Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. II

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. II

Fala dźwiękowa niesie leczącą wibrację. Gdy znajdziemy tę właściwą, istnieje szansa, że pozbędziemy się chorób, na które cierpieliśmy całe lata.


Aby dobrze zrozumieć działanie kamertonu, przypomnijmy sobie, że składamy się w ok. 80 proc. wody, a woda jest doskonałym przekaźnikiem informacji. Kiedy zatem fale dźwiękowe o odpowiedniej częstotliwości przenikają ciało, komórki wchodzą z tą częstotliwością w rezonans i tym samym dochodzi do uzdrowienia na tym poziomie, na jakim jest to konieczne. 

To żadna przesada stwierdzić, że ludzkie ciało jest niczym instrument muzyczny, a głos jaki z siebie wydobywamy wszystko o tym instrumencie mówi, a dokładniej - jaki jest jego stan fizyczny i psychiczny. 
To punkt wyjścia do odpowiedniego doboru leczącego dźwięku. Oczywiście, możemy nie dopuścić do zmian i wykorzystywać moc kamertonów działając profilaktycznie. Gdy znamy swoje słabe strony, z pomocą terapeuty bez trudu dobierzemy odpowiedni kamerton, który możemy stosować samodzielnie, w domu.   
Kiedy uaktywniamy kamertony, produkujemy czyste interwały muzyczne, oparte na matematycznych, pitagorejskich proporcjach. Słuchanie ich, to jak dostrajanie instrumentu do prawidłowego dźwięku. Fala dźwiękowa, która pochodzi z kamertonu, jako wibracja odbywa podróż w głąb naszego ciała. Nie ma żadnych ograniczeń, więc może przeniknąć go na wskroś i naprawić to, czego nie udałoby się zrobić w tradycyjny sposób.

Istnieją różne kamertony i wiele technik, które pozwalają uporać się z niekorzystnymi stanami. Na przykład zestaw 15 kamertonów, tzw. narządowych, służy do harmonizowania naszych wewnętrznych organów. 
Jak już wspomnieliśmy, wszystko, co istnieje, ma własną wibrację. Wibracja chorego narządu jest zaburzona, ale dzięki fali „bazowej”, organ wraca do własnej harmonii. 
Jednak im dłużej pracuje się z kamertonami, tym lepiej rozumie się, że ta terapia obejmuje szerszy aspekt. Terapeutka dźwiękiem, Sylwia Nadgrodkiewicz podaje przykład ze swojej praktyki. Mężczyzna, który miał problem z nerkami, nie mógł ich w żaden sposób wyleczyć, choć był lekarzem medycyny chińskiej. Nie wystarczyło posłużyć się dźwiękiem odpowiadającym wibracji nerki. Okazało się, że problem jest na głębszym poziomie: chodziło o relację z ojcem. Z Totalnej Biologii wiemy, że nerki powiązane są z dynamiką przodków, szczególnie z ojcem. Dopiero to odkrycie pozwoliło mężczyźnie całkowicie się uzdrowić. 
Kiedy zatem terapeuta szuka przyczyny, musi wzmóc swoją uważność, bo podstawowa informacja o dolegliwości może być myląca. 

Warto wiedzieć, że największą siłę pośród wielu kamertonowych kombinacji, zawierają dźwięki C i G, ponieważ tworzą one tzw. kwintę czystą. Barbara Romanowska, twórczyni Akademii Dźwięku, rekomenduje ten właśnie zestaw do pracy z ludźmi nadpobudliwymi, zmagającymi się z problemami psychicznymi i z dziećmi autystycznymi. Według niej, tylko 30 sekund z dźwiękiem C i G pozwoli osiągnąć taki relaks, na jaki musielibyśmy przeznaczyć 45 minut tradycyjnego wypoczynku. Dźwięk C i G pozostaje w tzw. „złotej proporcji”, którą stosowali w budowlach znawcy świętej geometrii i która występuje w Naturze.

Kamertony odpowiadające wibracyjnie naszym czakrom służą ich aktywacji i pobudzeniu w przypadku pojawienia się blokad w tych centrach energetycznych. Na przykład dźwięk F 341,3 Hz, odpowiada kolorowi zielonemu i jest spójny z Czakrą Serca. O blokadach w tym miejscu może świadczyć nieangażowanie się w uczucia, rodzaj „opancerzenia” przed miłością, zaborczość i chęć posiadania innych na własność, ale też nadmierna kontrola, opór przed zmianą, zazdrość o sukcesy, brak akceptacji dla wszelkich „inności”, chłód emocjonalny i znieczulica, użalanie się nad sobą. Jakie niesie to choroby ciała fizycznego? Nieprawidłowości w pracy serca, choroby krążeniowe, płuc i oskrzeli, ale też astmę, alergie, bóle kości. Kiedy wyrównamy częstotliwości w tym obszarze, wraca sens istnienia, akceptacji i miłości do wszystkich żyjących istot. 

Kamertony planetarne to zestaw 11 narzędzi, precyzyjnie dobranych do dźwięków Słońca, Księżyca, Ziemi, Marsa, Wenus itd… W zależności od potrzeb terapeuta dostarcza danej osobie, potrzebną dawkę i zestaw cech konkretnej planety. Na przykład Słońce dodaje pewności siebie i prowadzi do odkrycia indywidualnego potencjału, Ziemia, między innymi, ułatwia odnalezienie się w ziemskich realiach, a Wenus, wzmacnia poczucie piękna i możliwość przeżywania wyższych uczuć, odkrywa talenty związane ze sztuką.  

Kamertony zwane mineralnymi czy pierwiastkowymi posiadają częstotliwość konkretnych pierwiastków mineralnych, które są potrzebne do prawidłowego funkcjonowania naszego ciała. Okazuje się, że wcale już nie musimy zażywać żelaza w postaci tabletek z apteki, możemy po prostu „przyjąć” dawkę dźwięków odpowiadających tej wibracji. 

Kamertony anielskie budzą w nas poczucie błogości i najwyższy stan uniesienia, przybliżają nas do stanów wizyjnych, w których możemy obcować z Istotami Świetlistymi. Dla wielu terapeutów dźwięki anielskie są właśnie tymi, które wieńczą zabieg, bo w ten sposób spinają, niczym energetyczną klamrą, wszystko, co wydarzyło się podczas sesji. 

Niektórzy terapeuci sugerują, iż kamerton, który każdy powinien mieć w domu, to 528 Hz. Służy naprawie uszkodzonego DNA, a jego dźwięk działa na komórki niczym ożywczy eliksir. Warto spróbować. 
Jednak każdy z nas, jako wielką przygodę duchową, powinien potraktować szukanie własnego, idealnego dźwięku. Wzmacnianie go, to jak karmienie swojej duszy, dotarcie do domu po długiej, nużącej wędrówce.  

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. I

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. I

Skoro fala dźwiękowa potrafi rozbić komórkę nowotworową i zostało to udowodnione naukowo, to czy istnieje coś, czego nie potrafi zrobić? Odpowiedni dźwięk może nas całkowicie uzdrowić. Pod warunkiem, że jesteśmy na to gotowi. 


Na początku było słowo. Słyszeliśmy to wiele razy, ale czy połączyliśmy ten przekaz z informacją, że słowo to dźwięk, wibracja i częstotliwość? 

We wszechświecie wszystko ma swoją wibrację. Cokolwiek istnieje, jest w nieustannym tańcu atomów. Harmonijna częstotliwość pozwala trwać w zdrowiu i pełni, która w istocie jest naturą człowieka. Jednak emocje i stres zaburzają ten naturalny stan. To zaburzenie nazywamy w naszym świecie chorobą. A jeśli ktoś choruje, to szuka na swoje schorzenie leku. 

W takim przypadku z pomocą przychodzą kamertony. Proste wydawałoby się instrumenty muzyczne, które zostały skonstruowane z myślą o strojeniu innych instrumentów. A jednak zakres ich możliwości jest nieskończenie szeroki. Jako ludzkość nie poznaliśmy ich jeszcze w pełni, gdyż nasze ucho słyszy tylko w zakresie do 20 tysięcy Hz, zaś muzyka Wszechświata rozciąga się w nieskończoność. 

Jednak dostępne dla nas dźwięki potrafią w szybki sposób postawić nas na nogi, niezależnie od problemu, jaki w sobie nosimy. Ale pod wspomnianym już warunkiem: że cała nasza wewnętrzna istota jest gotowa na uzdrowienie. 
Choroba niesie przecież w sobie wiele pokus, wielu chorujących odnosi z tego korzyści. Może na przykład wchodzić w rolę ofiary, by to inni brali za niego odpowiedzialność, może - z powodu swojego schorzenia - otrzymywać finansowe gratyfikacje, co nie pozwala mu „puścić” choroby z lęku o przetrwanie. Jeśli jednak jest w nas prawdziwa decyzja na pełne uzdrowienie, nic nie może stanąć na przeszkodzie, by tak się stało. 

Wielu badaczy i terapeutów przez lata zbierało doświadczenia i pracowało z kamertonami, niekoniecznie tylko z konkretnymi diagnozami ciała fizycznego. Dr Sylwia Nadgrodkiewicz, która od wielu lat wprowadza ludzi do uzdrawiającego świata dźwięków, mówi, że najbardziej lubi, kiedy zgłaszają się do niej osoby, które czują, że utknęły w życiu i nie wiedzą, w którą stronę iść, bo nic im się nie udaje. Nie znaczy to jednak, że nie przeprowadza również i takich sesji, gdzie choroba jest konkretna i mocno zaawansowana. 

Dźwięk działa bowiem na wszystkie poziomy naszego jestestwa, bo nie jesteśmy tylko ciałem fizycznym. Zaangażowana do uzdrowienia zostaje i część mentalna i duchowa. Dzięki wprowadzeniu odpowiedniego dźwięku, można wyregulować wszystkie nieprawidłowości na poziomie kwantowym, co daje błyskawiczne rezultaty i jest na to wiele dowodów. 

Według Barbary Romanowskiej, autorki książki „Muzykoterapia dogłębna -komórkowa”, praca z kamertonami pozwala uwolnić się od bólu fizycznego i psychicznego, poczuć wewnętrzną spójność i harmonię, rozwinąć intuicję, wyobraźnię i kreatywność, stworzyć nowy obraz samego siebie poprzez połączenie z boską energią obecną w nas samych, uzyskać inne stany świadomości, aż do pełnego oświecenia… 

Kamertony wytworzone są z różnych materiałów. Mogą być aluminiowe, połączone z innymi stopami, na przykład krzemem czy magnezem. 
Są mosiężne, miedziane, stalowe, zrobione ze srebra, złota lub kryształu. Te ostatnie, bardzo kruche, raczej nie nadają się do przewożenia, jeśli terapeuta pracujący nimi, często podróżuje. 

Warto wspomnieć, że obróbką kamertonów nie zajmuje się ktokolwiek. 
Powstają w specjalnych manufakturach, a ich tworzenie okryte jest pewną tajemnicą, bo przecież te przedmioty muszą spełniać wiele subtelnych parametrów związanych choćby z zasadami świętej geometrii. 
Przez lata pracy z tymi narzędziami wprowadzono podział na kamertony narządowe, pierwiastków mineralnych, planetarne, anielskie i inne. 

Przybliżony opis, jak działają - w części drugiej.

Boskie Prawa Hermetyzmu. Poznaj je i zmień swoje życie. Cz. II

Boskie Prawa Hermetyzmu. Poznaj je i zmień swoje życie. Cz. II

Hermetyzm zawiera siedem praw, które opisują zasady funkcjonowania Wszechświata. Studiując je, zaczynamy rozumieć jak - dzięki ich znajomości - poruszać się w życiu. To nie jest tylko teoria. Wykorzystajmy tę wiedzę na co dzień!


Czwarte Święte Prawo: Biegunowości może być potraktowane jako praktyczne narzędzie do działania. Tłumaczy, iż wszystko co istnieje, ma dwa przeciwległe bieguny. Chociaż pozornie są sprzeczne i odległe od siebie, to jednak są częściami tego samego słupka. Spójrzmy na termometr, który pokazuje tak wysoką, plusową temperaturę, jak i niską, poniżej zera. W „Boskiej Magii”, dr Doreen Virtue pokazuje taki sam „termometr”, jednak prezentujący skalę, gdzie powyżej jest dobrobyt, zaś poniżej - ubóstwo.

Kybalion mówi o tym tak: „Różnica, między rzeczami, które są sobie diametrialnie przeciwstawione, jest jedynie kwestią stopnia”. Między górą a dołem jest mnóstwo stanów pośrednich, tak samo, jak przy innych stanach. Na przykład, kiedy mówimy o twardym i miękkim, wysokim i niskim, jasnym i ciemnym, itp…

Aby poprawić jakość swojego życia w materii, trzeba wyobrazić sobie suwak jeżdżący po wspomnianym „termometrze”. Ponieważ istnieje on w naszym umyśle i jest indywidualną kreacją, mamy wielkie pole do popisu.

Nic nas przecież nie ogranicza, by przesunąć suwak na szczyt z napisem „Dobrobyt”. Kiedy potrzebujemy więcej pieniędzy, możemy zmodyfikować swoje wibracje, nasilając je, poprzez wyobrażenie sobie, że suwak znajduje się w najwyższym punkcie. Kiedy jesteśmy w trudniejszej sytuacji i martwimy się o pieniądze, wykonajmy mentalną pracę, a ta wizualizacja może natychmiast zaoowocować nagłym przypływem gotówki.

Takich suwaków możemy stworzyć sobie wiele - dokładnie tyle, ile potrzebujemy. Na przykład ten, który mówi o poziomie naszego intelektu lub pewności siebie w kontekście zdobywania w życiu tego, na czym nam zależy. Utrzymujmy suwaki na szczycie, by z dnia na dzień pozbywać się ograniczających nas przekonań.

Piąte Święte Prawo: Rytmu wiąże ze sobą trzy wcześniejsze: Zgodności, Wibracji i Biegunowości. Prawo to mówi o ruchu wahadła, które raz wychyla się w jedną stronę, żeby za moment powrócić na swoje miejsce i wychylić się w drugą stronę, a następnie znów wrócić. Cykle, rytmy, pływy - znamy to z naszego życia. A więc to znaczy, że kiedy raz jest dobrze, to później będzie źle? Albo kiedy coś jest jasne, za chwilę będzie ciemne?

Tak, ale Hermetycy, poznając to prawo, potrafili nad nim zapanować, zneutralizować tendencje, które nie są korzystne. Jak to zrobić? Znów wykorzystując możliwości mentalne, czyli świadomość. Chodzi o kontrolę nad swoimi myślami, spolaryzowanie się z pozytywnym efektem (np. spełnienie zawodowe) i niepozwolenie na „wahnięcie” w dół, do poziomu - w tym przypadku - bezcelowej pracy. Cały czas pomocne będą dla nas mentalne „termometry” z suwakami, które pozwolą w pozytywny sposób kontrolować jakość naszego życia.

Szóste Święte Prawo: Przyczyny i Skutku, mówi o tym, że nic nie wydarza się przypadkowo. I nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka zdaje się takie być, oznacza tylko tyle, że przyczyna została nierozpoznana. Czasem możemy pobawić się w detektywa szukającego pierwotnej przyczyny określonego zjawiska w naszym życiu, ale nie zawsze musimy to robić, by poprawić jego jakość. Hermetyka mówi, że nie można powstrzymać działania ani zmienić zasad i praw, można jednak, wykorzystać wyższą wolę, by opanować niższą.

I tu znów potrzebna jest praca naszego umysłu oraz praktyka codziennej uważności: mindfulness. Zauważmy nasze myśli i zareagujemy na nie, nie w sposób automatyczny, ale świadomy, celowy. Jeśli któreś z myśli lub emocji, są szczególnie silne, zobaczmy, gdzie „plasują się” na naszym mentalnym panelu kontrolnym. Jeśli sprawiają, że opadamy w dół, użyjmy swej woli, by podnieść je do góry.

Opanowanie i samokontrola, to zrozumienie i przyjęcie zasad gry. To jak wzniesienie się ponad płaszczyznę materialnego życia i nawiązanie kontaktu z wyższymi siłami swej natury. Tylko wtedy przestajemy być pionkami, a stajemy się graczami.

Siódme Święte Prawo: Rodzaju. Nie chodzi tu, jak zwykliśmy myśleć o rodzaju w sensie męskim i żeńskim w kontekście płci, tylko energii, jaką te rodzaje reprezentują. Według Hermetyków, energia męska posyła samą siebie na zewnątrz, ku światu. Energia żeńska, jest energią odbiorczą i przyciągającą ku sobie. Kobiety, mają w sobie energię męską i tak samo jest z mężczyznami - oni też mają w sobie energię żeńską. Abyśmy mogli żyć w równowadze, energie także muszą być zrównoważone. Prawo Rodzaju zawiera w sobie prawdę, iż rodzaj manifestowany jest we wszystkim.

To, na co należy zwrócić tu szczególną uwagę, to fakt, że obie wartości - chociaż reprezentują odmienne stany muszą się przenikać, by doprowadzić nas do celu. Powinniśmy wykorzystywać swój żeński pierwiastek do mentalnego wytwarzania, a męską wolę do pobudzania i energetyzowania kreatywnej części umysłu. Gdy wszystko jest w równowadze, nie „zawieszamy” się na innych, mamy własne pomysły i własne siły życiowe, by je realizować.

Gdy przyjrzymy się historii ludzkości, wygląda to tak, jakby przez tysiąclecia szczególnie ukrywano to prawo przed ludźmi, zwłaszcza kobietami. Miały ślepo wierzyć wyłącznie w męską siłę, którą przecież także mają w sobie! Jednak to odkrycie pozwoliłoby im wyzwolić się od jarzma energetycznej niewoli, co nie byłoby korzystne, dla tych, którzy czerpali wiele zysków z innego stanu rzeczy. Dziś, kiedy już każdy może studiować Hermetyzm i stosować tę wiedzę na co dzień, nic nie stoi na przeszkodzie, by zmienić zapisane w nas fałszywe programy.

Głębokie zrozumienie Praw Hermetyzmu jest niczym brama do lepszego życia. Tylko czy wszyscy będą chcieli przez nią przejść?  


Boskie Prawa Hermetyzmu. Poznaj je i zmień swoje życie.   Cz. I

Boskie Prawa Hermetyzmu. Poznaj je i zmień swoje życie. Cz. I

Żyjemy w świecie boskich praw. Po raz pierwszy zostały one opisane przez Hermesa Trismegistosa, prawdopodobnie autora „Szmaragdowej Tablicy”. Kiedyś nauczano ich wyłącznie ustnie i w sekrecie, dziś każdy ma do nich dostęp. A zrozumienie ich i wcielenie w życie - zmienia je na zawsze. 

Dlaczego nauki Hermesa - od imienia, którego pochodzi nazwa „hermetyzm” - były trzymane w sekrecie? Skoro to boskie prawa, każda istota powinna je znać. A jednak, nawet dziś, gdy nasza zbiorowa świadomość wzniosła się wyżej, wciąż w powszechnym rozumieniu mamy trudność, by je pojąć. 

To właśnie z tego powodu - niskiej świadomości - ludzie nie mogli w pełni zrozumieć tych przekazów. 

Warto wspomnieć, że „hermetycznie zamknięty”, oznacza właśnie wielką tajemnicę, jaka okrywała Hermetyzm. Przez wieki przekazywane były wyłącznie ustnie, dopiero w roku 1908 spisano je i tak powstał Kybalion. Czytanie i uważne studiowanie tych praw owocuje nieprawdopodobnymi zmianami w naszym życiu. Jednak mówi się także, że samo przebywanie w bliskości tej księgi, bez zaglądania do środka, przynosi wiele korzyści.

Nauki Hermesa podzielone są w Kybalionie na siedem praw, logicznie ze sobą powiązanych. Prawa te odnoszą do naszych własnych, duchowych darów, jakimi jesteśmy obdarzeni, a od których zostaliśmy odcięci. Głównie poprzez systemy religijne, bo one właśnie budują w człowieku przekonanie, że jest nicością, prochem i bez Boga, a właściwie boskich pośredników, nie może nic zdziałać. Otóż, Pierwsze Święte Prawo absolutnie temu zaprzecza. 

Brzmi ono: „Mentalizm”. Aksjomat Kybalionu zawiera je w słowach: „Wszystko jest Umysłem, Wszechświat jest Mentalny”. Co to oznacza? 

Że wszystko, cokolwiek istnieje, jest kreacją umysłu. Żyjemy wewnątrz wszechobecnego Umysłu Wszystkiego, a nasz prawdziwy umysł, czyli „wyższe ja”, jest przedłużeniem i tworem Boskiego Umysłu. Tworzymy swój własny świat, dzięki swoim myślom, konceptowi mentalnemu. I jest to absolutnie nieograniczone i absolutnie realne, bo chociaż z punktu widzenia Prawdy Absolutnej, Wszechświat jest iluzją, to jednak dla nas, ludzi, jest rzeczywisty. W jego obrębie możemy tworzyć, wymyślać, kreować. 

Zobaczmy: wszystko, cokolwiek nas otacza, kiedyś było myślą. Fotel, na którym siedzimy; samochód, jakim jeździmy; obieraczka do warzyw; beton, który stał się chodnikiem; krzewy, jakie według naszego pomysłu obrosły ogród; sukienka uszyta według wymyślonego wzoru. Każda rzecz, którą możemy dostrzec fizycznymi oczami, kiedyś była myślą, marzeniem, ideą.

Można zatem powiedzieć, że otaczają nas „utwardzone” myśli. 

Drugie Święte Prawo - „Zgodności” mówi o trzech poziomach naszego istnienia. To poziom fizyczny, mentalny i duchowy. Co je różni? Tylko i wyłącznie wibracja. Im wyżej, tym częstotliwość wibracji szybsza, a zatem nie możemy naszymi fizycznymi oczami dostrzec elementów z poziomu ducha (a przynajmniej nie każdy i nie zawsze). Im wolniejsze „obroty”, tym gęściej i solidniej. I to już dostrzegamy. Ale to nie znaczy, że to, czego nie rejestruje nasz wzrok, nie istnieje. 

Trzeba dodać, że płaszczyzna materialna także dzieli się na trzy grupy: materii, substancji eterycznej i energii. Ta ostatnia wibruje najszybciej. Tak samo jest na płaszczyźnie mentalnej, bo wszystko, cokolwiek istnieje, posiada swój wewnętrzny świat myśli, poczynając od minerałów, poprzez rośliny, żywioły oraz ludzi. No i w końcu poziom ducha, także zawiera swoje podkategorie, na które składają się zastępy aniołów, archaniołów, bóstw itp…

Maksyma głoszona przez Hermetyków, „Jak na górze, tak na dole”, ma swoje zastosowanie przy każdym prawie. W przypadku Pierwszego „na górze” oznacza Wszechświat, który się rozszerza i tworzy tak samo, jak „na dole”, czyli w materii, poprzez obrazy mentalne. W przypadku Prawa Zgodności - maksyma ta ma zastosowanie poprzez harmonię i porozumienie, jakie istnieje między wszelkimi płaszczyznami, bo wszystko we Wszechświecie pochodzi z tego samego źródła. 

Trzecie Święte Prawo - „Wibracji” mówi o tym, że wszystko jest w ruchu, nic nie spoczywa, tylko nieustannie krąży. Niektórzy nie dają temu wiary, bo przecież stół, przy którym codziennie siadają, jest stabilny i wcale się nie rusza. A jednak atomy, z którego się składa, cały czas wibrują. Na tyle jednak wolno, że możemy nie tylko go zobaczyć, ale nawet usiąść przy nim i zjeść zupę. Gdyby je jednak „podkręcić”, stół opuściłby przestrzeń materialną i przeniósł się wyżej, do płaszczyzny mentalnej lub duchowej. 

A zatem, skoro wszystko jest w wiecznym ruchu, są w nim także nasze myśli, emocje, przeżycia, pragnienia. Jeśli wibrujemy wysoko, przyciągamy doświadczenia o podobnych wibracjach. Psycholog i pracująca z Aniołami, dr Doreen Virtue, w książce „Boska Magia”, w której w osobisty sposób komentuje „Kybalion”, mówi o tym tak: „Prawo Wibracji wyjaśnia, że możesz spolaryzować swój umysł na jakimkolwiek poziomie wibracji i tym samym zdobyć całkowitą kontrolę nad swoimi stanami mentalnymi, nastrojami i doświadczeniami. Możesz także zmienić wibracje obiektów materialnych, by przyciągać je do swojego życia, naprawiać zepsute rzeczy lub pozbywać się wszystkiego, co niemile widziane”.  

I to są właśnie praktyczne wskazówki, które posłużą w codziennym życiu tym, którzy będą je chcieli zmienić i uzdrowić.


Tajemnice ludzkiego DNA cz. III

Tajemnice ludzkiego DNA cz. III

Jesteśmy istotami, które noszą w sobie wielowymiarowe DNA. Aktywacja jego warstw pozwoli nam wyzwolić się od chorób i wszelkiego zniewolenia. I pojąć w końcu, jak wielką, jako ludzie, mamy moc.


Trudno naszemu ludzkiemu umysłowi zrozumieć jak w rzeczywistości działa DNA, zwłaszcza, że oficjalna nauka nie jest w stanie przedstawić twardych dowodów na inną, niż chemiczna budowa. Na szczęście dla tych, którzy otworzyli swoje serca i umysły, istnieją przekazy, które dają ogrom wiedzy na temat kwantowej budowy czegoś niezwykłego w głębi nas.

Przekaz, który otrzymaliśmy na temat prawdziwej budowy ludzkiego DNA podzielono na 12 warstw i 4 grupy, a wszystko po to, by działającemu w linearny sposób mózgowi człowieka łatwiej było zrozumieć cały ten, absolutnie niezwykły, boski system. Nie znaczy to jednak, że możemy sobie owe warstwy wyobrazić niczym piętrowy tort. To byłaby ludzka koncepcja. Warstwowe energie przenikają się i łączą. Tworzą coś w rodzaju „kwantowej zupy”.

A zatem, pierwsza warstwa to podwójna helisa reprezentująca właściwości chemiczne, które możemy zobaczyć pod mikroskopem. To warstwa zarówno 3D, jaki wielowymiarowa, gdyż stanowi pomost, między pozostałymi, wyłącznie kwantowymi energiami. Można powiedzieć, że jest jednocześnie odbiornikiem i nadajnikiem. Jej zadaniem jest przekazywanie informacji z kwantowych warstw do struktury naszych genów.

Druga warstwa mogłaby nosić nazwę „lekcji życiowych”, czyli czegoś w rodzaju odrabiania zadań domowych w szkole istnienia. Najprościej mówiąc - jesteśmy tu po to, by się czegoś nauczyć, coś zrozumieć i nie powtarzać tego więcej, a tym samym pójść dalej. Nawet, gdy żyjemy w bardzo trudnych, ziemskich warunkach, nie chodzi o karę, lecz o pełne zrozumienie i wyzwolenie się od strachu.

To także konieczność załatwienia pewnych niedokończonych spraw, wykorzystanie talentów, zrealizowanie pasji, oraz co bardzo ważne - poukładania relacji z innymi, szczególnie z rodziną. Trzeba tu odróżnić sprawy karmiczne (są związane z innymi ludźmi), a osobiste lekcje, które mamy do przepracowania sami z sobą. Oto kilka przykładów: nauka jak nie być ofiarą, nauka jak mówić własną prawdę, nauka kochania samego siebie, nauka wyjścia poza obwinianie innych…

Warstwę trzecią - według przekazów Kryona - można nazwać warstwą oświecenia i aktywacji. To właśnie tu zachodzi proces ruchu i akcji, by przejść z poziomu „ograniczonego człowieczeństwa” (widzenia naszych możliwości) aż do poziomu mistrzostwa. I nie chodzi tu o dokonanie jakiejkolwiek zmiany w DNA, tylko aktywację tego, co już jest. Gdy czytamy o mistrzach duchowych, którzy potrafili czynić cuda, często myślimy o nich z nabożną czcią, między innymi dlatego, że tak kształtowała nas religia.

Ale oni mieli takie samo DNA jak nasze! Różnica polegała tylko na tym, że ich było aktywne na poziomie100 procent. Ta warstwa „wie” o naszym zmieniającym się poziomie duchowym, a ten z kolei jest niczym czynnik wyzwalający więcej możliwości: samoleczenia, myślenia w zrównoważony sposób, pokonania wszelkich lęków, wejścia w zupełnie inny, wewnętrzny świat. Ta warstwa aktywuje nas samych, naszą uśpioną świadomość!

W grupie drugiej znajdują się warstwy: czwarta, piąta i szósta. Można je nazwać ludzko - boskimi.

Niełatwo będzie je pojąć, jeśli wciąż trzymamy się wyłącznie tzw. myślenia w 3D, czyli początku, środka i końca oraz za wszelką cenę chcemy zachować liniowość, logiczne uporządkowanie. Jednak w wymiarze kwantowym to tak nie działa, tu wszystko się ze sobą przenika, miesza, wzajemnie na siebie wpływa. Nie da się zatem nie powiedzieć o duszy, która choć „pojedyncza”, jest także częścią świętej, grupowej duszy. Kiedy przychodzimy żyć tutaj w ziemskim ciele, część naszej świetlistej istoty, zostaje rozdzielona.

Największa jej część, to nasze wyższe ja, które znajduje się w kwantowej części naszego DNA.

Warstwa czwarta i piąta to esencja człowieczeństwa i boskości jednocześnie.

Szósta - nazywana warstwą modlitwy i komunikacji to portal do większej i świętszej części nas, jest niczym stałe połączenie telefoniczne z wyższym ja, obecnym w naszym biologicznym ciele. Uaktywniamy ją przez modlitwę, kontemplację, medytację, wgląd w siebie. To ostatnia warstwa grupy ludzko - boskiej. Aktywnie współpracuje z wielowymiarową warstwą trzecią.

Do kolejnej grupy przynależą warstwy siódma, ósma i dziewiąta. Zwane są lemuriańskimi, gdyż ich bogactwo sięga do pierwszej, ludzkiej cywilizacji - Lemurii.

Zacznijmy od siódmej. Warto tu wspomnieć, że liczba siedem reprezentuje boskość, kompletność, perfekcję. Przypomina, że jesteśmy Pełnią, uświęconą całością.

Kolejna - ósma, to lemuriańska druga i reprezentuje jedną z najbardziej głębokich energii w ludzkim DNA, bo stanowi główną część kwantowego fragmentu podwójnej helisy oraz łączy się z mistrzowską Kroniką Akaszy. O co tu chodzi?

Przypomnijmy, że Kronika Akaszy to zapis w nas wszystkiego, co kiedykolwiek nam się przydarzyło. Jednak nie w sposób linearny, uporządkowany, inkarnacja po inkarnacji. To mieszanka wszelkich umiejętności jakich kiedykolwiek się nauczyliśmy. Jest to coś w rodzaju zestawu instrukcji pozwalających połączyć się z główną biblioteką, która znajduje się w stanie kwantowym, postrzeganym jako inny wymiar.

Mamy do niej dostęp cały czas, ale do tej pory żyliśmy bez takiej świadomości. Teraz to się zmienia.

Warstwa Dziewiąta - warstwa totalnego uzdrawiania. Pisaliśmy już o tym osobny tekst (tu przekierowanie), wspomnimy zatem tylko, że ta warstwa jest w każdym ludzkim DNA, jednak nieaktywna, dopóki do niej nie przemówimy, nie przekierujmy tam naszej uwagi. Gdybyśmy mieli użyć porównania, można tu użyć języka komputerowego - jako ludzie „jedziemy” na podstawowym oprogramowaniu. Kiedy chcemy czegoś więcej, musimy uruchomić świadomość, a ona z kolei - uruchamia zmiany w biochemii naszego ciała.

Ostatnia grupa trzech warstw, to pełnia boskości, a wielowymiarowe cechy osiągają w nich swoje maksimum.

Dziesiąta, to warstwa świętego źródła egzystencji, to pierwsza energia, która zostaje aktywowana, gdy człowiek szuka Boga i robi to absolutnie z własnej woli.

Jedenasta dotyczy współczucia i matki. Istnieje po to, by zrównoważyć współczującą, ludzką istotę tak, by mądra, boska kobiecość mogła zostać przejawiona zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Świat potrzebuje tego teraz bardziej niż kiedykolwiek. Kiedy uaktywni się całkowicie, we wszystkich ludziach, będzie to niczym narodziny nowego, harmonijnego, pełnego miłości życia.

Zwieńczeniem wszystkich jest warstwa dwunasta, czyli esencja Boga wewnątrz człowieka. Stwórca jest wewnątrz nas, w środku naszego DNA.

Dzięki temu możemy naprawdę wszystko: zmieniać warunki pogodowe, zatrzymać tsunami, uciszyć wulkan, uzdrowić siebie i innych, żyć tak długo jak zechcemy. Nie wierzymy w to - przynajmniej w powszechnym rozumieniu - bo nie dotarliśmy jeszcze do tej warstwy. Nie musimy już czekać na to tysiące milion lat, nie musimy się ćwiczyć w surowym życiu mnicha, latami medytować. Przyszedł czas na decyzję. Możemy to zrobić dzięki głębokiej, natychmiastowej przemianie. Skok kwantowy ludzkości właśnie trwa. A prawdziwa wiedza na temat naszego DNA pozwoli nam dołączyć do tych, którzy już to zrobili.

Tajemnice ludzkiego DNA cz. II

Tajemnice ludzkiego DNA cz. II

Dwanaście warstw DNA kryje odpowiedzi na pytania, jakie od zawsze nurtowały ludzkość: skąd pochodzimy, dokąd zmierzamy, czy geny to coś stałego i niezmienialnego, czy mamy w sobie boską moc kreacji? Ta wiedza jest już dostępna dla tych, którzy są gotowi ją przyjąć. 


Ciekawe, jak to się dzieje, że choć Maciek i Marek są do siebie fizycznie podobni, to psychicznie zupełnie odmienni - dziwimy się na widok braci, którzy są blondynami, słusznego wzrostu i mają niebieskie oczy oraz charakterystyczny kształt nosa po tacie. Jednak jeden na przykład jest uzdolnionym perkusistą, a drugi kompletnie nie ma słuchu, natomiast jest świetnym koszykarzem i sport to jego pasja.

Maćka i Marka interesują inne rzeczy, pragną realizować się w zupełnie innych obszarach. Mają także różne charaktery. Z czego to wynika?

Naukowcy przekonują, że wiele dziedziczymy po naszych rodzicach i przodkach. Ale przecież nie wszystko. Skąd zatem bierze się talent lub jego brak, umiejętności, z którymi już w pewnym sensie się rodzimy (za przykład niech posłuży choćby genialny, 3-letni pianista), pewne skłonności, marzenia, dążenia, tak zwana osobowość, czyli potocznie - charakter.

Gdybyśmy rozłożyli nasze DNA na części, znajdziemy tam kilka elementów.

Jedna jest biologiczna. To chemiczna, linearna część, którą znamy jako podwójną helisę. Jednak oprócz niej znajduje się tam również nasz ślad karmiczny, czyli pamięć wielu inkarnacji, a raczej umiejętności, jakie zdobyliśmy podczas naszych ewolucyjnych ścieżek. Zapis emocji, i tych pięknych i trudnych.

Na budowę naszego DNA ma wpływ astrologia. To może dla wielu brzmieć dziwnie, ale w książce „Dwanaście warstw DNA” wyjaśniono to naukowo. Najprościej mówiąc chodzi o „odbicie” śladu słonecznego przy użyciu zjawiska indukcyjności wewnątrzplanetarnej siatki magnetycznej, która z kolei przenika pole magnetyczne DNA. Wspomniany słoneczny ślad tworzy się z powodu ogromnego nacisku i wzajemnego oddziaływania na siebie planet. „Odbicie” w DNA jest bezpośrednio związane z ich układem w momencie naszego pojawienia się na świecie.

To jeszcze nie wszystko. Kolejną składową jest Kronika Akaszy, czyli zapis wszystkich naszych wcieleń. Zwykle rozumiemy to tak, że odnosimy się do postaci, którymi kiedykolwiek byliśmy. Jednak ich już nie ma! Pozostały natomiast przymioty, umiejętności, cechy, jakie zdobywaliśmy i wypracowaliśmy. Nie sięgaliśmy po nie, bo nie wiedzieliśmy o takiej możliwości. Ale możemy to zrobić, zwracając się do naszego, wciąż nieaktywnego DNA o przywrócenie dawnych talentów. To jest nasze, mamy prawo skorzystać ze wszystkiego, co kiedykolwiek zgromadziliśmy.

W końcu, ostatnim, wieńczącym elementem, z którego składa się ludzkie DNA, jest boska cząstka, świętość Boga.

Według przekazów Kryona - i to dla wielu ludzi będzie na tyle kontrowersyjne, że nawet nie będą chcieli tego czytać - energia przekazana ludziom od Plejadian, naszych kosmicznych, starszych braci.

Jak mamy to rozumieć? Pewnych rzeczy nie da się objąć rozumem. Zwłaszcza, że nauka nie może ich jeszcze udowodnić. Dlatego powinniśmy posłuchać ich sercem. Jeśli poczujemy w tym prawdę, idźmy za tym.

Jeśli nie - zostawmy tę wiedzę.

Otóż, według przekazów, ponad 100 tysięcy lat temu, na Ziemię przybyła kosmiczna, zaawansowana duchowo rasa, która postanowiła zasiać boskie, kwantowe ziarno w jednym z siedemnastu gatunków ludzkiej rasy.

Mowa o Plejadianach, którzy za boską zgodą dokonali tego dzieła. Mijały lata, setki lat, a pozostałe 16 gatunków istot ludzkich osłabło. Pozostał i rozwijał się tylko jeden - ten, który teraz zasiedla Ziemię. Tak powstała pierwsza, ludzka zaawansowana cywilizacja, zwana Lemurią.

Przekazy mówią, że nie była zaawansowana w takim sensie, w jakim dziś rozumiemy postęp, ale tamci ludzie mieli coś, czego nie mamy dziś my: ich DNA działało na poziomie 90 procent!

A zatem czas już dowiedzieć się, jak aktywować pozostałe 10 nici DNA, aby znów zacząć tworzyć cywilizację świadomych ludzi.


Las na talerzu

Las na talerzu

Kwiatostany, żywica, kora, młode szyszki, pyłki, żołędzie… Natura tylko czeka, by ją odkryć na nowo. Następnie niebanalnie przyrządzić i podać z honorami na stole. Dokładnie tak, jak na to zasługuje. 
Dla wielu z nas las do tej pory był miejscem relaksu. Można było z niego przynieść koszyk grzybów, garść malin, słoiczek jagód. Ale szyszki? I to w dodatku na obiad? A do tego sos z igliwia? Zaś na deser powidła z czeremchy? Lub… brzozowe kotki w cieście naleśnikowym?
Te niezwykłe pomysły pochodzą z książki Małgorzaty Kalemby-Drożdż pt. „Smakowite drzewa”. Szefowie kuchni Manor House SPA, zainspirowani leśnymi kulinariami i skarbami, jakie kryje bujny, pałacowy ogród  w Chlewiskach (wiele tutejszych drzew to pomniki przyrody, dobrze się do nich przytulić i pospacerować po parku chłonąc zmysłami jego piękno), wykreowali zaskakujące i nieoczywiste potrawy. Zmieniane sezonowo menu degustacyjne „Smaki Lasu” można już zamówić w hotelowej restauracji. (Po więcej informacji zapraszamy TUTAJ)
Czy w ogóle znajdzie się ktoś, kto nie będzie zaintrygowany młodymi pędami paproci o nazwie „Pióropusznik strusi”, podany w cieście z noskami lipy oraz z sosem z sezamu i tofu? Albo racuchami kalafiorowymi z solą sosnową i dresingiem octowo-świerkowym? Burak zyska nowych fanów, bo teraz już nie będzie można się oprzeć temu pozornie zwykłemu warzywu: pieczony z sosem balsamicznym, liśćmi głogu i berberysu nacieszy nie tylko podniebienie, ale i oczy. A śliwka z lodami świerkowymi? To jak spacer do lasu i lodziarni jednocześnie…
Wspaniale odkryć na nowo drzewa, które rosną w naszych parkach i lasach. To niezwykłe, spojrzeć świeżym okiem na krzewy i rośliny, jako główne dania domowych i proszonych obiadów, przystawek oraz deserów, których smaku nie da się zapomnieć.
Co, kiedy i jak możemy zbierać, żeby nie zniszczyć i nie poranić drzew, ale jednocześnie w pełni wykorzystać dary przyrody?
Nigdy nie zrywamy wszystkich pędów czy liści z jednego tylko drzewa. Zachowajmy umiar i równowagę. Zawsze „skubmy” boczne odrosty wyrastające z pnia lub niskich gałęzi, nie pozbawiajmy drzewa „czubka”.
Kiedy próbujemy czegoś nowego, nie jedzmy nowości zbyt wiele na raz, bo może to być szok dla naszego organizmu. Wiele drzew i krzewów ma silne, intensywne działanie, może wpływać alergizująco. Dlatego zacznijmy od małych kęsów. Kiedy wyraźnie poczujemy, że potrawa nam smakuje i nie wywołuje dolegliwości, możemy przejść do większej porcji. 
A co konkretnie możemy przynieść z lasu na talerz, czego jeszcze nigdy nie próbowaliśmy? Na przykład szyszki. Oczywiście nie te zdrewniałe, ale świeże, miękkie, zielone. Mają specyficzny, lekko kwaśny, żywiczny smak. Warto zrobić z nich pesto, pokroić w plasterki jak cukinię i dorzucić do sałatki, zrobić dżem, ozdobić deser.
Młode pędy sosnowe, które pojawiają się oczywiście, wiosną, także można smażyć lub gotować. Wiele osób robi z nich syropy, nalewki, ocet, wino.
Zimowe pęki sosny potraktujmy jak naturalną… gumę do żucia. Odświeżają oddech, zaś zawarte w roślinie olejki eteryczne, wspomagają pracę układu oddechowego. Z kolei gałązki modrzewia można parzyć w kubku jak herbatę, zaś mannę, czyli słodkie kuleczki wyciekające z drzewa - jeść na surowo.
W czasie spaceru po lesie, zwróćmy uwagę na inne niż do tej pory owoce, czyli jeżyny, maliny i poziomki. Spójrzmy w górę: owoce jarzębiny czy derenia, choć kwaśno - cierpkie, poddane obróbce termicznej zmieniają się w łagodny w smaku dżem lub galaretkę. Ale już na przykład owoce czeremchy wcale nie potrzebują cukru -  są naturalnie bardzo słodkie.
Jeśli zrobimy dzieciom keczup z głodu, może się okazać, że innego już nie będą chciały…
Przebojem wśród kreatywnych kucharzy są ostatnio pędy chmielu, które po ugotowaniu przypominają w smaku fasolkę szparagową, zaś świeże, ozdobią  i podkręcą smak sałatki.
Całość niech zwieńczą kwiaty: choćby robinii akacjowej lub dzikiego bzu, które usmażone w cieście naleśnikowym będą hitem każdego przyjęcia. Leśne fiołki otoczone cukrem pudrem i lekko podpieczone nadadzą każdemu słodkiemu wypiekowi urody i subtelności. 
Potraktujmy park, las i łąkę jako wielki potencjał kulinarnych kreacji.
Jednak, kiedy nie jesteśmy pewni określonej rośliny, nie zbierajmy jej, zostawmy Naturze.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia