Tajemnice ludzkiego DNA cz. I

Tajemnice ludzkiego DNA cz. I

Nasze DNA jest bardziej niezwykłe niż moglibyśmy sądzić. Jako ludzkość, jesteśmy coraz bliżej odkrycia wewnętrznej mocy, jaką w sobie nieświadomie nosimy. 


Wyobraźmy sobie, że na Ziemi ląduje statek kosmiczny. Wcześniej unosił się nad naszymi głowami i dokonywał niesamowitych ewolucji, między innymi wbrew grawitacji. Na pokładzie nie ma nikogo, ale naukowcy z ekscytacją badają cały system sterowniczy i szukają silnika. Okazuje się, że komorę, w której znajduje się silnik, wypełnia wiele worków z czymś co przypomina granulat do pakowania, względnie popcorn. Jest to dla badaczy dość szokujące. Gdy worki zostają usunięte, ukazuje się sam silnik albo jego rdzeń: mały, błyszczący przedmiot, który ma kilka do niczego nie podłączonych przewodów. Sądzą, że to on zarządza wszystkim.

Jednak podczas eksperymentów okazuje się, że sam silnik nie działa. Aby spodek poleciał, potrzebne są „worki z granulatem”, które początkowo uznali za śmieci!

Ta historia ilustruje obecną wiedzę ludzkości dotyczącą naszego DNA.

To, co o nim wiemy i potrafimy zaobserwować pod mikroskopem elektronowym, to zaledwie 4 procent całości. Ponieważ nie byliśmy w stanie niczego więcej odkryć i logicznie opisać, uznaliśmy, że cała reszta to coś zbędnego, niepotrzebnego, bez znaczenia. Funkcjonuje nawet nazwa: „śmieciowe DNA”. Ale czy naprawdę tak jest?

Zastanówmy się nad tym zagadnieniem neutralnie z poziomu ewolucji.

Czy natura, w której nie ma miejsca na chaos i niepotrzebne procesy, utrzymywałaby w ludzkim DNA aż 96 procent materiału genetycznego, który byłby zupełnie niepotrzebny? To nielogiczne i absurdalne. Znane wszystkim powiedzenie „narząd nieużywany zanika”, można zastosować i w tym - a może szczególnie w tym - przypadku.

A co, jeśli nasza wiedza dotycząca budowy i funkcjonowania DNA jest błędna? Wychodzimy wszak z założenia, że istnieje i działa tylko to, co możemy dostrzec, opisać i zrozumieć. Oraz do czego możemy zastosować, wszelkie, znane nam prawa fizyki, chemii, matematyki. Dlatego już wiemy, że te wspomniane 4 procent naszego DNA składa się z chemicznej, „opisywalnej” struktury, z kwasu dezoksyrybonukleinowego i rybonukleinowego. O DNA i RNA uczyliśmy się wszyscy na biologii, a wiedza ta jest trzeciogęstościowa, „widzialna”, mierzalna.

Jednak rozwój ludzkości postępuje i nawet hermetyczna nauka zaczyna otwierać się na to, co niewidzialne i niemierzalne. Oczywiście dla ludzkiego mózgu, który jest niczym komputer, w którym zainstalowano określone programy. Gdy jakiegoś brakuje, nie można wykonać pewnych operacji. Na przykład zobaczyć czegoś, co posiada inną gęstość i odmienną strukturę. Nasz mózg zwyczajnie nie ma oprogramowania do widzenia zjawisk wykraczających poza trzecią gęstość, w jakiej żyjemy. Ludzka percepcja widzi to, co widzi i mówi: więcej nic nie ma.

Jednak to wcale nie znaczy, że tak jest w istocie. To, co widzialne dla naszych oczu, to chemiczna i liniowa forma. Sądziliśmy, że zarządza wszystkimi procesami, ale teraz coraz częściej nauka skłania się ku twierdzeniu, że prawdopodobnie jest zupełnie odwrotnie, czyli całe 96 procent DNA posiada budowę kwantową, wielowymiarową, w której znajdują się wzory, algorytmy i dane do kierowania… tymi czterema odkrytymi procentami. I tu wracamy do przykładu granulatu i silnika, który bez pozornych śmieci, nie ma mocy, aby unieść spodek kosmiczny w górę.

A zatem to wygląda tak, jakbyśmy nie skupili się na czymś najcenniejszym w naszym DNA, nie aktywowali jego całości, tylko z zadowoleniem zatarli ręce, że robota została wykonana, bo wiemy już jak wygląda podwójna helisa ludzkiego DNA…

Być może wiele osób, które nigdy nie zgłębiały tych zagadnień, będzie zaskoczone, że to dopiero początek. Według starej, odkrywanej ponownie wiedzy, ale także przekazów channelingowych, między innymi Kryona, wiemy już, że mamy nie dwie helisy, ale… dwanaście. Tylko dwie są aktywne.

Pozostałe dziesięć śpi. Co się stanie, gdy je obudzimy i przywrócimy do życia? Odzyskamy całą swoją moc!

W książce „Dwanaście warstw DNA”, która zawiera channellingi Kryona, jakie przekazał Lee Carroll, znajdziemy dokładny opis każdej warstwy, jej źródło i zadanie, jakie spełnia. Powinniśmy je poznać, by każdą z nich aktywować do działania, co sprawi, że będziemy mogli się uzdrawiać, odmładzać, w pełni rozwijać i kreować rzeczywistość w radosny, przepełniony miłością sposób.

Silny duch, zdrowe ciało

Silny duch, zdrowe ciało

Każdy z ludzi, oprócz biologicznego systemu odpornościowego, posiada jeszcze jeden - duchowy. Większości może trudno będzie dać temu wiarę, bo nie zobaczymy go gołym okiem. Jednak jego istnienie jest niezaprzeczalne. 


Jeżeli są jeszcze wśród nas tacy, którzy do tej pory sądzili, że jesteśmy tylko i wyłącznie ciałem fizycznym, to powinni spojrzeć na rzecz najprostszą: fotografię kirlianowską. Skąd wzięła się aura i poświata nad przedmiotami codziennego użytku, roślinami, zwierzętami? No i nami, ludźmi? 
Jakie jest źródło tej energii? Gdy będziemy szukali odpowiedzi, na pewno ją znajdziemy. To emanacja naszego ciała duchowego, co do istnienia, którego nauka wciąż ma wątpliwości. A jednak fizyka kwantowa udowodniła już, że jesteśmy jako istoty fizyczne i duchowe zanurzeni w polu pełnym cząstek elementarnych. Jako obserwatorzy rzeczywistości - czy o tym wiemy czy nie - kreujemy świat. Tylko, kto właściwie kreuje? Jaka przestrzeń w nas ma moc tworzenia wszelkiej obfitości, miłości, zdrowia?
Być może zainspiruje nas wiedza zawarta w książce z przekazami Kryona, istoty z innego wymiaru, którą od wielu lat channelinguje Lee Caroll. Wstęp do niej napisał naukowiec, dr Todd Ovokaitys, co może mieć jakieś znaczenie dla tych, którzy szukają jeszcze autorytetów. 
Książka jest dla odważnych. Dla tych, którzy potrafią otworzyć głowę i wyłamać się ze schematów linearnego myślenia. Dlaczego?
Między innymi dlatego, że jeden z rozdziałów mówi o możliwości samoleczenia i uzdrowienia się ze wszystkich chorób, jeśli tylko uruchomimy dziewiątą warstwę naszego DNA (ludzkie DNA jest wielowymiarowe - składa się z 12 warstw różnych energii). Bowiem jest ono - co trzeba tu zaznaczyć - nie tylko chemicznym wzorem zapisanym w komórkach ciała człowieka. DNA ma swoje pole świadomości i nauka właśnie żmudnie to odkrywa. 
A zatem, jak to właściwie działa i czy każdy człowiek może zostać kompletnie uzdrowiony i wymienić komórki na młodsze? Klucz leży w sposobie myślenia. Nie chodzi wcale o to, że ta warstwa DNA chroni naszą odporność, odstrasza patogeny, zabliźnia rany, itp.
To zadanie biologicznego układu odporności. Ten drugi, duchowy, jest w jakimś sensie nieaktywny, uśpiony. Trzeba do tej warstwy przemówić, zwrócić się, skierować tam intencję. To musi być świadome działanie, rodzaj aktu wiary, że istotnie jesteśmy wielowymiarowi, kosmiczni, boscy.
Oczyszczona podświadomość wraz z silnym układem odporności duchowej broni nas przed atakami psychicznymi i urządzeniami, które celowo niszczą nasze komórki.
Dopóki nie zdajemy sobie z tego sprawy, jesteśmy bezbronni, żyjemy w nieświadomości. Ale w istocie, bezbronni nie jesteśmy. Mamy we własne ciało wbudowany system przywracania pełni zdrowia, ale naprawdę nikomu nie jest na rękę informować nas o tym. Sami musimy więc do tego dotrzeć.
Zastanówmy się: sądzimy, że idee i wiedza trzeciej gęstości w jakiej żyjemy, to zwieńczenie ludzkiej mądrości. A co, jeśli się mylimy? Jak możemy wytłumaczyć fakt, że w Starożytności, mimo braku odpowiednich urządzeń, ludzkość znała między innymi precyzyjne odległości między ciałami niebieskimi? Dowody tego możemy znaleźć choćby w Wedach.
Jako ludzie jesteśmy znacznie potężniejsi, niż moglibyśmy przypuszczać.
Zmiany zaczynają się w ludzkiej świadomości, a ona z kolei ma wpływ na biologię ciała, czyli właśnie DNA. Wygląda to tak, jakby DNA tylko czekało na nasze świadome dyrektywy, jakby komórki oczekiwały na instrukcje, co właściwie mają robić. Jeśli DNA nie otrzymuje konkretnych wskazówek, działa po prostu automatycznie. A zatem, kluczem do zmiany ludzkiego ciała, nie jest - jak powszechnie się sądzi - chemia, ale…informacja!
Rozmawiajmy więc ze swoimi komórkami DNA i informujmy je czego oczekujemy. A później... cieszmy się efektami!

Woda jest życiem - technologia „ożywiania” wody  metodą Grandera

Woda jest życiem - technologia „ożywiania” wody metodą Grandera


Najlepsze rozwiązania są najprostsze i w dodatku w zasięgu możliwości każdego człowieka. Woda. Czy przyszłoby nam do głowy, że może skutecznie zwalczać infekcje wirusowe i bakteryjne? 


Mówimy teraz o wodzie Grandera, która została poddana wnikliwym badaniom naukowym, a efekty zaskoczyły nawet tych, którzy byli jej gorącymi zwolennikami. Prace są kontynuowane, ale już teraz, na sobie, możemy wypróbować skuteczność wody Grandera, która ma wyjątkowo dobroczynne i harmonizujące działanie na żywe organizmy, zarówno ludzkie, zwierzęce, jak i roślinne. Dzięki metodzie Grandera wzmocniona zostaje energia i właściwości informacyjne wody oraz przywrócona jej pełna wartość biologiczna.

Jak „ożywia” się wodę? 

Technologia Grandera opiera się na przekazie informacyjnym. Z wody niczego się nie usuwa ani niczego do niej nie dodaje. Zastosowanie tej technologii, strukturyzuje – „ożywia” wodę, pozwala jej odzyskać pierwotne właściwości, utracone w wyniku zanieczyszczeń i oddziaływań zewnętrznych: wzmocnioną siłę samooczyszczenia, naturalną energię i stabilność mikrobiologiczną. Dzięki zmianie i odnowie życia mikrobiologicznego w wodzie, zyskuje ona zupełnie nową jakość.

Jak system Grandera zmienia właściwości wody?
  • ma zwiększoną zdolność regeneracji,
  • jest odporna na szkodliwe oddziaływania,
  • posiada wydłużoną trwałość,
  • charakteryzuje się klarownością i miękkością,
  • odznacza się delikatnością smaku,
  • powstaje w niej potencjał energoinformacyjny.
Jak woda Grandera działa na organizmy żywe?
  • szybsze dostarczanie substancji odżywczych do komórek,
  • skuteczne usuwanie nagromadzonych toksyn,
  • redukcja bakterii i zwalczanie wirusów,
  • harmonizacja i regeneracja organizmu,
  • łagodzenie problemów skórnych i reumatycznych,
  • łagodzenie dolegliwości żołądkowych i jelitowych,
  • wzmocnienie procesu metabolicznego,
  • stabilizacja krążenia i poprawa składu krwi,
  • szybsze gojenie ran,
  • poprawa równowagi fizycznej i psychicznej,
  • poprawa smaku, zapewnienie dłuższej świeżości wody,
  • poprawa aromatu potraw przyrządzanych na jej bazie,
  • miękkość i gładkość skóry i włosów po kąpieli w ożywionej wodzie,
  • pozytywny wpływ na kondycję zwierząt i wzrost roślin.
Woda Grandera w hotelu Manor House SPA.

System „ożywiania” wody metodą Grandera, wprowadzony w całym kompleksie Manor House SPA,  zapewnia bezpieczeństwo i wysoką jakość wody w restauracji, pokojach hotelowych i całej strefie SPA. 
Cenne właściwości tej zrewitalizowanej, magnetycznej wody można odczuć w hotelu na wiele sposobów, m.in. podczas: 
  • spożywania potraw i napojów w restauracji,
  • zdrowych i przyjemnych kąpieli w zaciszu hotelowego pokoju,
  • korzystania z basenu, 
  • z bezzapachową i niezwykle czystą wodą „ożywioną” metodą Grandera,
  • kąpieli w jacuzzi oraz Swim SPA, 
  • korzystania ze źródła z pitną wodą Grandera w Łaźniach Rzymskich.
Woda to tajemnicza substancja, której właściwości dopiero poznajemy.

Rekalibracja człowieka

Rekalibracja człowieka

Zanim narodzi się nowe, stare musi umrzeć. To bolesny, ale konieczny proces. Nie bójmy się dziwnych objawów fizycznych, bo one są częścią tego procesu…


Czy jest ktoś teraz na Ziemi, kto nie zadaje sobie pytania: „Co się dzieje”? albo „ O co tu chodzi” ? Większość odczuwa strach. Ogromna grupa jest przekonana, że problem leży w wirusie, który zjawił się nie wiadomo skąd.
Sądzą, że to właśnie z jego powodu dochodzi na naszych oczach do katastrofy gospodarczej, jakiej na Ziemi nie było od setek lat. A może w znanej nam cywilizacji - nigdy?
Grupa najmniej liczna - można byłoby ich nazwać starymi duszami - widzi to, co dzieje się dookoła w zupełnie innym świetle. Kiedy tłumaczą swój punkt widzenia często słyszą - chociaż trzeba przyznać, że coraz rzadziej - że są to teorie spiskowe. W takim razie zacznijmy od czegoś, czego nie da się podważyć, bo stoi za tym wiedza, nauka. A konkretnie: fizyka.
Mowa o rezonansie Schumanna. Wolfgang Schumann był niemieckim fizykiem, który po raz pierwszy zapisał rytm, w jakim wibruje Ziemia. Było to 7,83 Hz. 
Naukowiec interesował się zjawiskiem wibracji naszej planety od końca lat 50 -tych, ale zapisu udało się dokonać dopiero wiele lat później.
Dzięki temu, wiadomo było, że od roku 2012 puls zaczął gwałtownie wzrastać. To było szokujące, bo uważano, że ta elektromagnetyczna częstotliwość Ziemi jest stała, niezmienna. Dlaczego zatem zaczęła się  podnosić? Tak jakby Ziemia nagle, gwałtownie przyspieszyła, jakby nie było już czasu, jakby się gdzieś spieszyła.
Nawet gdy wciąż są między nami tacy, którzy nie uważają Ziemi za odrębny, kosmiczny byt, który rozwija się tak samo, jak każdy z nas, nie da się podważyć, że żyjemy w pewnej kosmicznej strukturze, wzajemnej zależności.
Ziemia oprócz tego, że jest naszym planetarnym domem, przechodzi swoje własne, indywidualne procesy. Musimy wziąć w nich udział, bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie! Podniesienie wibracji z 7, 83 Hz do ponad 40 Hz ( a częstotliwość wciąż rośnie)  również i nam, ludziom, każe je podnosić.
Z czym to się wiąże?  Ze zmianą naszej biologicznej budowy komórkowej.
To gigantyczne zadanie nie uda się bez zmiany naszej świadomości i  kompletnej przebudowy wszystkiego, czym do tej pory dysponowaliśmy.
Powszechnie wiadomo, że każda „przechorowana” choroba, wzmacnia i uodparnia nasz organizm. A ponieważ wszyscy jesteśmy połączeni jednym polem informacyjnym, wspólne, zbiorowe „przechorowanie”, wzmacnia nas jako grupę, społeczeństwo, naród, a w obecnym przypadku jako mieszkańców jednej planety - Ziemian.
Gdybyśmy zrobili to w jednym czasie, pozwoliłoby nam to szybciej przejść wyżej, na kolejny poziom rozwoju, na utęsknioną przez stare dusze, piątą gęstość.
Zadajmy sobie zatem pytanie: komu zależy na zatrzymaniu nas w tym miejscu, w którym jesteśmy? Dlaczego przez wiele tygodni fundowano ludziom areszt domowy a ci, którzy przejrzeli ten makiaweliczny plan, poddawani byli i nadal są represjom ze strony władz? Kontakt człowieka z człowiekiem pozwoliłby na szybszą zmianę, działanie, ruch. Ludzi są silni energią grupy. Podzieleni są słabsi. Również - choć wydaje się to paradoksalnie - w biologicznym sensie.
Niezależnie jednak od sił ciemności, które od wieków zarządzały Ziemią, ewolucja musi trwać, stąd taka ogromna zmiana, rekalibracja wszystkich ciał, jakie posiadamy. Wielu ludzi nie rozumie i obawia się dziwnych objawów fizycznych, które pojawiają się i znikają. Na przykład bezsenność u kogoś, kto do tej pory spał całą noc mocnym snem. Albo odwrotnie: nagłego odcięcia od prądu, zupełnie tak, jakby nam ktoś wyjął wtyczkę i zmusił do głębokiej drzemki. Pojawiają się też bóle i zawroty głowy, napady wielkiego głodu lub przeciwnie - przez wiele godzin lub dni możemy nie jeść zupełnie nic.
Alergie, bóle kości i gardła, kołatanie serca, niesprecyzowany niepokój. Niektórzy mają dziwne, symboliczne sny. Warto je zapamiętać - przynoszą przekazy z naszej podświadomości. 
Ciekawe informacje na ten temat znajdziemy między innymi na stronie kryon.pl, gdzie zamieszczono channelingii od istoty wysokowibracyjnej, Kryona.
Być może dla niektórych samo sformułowanie „istota wysokowibracyjna” jest nie do przyjęcia, ale warto otworzyć się na nowe i posłuchać a później ocenić, tego co do nas przychodzi w postaci nowej informacji. Ale ocenić z przestrzeni serca a nie rozumu.
Nie możemy nie zauważyć, że świat, który znaliśmy, rozpada się na naszych oczach. Czas tworzyć nowy. A zatem każda mądra, pełna miłości do rasy ludzkiej podpowiedź  - jest cenna. Bo każda daje nadzieję na życie w nowym, lepszym świecie.

Dlaczego warto odwiedzać naturalne źródła dobroczynnej energii?

Dlaczego warto odwiedzać naturalne źródła dobroczynnej energii?

Przebywanie w Miejscach Mocy regeneruje siły i poprawia samopoczucie – uważają ich zwolennicy. Przeciwnicy mówią – magia, czary. Tymczasem, oddziaływanie energetyczne Ziemi to czysta, potwierdzona badaniami fizyka.



W punktach energetycznych Ziemi pulsujących stymulującymi siłami przyrody często znajdują się duże kamienie (jak w pogańskich miejscach kultu), stare kościoły i klasztory - do dziś przyciągające rzesze pielgrzymów oraz wiekowe zamki i pałace. To nie przypadek, że powstały właśnie w tych konkretnych lokalizacjach. Nasi przodkowie dobrze wiedzieli, że przebywanie w miejscach o wyższej energetyce wzmacnia organizm, sprzyja regeneracji sił i poprawie samopoczucia. Emanuje bowiem z nich subtelna, życiodajna energia, dzięki której chorzy szybciej wracają do zdrowia, przygnębieni odnajdują radość życia, a zmęczeni odzyskują utraconą witalność.

W najbardziej znanym polskim miejscu mocy na Wawelu krzyżuje się aż siedem linii energetycznych, które opasają Ziemię i łączą go m.in.: z Rzymem, Wilnem, Jerozolimą i Stonehenge. Serce ”Czakramu Wawelskiego” znajduje się w kaplicy św. Gereona w podziemiach zamku. Niezwykła jest intensywność występujących tu oddziaływań - sięga 140 tysięcy jednostek Bovisa – podczas gdy neutralna biowitalność dla zdrowego organizmu jest na poziomie około 6.500 jednostek w tej skali, a najlepsze do zamieszkania miejsce powinno mieć pomiędzy 6.500 do 8.500 j. Bovisa. Z Wawelem związane są liczne podania i legendy. Według jednej z nich bóg Sziwa rzucił 7 magicznych kamieni w 7 różnych stron świata. Każdy z nich był przyporządkowany jednemu z obiektów Układu Słonecznego (Rzym – Mars, Delhi – Księżyc, Mekka – Merkury, Jerozolima – Słońce, Velehrad na Morawach – Saturn, Delfy – Wenus, Wawel – Jowisz), a z miejsc, w których upadły kamienie, miała wydobywać się silna energia boska służąca ludzkości. Ziemia, podobnie jak ciało człowieka, posiada centra energetyczne (czakry) i łączące je kanały przepływu energii znane w akupunkturze jako południki (meridiany).

Leszek Matela, znany polski geomanta i autor książek o psychotronice i promieniowaniu ziemskim, uważa, że punkty o wysokim promieniowaniu energetycznym nieprzypadkowo wybierali dawni budowniczowie miast, zamków i klasztorów. Przykładów jest wiele: klasztor na Jasnej Górze, klasztor Cystersów w Lubiążu, który powstał na terenie o odpowiednim rozkładzie podziemnych cieków i dokładnie tam, gdzie wcześniej był pogański gród i miejsce kultu czy klasztor na Łysej Górze, który został zbudowany w miejscu słynącym z pogańskich obrzędów.
Ważnym punktem na energetycznej mapie Polski jest kompleks Manor House SPA - Pałac Odrowążów w mazowieckich Chlewiskach, który z historią sięgająca XII w. jest jedną z najstarszych posiadłości szlacheckich w Polsce. Jest on nazywany Polskim Centrum Biowitalności, bowiem promieniowanie ziemskie dochodzi tu nawet do 30.000 jednostek Bovisa, a przebywanie na jego terenie niesie wiele korzyści dla zdrowia.

Potwierdzają to badania wspomnianego już Leszka Mateli, które zostały zawarte w książce pt. „Naturalne energie dla zdrowia”. Autor wskazuje w niej pozytywne oddziaływania natury wpływające na zdrowie i osiągnięcie harmonii. Większość opisanych metod można wypróbować w kompleksie hotelowym Manor House SPA, m.in. podczas koncertów na misy i gongi tybetańskie, Terapii Biowitalnej, Terapii Harmonizacji Czakr, systemu balansującego Eemana oraz Systemu Zdrowia Keshego. Niezwykłym przeżyciem jest również spędzenie czasu w zabytkowym parku z Ogrodem Medytacji, gdzie można czerpać pozytywną energię natury skoncentrowaną w licznych Miejscach Mocy, takich jak:

  • Kamienny Krąg Mocy o starannie dopasowanych i spolaryzowanych kamieniach promieniując pozytywną energią 30.000 jednostek Bovisa pozwala dostroić się do energii Wszechświata. To idealne miejsce na oczyszczenie umysłu, głęboką medytację i ćwiczenia runiczne, w tym „powitanie słońca”.
  • Spirala Energetyczna – moc 18.000 j. Bovisa zapewnia silne energetyczne doładowanie, wzmacnia i harmonizuje cały organizm. Spacer w określonym porządku po spiralnie ułożonych kamieniach oczyszcza i aktywuje pozytywne energie.
  • Ogród Zen - replika sławnego ogrodu przy świątyni Ryoan-ji koło Kioto o mocy promieniowania 24.000 jednostek Bovisa sprzyja rozwojowi duchowemu, głębokiemu odprężeniu i obdarowuje pozytywną energią natury. Jego istotę określają cztery zasady: harmonia, szacunek, czystość i spokój
  • Piramida Horusa – zestrojona z biegunem magnetycznym Ziemi tworzy pole mocy w kształcie kuli o promieniu 250 metrów. Jej „uzdrowicielska” energia zwiększa siłę życiową, witalność, koncentrację, inwencję twórczą, komunikatywność, rozwój wewnętrzny, poziom świadomości całego organizmu i jego poszczególnych komórek, wzmacnia system immunologiczny i regenerację organizmu.
  • Energetyczna Mandala - jej nazwa oznacza "koło życia, cały świat, święty krąg". Wielobarwna kompozycja kwiatowa w kształcie koła, które uważane jest za symbol harmonii i doskonałości, posiada wyjątkowe oddziaływanie energetyczne. To idealna przestrzeń do wypoczynku, medytacji i wyciszenia, podobnie jak pobliskie kąciki i ścieżki medytacji.

Zmiana: egzamin dla duszy i ciała

Zmiana: egzamin dla duszy i ciała

Nic nie dzieje się w naszej rzeczywistości przypadkiem. Zwłaszcza wydarzenia na olbrzymią skalę. Takie jak to, którego właśnie doświadcza ludzkość na całym świecie. 


Poniżej prezentujemy artykuł Sonii Ross, eksperta Totalnej Biologii (Recall Healing):

O wirusie, pandemii i jego skutkach społecznych napisano i powiedziano już niemal wszystko, zarówno w tzw. mainstreamie, jak i w mediach  alternatywnych. Wciąż jednak brakuje sięgania do źródła, odszukiwania drugiego dna, łączenia tak pozornie, bezładnie rozsypanych kropek.
Być może pomocne będzie spojrzenie na całą sytuację raz jeszcze przez pryzmat Totalnej Biologii/Recall Healing, czyli wiedzy, która dociera do prawdziwych przyczyn chorób i zachowań, a później porównanie jej odkryć z faktami, jakie miały miejsce na przestrzeni lat. 
Powszechnie uważa się, że przyczyną chorób zakaźnych są bakterie i wirusy.  Totalna Biologia daje inne niż tradycyjna medycyna wyjaśnienie ich istnienia. Twierdzi, że „zaraźliwe” są nasze odczute doświadczenia, które przenikają z jednej ludzkiej nieświadomości do drugiej. Wszyscy  jesteśmy ze sobą połączeni. Przeżywamy podobne konflikty, a ten główny, to lęk o przetrwanie.
Boimy się o zdrowie swoje i swoich bliskich, drżymy z lęku przed utratą pracy.
Ten lęk towarzyszy każdemu z nas, ale… nie wszystkim w jednakowym stopniu. Kto boi się mniej lub prawie wcale? Ten, kto rozumie wewnętrzne procesy i zna prawa natury. Kiedy wiemy, że każda choroba przebiega w dwóch fazach (sympatykotonia i wagotonia),  znamy ich cechy charakterystyczne, rozumiemy, że kaszel, gorączka i ból jest już objawem fazy zdrowienia. W tym czasie zostają uruchomione nasze symbionty, czyli bakterie i wirusy, które są nam biologicznie znane.

„Hiszpanka” i radiotelegraf
Kiedy zjawia się coś nowego, nawet gdy nie pochodzi z natury, a jest sztucznie stworzone, mamy w sobie odporność i siłę by się z tym zmierzyć.
Dlaczego ? Bo stawanie w szranki z czymś nowym i nieznanym to można by rzec - specjalność ludzkości. Zauważmy: nic w naszym życiu nie jest stałe. Patrzymy na nie z perspektywy naszych ziemskich lat i z przerażeniem myślimy, że czegoś takiego nigdy nie było.
Ależ było! I to wiele razy :) Jako ludzkość nieustannie konfrontujemy się z nowymi zjawiskami, bo inaczej ewolucja nie byłaby możliwa. A przecież mierzymy się z nimi zarówno jako jednostki, jak i grupy, narody, i cały gatunek ludzki, cała populacja. I kiedy przychodzi „coś nowego”, to tak, jakby nadszedł wielki egzamin, na którym Życie zadaje nam pytania: Wiesz to czy nie? Rozumiesz o co chodzi? Dasz radę zmienić swoje myśli?
I teraz od nas zależy co zrobimy. Czy poszerzymy naszą percepcję o nowe myśli, idee i znajdziemy sposób na stworzenie nowej konstrukcji psychicznej, czy może zasłonimy maseczką nie tylko usta i nos, ale także oczy i uszy, by hibernować w zamrożonych lękiem ciałach? Decyzja należy do nas.
Totalna Biologia/Recall Healling przedstawia dowody, iż wielkie epidemie ludzkości „wybuchały” zawsze wtedy, gdy ludzie musieli zmierzyć się z nowymi zjawiskami i ideami, których nigdy wcześniej nie doświadczali.
Choćby Dżuma, która w XIV wieku zebrała swoje żniwo w postaci około 25 milionów ludzi w Europie. Dlaczego akurat wtedy? Średniowiecze chyliło się upadkowi a nowe myśli i koncepcje wypływały na szersze wody. Czas mroku mijał, pojawiło się światło Renesansu. Trzeba było transformować własne wnętrze, dostosowywać do warunków zewnętrznych. Warto wspomnieć, iż dżuma to choroba, która dotyka węzłów chłonnych.
Te organy - w świetle Totalnej Biologii, czyli Nowej Medycyny - mówią o konfliktach obniżenia własnej wartości w kontekście zrobienia określonego ruchu, zablokowania, ograniczenia.  Są także związane z naszą odpornością.  Ten ruch to nic innego, jak zmiana kierunku w życiu. Ludzie, którzy nie byli na to gotowi, musieli zniknąć.
Z kolei znana wszystkim grypa, zwana „hiszpanką” unicestwiła około 80 milionów ludzi (źródła nie są precyzyjne), zaś samych żołnierzy i cywilów zginęło podczas wojny około 20 milionów. Zakończenie wojny sprawiło, że ludzie odetchnęli i wyszli z konfliktu który dla grypy jest następujący: „boję się z powodu zagrożenia na moim terytorium”.  Tym zagrożeniem były same działania wojenne, ale też nowe zjawiska jakie się wówczas pojawiły: samoloty bojowe, nowa broń, również chemiczna. Po raz pierwszy wprowadzono także radiotelegraf. Ta technologia oparta na emisji fal elektromagnetycznych działa na ludzkie ciało, zmieniając jego wibracje.
Istota ludzka ma możliwość dostosowania się do nowych częstotliwości, ale to nie jest pakiet dostępny w standardzie: musimy jako ludzie wykonać pewną świadomą pracę, a nie każdy jest na to gotowy. Ci, którzy nie nadążają za zmianą wibracji w sposób psychiczny, nie nadążają także cieleśnie, stąd choroba, która może zakończyć się śmiercią ciała fizycznego. 
Warto wspomnieć o tym, że w tym samym czasie diametralnie zmieniał się świat na skalę globalną, między innymi z powodu rewolucji w Rosji i upadku  200 letnich rządów carskich. Ludziom usuwał się grunt pod nogami, tracili wszystkie punkty oparcia, znane im do tej pory. 

Śmiercionośne anteny 5 G
Zmiany geopolityczne plus technologia, nigdy nie są zawieszone w próżni, oddziaływają na ludzkie emocje i tym samym - ciała. Tak stało się, gdy pod koniec lat 50 - tych montowano radary. Wprowadzenie nowych fal do przestrzeni sprawiło, że ludzie masowo zachorowali na tzw.”grypę azjatycką”.
Z kolei rok 1981 przyniósł kolejną epidemię - AIDS. To wtedy zakładano anteny 1G. Z punktu widzenia Totalnej Biologii, temat jest złożony, zacytuję zatem tylko słowa dr Hamera, który na podstawie badań i statystyk stwierdził, że nikt nigdy nie zmarł na AIDS, jeśli wcześniej nie usłyszał, że ma HIV.
Działa to dokładnie tak samo jak w przypadku każdej innej choroby: negatywna percepcja tworzy konflikt diagnozy - prognozy, który natychmiast znacznie pogarsza nasz stan.
Rok 2002 i 2009 to SARS i świńska grypa. Kolejno montowano wtedy anteny 3 G i 4 G. Świat przyspiesza gwałtownie, zmienia się jak w kalejdoskopie. Wartości, które jeszcze wczoraj były aktualne, dziś przestają mieć znaczenie. Trzeba na bieżąco kształtować własną wizję życia.
Wszyscy wiemy o masowo instalowanych obecnie antenach 5 G, których działanie jest wyjątkowo intensywne i brutalne. Ludzki organizm, osłabiony zmodyfikowanym ludzką ręką ( tylko czy na pewno ludzką?) wirusem i atakowany falami elektromagnetycznymi o ogromnej sile, nie radzi sobie w nowych warunkach. I o to właśnie chodzi tym, którym zależy na depopulacji ludzi. Dobra wiadomość jest taka, że nie jesteśmy bezbronni. Z punktu widzenia choćby epigentyki, to ŚWIADOMOŚĆ wpływa na biologię naszego ciała! Mamy w sobie większą silę, niż większość z nas myśli.
Zanim podejmiemy działania społeczne, zajmijmy się własnym wnętrzem.
Tam tkwi nasza MOC.

Sonia Ross


Przytul się do drzewa – na zdrowie

Przytul się do drzewa – na zdrowie

Drzewa hojnie dzielą się z nami pokładami swojej energii, a kąpiele leśne mają lecznicze właściwości. Dla poprawy zdrowia i samopoczucia warto wypróbować silwoterapię.



Przebywanie na łonie natury, spacerowanie wśród drzew stało się popularne. Nie tylko jest przyjemne, ale też pożyteczne: wycisza, odpręża i relaksuje, rozładowuje napięcia, rozluźnia i uspokaja, poprawia stan psychiczny i fizyczny.

Silwoterapia lub sylwoterapia (silva z łac. las), inaczej drzewolecznictwo lub drzewoterapia, jest
oparta na kontakcie z przyrodą, czerpie z naturalnej energii Ziemi i drzew. Dobroczynny wpływ drzew na nasz organizm jest znany od dawna (nasi przodkowie byli świadomi ogromnego potencjału
przyrody, dążyli do życia w pełnej harmonii z nią). W wielu kulturach różnym drzewom i krzewom
przypisywano specyficzny wpływ na zdrowie i samopoczucie ludzi. Dziś wiemy więcej o ogromnym
potencjale drzew i ich roli w ekosystemie Ziemi. Są naturalnym źródłem tlenu, pochłaniają pyły
i toksyny, wytwarzają korzystne dla ludzi jony ujemne. Drzewa charakteryzują się bardzo silnym
biopolem, symbolizują witalność, życie i odrodzenie. Ich lecznicze działanie zostało też potwierdzone naukowo. Silwoterapię wykorzystuje się m.in. w leczeniu depresji i dolegliwości związanych ze starzeniem się. Zawarte w liściach, kwiatach i korzeniach wielu drzew substancje mają właściwości bakteriobójcze, przeciwbólowe i przeciwzapalne. A soki i olejki poprawiają samopoczucie i dodają sił.

- W silwoterapii każde drzewo ma swój przekaz dla nas, niesie coś nowego, dlatego warto skorzystać z różnych drzew po drodze – akacji, brzozy, lipy… Różne gatunki drzew mają różne właściwości: przełożenie na myśli, kondycję fizyczną, ruchomość naszego ciała. Należy wybrać drzewo zdrowe, bez zgrubień, huby i jemioły. Im okazalsze liście i grubszy pień, tym większy zapas życiowej energii. Zwykle wystarczy kilka minut, by doświadczyć przepływu energii w kontakcie z drzewem i po wyobrażeniu sobie ziemskiej "chi" wypełniającej całe ciało. Szczególnie pomocne są stare drzewa, bo ich korzenie sięgają daleko w głąb ziemi, więc energia żywiołu Ziemi doskonale ugruntowuje dając odwagę i siłę. Za pośrednictwem "chi" można "pożyczać sobie" od przyrody siłę, energię życiową i odwagę z ogromnego naturalnego magazynu zdrowia i pomyślności. Korzystajmy z darów natury. – mówi Marzanna Karkoszka, specjalizująca się w silwoterapii, ekspertka Biowitalnego SPA w Hotelu Manor House SPA.

Można trzymając się w kilka osób za ręce stanąć w kręgu wokół np. dębu, który ma wielką siłę, dzieli się pozytywną energią. Można też samemu przytulić się do drzewa, objąć je, albo przyłożyć do kory ręce, twarz lub głowę (czoło), pocierać dłońmi, oprzeć się o nie plecami, usiąść naprzeciw i dotknąć bosymi stopami. Warto pamiętać o głębokim i spokojnym oddychaniu. Każdy może mieć własną intencję. Czerpać dobrą energię z natury można nie tylko poprzez dotykanie drzew, ale też z naparów do kąpieli np. z kory dębu czy używania witek brzozowych podczas saunowania. Prozdrowotny wpływ mają też napoje, np. napar z kwiatów lipy czy sok z brzozy, który wzmacnia cały system obronny organizmu, poprawia samopoczucie, kondycję fizyczną i stan umysłu.

Drzewa, które leczą:
  • Akacja – wzmacnia organizm, likwiduje stres i napięcie, dodaje energii.
  • Brzoza – działa uspokajająco, wycisza, łagodzi napięcie mięśniowe, przyspiesza gojenie ran i pobudza krążenie. Jej energia wypełnia umysł i ciało harmonią. Pomaga w leczeniu dolegliwości kobiecych, takich jak bóle miesiączkowe, pobudza też intuicję, leczy depresję i bezsenność.
  • Buk – pomaga się odprężyć, poprawia koncentrację i nastrój, dodaje wiary we własne siły, pozwala przezwyciężyć nieśmiałość i własną słabość, daje wrażenie jasności umysłu, harmonizuje uczucia. Pomaga w leczeniu bólu gardła i bólu głowy, poprawia krążenie, funkcje nerek, wzmacnia organizm.
  • Dąb – redukuje i wzmacnia odporność na stres, poprawia koncentrację, kondycję i krążenie krwi. Wspomaga pozytywne myślenie i siłę woli, chroni przed zniechęceniem, dodaje energii, pomaga w depresji i zwątpieniach. Z kory dębowej przygotowuje się wywar, który rewelacyjnie działa na cerę trądzikową, wysypki i obrzęki.
  • Grab – odpręża, działa rozluźniająco na ścięgna i mięśnie.
  • Jesion - stymuluje do pracy nad sobą, pomaga poznać i zrozumieć własne uczucia i emocje, ułatwia ich akceptację. Pobudza układ kostny do samoleczenia, działa ochronnie. Wywar z jego liści i kory usuwa dolegliwości brzuszne, leczy choroby skórne i reumatyczne.
  • Kasztanowiec – rozluźnia mięśnie, leczy bezsenność i choroby krążenia, łagodzi stany lękowe, chandrę, rozjaśnia umysł i poprawia samopoczucie. Wpływa korzystnie na sferę intymną, obszar mowy, barwy i estetyki oraz na przyrost sił witalnych. Działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie. Zewnętrznie przetwory z kasztanowca podaje się w postaci okładów w leczeniu oparzeń, odmrożeń, ubytków naskórka, zapaleń naczyń włosowatych skóry. W kosmetyce jest składnikiem kremów i szamponów.
  • Klon – odblokowuje okolice narządów płciowych, pobudza miłość cielesną, ale tylko wtedy, gdy dwoje ludzi faktycznie i szczerze się kocha.
  • Lipa – obdarzona dobrą energią, pozytywnie wpływa na psychiczne i fizyczne zdrowie człowieka, jej obecność przy domach sprzyja rodzinnej harmonii. Działa uspokajająco, odtruwa organizm, wspomaga pracę mózgu i odświeża go. Dostarcza nowej energii, przywraca stan wewnętrznej równowagi, leczy cierpienia duszy. Stymuluje pracę układu oddechowego i krążenia. Herbata z kwiatów lipy łagodzi kaszel, katar i zapalenie oskrzeli.
  • Olsza – wywiera dobry wpływ na układy krążenia i limfatyczny.
  • Sosna – działa uspokajająco, lekko nasennie, poprawia odporność organizmu, ułatwia oddychanie, usuwa objawy przemęczenia i osłabienia, łagodzi stres. Ma korzystny wpływ na układ oddechowy człowieka. Olejki eteryczne z sosny wykorzystuje się powszechnie z aromaterapii, olejek terpentynowy wspomaga leczenie przewlekłych schorzeń oskrzeli.
  • Wierzba – łagodzi stany depresyjne, ogrzewa zarówno w odczuciu fizycznym, jak i duchowym. Wycisza, sprzyja medytacji, ma duży wpływ na duchowy rozwój dzieci (niech bawią się pod nią), działa przeciwbólowo i rozkurczowo. Herbata z kory wierzbowej obniża gorączkę i pomaga przy artretyzmie i nerwobólach.

Pozytywne działanie na organizm mają także: czarny bez, czeremcha, czereśnia, jabłoń, jarzębina,
jawor, jodła, leszczyna, modrzew, orzech, świerk, wiąz czy wiśnia.

Do drzew niekorzystnie wpływających na zdrowie należy topola i osika.

Jak wykazują liczne badania naukowe, bezpośredni kontakt z naturą, a nawet sam jej widok pozytywnie wpływa na zdrowie. Dobrym nawykiem jest spędzanie czasu w otoczeniu przyrody – korzyści są nieocenione.

Nasiona to życie

Nasiona to życie

Wiosna to najlepszy czas, by uważnie i z miłością spojrzeć na… nasiona.
Należy im się szacunek, bo w nich zapisany jest potencjał życia!


Być może do tej pory myśleliśmy o nich jak o czymś zwyczajnym: to po prostu ziarenka, z których wyrastają rośliny. Jeśli tak, zmieńmy nasze nastawienie i spójrzmy na nie jak na świętość, bowiem to w nich kryje się DNA istnienia. Każdy z nas może powodować życie, może zasiewać, sadzić, zalesiać. Nawet jeśli nie mamy nawet kawałka własnej ziemi, każdy z nas ma doniczkę, a paczka nasion kosztuje kilka złotych. Zioła na parapecie, pomidory w skrzynce na balkonie mogą rosnąć z myślą… o nas.
I to wcale nie jest przenośnia. Osoby, które zetknęły się już z terminem permakultura, rozumieją w czym rzecz. Ekologiczne, wręcz holistyczne rolnictwo, oparte jest między innymi o niezwykłą wiedzę, jaką przekazała światu Anastazja - dziewczyna z syberyjskiej tajgi. Wiedzę, dotyczącą nie tylko roślin a wszelkich dziedzin życia, spisano w dziesięciu tomach i wydano pod wspólnym tytułem „Ogrody Anastazji. Dzwoniące cedry Rosji”. 
A oto, co niezwykła Anastazja proponuje w kwestii właściwego wysiewu. 
Nasiono, które chcemy posadzić, należy wcześniej potrzymać w ustach przez co najmniej 9 minut. Dokładnie wiadomo, dlaczego tak właśnie trzeba zrobić. Po pierwsze nasionko styka się wówczas ze śliną, która zawiera informację o naszym DNA. Po drugie liczba dziewięć mówi o pełnym cyklu, jaki powtarza się w życiu człowieka. 
Nasze dane zostają zapisane na „dysku” nasionka. Teraz wie, czego nam potrzeba, jakich witamin i minerałów musi nam dostarczyć. Kolejnym krokiem jest potrzymanie nasiona w dłoniach, później ogrzanie go swoim oddechem, a następnie położenie go tak lub - jeśli nasion jest więcej - rozłożenie ich w taki sposób lub, by mogły „zobaczyć” niebo i cały kosmos. To ważny moment: nasionko właśnie ustala najlepszy moment na wykiełkowanie. 
Teraz stańmy boso na ziemi, gdzie chcemy je umieść. Poprzez stopy, nasz pot razem z toksynami wsiąka w podłoże, a ziemia zapisuje wszelkie biochemiczne informacje o nas. Roślina, która wzrośnie w tym miejscu, będzie rosła „o nas”, czyli o naszych potrzebach. Gdy wyda owoce, staną się one nie tylko pożywieniem ale i lekarstwem.
Nie podlewajmy jej od razu po wysiewie, zróbmy to dopiero po trzech dniach. 
W czasie kiedy wzrasta podejdźmy do niej co jakiś czas, dotknijmy jej, jeśli jest to dla nas naturalne, możemy także do niej mówić. Najważniejsza jest jednak nasza dobra intencja: rośliny, tak jak i zwierzęta, odbierają nas telepatycznie. 
Ta prastara wiedza była kiedyś znana ludziom na ziemi, ale została zapomniana, wyparta przez nowoczesne, ogólnodostępne, łatwe w stosowaniu, ale często szkodliwe medykamenty. 
Każdy z nas mógłby zrobić coś dla Ziemi. To czas, gdy nasza planeta szczególnie tego potrzebuje i prosi o wsparcie. 
Wystarczy kupić torebkę nasion, kwiatów lub roślin, które łatwo się przyjmują i rozsiać je na ugorach. Pod lasem, na pustych skwerach, pod blokami, gdzie jest smutno, udeptana trawa lub w skrzynkach na klatkach schodowych, na własnych, pustych do tej pory, balkonach. 
Spójrzmy także inaczej na rośliny, które do tej pory nazywaliśmy chwastami. Natura nie dzieli swych zbiorów na lepsze i gorsze. 
Potrzebne jest wszystko. Dlatego zamiast je uporczywie wyrywać, podcinajmy je tylko. Warto wiedzieć, że każdy z „chwastów” pełni ważną rolę. Na przykład perz, którego kłącza są bardzo rozbudowane, wychwytuje i wiąże metale ciężkie.  
Inne z kolei mają za zadanie przekazywać roślinom uprawnym informacje dotyczące wzrostu, dlatego mechaniczne i bezmyślne ich usuwanie, nie służy nikomu. 

Zioła a koronawirusy

Zioła a koronawirusy

Ważną rolę w zmaganiu się z koronawirusami spełniają: lukrecja (Radix Glycyrrhizae), zmniejszająca zakres istniejącego zakażenia koronawirusem dzięki zawartości gliceryzyny, bodziszek korzeniasty (Geranium macrorrhizum), obniżający prawdopodobieństwo połączenia się wirusa z tkankami w organizmie oraz rzewień dłoniasty (Radix et Rhizome Rhei), potocznie zwany rabarbarem, i rdest wielokwiatowy (Radix Polygoni multiflori i Caulis Polygoni multiflori) blokujące możliwość wniknięcia wirusa do naczyń krwionośnych, a w następstwie do komórek organizmu.


Jak koronawirusy przedostają się do organizmu?
Naczynia krwionośne posiadają receptory konwertujące angiotenstynę typu 2 (ACE2). Aktywacja tego receptora wpływa na zmianę przepuszczalności naczyń krwionośnych, co pozwala organizmowi utrzymywać odpowiednie warunki między krwią, a resztą naczyń krwionośnych. Z receptorami ACE2  potrafią reagować koronawirusy takie jak SARS. Przedostając się tą drogą do wnętrza organizmu mogą wywoływać zakażenie miejscowe lub prowadzić do zakażenia uogólnionego. Wyniki badań amerykańskich naukowców, opublikowane w styczniu 2020 r., dowodzą, iż koronawirus z Wuhan wykorzystuje te same mechanizmy wchłaniania, co wirus SARS[1]. Badacze, na podstawie przeprowadzonych analiz, przewidują bowiem, iż koronawirus z Wuhan używa ACE2 jako receptora gospodarza.

Co utrudnia przenikanie koronawirusów do organizmu?
Receptory wirusa, łączące się z receptorami ACE2, zakończone są neuraminidazą. Proces tworzenia się białka recepturowego hamuje germakron zawarty w bodziszku korzeniastym. Połączenie się koronawirusów z receptorem ACE2 jest utrudnione w sytuacji, gdy w organizmie znajduje się emodyna. Substancja ta zawarta jest w rdeście wielokwiatowym, zarówno w korzeniu, jak i w łodydze, oraz w rzewieniu dłoniastym. Blokuje ona możliwość połączenia się receptorów wirusa z receptorami ACE2, przeciwdziałając tym samym wniknięciu wirusa do naczyń krwionośnych, a następnie do komórek, np. płuc. Materiał opublikowany przez zespół  naukowców w Tajwanie w 2007 r. dowodzi, iż emodyna zawarta w rdeście wielokwiatowym i rzewieniu dłoniastym znacząco blokowała interakcję białka S i ACE2 w sposób zależny od dawki[2]. Badacze sugerowali, iż emodynę można uznać za potencjalny wiodący środek terapeutyczny w leczeniu SARS.

Opracowanie na podstawie materiału lek. stom. Marka Skoczylasa:
https://www.youtube.com/watch?v=13ZrX3Cz7DE


[1]  American Society for Microbiology, 31.01.2020
[2]  Laboratorium Biologii Molekularnej, Graduate Institute of Chinese Medical Science, China Medical University, Taichung, Tajwan, 2007.


Pierwotna Alchemia - żywioł Powietrza

Pierwotna Alchemia - żywioł Powietrza

Żywioł Powietrza powiązany jest z myślami, umysłem, intelektem.


Osoby, które mają go w nadmiarze, mogą nie wychodzić ze swojej głowy.
Tu żyją, rozważają, rozmyślają, tworzą. To wieczni filozofowie, którym niespecjalnie potrzebny jest świat zewnętrzny, bo mają swój własny, wewnętrzny, szeroko rozbudowany.
Jakie cechy dominują u powietrznych ludzi? Z jednej strony, skupieni na własnym świecie, najbardziej cieszą się ze swojego towarzystwa.
Jednak nie znaczy to, że nie lubią ludzi. Lubią, jednak utrzymują z nimi relacje na własnych warunkach. Są wszystkiego ciekawi, więc można powiedzieć, że w pewnym sensie, „przelatują” po znajomych i przyjaciołach. Na chwilę się zatrzymują, ale zaraz biegną dalej, co czasem może być poczytywane jako niestałość, a nawet lekceważenie.
To nie jest prawda. Żywioł Powietrza, najbardziej ulotny, najszybszy, niepohamowany jest ciekawy wszystkiego, ale dłużej zatrzyma się tylko tam, gdzie naprawdę chce, gdzie czuje, że powinien być. Ponadto, wprowadza ruch w życie innych, jest rodzajem ożywczego wiatru, burzy stagnację.
Szybko się nudzi, ale jeśli ma nad czymś spędzić więcej czasu, wybierze dziedzinę, która poszerzy jego świat wewnętrzny, czyli przeczyta książkę, pójdzie na wystawę, napisze wiersz, namaluje obraz.
Osoby, u których ten żywioł jest w blasku, czyli wysokiej wibracji, są niezwykle wizyjni, natchnieni, inspirujący, przenikliwie inteligentni. Uwielbiają obserwować. To urodzeni stratedzy, ludzie, którzy tworzą we własnej głowie precyzyjne scenariusze. Ale także trudno im funkcjonować w określonych strukturach, chcą być wolni, często nie mają nawet konta w banku. Można powiedzieć, że najbardziej typowi przedstawiciele Powietrza mają „cygańskie” cechy.
Od Powietrza najłatwiej się czegoś nauczyć, bo jeśli robi coś w sposób naturalny, reszta go naśladuje.
Jednak kiedy ten żywioł spada z wibracji do swojego cienia, zamiast klarownych, pięknych wizji, pojawiają się wątpliwości. To właśnie wtedy źle o sobie myślimy, nie dajemy wiary we własne możliwości, talenty, pomysły.
I to jest moment, w którym powinniśmy się przyjrzeć myślom.
Czy naprawdę są nasze? A może pochodzą z zupełnie innego źródła?
W dzisiejszym świecie, codziennie atakuje nas miliardy informacji. Niektóre chcą tylko uczynić z nas lepszych konsumentów, inne są groźne, bo pochodzą z kontroli umysłów. Te wpływają na naszą wolną wolę i starają się uczynić z nas śpiących na jawie zombie. Przypomnijmy sobie, jak wyglądają ludzie, którzy godzinami oglądają programy telewizyjne: bezkrytycznie akceptują wszystko cokolwiek się im wyświetli. Wyciągnijmy wnioski: gdy my sami nie zadbamy o nasz żywioł myśli, zrobią to inni.
Utrzymywanie higieny mentalnej, doprowadzanie do końca wątków myślowych, ustalenie z samym sobą, że codziennie poświęcimy natarczywym myślom na przykład kwadrans i rozbierzemy je na części, by dokładnie sprawdzić, co się za nimi kryje, porządkuje mental i pozwala zachować zdrowie psychiczne.
Nasze myśli mają warstwy, są niczym cebula. Gdy zdejmiemy koszulkę po koszulce, odkryjemy wiele rzeczy. Wystarczy, że schodząc jakby po wewnętrznych schodach w dół, do piwnicy podświadomości, będziemy zadawać sobie pytania; „dlaczego”? Jeśli myśl pochodzi od nas, znajdziemy źródło „dlaczego”. Jeśli nie, odkryjemy kto nam ją sprzedał.
Pierwotna alchemia tłumaczy choroby psychiczne jako zaniedbanie żywiołu Powietrza, zlekceważenie sygnałów, jakie na początku choroby dawała psychika. Gdy nie skupiamy się na naszych myślach i wnioskach, kiedy w pewnym sensie udajemy, że ich nie słyszymy, bo np. ważniejszy jest dla nas przejawiający się w materii żywioł Ziemi , gdy pomijamy żywioł Powietrza jako mniej istotny, bo „niewidzialny”, to nie bądźmy zdziwieni, że takie postępowanie może obrócić się przeciwko nam.
Aby prawdziwie zadbać o żywioł Powietrza w nas, stosujmy na przykład jedną z technik oddechowych. Uczą się jej między innymi żołnierze z elitarnych jednostek i agenci specjalni. Tuż przed momentem, gdy ma nastąpić atak, czy apogeum, jakiegoś wydarzenia, zwalniają oni swój oddech do maksimum, co nie prowadzi do eskalowania sytuacji. Oddechy są rzadsze, ale głębsze, wszystko zwalnia, a skoro zwalnia w nas, zwalnia także w świecie zewnętrznym, zgodnie z zasadą, to co wewnątrz, to i na zewnątrz, tak na górze, jak i na dole. 
Nie zaniedbujmy żywiołu myśli, bo to on decyduje w jakim świecie żyjemy.
Możemy go nakarmić chwilą uważności. Przeczytaniem książki, zapisaniem złotej myśli, nawet jeśli nie będzie zupełnie nowatorska.
Jeżeli pragniemy w tym obszarze pomocy i chcemy pracować np. z istotami anielskimi, to wezwijmy na pomoc Archanioła Gabriela, który jest opiekunem powietrza. Chronią go także Sylfy, zwane inaczej żywiołakami.
Cały świat natury jest gotowy nam pomóc, musimy tylko poprosić.

Pierwotna Alchemia – żywioł Ziemi

Pierwotna Alchemia – żywioł Ziemi

Ziemia to żywioł, który sprowadza z energii do materii, gdyż jego alchemicznym zadaniem jest urzeczywistnić. Realnymi symbolami, które do niego należą są zarówno ziemia jako podłoże, piasek, kamienie, jak i wszelkie rośliny. Od trawy, przez kwiaty i krzewy, aż do potężnych drzew.


Osoby, u których ten żywioł jest wiodący, są stabilne i dobrze osadzone w materii. W tej dziedzinie życia nigdy nie odczuwają braków. Człowiek Ziemia, jeśli się czegoś nauczy - a wiedzę tę uznaje za ważną i potrzebną - nigdy jej nie zapomina. A jeśli nawet, to łatwo mu ją odświeżyć nawet po 20 latach. Ziemia musi mieć swoje miejsce i nie lubi zmian. Każdy z nas urodził się w określonej miejscowości, na wsi lub w mieście, na ziemi, która już do końca życia jest mu najbardziej przyjazna.
Nasi przodkowie wiedzieli, że noszenie jej w woreczku na szyi lub po prostu ze sobą, zapewnia bezpieczeństwo, nawet daleko, na obczyźnie. To z tego powodu emigranci, którzy długo przebywali w obcym kraju, prosili tych, którzy przyjeżdżali z miejsc ich narodzin: „Przywieź mi tylko trochę naszej ziemi”.
Osoby, które mają dobrą relację z tym żywiołem, wiedzą jak postępować z materią, by nigdy im niczego nie zabrakło. Może jednak zdarzyć się tak, iż Ziemia zdominuje i przytłoczy pozostałe żywioły do tego stopnia, że zdobywanie i otaczanie się rzeczami materialnymi stanie się jedynym życiowym zajęciem. W takiej sytuacji, to nie człowiek jako istota świadoma kieruje jednym z żywiołów, ale materia wyznacza mu złudny cel.
Należy pamiętać, że każdy z nas jest zjednoczonym ołtarzem alchemicznym czterech żywiołów, ale prowadzi zawsze Duch, czyli nasza dusza, która zna powód, dla którego tu jesteśmy. Gdy prawa te zostają zaburzone, życie człowieka ulega destrukcji.
Jak możemy sobie pomóc, gdy żywioł Ziemi jest w nas słaby, a my sami mamy problemy ze wszystkim co reprezentuje, czyli z rzeczami namacalnymi, tymi, które da się zważyć, zmierzyć i dotknąć? Przeważnie chodzi wówczas o braki w materii, które głęboko odczuwamy.
W takiej sytuacji dobrze jest nawiązać bliższą relację z żywiołem Ziemi, choćby poprzez, uziemianie się: chodzenie boso, zwracanie się o pomoc do minerałów, roślin i drzew. Każde z nich ma swoją dewę, czyli duszę.
Zanim więc przytulimy się do drzewa w parku lub lesie, zapytajmy czy wyraża na to zgodę. Niektóre z drzew odmówią, jednak nie dlatego, że mają osobiste preferencje i nas „nie lubią”, po prostu pewne drzewa nie są właściwe do spełniania próśb, które składamy. Gdy zdarzy nam się taka sytuacja, zapytajmy drzewo, dlaczego akurat ono nie może nam pomóc.
Na pewno dostaniemy odpowiedź. Na Bali, w miejscu gdzie szczególnie szanuje się naturę, te drzewa, które można obejmować i prosić o pomoc, ubrano w specjalne ubrania, coś w rodzaju spódnic. Wiadomo, że są to drzewa dojrzałe, mądre, współczujące. Młode drzewka muszą być chronione, gdyż energetyka człowieka mogłaby im zaszkodzić.
Pamiętajmy, gdy mamy kontakt z ziemią, pracujmy gołymi dłońmi, stąpajmy po niej boso. Dlaczego? Ziemia to żywa istota. Kiedy w kontakcie z nią używamy tylko narzędzi, nie może nas poznać. Kiedy bierzemy ziemię gołą ręką ona czuje, że jest szanowana, poznaje nas, zapamiętuje, a my z kolei - zapamiętujemy ją.
Ogrom wiedzy, jaki przyniosły ze sobą niezwykłe książki o Anastazji z syberyjskiej tajgi sprawił, że dynamicznie rozwinęła się tzw. permakultura, czyli naturalny sposób życia w naturze, bez szkodzenia środowisku.
W takich miejscach wzrastają rośliny, które dobrze wiedzą co potrzeba człowiekowi, który je zasiał, jakich potrzebuje witamin, minerałów.
Jak to możliwe? Otóż ziarno, które trafi do ziemi, najpierw trzeba potrzymać w ustach co najmniej przez 9 minut. Wtedy łączy się ze śliną, z naszym unikatowym DNA. Później ziarno trzymamy w dłoniach, chuchamy na nie, a dopiero później - kiedy stoimy na ziemi boso - sadzimy je. Wówczas roślina wzrasta z misją wykarmienia i wyleczenia nas w najlepszy sposób, bo już zna nasze niedobory i potrzeby.
Ziemia potrafi oczyścić z największych energetycznych zabrudzeń. Możemy na kilka minut, kilka godzin lub kilka dni zakopywać przedmioty, na przykład wahadła, minerały, biżuterię. Ziemia je oczyści i odda nam zresetowane, abyśmy mogli napełnić je swoją własną energią i mocą.
Są miejsca, gdzie ziemia jest szczególnie cenna, na przykład pochodząca z miejsc mocy.
Jednak zanim cokolwiek stamtąd weźmiemy, zapytajmy ziemię o pozwolenie.
To zresztą jest uniwersalny klucz do kontaktów z naturą: trzeba pytać o wszystko. Ludzie przyzwyczaili się, że mogą robić co chcą, bo są istotami o najwyższej świadomości na tej planecie. Rozejrzyjmy się i zobaczmy, do czego to doprowadziło.
Ziemia to żywioł, który pamięta i upamiętnia. Dlatego zdarzają się miejsca, w których trudno mieszkać żywym, bo umarli wciąż uważają je za swoją własność. To zwykle obszary tragicznych walk, gwałtownych śmierci.
Co wówczas możemy zrobić? Upamiętnić tamto zdarzenie i ludzi, którzy zginęli. Postawić głaz, wyryć napis, stworzyć ceremonię upamiętnienia.
Jeśli sami jesteśmy zainteresowani swoją własną historią, połóżmy się w spokojnym miejscu, przyłóżmy ucho do ziemi i powiedzmy; „Ziemio, święty żywiole pamięci, opowiedz mi swoją historię, ważną dla mnie”.
Nie przestraszmy się, gdy najpierw zobaczymy obrazy z perspektywy ziemi, czyli ludzkie stopy, nogi, a później cały zgiełk, którego ziemia doświadcza przez miliony lat. Później przyjdą obrazy i wskazówki ważne tylko dla nas. Możemy współpracować z tym żywiołem na wiele sposobów. Każdy znajdzie dla siebie najlepszy, gdy tylko regularnie zacznie wychodzić do parku, lasu, na łąkę. Ziemia sama nam podpowie.

Pierwotna Alchemia - żywioł Ognia

Pierwotna Alchemia - żywioł Ognia

Żywioł Ognia ma za zadanie przemieniać, transformować i uruchomić proces. Dlatego jest niezbędny do stworzenia czegokolwiek. 


Symbolizuje go działanie, aktywność, pasja. Bez Ognia nie uda się niczego zdziałać. Ogień w człowieku to wszelkie procesy trawienne, nasz metabolizm, przemiana materii w energię potrzebną do działania. To także temperament, charakter. Człowiek Ogień nie lubi strefy komfortu, bywa prowokatorem, daje iskrę, zaczyn.
Dlatego, kiedy dwie osoby Wody pracują nad projektem, powinny także zatrudnić Ogień, żywioł sprawczy. Wówczas praca pójdzie szybciej, a Ogień gwarantuje, że naprawdę coś się zadzieje.
To, jaki żywioł w nas dominuje, czujemy instynktownie. Wystarczy przeanalizować własne reakcje w określonych sytuacjach. Co wysuwa się na prowadzenie? Nasze emocje, czyli Woda, nasza aktywność, czyli Ogień?
A może myślenie i analiza, czyli Powietrze? Albo ziemski racjonalizm?
Gdy to odkryjemy, łatwiej nam będzie zrozumieć siebie samego.
Jakie są zatem osoby, u których żywioł Ognia jest dominujący?
Energiczne, aktywne, porywające tłumy. To zwykle idealiści, którzy inspirują innych, „zapalają” do idei, pomysłu, są prowodyrami, stają na czele wszelkich ruchów społecznych, rewolucji, walki o zmianę. To płomienni mówcy, zagrzewający do działania.
Trzeba podkreślić, że każdy żywioł ma swój blask i cień. Żywioł Ognia w blasku, to praca na rzecz ludzkości, działanie, które w intencji ma tworzenie dobra. Taka osoba rzadko pracuje tylko na własną korzyść, zawsze myśli jak zachęcić innych i zrealizować plan. Może się nawet poświęcić dla idei, oddać z honorem życie, jeśli tylko wierzy, że to posłuży ludzkości.
Jeżeli jednak Ogień znajdzie się w swoim cieniu, albo wycofuje się z działania, traci sprawczość i w pewnym sensie, trawi siebie od środka, niszczy, usuwa się w cień. Albo odwrotnie: staje się despotą, dyktatorem, który rujnuje całe społeczeństwa z powodu własnych, chorych wizji. Takie osoby najszybciej mogą stać się fanatykami, psychofanami, stalkerami.
Ogień nie cofa się przed niczym, jego dewizą jest bezgraniczność. Nigdy nie daje sobie czasu na analizę, na rozważenie wszystkich „za i przeciw”. Działa natychmiast, od razu, bo dyplomacja i taktyka to nie są jego mocne strony.
Potrafi natychmiast zobaczyć i wytknąć nieprawidłowości, jakie dzieją się w określonym środowisku.
Ogień kocha awantury. Należy razem z żywiołem Ziemi do strefy solarnej, czyli męskiej, aktywnej. Woda i Powietrze podlegają energii Księżyca, czyli żeńskiej i pasywnej.
Jeśli Ogień jest w swojej niskiej wibracji, to nie korzysta z własnej mocy.
Może wtedy wycofywać się z życia społecznego, chować w domu, a nawet nie odbierać telefonów od najbliższych przyjaciół.
Jak zatem najszybciej pobudzić ogień w sobie i jak od nowa rozpalić się do działania? Najlepiej poprzez ruch! Nie ma nic gorszego dla żywiołu Ognia, jak zastój i stagnacja. Dlatego warto wszystko, cokolwiek robimy i przy czym wytwarzamy energię kinetyczną, dedykować określonej sprawie. Robienie wszelkich rzeczy z intencją, to kierowanie strumienia własnej energii na cel, jaki chcemy osiągnąć. Jak to zrobić? Wystarczyć głośno powiedzieć: „Wysiłek z dzisiejszego treningu kieruję na tworzenie własnej firmy” lub „Energię z gruntownego sprzątania domu przeznaczam na znalezienie dla siebie właściwego partnera”. Brzmi zabawnie? Tylko dla tych osób, które nie wiedzą, jaką w sobie posiadają moc kreacji!
Żywioły mogą nam pomóc, ale musimy wiedzieć jak działają, jak odkryć je w sobie i jak zrównoważyć! A to właśnie wiedza, która pochodzi z pierwotnej alchemii. Dodajmy: kiedyś ukrywana przed tzw. zwykłymi ludźmi, dziś jest dostępna na wyciągnięcie ręki, więc skorzystajmy z niej.
Aniołem, który opiekuje się żywiołem Ognia jest Archanioł Uriel. Żywiołakiem, czyli duchem opiekuńczym, jest Salamadra. Zwierzę, do którego możemy się odwoływać pracując na transformacją samego siebie jest Feniks, który odradza się z popiołów.

Pierwotna Alchemia - żywioł Wody

Pierwotna Alchemia - żywioł Wody

Woda to nasze ciało i emocje, jakim ulegamy, to nasze hormony. Zapanowanie nad nimi w sposób świadomy sprawi, że i inne żywioły obecne w nas zaczną się porządkować.


Woda powiązana jest z Księżycem, z pływami i cyklami jakimi jesteśmy poddawani. Woda w nas pamięta wszystko cokolwiek przeżyliśmy. Ten fakt udowodniono naukowo, wystarczy zagłębić się w prace dra Emoto, by to zrozumieć. W logiczny i przystępny sposób, naukowiec tłumaczy jak informacja przenika do kryształów wody, a później wibruje określoną częstotliwością. Dlatego warto każdą wodę jaką pijemy najpierw zresetować, a następnie zwibrować. Na przykład dzięki określonym kształtom, zaczerpniętym ze świętej geometrii.
Takich symboli jest wiele. Po pierwsze: Kwiat Życia, boski wzór, matryca naszego istnienia. Ponadto, Nasiono Życia, które niesie w sobie inspirację do wszelkich działań. Plaster miodu, jako symbol dobrobytu materialnego, znak nieskończoności prowadzący do zwycięstwa - cokolwiek przez to rozumiemy.
Z kolei Klucz Nilu, zwany inaczej egipskim Kluczem Angh ma niespotykaną  zdolność do szybkiej regeneracji sił. Wystarczy, że postawimy na tym symbolu szklankę z wodą, herbatą czy innym napojem, gdy później go wypijemy, dostaniemy zastrzyk energii witalnej.

W zimie o pomoc proś kamienie
Pamiętajmy, że stajemy się tym co jemy i pijemy. Jest to szczególnie ważne w okresie jesienno-zimowym, kiedy niektóre rośliny znikają, krzewy i drzewa tracą liście, zapadają w sen. Wówczas nie mogą w naturalny sposób oczyszczać ludzi od trudnych emocji. To właśnie dlatego, jak również z braku słońca, dzięki któremu produkujemy w naszym organizmie serotoninę i endorfiny, Woda, czyli nasze emocje, mocno obrywają. Czujemy się przygnębieni, zmęczeni, łatwo wpadamy w stany depresyjne. Osoby, które znają magię natury wiedzą, że w tym czasie nie prosimy o pomoc drzew. Raczej kierujemy nasze prośby w kierunku kamieni, mchów, porostów.
Drzewo, które słucha ludzkiej prośby „puszcza soki”, czyli uruchamia wodę jaka popłynie w tej intencji. I jest wówczas w niebezpieczeństwie, bo gdyby nagle ściął mróz, pęknie i umrze.
Jeżeli żywioł wody w nas jest dominujący, to znaczy, że wszystko będziemy odbierać bardzo głęboko. Ludzie - Wody, to empaci, wrażliwi, mocno intuicyjni. Błyskawicznie odczytują nastroje innych ludzi.
Dzięki Wodzie wpływamy na otoczenie, ale to działa w dwie strony: otoczenie wpływa także i na nas. Z tym żywiołem powiązane są okoliczności życia jakie się wokół nas pojawiają, dlatego zrozumieć Wodę w sobie, to jak zrozumieć zdarzenia i sytuacje jakich doświadczamy.
Warto zatrzymać się chwilę na sformułowaniu: woda pamięta. Co to naprawdę znaczy? Otóż zauważmy, że woda, która jest w nieustannym obiegu na naszej planecie, nigdy jej nie opuściła. Są w niej zawarte wszelkie informacje, dlatego jeśli chcemy do nich dotrzeć, dogadajmy się z wodą.
Gdy potrzebujemy wiedzy o naszych dawnych inkarnacjach, zapytajmy ją o to, a odpowiedzi przyjdą do nas. Taka świadomość potrzebna jest często do tego, by coś w sobie odkryć, przepracować, od czegoś się uwolnić.
Jeżeli jesteśmy głęboko emocjonalni i Woda „nami kieruje”, prawdopodobnie podejmujemy emocjonalne decyzje, co nie zawsze jest niewłaściwe, ale w pracy nad żywiołami chodzi o świadome kierowanie nimi, a raczej pozwolenie, by kierował nimi Duch, który jest wszak przyczyną naszego istnienia, powodem, dla którego się tutaj znaleźliśmy.
Dlatego kiedy czujemy wzburzenie, głębokie poruszenie, zdenerwowanie, to jakby „woda w nas wrzała”. Taki stan nie jest korzystny, gdy trwa zbyt długo lub pojawia się za często. W alchemii mówi się, że każda choroba ma swój początek wyżej niż w ciele, choćby w mentalu, czyli świecie myśli. Kiedy dana emocja trwa zbyt długo, a my nie potrafimy jej dostrzec, a później rozbroić, czyli „rozmentalizować”, to po pewnym czasie „ugęszcza się” do ciała, co zwykle nazywamy chorobą.  W przypadku silnych emocji, możemy pomóc sobie prostą medytacją. Wystarczy wyobrazić sobie wodę jaką w tym momencie jesteśmy, a następnie położyć na tę wodę kwiat lotosu lub inny, którego płatki ułożone są fraktalnie. Wprowadzają harmonię, woda się uspokaja, a w tym samym czasie, my także.
Warto wiedzieć, że każdy żywioł obecny w nas ma swój blask i cień.
Woda w swoim blasku szybko dzieli się swoją wysoką wibracją z innymi ludźmi, potocznie mówiąc, „zaraża optymizmem” i dobrym nastrojem.

Woda w niskiej wibracji sprawia, że dopada nas kiepski nastrój, pesymizm, stany depresyjne. Osoby Wody muszą szczególnie uważać na swój nastrój, na własne emocje, by nie wysyłać ich w świat, jeśli ich jakość nie będzie wysoka. To wielka odpowiedzialność, bo nie żyjemy na świecie sami, a naszym zadaniem jest podnoszenie wibracji całej Planety.


Pozdrawiam
S.


Pierwotna Alchemia, czyli świat żywiołów w nas

Pierwotna Alchemia, czyli świat żywiołów w nas

Każdy człowiek jest zjednoczeniem czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. Przenikają się ze sobą i współpracują pod przewodnictwem Światła, czyli duszy. Jeśli potrafią się ze sobą dogadać, to nasze życie jest spójne i harmonijne. Poznajmy żywioły w nas, a poznamy samych siebie.


Aby mógł powstać i pojawić się na świecie człowiek, najpierw musi być zamysł, idea, koncepcja. To żywioł ducha, zwany w starej alchemii Eterem sprawia, że pierwszy jest Powód zaistnienia istoty w materii, czyli Przyczyna. 
Każdy z nas zatem zjawia się tu z określonego powodu. Dusza zna go od początku, ale nasza mentalna świadomość odkrywa go zwykle dużo później. 
Możemy nie mieć dostępu do swojego pola duszy, gdy człowiek zrobił wiele rytualnych - świadomych lub nieświadomych - głupstw, kiedy mocno zbłądził. 
Jednak nie istnieje taka możliwość, by duszy nie miał, by był jej pozbawiony, a i takie informacje krążą w świecie opisującym duchowość. 
Przyczyna istnienia prowadzi nas do pierwszego ziemskiego żywiołu, czyli Wody. Trzeba wspomnieć, że powiązany jest ze znanym wszystkim - a przynajmniej tym, którzy choć trochę interesują się świętą geometrią - kwiatem życia. Ten doskonały i boski symbol przypomina nam proces dzielenia się komórki, czyli mejozy i mitozy. Każdy z nas powstał w taki sam sposób. 
Kiedy żywioł Ducha zaczyna zagęszczać się do materii, Woda jest pierwsza, gdyż symbolizuje nasze ciało. Czyż nie składamy się z wody w co najmniej w 75 procentach? Ale sama Woda nie wystarczy. Potrzebny jest impuls, aby zaszła transformacja i przemiana, aby zaczął się proces. Do tego niezbędny jest Ogień. To on sprawia, że zaczyna się ruch i przetwarzanie. W alchemii zawsze służył do tego, by jedną substancję zamieniać na inną i tak pozostało do dziś, możemy to przetestować w naszej codzienności, choćby w kuchni. 
 Z wody i warzyw nigdy nie powstanie zupa, jeśli nie użyjemy do tego celu ognia. 
Następny w kolejce ustawia się żywioł Ziemi, czyli tzw. prawdy fizycznej. Znaczy to, że coś jest postrzegalne, namacalne, rzeczywiste. Ziemia równa się fakt. Gdy dołącza się Ziemia, zaczynamy być dostrzegalni w materii, czyli tworzą się ramy naszego ciała. To właśnie wtedy, na ekranie monitora, lekarz pokazuje: „Proszę zobaczyć, tu dziecko ma rączkę, a tu nóżkę”. 
Czwartym, ostatnim żywiołem, który buduje człowieka, jest żywioł Powietrza. To moment pierwszego oddechu, pierwszy haust powietrza jaki nabieramy. Wówczas symbolicznie wszystko, co kosmiczne łączy się z tym, co ziemskie. Przekazy wielu kultur mówią o tym, że to właśnie ten moment jest połączeniem się duszy z ciałem.  Od tej chwili zaczyna tworzyć się mental, świat myśli i intelektu. 
Teraz jesteśmy już całością, czyli boskim pierwiastkiem, który stworzył swoje odbicie w materii. 
Gdy umieramy, proces jest odwrotny. Może on trwać kilka dni, tygodni a w rzadkich przypadkach - wiele lat. Każdy żywioł rozpuszcza się w kolejnym. Możemy o tym przeczytać w wielu źródłach, choćby w książce Lama Ole Nydahl "O śmierci i odrodzeniu, czyli jak umrzeć bez lęku”. 
Gdy żywioł Ziemi rozpuszcza się w żywiole Wody, w człowieku rośnie uczucie ociężałości. Trudniej nam się wtedy poruszać, wyraźnie ubywa sił fizycznych, a ruchy stają się nieskoordynowane. Oczy osadzają się głębiej, tracimy wyraźne czucie w dłoniach i stopach.
Gdy żywioł Wody rozpuszcza się w żywiole Ognia, słabnie ośrodek serca. Czujemy wielkie pragnienie, bo nasze ciało się odwadnia i wysycha, a płyny ustrojowe wypływają. Mowa staje się upośledzona, słabnie, w końcu ustaje zupełnie.
Gdy nadchodzi kolejny etap, czyli żywioł Ognia rozpuszcza się w żywiole Powietrza, czujemy ciągły chłód. Ciało blednie, krążenie zwalnia, oddech staje się nieregularny. Nasz mental, czyli świat myśli staje się pomieszany, pojawia się intensywne poczucie braku sensu, nie można skoncentrować się na jednym wspomnieniu lub uczuciu gdyż wszystko zlewa się w jedną całość.
Kiedy ostatni żywioł – Powietrze - zaczyna rozpuszczać się w przestrzeni, wdechy stają się krótsze niż wydechy, krążenie ustaje. Cała energia wycofuje się z ciała, świadomość uwalnia się od niego. Następuje śmierć kliniczna.
Tylko Duch, wieczna przyczyna istnienia, jest wieczny. Proces powtarzamy wielokrotnie, nim zrozumiemy w jakim celu przyszliśmy. Wówczas, według starej wiedzy, jako że „odrobiliśmy lekcje” idziemy wyżej, by żyć na kolejnych planach, które rządzą się własnymi prawami. 

Podarunek dla Ziemi i dla nas samych, czyli kryształy

Podarunek dla Ziemi i dla nas samych, czyli kryształy

Żywi nas, poi, chroni przed zimnem. Uczy pierwotnej mądrości. Czas zrewanżować się Matce Ziemi. Dajmy jej to, o co prosi. Spełnienie tej prośby może uchronić ludzkość. 



Kiesha Crowther, Amerykanka, która wychowała się w leśnych ostępach Kolorado, od pięciu lat mieszka w Europie, niedawno odwiedziła Polskę.
Kim jest i po co przyjechała?
Keisha od wczesnego dzieciństwa żyła blisko natury, niemalże stapiając się z nią. Słyszała co mówiły drzewa, góry i cała przestrzeń wokół niej. Rozwinęła dar dostępny dla wszystkich ludzi, jednak mało kto jest nim rzeczywiście zainteresowany. Synestezja - bo o niej mowa - pozwala czuć dźwięk, słyszeć kolor, zobaczyć smak. Kiedy Kiesha była mała, nie wiedziała, że to coś niezwykłego, sądziła, że wszyscy ludzie tak odbierają świat.
Kiedy uczyła się od Ziemi, raz jeden została o coś poproszona. Usłyszała, jak Ziemia prosi, by zwrócić jej kryształy dzikim wodom, czyli naturalnym zbiornikom. Kiesha wtedy nie rozumiała o co chodzi, musiało upłynąć kilka lat, by pojęła, jak ważną informację otrzymała.
- Kryształy, jako jedyne kamienie zbudowane są strukturalnie, według zasad świętej geometrii. Nie tylko same wytwarzają energię, ale są w stanie ją przechowywać i powiększać - wyjaśnia Kiesha - Jeśli zatem przekażemy im naszą miłość, modlitwy, wdzięczność, dobre życzenia, one zapiszą je, a następnie wzmocnią. Później, kiedy wrzucimy kryształy do zbiornika z wodą, ta informacja, poprzez płynne kryształy, czyli wodę, popłynie dalej, rozleje się po całym świecie… To co istotne, to wiedza, że kryształy nie mogą zatrzymywać negatywnej energii, gdyż same reprezentują wysoką częstotliwość. - uśmiecha się Kiesha - A co dzieje się później? Woda paruje i unosi tę energię do góry, gdzie płynne kryształy wody przekazują ją z kropli na kroplę, z atomu na atom. Zgromadzone w chmurach, po jakimś czasie znów opadają na ziemię. W ten sposób pada deszcz dobrych modlitw, miłości, spokoju, wdzięczności. Odżywia rośliny, drzewa, pada na ludzi i zwierzęta. Dobra energia wraca. Dlatego prośba Matki Ziemi nie jest samolubna. Ona chce pomóc sobie, ale jednocześnie nam, ludziom i wszystkim ziemskim istotom.
Co zatem może zrobić każdy z nas?
Wziąć kryształ, który często leży zakurzony na domowym regale, lub kupić, choćby niewielki, w sklepie z minerałami. Najpierw trzeba go oczyścić światłem księżyca i to wcale niekoniecznie musi być czas pełni.
Wystarczy choćby odrobina księżycowego blasku, jednak kryształ wynosimy na zewnątrz. Niech poleży w księżycowej poświacie całą noc.
Później przystępujemy do rytuału ładowania kryształu naszą miłością i dobrą energią. Dobrze zrobić to wtedy, gdy bosymi stopami dotykamy ziemi. Kiedy rodzi się w nas poczucie głębokiej wdzięczności - a nie istnieje człowiek, który nie miałby za co dziękować - wznosimy się na wysoki poziom wibracji.
Wtedy w krysztale który trzymamy w dłoniach zapisuje się ta częstotliwość.
Przekażmy zatem kryształowi wszystko, co chcemy ofiarować światu.
Później pozostaje nam tylko wrzucić go do rzeki, jeziora, morza. Gdy zrobią to wszyscy ludzie - a przynajmniej Ci, którzy widzą w tym głęboki sens - efekt może przerosnąć wszelkie oczekiwania!
Matka Ziemia wie co robi, bo to proste zadanie jest panaceum na wszelkie ziemskie bolączki: zanieczyszczoną wodę i całe środowisko, głód, cierpienie.
Kiesha przywiozła do Polski jeden z potężnych kryształów, który uczestniczył w wielu ceremoniach, dzięki niemu wyzdrowiało wielu ludzi. Ten właśnie kryształ chce tu zostawić. Dlaczego?
- W Polsce wciąż jest wiele smutku. Odkąd tu jestem, czuję wielki ciężar w sercu - mówi - Polakom przydarzyły się rzeczy tragiczne i one wciąż energetycznie są tu obecne. Teraz jest czas, by ludzie znaleźli światło i spokój, radość. Dlatego jeden z moich najmocniejszych kryształów zostawię właśnie tutaj.
Kiesha Crowther od lat jeździ po świecie i spotyka się z rdzenną ludnością, której słucha, zbiera tę wiedzę i przekazuje dalej, by płynęła w świat.
Najwspanialsze jest to, że każdy z nas, w prosty sposób może wpłynąć na losy planety. Bez tworzenia dziwnych rytuałów, bez technologii, bez wskazówek jakichkolwiek mistrzów. Tylko miłość może nas uratować.

Jedz z intencją

Jedz z intencją

Przestrzeganie reguł dietetycznych, sprawdzanie jakości pokarmów i precyzyjne ich odmierzanie jest częścią świadomego myślenia o swoim zdrowiu. Jednak są koncepcje, które źródło mają w fizyce kwantowej i nowych odkryciach biologicznych, a mówią one: najważniejsza jest intencja.


Co to znaczy i gdzie kryje się klucz do jedzenia tego, co nam naprawdę służy, bez konieczności uciekania się do tabel, w których przeliczamy kalorie, sprawdzamy indeksy glikemiczne i zawartość minerałów oraz aminokwasów w określonych produktach? To pytanie sięga głęboko, do prastarej wiedzy, kiedyś dostępnej wszystkim ludziom. Poszukujący, stawiający pytania, świadomi ludzie, wiele już odkryli. A może raczej - przypomnieli sobie.
Także i to, że człowiek dysponuje znacznie większą mocą i możliwościami, niż nam się do tej pory zdawało.
Jeżeli potrzebujemy potwierdzenia w badaniach naukowych, sięgnijmy do nowej wiedzy biologicznej, zwanej epigenetyką. Mówiąc najprościej, udowadnia ona, iż to, co do tej pory sądzono na temat genów i tym samym chorób genetycznych, jest kompletną nieprawdą. Otóż konwencjonalna wiedza na ten temat od końca lat 50 - tych utwierdzała ludzi w przekonaniu, że geny są ostateczną instancją w naszych organizmach, że nie mamy wpływu na ich zmianę i zwyczajnie musimy się pogodzić z tym, co nam przynoszą.
Dziś wszyscy, którzy chcą znać prawdę, mają do niej dostęp. Istnieje wiele publikacji, filmów i książek, które temu zaprzeczają. Epigenetyka tłumaczy te procesy w jasny sposób: to nie DNA, ale białka obecne w nim przenoszą informację ze środowiska zewnętrznego do wnętrza komórki i tym samym wpływają na reakcję! Nie jesteśmy bezwolni, bo jak się okazuje, zaledwie 10 proc. materiału genetycznego jest stała, zaś 90 proc. zależy od naszej reakcji na otaczającą rzeczywistość.
Co nam to mówi? Że to my nadajemy kształt naszemu życiu!
To wspaniała wiadomość dla osób, które naprawdę chcą o nim decydować.
A jeśli jest to możliwe, to znaczy, że odnosi się do wszelkich dziedzin życia. Również do tego, co nakładamy na talerz. Spójrzmy na to w ten sposób: nasze jedzenie składa się w dużej mierze z wody, zaś woda to informacja.
Wie to każdy, kto choć w nikłym stopniu zainteresował się pracami dr. Emoto, Japończyka, który niemal całe życie badał wpływ czynników zewnętrznych na wodę. Te doświadczenia przyniosły rewolucyjne odkrycia. Okazało się bowiem, że kiedy zwracano się do wody miłymi słowami, po zamrożeniu, jej struktura układała się w harmonijny wzór. Inaczej było, kiedy wodę obrażano.
Co było czynnikiem decydującym? Sposób w jaki była traktowana.
Nie trzeba być geniuszem, by wyciągnąć logiczny wniosek - to nasza intencja nadaje strukturę temu, co jemy i pijemy. Do niedawna, taki osąd ocierałby się o szamanizm, dziś opiera się o badania naukowe.
Jak zatem strukturyzować swoje jedzenie, by było zdrowe? Możemy robić to poprzez nadanie własnej intencji, czyli po prostu wyrażenie podziękowania i „nadanie” dobrej energii temu, co zamierzamy zjeść. Oto jeden z przykładów:
" O wszechmogące, najczystsze Źródło stworzenia napełnij ten pokarm czystą energią miłości i światła."
Kiedyś, przed jedzeniem błogosławiono pokarm i dziękowano za niego. Doświadczenia z fotografią kirlianowską dokładnie pokazują, że jedzenie pobłogosławione (czyli mówiąc językiem fizyki kwantowej - przeprogramowane) ma aurę widoczną na zdjęciu. To, które nie dostało dobrej intencji, jej nie posiada.
Jeśli chcemy sobie pomóc w prosty sposób, warto wydrukować lub kupić wzory geometryczne związane z tzw. świętą geometrią. Jest to na przykład kwiat życia - symbol obecny we wszystkich kulturach od początku istnienia świata. Postawienie na tym wzorze talerza, dzbanka z wodą, kubka z herbatą strukturyzuje nasz napój i jedzenie.
Zgodnie z odkryciami dr. Emoto wprowadzenie choćby jednej kropli „uporządkowanej, mądrej wody” do jakiegokolwiek zbiornika sprawia, że reszta wody uczy się od niej. A ponieważ my sami jesteśmy w 80 procentach wodą, tym  samym jasne jest dlaczego powyższy sposób pomoże nam zachować zdrowie i jasny umysł.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia