdy nadchodzi kolejny etap, czyli żywioł Ognia rozpuszcza się w żywiole Powietrza, czujemy ciągły chłód. Ciało blednie, krążenie zwalnia, oddech staje się nieregularny. Nasz mental, czyli świat myśli staje się pomieszany, pojawia się intensywne poczucie braku sensu, nie można skoncentrować się na jednym wspomnieniu lub uczuciu gdyż wszystko zlewa się w jedną całość. 
Kiedy ostatni żywioł – Powietrze - zaczyna rozpuszczać się w przestrzeni, wdechy stają się krótsze niż wydechy, krążenie ustaje. Cała energia wycofuje się z ciała, świadomość uwalnia się od niego. Następuje śmierć kliniczna.
Tylko Duch, wieczna przyczyna istnienia, jest wieczny. Proces powtarzamy wielokrotnie, nim zrozumiemy w jakim celu przyszliśmy. Wówczas, według starej wiedzy, jako że „odrobiliśmy lekcje” idziemy wyżej, by żyć na kolejnych planach, które rządzą się własnymi prawami. 

Pozdrawiam
S.

Podarunek dla Ziemi i dla nas samych, czyli kryształy

Podarunek dla Ziemi i dla nas samych, czyli kryształy

Żywi nas, poi, chroni przed zimnem. Uczy pierwotnej mądrości. Czas zrewanżować się Matce Ziemi. Dajmy jej to, o co prosi. Spełnienie tej prośby może uchronić ludzkość. 



Kiesha Crowther, Amerykanka, która wychowała się w leśnych ostępach Kolorado, od pięciu lat mieszka w Europie, niedawno odwiedziła Polskę.
Kim jest i po co przyjechała?
Keisha od wczesnego dzieciństwa żyła blisko natury, niemalże stapiając się z nią. Słyszała co mówiły drzewa, góry i cała przestrzeń wokół niej. Rozwinęła dar dostępny dla wszystkich ludzi, jednak mało kto jest nim rzeczywiście zainteresowany. Synestezja - bo o niej mowa - pozwala czuć dźwięk, słyszeć kolor, zobaczyć smak. Kiedy Kiesha była mała, nie wiedziała, że to coś niezwykłego, sądziła, że wszyscy ludzie tak odbierają świat.
Kiedy uczyła się od Ziemi, raz jeden została o coś poproszona. Usłyszała, jak Ziemia prosi, by zwrócić jej kryształy dzikim wodom, czyli naturalnym zbiornikom. Kiesha wtedy nie rozumiała o co chodzi, musiało upłynąć kilka lat, by pojęła, jak ważną informację otrzymała.
- Kryształy, jako jedyne kamienie zbudowane są strukturalnie, według zasad świętej geometrii. Nie tylko same wytwarzają energię, ale są w stanie ją przechowywać i powiększać - wyjaśnia Kiesha - Jeśli zatem przekażemy im naszą miłość, modlitwy, wdzięczność, dobre życzenia, one zapiszą je, a następnie wzmocnią. Później, kiedy wrzucimy kryształy do zbiornika z wodą, ta informacja, poprzez płynne kryształy, czyli wodę, popłynie dalej, rozleje się po całym świecie… To co istotne, to wiedza, że kryształy nie mogą zatrzymywać negatywnej energii, gdyż same reprezentują wysoką częstotliwość. - uśmiecha się Kiesha - A co dzieje się później? Woda paruje i unosi tę energię do góry, gdzie płynne kryształy wody przekazują ją z kropli na kroplę, z atomu na atom. Zgromadzone w chmurach, po jakimś czasie znów opadają na ziemię. W ten sposób pada deszcz dobrych modlitw, miłości, spokoju, wdzięczności. Odżywia rośliny, drzewa, pada na ludzi i zwierzęta. Dobra energia wraca. Dlatego prośba Matki Ziemi nie jest samolubna. Ona chce pomóc sobie, ale jednocześnie nam, ludziom i wszystkim ziemskim istotom.
Co zatem może zrobić każdy z nas?
Wziąć kryształ, który często leży zakurzony na domowym regale, lub kupić, choćby niewielki, w sklepie z minerałami. Najpierw trzeba go oczyścić światłem księżyca i to wcale niekoniecznie musi być czas pełni.
Wystarczy choćby odrobina księżycowego blasku, jednak kryształ wynosimy na zewnątrz. Niech poleży w księżycowej poświacie całą noc.
Później przystępujemy do rytuału ładowania kryształu naszą miłością i dobrą energią. Dobrze zrobić to wtedy, gdy bosymi stopami dotykamy ziemi. Kiedy rodzi się w nas poczucie głębokiej wdzięczności - a nie istnieje człowiek, który nie miałby za co dziękować - wznosimy się na wysoki poziom wibracji.
Wtedy w krysztale który trzymamy w dłoniach zapisuje się ta częstotliwość.
Przekażmy zatem kryształowi wszystko, co chcemy ofiarować światu.
Później pozostaje nam tylko wrzucić go do rzeki, jeziora, morza. Gdy zrobią to wszyscy ludzie - a przynajmniej Ci, którzy widzą w tym głęboki sens - efekt może przerosnąć wszelkie oczekiwania!
Matka Ziemia wie co robi, bo to proste zadanie jest panaceum na wszelkie ziemskie bolączki: zanieczyszczoną wodę i całe środowisko, głód, cierpienie.
Kiesha przywiozła do Polski jeden z potężnych kryształów, który uczestniczył w wielu ceremoniach, dzięki niemu wyzdrowiało wielu ludzi. Ten właśnie kryształ chce tu zostawić. Dlaczego?
- W Polsce wciąż jest wiele smutku. Odkąd tu jestem, czuję wielki ciężar w sercu - mówi - Polakom przydarzyły się rzeczy tragiczne i one wciąż energetycznie są tu obecne. Teraz jest czas, by ludzie znaleźli światło i spokój, radość. Dlatego jeden z moich najmocniejszych kryształów zostawię właśnie tutaj.
Kiesha Crowther od lat jeździ po świecie i spotyka się z rdzenną ludnością, której słucha, zbiera tę wiedzę i przekazuje dalej, by płynęła w świat.
Najwspanialsze jest to, że każdy z nas, w prosty sposób może wpłynąć na losy planety. Bez tworzenia dziwnych rytuałów, bez technologii, bez wskazówek jakichkolwiek mistrzów. Tylko miłość może nas uratować.

Pozdrawiam
S.

Jedz z intencją

Jedz z intencją

Przestrzeganie reguł dietetycznych, sprawdzanie jakości pokarmów i precyzyjne ich odmierzanie jest częścią świadomego myślenia o swoim zdrowiu. Jednak są koncepcje, które źródło mają w fizyce kwantowej i nowych odkryciach biologicznych, a mówią one: najważniejsza jest intencja.


Co to znaczy i gdzie kryje się klucz do jedzenia tego, co nam naprawdę służy, bez konieczności uciekania się do tabel, w których przeliczamy kalorie, sprawdzamy indeksy glikemiczne i zawartość minerałów oraz aminokwasów w określonych produktach? To pytanie sięga głęboko, do prastarej wiedzy, kiedyś dostępnej wszystkim ludziom. Poszukujący, stawiający pytania, świadomi ludzie, wiele już odkryli. A może raczej - przypomnieli sobie.
Także i to, że człowiek dysponuje znacznie większą mocą i możliwościami, niż nam się do tej pory zdawało.
Jeżeli potrzebujemy potwierdzenia w badaniach naukowych, sięgnijmy do nowej wiedzy biologicznej, zwanej epigenetyką. Mówiąc najprościej, udowadnia ona, iż to, co do tej pory sądzono na temat genów i tym samym chorób genetycznych, jest kompletną nieprawdą. Otóż konwencjonalna wiedza na ten temat od końca lat 50 - tych utwierdzała ludzi w przekonaniu, że geny są ostateczną instancją w naszych organizmach, że nie mamy wpływu na ich zmianę i zwyczajnie musimy się pogodzić z tym, co nam przynoszą.
Dziś wszyscy, którzy chcą znać prawdę, mają do niej dostęp. Istnieje wiele publikacji, filmów i książek, które temu zaprzeczają. Epigenetyka tłumaczy te procesy w jasny sposób: to nie DNA, ale białka obecne w nim przenoszą informację ze środowiska zewnętrznego do wnętrza komórki i tym samym wpływają na reakcję! Nie jesteśmy bezwolni, bo jak się okazuje, zaledwie 10 proc. materiału genetycznego jest stała, zaś 90 proc. zależy od naszej reakcji na otaczającą rzeczywistość.
Co nam to mówi? Że to my nadajemy kształt naszemu życiu!
To wspaniała wiadomość dla osób, które naprawdę chcą o nim decydować.
A jeśli jest to możliwe, to znaczy, że odnosi się do wszelkich dziedzin życia. Również do tego, co nakładamy na talerz. Spójrzmy na to w ten sposób: nasze jedzenie składa się w dużej mierze z wody, zaś woda to informacja.
Wie to każdy, kto choć w nikłym stopniu zainteresował się pracami dr. Emoto, Japończyka, który niemal całe życie badał wpływ czynników zewnętrznych na wodę. Te doświadczenia przyniosły rewolucyjne odkrycia. Okazało się bowiem, że kiedy zwracano się do wody miłymi słowami, po zamrożeniu, jej struktura układała się w harmonijny wzór. Inaczej było, kiedy wodę obrażano.
Co było czynnikiem decydującym? Sposób w jaki była traktowana.
Nie trzeba być geniuszem, by wyciągnąć logiczny wniosek - to nasza intencja nadaje strukturę temu, co jemy i pijemy. Do niedawna, taki osąd ocierałby się o szamanizm, dziś opiera się o badania naukowe.
Jak zatem strukturyzować swoje jedzenie, by było zdrowe? Możemy robić to poprzez nadanie własnej intencji, czyli po prostu wyrażenie podziękowania i „nadanie” dobrej energii temu, co zamierzamy zjeść. Oto jeden z przykładów:
" O wszechmogące, najczystsze Źródło stworzenia napełnij ten pokarm czystą energią miłości i światła."
Kiedyś, przed jedzeniem błogosławiono pokarm i dziękowano za niego. Doświadczenia z fotografią kirlianowską dokładnie pokazują, że jedzenie pobłogosławione (czyli mówiąc językiem fizyki kwantowej - przeprogramowane) ma aurę widoczną na zdjęciu. To, które nie dostało dobrej intencji, jej nie posiada.
Jeśli chcemy sobie pomóc w prosty sposób, warto wydrukować lub kupić wzory geometryczne związane z tzw. świętą geometrią. Jest to na przykład kwiat życia - symbol obecny we wszystkich kulturach od początku istnienia świata. Postawienie na tym wzorze talerza, dzbanka z wodą, kubka z herbatą strukturyzuje nasz napój i jedzenie.
Zgodnie z odkryciami dr. Emoto wprowadzenie choćby jednej kropli „uporządkowanej, mądrej wody” do jakiegokolwiek zbiornika sprawia, że reszta wody uczy się od niej. A ponieważ my sami jesteśmy w 80 procentach wodą, tym  samym jasne jest dlaczego powyższy sposób pomoże nam zachować zdrowie i jasny umysł.

Pozdrawiam
S.

Światło Nadziei

Światło Nadziei

Wyrośliśmy w przekonaniu, że Boże Narodzenie to chrześcijańskie święto radości. Jednak historia temu przeczy: to nic innego, jak Szczodre Gody, obchodzone przez Słowian od momentu przesilenia, czyli z 20 na 21 grudnia, aż do końca roku. 


W podobnej formie obchodzili je również Germanie i Celtowie, ludy silnie związane z magią i kultem Natury. Głęboka ciemność i zimno zrodziły potrzebę czczenia światła jako boskiego pierwiastka istnienia.
Bez światła, bez Słońca nie ma życia, dlatego Słowianie nazwali ten czas Świętem Zimowego Staniasłońca. W tamtych czasie gromadzono się w chałupach, obdarowywano jabłkami, orzechami, plackami. Siadano przy ogniu, śpiewano stare pieśni, opowiadano historie. To był czas wróżb i magii. Dwa światy - żywych i umarłych - zacierały się wtedy, a duchy żywiołów oraz ludzi krążyły wokół domostw. To właśnie dla nich zostawiano na stole puste nakrycie. Zwyczaj ten przetrwał do dziś. Co prawda teraz mówimy, że ten dodatkowy talerz jest dla niespodziewanego gościa, jednak według wierzeń w tamtym czasie tworzył się na Ziemi pewnego rodzaju portal, a duchy zmarłych mogły swobodnie przechodzić z jednej strony na drugą.
To właśnie z tego powodu palono wówczas na cmentarzach (i nie tylko) ogniska. Ogień miał ogrzać zziębnięte dusze przodków.
Również inne zwyczaje chrześcijańskie zostały zaczerpnięte od pogan: choćby choinka, którą kiedyś w słowiańskich izbach zastępował tak zwany diduch.
Był to snop żyta ustawiony w kącie izby. Ozdabiano go głównie jabłkami, orzechami, suszonymi kwiatami i pieczołowicie przechowywano aż do wiosny. To z niego trzeba było zacząć siew, by zbiory były obfite.
W tym samym czasie, kiedy nasi słowiańscy przodkowie „szczodrze godzili”, Germanie i Celtowie obchodzili Yule - Święto Światła.
Do dziś w całej Skandynawii wciąż się je mocno kultywuje. Nic dziwnego, ten obszar geograficznie położony jest tak, że światła słonecznego jest mało przez cały rok, a szczególnie zimą. Stąd wziął się zwyczaj niezasłaniania okien, malowania na biało ścian, ustawiania w oknach lamp, aby zbłąkani wędrowcy nie zgubili drogi. Święta Łucja, patronka światła, w dniu 13 grudnia mobilizuje wszystkich Szwedów, by wzięli udział w wielkiej paradzie.
Dziewczynki z wiankami na głowach ozdobionymi świecami idą przez główną ulicę miasta. W tym dniu wszyscy pieką specjalne ciasteczka i częstują się grzanym winem.
Podczas dawnych Yule odbywało się wiele magicznych obrzędów, w trakcie których składano intencje o lepsze życie, zdrowie, powodzenie. Kilkudniowy okres wspólnych zabaw i modlitw wieńczył rytuał, w którym składano dary Bogini Urodzaju Frei.
U Słowian wróżono ze źdźbła słomy. Im grubsze i solidniejsze źdźbło zostało wyciągnięte, tym bardziej owocne zapowiadało zbiory. Element sianka przetrwał do dziś - wkładamy go pod obrus podczas wieczerzy wigilijnej. 
Warto świętować istnienie światła jako przeciwieństwa mroku i nadziei na nowe życie. Stawiajmy zatem na parapetach świeczniki adwentowe, zapalajmy latarenki, świece.
Naturalne światło, ma na nas szczególny wpływ, zwłaszcza w tym grudniowym czasie, pełnym cudów, spełnionych próśb, wysłuchanych modlitw.
Jednym z symboli cudu jest poinsecja, czyli gwiazda betlejemska - imponujący kwiat o czerwonych liściach. Wiąże się z nią pewna legenda.
W czasach, gdy Jezus uzdrawiał i głosił słowa miłości przychodziły do niego tłumy ludzi. Pielgrzymi prosili o pomoc, ale również dawali coś w zamian, aby energia była wyrównana. Do świątyni przybyła także mała dziewczynka, która nie miała zupełnie niczego, a chciała prosić o uzdrowienie śmiertelnie chorej mamy. Zanim weszła do środka zerwała po drodze kilka zielonych gałązek. Kiedy stała w długiej kolejce potrzebujących, jej czyste serce i święta intencja sprawiły, że gałęzie zakwitły na czerwono.
Od tamtej pory poinsecja to kwiat spełniania szczególnych życzeń.

Ślę więc życzenia Szczodrych Godów!
S.


Dieta życia: sprawdź czy ją znasz. cz. II

Dieta życia: sprawdź czy ją znasz. cz. II

Z wachlarza najlepszych diet warto wybrać tę najzdrowszą dla siebie. 


W pierwszej części omówiliśmy krótko dietę zgodną z grupą krwi, dietę Diamondów oraz lamów tybetańskich. Teraz kolejne propozycje, które zasługują na miano Diety Życia.

Jako pierwszą, warto przypomnieć dietę paleo. I chociaż w żaden sposób nie jesteśmy już w stanie jeść tak, jak ludzie w epoce paleolitu, jednak możemy - analizując wcześniej ich sposób życia - przenieść choć w części te zasady do współczesności. Ludzie karmili się tym, co udało im się upolować i uzbierać, a zatem - bez domieszek, dodatków, imitacji. I taką zasadę warto przyjąć i stosować się do niej. W tamtych czasach nikt także nie przestrzegał diet, nasi przodkowie jedli wtedy, gdy czuli głód. Dużo się ruszali - to także jest ważny aspekt. Żywność w pierwotnej postaci, unikanie zbóż, nie przejadanie się i odwrotnie - odejmowanie sobie od ust - oto główne zasady diety paleo.

Jego autor, dr Loren Cordain, proponuje dopuszczenie w pierwszym tygodniu diety trzech posiłków, które odbiegają od tej koncepcji, w drugim - dwa, w trzecim już tylko jeden. Posiłki generalnie powinny być zasadowe, dodatkowo trzeba je wzbogacać o kwasy omega 3 i omega 6.

Dieta według zasad Biogeniki, dzieli produkty na cztery grupy. Pierwsza, najważniejsza, to grupa produktów określanych jako biogeniczne, zawierające żywą energię: orzechy, nasiona, pełne ziarna, najlepiej kiełki. Surowe produkty powinny stanowić 30 proc. naszego codziennego żywienia. Kolejna grupa - produkty bioaktywne – czyli podtrzymujące życie, to 40 - 50 proc. całości codziennego wyżywienia. Należą do niej surowe owoce i warzywa, zioła, naturalne przyprawy. Następnie artykuły biostatyczne, czyli żywność najbardziej tradycyjna: produkty zbożowe i mączne, gotowane warzywa, drób, ryby, chudy nabiał. Autorzy diety biogenicznej zwracają uwagę na fakt, iż produkty biostatyczne zwalniają procesy życiowe, dlatego nie powinny przekraczać 25 proc. całości wyżywienia. I w końcu ostatnia grupa, pod nazwą biocidic, czyli żywność biobójcza, paradoksalnie gości na stołach najczęściej, gdyż jest tania, przetworzona, pochodząca z upraw i hodowli nieekologicznych. Należą do niej: biała mąka i biały cukier, tłuste wyroby nabiałowe, gotowe produkty z dużą ilością soli i konserwantów… Spożywanie takich pokarmów zatruwa i zakwasza organizm. Ponieważ nie dają one energii, więc jemy je w nadmiarze, co prowadzi do nadwagi i otyłości.

Dla tych, którzy rozumieją jak ważne jest odpowiednie trawienie, idealna będzie dieta sekwencyjna. Jeśli się na nią decydujemy, zacznijmy dzień od posiłku, który zawiera maksymalną ilość wody, bo wtedy trawienie jest najkrótsze i co za tym, idzie, nie marnujemy cennej energii potrzebnej do działania. Pokarmy z małą ilością wody jemy na koniec dnia.
Pilnujemy, aby nie mieszać produktów z różnych grup. Jeśli jemy na przykład rybę, to później musimy odczekać co najmniej dwie godziny, zanim organizm strawi ją w całości. Dopiero wtedy jemy owoc, warzywa czy nabiał.

Dieta z indeksem glikemicznym, oznacza, że zwracamy uwagę na wysokość indeksu glikemicznego spożywanych dań. Niektóre z nich powodują szybki wyrzut cukru do krwi, inne robią to powoli, co skutkuje uwalnianiem w jelicie cienkim hormonów sytości, a przez to dłużej nie czujemy głodu. Jeśli produkt oznaczony jest liczbą 70, to znaczy, że jego indeks jest wysoki. Te na poziomie np. 50 – mają indeks niski. Wybierajmy zatem takie, które nie podnoszą gwałtownie cukru. Tu wskazówki są proste. Im bardziej przetworzony produkt, tym wyższa wartość glikemiczna. Im bardziej naturalny - niższa.

I ostatnia z palety najlepszych diet - dieta chronobiologiczna, czyli jedzenie zgodnie z rytmem biologicznym. Jej autorzy wykazali, że pewne produkty, jedzone w określonych porach dnia mogą pomóc lub zaszkodzić. Podzielili zatem dobę i spożywane pokarmy na dwie części: dzienną i nocną. Na przykład, rzodkiewka jedzona w Polsce głównie na śniadanie, jest warzywem, które powinno się spożywać po godzinie 15. Z kolei pomidory, które wiele osób je na kolację, mogą zakwaszać organizm, dlatego jemy je tylko do godziny 15.00. Ważne zasady: owoce spożywamy na pusty żołądek lub do godziny 15.00, jednak wydzielone „owoce nocy”, czyli banany, gruszki, jabłka, arbuz, awokado spożywamy od 19.30 do 21.00. Najlepsze godziny posiłków, to: śniadanie między 6 rano a 9, obiad: 4 - 6 godzin po śniadaniu, podwieczorek, 4 - 6 godzin po obiedzie i kolacja: 1,5 - 3 godzin przed snem.

Analiza powyższych diet i dostosowanie ich do indywidualnych przekonań, preferencji, stylu życia pozwoli wybrać sposób żywienia, który będzie dla nas najlepszą możliwą Dietą Życia.

Pozdrawiam
S.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia