Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Dialog z drzewami w Pałacowym Ogrodzie cz. I

Dialog z drzewami w Pałacowym Ogrodzie cz. I

Ważna jest tylko przyszłość

A gdyby tak spojrzeć na drzewa jak na starszych braci i siostry? Opiekunów i przewodników, którzy pomagają ludziom w powrocie do własnego Centrum?


Taką wizję - ale nie tylko wizję - proponuje Weronika Dąbrowska, architektka, malarka, pisarka, wizjonerka.

Przeszła w życiu przez trudne doświadczenia i gdy była w rozpaczy, na dnie, to właśnie drzewa - chciałoby się powiedzieć - wyciągnęły do niej rękę. I przekazały konkretną wiadomość. Podsunęły sposób, jak wyjść z materialnych i życiowych problemów.

Weronika miała z drzewami od wczesnego dzieciństwa mistyczne połączenie. Mówi, że drzewa ją wychowały i nie ma w tym cienia przesady. Rodzice, oddali ją, gdy skończyła 9 tygodni, pod opiekę babci. Starsza kobieta nie miała ani siły, ani możliwości, by dać jej tyle czasu i miłości, ile Weronika potrzebowała.

Dlatego to właśnie drzewa, które rosły dookoła, tę opiekę przejęły.

Weronika poznawała ich język naturalnie, spontanicznie. Była szczęśliwa na świętokrzyskiej wsi. Wszystko skończyło się, gdy musiała wrócić do Warszawy, do szkoły. Na jakiś czas przestała mówić. W końcu jednak przystosowała się, wyedukowała i zaczęła „normalne” życie. Matki, żony, architektki. I to właśnie wtedy popadła w ogromne kłopoty. I to właśnie wtedy, drzewa ponownie ją odnalazły.

Otworzyły przed nią nową przestrzeń i możliwości.

Zaczęła organizować warsztaty z „Rozmów z drzewami”, napisała książki o tym samym tytule. Dzięki bliskiej relacji z tymi niezwykłymi Istotami, nie tylko zmieniła własne życie, ale i życie wielu innych ludzi.

To naturalne, że właśnie Weronikę, chcieliśmy gościć w Manor House SPA, by nawiązała kontakt z drzewami, które bardzo dużo widziały, słyszały i przeżywały.

Ten spacer miał przynieść opowieści sprzed wieków, może szczegóły historycznych momentów, opisy tego, co wydarzało się kiedyś na tym terenie, nawet jeszcze, zanim w XV wieku, wybudowano tu murowany zamek - Pałac Odrowążów.

Jednak spacer był zaskakującym przeżyciem. Dlaczego? Bo… drzewa wcale nie chciały mówić o przeszłości. Czemu miałoby to służyć? - to odpowiedź od jednego z potężnych jesionów - Teraz jest najważniejszy moment.

No właśnie czemu miałoby służyć cofanie się w linearnym czasie? Czyż to nie ciekawa lekcja dla ludzkich oczekiwań? A co powiedziały inne drzewa?

Już w następnym wpisie!

Tajemnicze istoty w kapeluszach  cz. I

Tajemnicze istoty w kapeluszach cz. I

Grzyby nie są roślinami. Nie są też zwierzętami. Czym zatem są? 
Tworzą własne królestwo. Jako ludzie, nie wiemy o nich niemal nic, a mają one ogromy wpływ na nasze życie…


Jeśli mówisz: „znam się na grzybach”, nie wiesz, co mówisz. Jest ich bowiem około 1,5 mln gatunków. Leśni zbieracze mają na myśli te najbardziej powszechne, przynajmniej w naszym obszarze geograficznym: kurki, rydze, borowiki, podgrzybki… 
Jednak do królestwa grzybów zaliczane są także i te, które wciągamy do płuc razem z powietrzem. Te, które porastają wszelkie naturalne podłoża, Te, które wyhodowano w pieczarkarniach… Grzyby są wszędzie.
Dlaczego nie wszystkim dobrze się kojarzą? Bo przywodzą na myśl rozkład, śmierć, koniec jakiegoś etapu. Jednak koniec zawsze jest nowym początkiem. Grzyby, rozkładając to, co powinno być rozłożone, przygotowują podłoże pod nowe życie. 
Mykolodzy, a także inni pasjonaci i badacze tego świata, twierdzą, że grzybnia, która znajduje się w glebie, jest niczym ogromna sieć. Nici grzybni tworzą coś na kształt ludzkich neuronów, komunikują się wzajemnie ze sobą i z całym ekosystemem. A dzięki nimi, wszystkie rośliny również pozostają w nieustannej interakcji.
Jest to precyzyjny system, którego poznaliśmy zaledwie mizerną cząstkę.
Głównie z powodu ludzkich ograniczeń komunikacyjnych, czyli mówiąc najprościej: nie rozumiemy nie tylko języka grzybów, ale i języka otaczającej nas natury w ogóle. 
Nie znamy także możliwości, jakie oferują nam grzyby. 
Amerykański badacz i mykolog, Paul Stamets, dzieli się w filmie „Niezwykły świat grzybów” swoją osobistą historią związaną z rozwojem duchowym w kontekście grzybów halucynogennych. Jako nastolatek zafascynowany lekturą „Odmiennych stanów świadomości” pożyczył ją koledze. Jednak jego ojciec, zdenerwowany, po prostu ją… spalił.  To dziwne zachowanie jeszcze bardziej pogłębiło zainteresowanie Paula. I trwa do dziś, bo mykolog hoduje, obserwuje i bada wiele gatunków, między innymi wspaniałą lakownicę żółtawą (Ganoderma lucidum), bardziej znaną jako reishi, grzyb młodości i długowieczności. 
I oczywiście, nieustannie szuka odpowiedzi na pytanie, jak komunikować się z tym inteligentnym gatunkiem.
Jednym z wątków we wspomnianym filmie jest próba odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że w ciągu zaledwie dwóch milionów lat ewolucji nasz mózg nieprawdopodobnie się zmienił: część kory mózgowej potroiła swoją wielkość. Zrobiliśmy ogromny skok! Jednak bardzo trudno to racjonalnie wyjaśnić. 
Psychiatra i behawiorysta, Charles Grob z Uniwesytetu w Los Angeles, dopuszcza możliwość spożywania przez naszych dalekich, ludzkich przodków, grzybów, które zmieniają świadomość. „Magiczne” grzyby otwierają dostęp do informacji, do kosmicznej biblioteki wszelkiej wiedzy, są niczym łączniki między synapsami w mózgu.
A jednak stwierdzenie, że wszystko to wydarzyło się dzięki psylocybinie jest ogromnym uproszczeniem. Na pewno jednak ta substancja sprawiła, iż nasz mózg przyspieszył w ewolucji, dzięki swoistemu „przeprogramowaniu”, stał się narzędziem tworzenia i kreacji, nie tylko walki o przetrwanie. 
Wspomniany już Paul Stamets opowiada jak całkowicie i w ciągu jednej nocy pożegnał się z jąkaniem, jakie towarzyszyło mu od wczesnego dzieciństwa. Dzięki sporej porcji grzybów reishi (nie wiedział, jakie są proporcje jednorazowej dawki), przyjął od razu całość. Niemal całą noc spędził na drzewie, szalała ogromna burza, a on przechodził mistyczny proces odnowy. Kolejnego dnia przestał się jąkać…
A jednak wniosek, że po zażyciu grzybków halucynogennych przestaniemy się jąkać jest błędny.  
W tej historii wydarzyło się coś mistycznego, nieuchwytnego. 
Jak to w świecie tajemniczych kapeluszników…

Rozmowy z drzewami cz. 2

Rozmowy z drzewami cz. 2

Relacja z drzewami rozwija w człowieku zapomniane zmysły. Możemy je odkryć na nowo, jeśli uciszymy myśli, a otworzymy serca. Wtedy zaczynamy słyszeć, co do nas mówią brzozy, sosny, buki…
I nie jest to tylko poetycka metafora - przekazy, rady i wskazówki od drzew są konkretne i unikatowe.



Zwróćmy uwagę na dawne słowa w językach słowiańskich, w których rdzeń zawiera historię relacji człowieka i drzewa. Choćby słowo „gaj” (a przecież właśnie w świętych gajach Słowianie gromadzili się, by modlić się, medytować, łączyć z Naturą), wywodzi się ze słowa „goić”, czyli leczyć, harmonizować.

Pradawni Słowianie, ale nie tylko oni, bo i kapłani celtyccy - druidzi - wiedzieli, że drzewa są naszymi własnymi emanacjami, zaś każde z drzew niesie ludziom cząstkę boskiej świadomości. Przez drzewa można dostać się do świadomości własnej duszy. Przecież na poziomie duchowym wszyscy jesteśmy połączeni, bo wszelkie żyjące istoty mają energetyczne, elektromagnetyczne serce.

Warto dodać, że tak, jak ludzie wyposażeni są w uszy i głośnię, dzięki którym odbierają i przetwarzają dźwięki, tak identycznym organem u drzew jest kora.

Ona jest ich oczami i uszami, poprzez korę drzewa odbierają wszelkie informacje. Drzewa, podobnie jak ludzie, mają mózgi, które ukryte pod ziemią, komunikują się ze sobą nieustannie. Mowa rzecz jasna o całym systemie korzeni. Przypomina ludzką sieć neuronową i faktycznie pełni identyczną funkcję. Mimo tego, drzewa i ludzie, różnią się od siebie.

Czy zatem jest możliwa międzygatunkowa komunikacja?

Weronika Dąbrowska, w książce „Rozmowy z drzewami” pisze, że drzewa przekazują, iż ten system istnieje od - mówiąc ludzkim językiem - wieków i jedyne co trzeba zrobić, to tylko go uruchomić. Jest uniwersalny, gdyż oparto go o język pojęć i obrazów istniejących w polu informacyjnym wszystkich żywych, ziemskich istot.

Aby aktywować naszą pradawną umiejętność, musimy zrównoważyć w sobie wszystkie zmysły. Oto przykład: ludzie, którzy dużo palą, używają mocnych perfum, pracują w zanieczyszczonych miejscach, itp., muszą zadbać o detoks, jeśli chcą zrozumieć „nosem” mowę drzew. Gdy wciąż otaczamy się hałasem, słuchamy głośnej muzyki, zagłuszamy wiadomościami, posługujemy się na co dzień młotem pneumatycznym, piłą itp., również powinniśmy zrównoważyć ten czas przebywaniem w ciszy, wsłuchiwaniem się w jej smak, koloryt, w sam jej rdzeń.

Drzewa i rodziny drzew, mają swoje „specjalizacje uzdrawiania”, bo przecież każdy gatunek powiązany jest albo żeńską, albo męską energią, innym żywiołem, rolą, jaką pełni, a także zainteresowaniami, jakie przejawia.

Na przykład dąb reprezentuje energię męską, uruchamia w nas wewnętrzną moc, pomaga właściwie ukierunkować strumień energii życia, materializować przyszłość. Kontakt z dębami przywraca witalność. Według druidów, wspierają wizjonerstwo, właściwą diagnozę sytuacji.

Z kolei jabłoń to energia żeńska. Jabłonie nas stabilizują, pozwalają pozbyć się lęków dotyczących posiadania, pobudzają do twórczego myślenia w zakresie materii. Kontakt z jabłoniami polecany jest ludziom złamanym przez życie, wyczerpanym brakami egzystencjalnymi, biednym. To drzewo pokazuje potencjał dobrobytu i docenienie obfitości. Naprawia nasze DNA.

Topola biała zwana Białodrzewem, to także energia żeńska, a drzewo to potrafi oczyszczać nawet wówczas, gdy człowiek pozbył się prawie całej energii życiowej. Dlatego kontakt z topolami polecany jest tym, którzy cierpią na silne infekcje, wysokie gorączki, stany zapalane, nadciśnienie, otyłość. Dodatkowo pomoc uzyskają wszyscy, którzy cierpią z powodu utraty bliskich, topole bowiem wspierają w zamknięciu procesu żałoby.

Klony, reprezentanci delikatnej energii męskiej, pomogą tym z nas, którzy czują, że nie panują nad swoją agresją. Również rozpraszanie panicznego lęku przed biedą i zrównoważenie proporcji między pracą, a życiem osobistym to domena tych wspaniałych drzew, tak odpornych na niekorzystne warunki glebowe…

Jodły z kolei należą do drzew uduchowionych. Ułatwiają nam stawać się sobą, zdejmować maski i pozbywać narzuconych ról, gdyż to blokuje uruchomienie osobistego potencjału.

Najbardziej polskim, związanym z naszymi terenami drzewem, jest wierzba pospolita. W językach starosłowiańskich rdzeń nazwy tych drzew pochodzi od słowa „wiedzieć”. Te drzewne istoty współczują człowiekowi, są niczym psycholożki i szamanki, których zadaniem jest byciem przewodniczką między światami. Jeśli chcemy uruchomić swoją wrażliwość, obudzić duchowość, kontakt z wierzbą będzie wspaniałym pomysłem. Nie jest ona jednak polecana cierpiącym na depresję.

Brzozy charakteryzuje empatia, leczenie, współczuje. Przychodzą z tzw. pierwszą pomocą, gdyż mają umiejętność „brania na siebie” chorób ludzi i zwierząt.

Drzewa niosą w sobie wiele tajemnic, kosmicznej mądrości, rozwiązań, na jakie trudno nam wpaść, oraz wiele sposobów na obudzenie naszych talentów.

Tylko trzeba nauczyć się ich języka, dostroić do drzewnej wibracji.

A wtedy już zawsze możemy liczyć na ich wsparcie i opiekę…

Rozmowy z drzewami cz. 1

Rozmowy z drzewami cz. 1

Drzewa są niczym kosmiczny Internet. Jednak tym się różnią od sieci, z której korzystamy na co dzień, że nie przechowują w sobie żadnych destrukcyjnych śmieci. Tym, którzy potrafią z nimi rozmawiać, przekazują wyłącznie mądre i unikatowe informacje.


- Dostaliśmy, jako Ziemianie, przedziwny dar od Boga, Braci Ziemian - drzewa - pisze w książce „Rozmowy z drzewami”, Weronika Dąbrowska, architektka, malarka, wizjonerka, a także pierwsza osoba w Polsce, która, precyzyjnie opisała, jak kontaktować się drzewami, jak nawiązać z nimi bliską więź i otrzymywać od nich wsparcie, zdrowie, wskazówki na życie.

Sama doświadczyła miłości drzew we wczesnym dzieciństwie. Później pomogły jej wyjść z ogromnych kłopotów. Wydaje się to abstrakcyjne, gdyż od dzieciństwa uczono nas, że drzewa to po prostu nieco większe rośliny, które mają korzenie ukryte pod ziemią, zdrewniały pień i koronę z gałęzi, które wieńczą liście. I nic poza tym. Uczono nas też, że rośliny nie myślą, nie mają w sobie inteligencji, możliwości przeżywania wyższych stanów duchowych. Czas zweryfikować tę absurdalną tezę, jak zresztą wiele innych tez, które w tym niezwykłym czasie, jakim przyszło nam żyć, rozsypuje się niczym zamki z piasku.

Drzewa, jako żywe Istoty połączone są z dwoma aspektami Źródła: Ziemią i Niebem, czyli żeńskim i męskim symbolem naszego istnienia. I tak jak my, ludzie, nosimy w sobie pamięć naszych przodków, tak samo drzewa niosą pamięć wszystkiego, co wydarzyło się w ich życiu. A ich życie - to i nasze. Wydaje się nam, że tylko stoją w milczeniu.

Ale może to my nie znamy, a raczej zapomnieliśmy języka, w jakim mówią?

- Drzewa są nieme, kiedy nie mają wystarczająco kreatywnych umysłów, gotowych ich zrozumieć - wyjaśnia autorka „Rozmów z drzewami” - A można z nimi porozmawiać naprawdę o wszystkim.

Jako ludzie, nosimy w sobie ogromny, niewykorzystany potencjał. Na przykład zmysłu telepatii, widzenia dalej i szerzej, niż tylko w granicach ultrafioletu i podczerwieni, słyszenia w większej, niż tylko w ograniczonej dla ludzkich uszu, skali muzycznej. Drzewa to potrafią. Więcej: uczą nas odzyskać pradawne umiejętności! Na czym zatem polega komunikacja z drzewami? Przede wszystkim, na otworzeniu się, wyłączeniu umysłu, pozwoleniu sobie na czucie. Dokładnie działa to tak, jakbyśmy dostosowywali się wibracyjnie do częstotliwości konkretnego drzewa. Konkretnego, gdyż, każdy gatunek ma inne, subtelne wibracje. To, że ludzie i drzewa należą do innych Istot, nie znaczy, że nie mogą się porozumiewać. Ludzie o wysokim poziomie wrażliwości czuciowej, usłyszą i zrozumieją je najszybciej.

W relacji z nimi, korzystamy z ich wiedzy, a jest przecież potężna, gdyż niektóre z nich mają setki, a nawet tysiące lat. Od drzew pobieramy DNA z wyższych niż mentalne, poziomów. Aby to się zadziało, nie trzeba znać specjalnych technik: wystarczy się do drzewa z miłością przytulić.

Nie tylko my korzystamy z tej relacji, one też uczą się od nas, od ludzi.

W tych cywilizacjach, gdzie postęp do końca nie zrujnował duchowości, wciąż otacza się czcią stare drzewa. Tak jest na przykład na Bali. Tam ubiera się je w specjalne szaty. To znak dla ludzi, że te drzewa są wystarczająco silne, by je prosić o pomoc, wsparcie, wskazówkę. Młodym drzewkom mogłaby zaszkodzić energetyka człowieka, ale ogromne, z gigantyczną koroną i takimi samymi korzeniami, poradzi sobie z każdą ludzką trudnością.

Jak prosić drzewa o wsparcie i jak pracują z ludźmi konkretne gatunki, w drugiej części Rozmów z drzewami.


Wicca - religia Natury

Wicca - religia Natury

Hołd i pokora wobec Natury. Życie zgodne z porami roku. Współodczuwanie z innymi istotami. Kiedyś nazywano to pogaństwem i przypisano temu słowu pejoratywne znaczenie. A jak jest naprawdę? Opowiada o tym między innymi wicca, religia pogańska, która odkrywa boskość we wszystkim, co istnieje.

W naszej, środkowoeuropejskiej, chrześcijańskiej kulturze, mało kto wie, czym jest wicca, co czczą wiccanie i o co tu naprawdę chodzi. 

Część z nas, gotowa jest już na wstępie odrzucić koncepcję wiccanizmu, tylko dlatego, że wyznawcy tego nurtu, podczas swoich misteriów są nago.

A czym jest nagość? Pięknie pisze o tym Agni Keeling, w swojej książce „Gdy księżyc znajduje się w Pełni”. 

- Po pierwsze, wiccanie w czasie rytuałów wcale nie są nadzy - wyjaśnia - są odziani w …niebo.  W języku angielskim, ta praktyka nosi nazwę „skyclad”, bo „sky” to niebo, „clad” to odzianie. Słowo to ma także korzenie w innym, starym, sanskryckim określeniu - „gigambar”, które mówi o odzianiu w przestrzeń, kosmos, co pozwala się domyślić, iż praktyka odprawiania rytuałów nago sięga początków wielu starożytnych kultur. 

To nasza cywilizacja naznaczyła nagość piętnem wstydu. Mamy do własnych ciał niezdrowe podejście, są dla nas źródłem kompleksów, często ich nawet nie szanujemy. 

A w misterium chodzi o zjednoczenie, niemal rozpuszczenie w przestrzeni, bycie jednością ze wszystkim, głęboki szacunek do przyrody, chęć powrotu do Źródła, w którym przecież nikt nie nosi na sobie swetra. 

Jednak nagość rytualna to tylko jeden z aspektów wicca. Spójrzmy na inne jej elementy.

W co wierzą wiccanie? Twierdzą, że Wszechświat nie jest pusty, a każde stworzenie, zarówna znane, jak i nieznane, jest częścią wielkiej, wypełniającej świat energii życia. Z kolei, dzięki tej energii, wszystko jest powiązane wielką pajęczyną zdarzeń, zwaną The Web of Wyrd (Sieć Losu). Tak postrzegany świat, jest jednym, żywym organizmem, materialną manifestacją boskiej energii. Wszystko jest energią, jest ona w ciągłym ruchu, dzięki istnieniu przeciwległych biegunów, żeńskiego i męskiego…  - taki  niezwykły opis znajdujemy na stronie Wiccańskiego Kręgu.

Wiccanie spotykają się w kręgach zwanych kowenami. Kowen to rodzaj niewielkiej (liczącej zwykle do 13 osób) wspólnoty. Każdy kowen prowadzony jest przez Arcykapłankę i Arcykapłana. Spotkania mają charakter misteryjny, obrzędowy. Są to rytuały księżycowe, święta astronomiczne związane z siłami Wszechświata i ich wpływem na naszą planetę: przesilenia i równonoce. Ponadto, święta rolnicze, celebrujące moc ukrytą w żywiołach. Wiccanie świętują w Naturze, nie budują swoich świątyń. Nie mają żadnych dogmatów ani „prawd wiary”, świętej księgi, autorytetów, które wskazywały drogę. Można powiedzieć, że cała mistyka, jaka się wydarza podczas misteriów, „rozgrywa się” wewnętrznie, w duszach tych, którzy czynnie biorą w nich udział. 

Każdy wiccanin musi być inicjowany i wiccaninem zostaje do końca życia, nawet jeśli przestaje praktykować. 

Wiccan często nazywa się ukrytymi dziećmi Bogini. Dlaczego? 

I tu właśnie dochodzimy do źródła, powodu, dla którego wicca powstała. By ją zrozumieć, powinniśmy sięgnąć do mitów, legend i podań, które odwołują się do tzw. Wielkiej Matki, nazywanej w wielu kulturach różnymi imionami: Ishtar, Hekate, Diana, Izyda, Parvati, Demeter, Kali, Nuit, Inanna, Bride… 

Wszystkie te Boginie związane są z płodnością, macierzyństwem, seksualnością, wolnością. Wiccanie wierzą, iż jedyny pisany tekst, na którym się opierają, czyli „Pouczenie Bogini”, prowadzi nas do wnętrza nas samych, byśmy mogli odkryć, kim naprawdę jesteśmy.  

Warto wspomnieć, że słowo wicca, pochodzi od staroangielskich słów: „wicca” i „wicce”, co oznacza po prostu mądrą osobę…


Las na talerzu

Las na talerzu

Kwiatostany, żywica, kora, młode szyszki, pyłki, żołędzie… Natura tylko czeka, by ją odkryć na nowo. Następnie niebanalnie przyrządzić i podać z honorami na stole. Dokładnie tak, jak na to zasługuje. 
Dla wielu z nas las do tej pory był miejscem relaksu. Można było z niego przynieść koszyk grzybów, garść malin, słoiczek jagód. Ale szyszki? I to w dodatku na obiad? A do tego sos z igliwia? Zaś na deser powidła z czeremchy? Lub… brzozowe kotki w cieście naleśnikowym?
Te niezwykłe pomysły pochodzą z książki Małgorzaty Kalemby-Drożdż pt. „Smakowite drzewa”. Szefowie kuchni Manor House SPA, zainspirowani leśnymi kulinariami i skarbami, jakie kryje bujny, pałacowy ogród  w Chlewiskach (wiele tutejszych drzew to pomniki przyrody, dobrze się do nich przytulić i pospacerować po parku chłonąc zmysłami jego piękno), wykreowali zaskakujące i nieoczywiste potrawy. Zmieniane sezonowo menu degustacyjne „Smaki Lasu” można już zamówić w hotelowej restauracji. (Po więcej informacji zapraszamy TUTAJ)
Czy w ogóle znajdzie się ktoś, kto nie będzie zaintrygowany młodymi pędami paproci o nazwie „Pióropusznik strusi”, podany w cieście z noskami lipy oraz z sosem z sezamu i tofu? Albo racuchami kalafiorowymi z solą sosnową i dresingiem octowo-świerkowym? Burak zyska nowych fanów, bo teraz już nie będzie można się oprzeć temu pozornie zwykłemu warzywu: pieczony z sosem balsamicznym, liśćmi głogu i berberysu nacieszy nie tylko podniebienie, ale i oczy. A śliwka z lodami świerkowymi? To jak spacer do lasu i lodziarni jednocześnie…
Wspaniale odkryć na nowo drzewa, które rosną w naszych parkach i lasach. To niezwykłe, spojrzeć świeżym okiem na krzewy i rośliny, jako główne dania domowych i proszonych obiadów, przystawek oraz deserów, których smaku nie da się zapomnieć.
Co, kiedy i jak możemy zbierać, żeby nie zniszczyć i nie poranić drzew, ale jednocześnie w pełni wykorzystać dary przyrody?
Nigdy nie zrywamy wszystkich pędów czy liści z jednego tylko drzewa. Zachowajmy umiar i równowagę. Zawsze „skubmy” boczne odrosty wyrastające z pnia lub niskich gałęzi, nie pozbawiajmy drzewa „czubka”.
Kiedy próbujemy czegoś nowego, nie jedzmy nowości zbyt wiele na raz, bo może to być szok dla naszego organizmu. Wiele drzew i krzewów ma silne, intensywne działanie, może wpływać alergizująco. Dlatego zacznijmy od małych kęsów. Kiedy wyraźnie poczujemy, że potrawa nam smakuje i nie wywołuje dolegliwości, możemy przejść do większej porcji. 
A co konkretnie możemy przynieść z lasu na talerz, czego jeszcze nigdy nie próbowaliśmy? Na przykład szyszki. Oczywiście nie te zdrewniałe, ale świeże, miękkie, zielone. Mają specyficzny, lekko kwaśny, żywiczny smak. Warto zrobić z nich pesto, pokroić w plasterki jak cukinię i dorzucić do sałatki, zrobić dżem, ozdobić deser.
Młode pędy sosnowe, które pojawiają się oczywiście, wiosną, także można smażyć lub gotować. Wiele osób robi z nich syropy, nalewki, ocet, wino.
Zimowe pęki sosny potraktujmy jak naturalną… gumę do żucia. Odświeżają oddech, zaś zawarte w roślinie olejki eteryczne, wspomagają pracę układu oddechowego. Z kolei gałązki modrzewia można parzyć w kubku jak herbatę, zaś mannę, czyli słodkie kuleczki wyciekające z drzewa - jeść na surowo.
W czasie spaceru po lesie, zwróćmy uwagę na inne niż do tej pory owoce, czyli jeżyny, maliny i poziomki. Spójrzmy w górę: owoce jarzębiny czy derenia, choć kwaśno - cierpkie, poddane obróbce termicznej zmieniają się w łagodny w smaku dżem lub galaretkę. Ale już na przykład owoce czeremchy wcale nie potrzebują cukru -  są naturalnie bardzo słodkie.
Jeśli zrobimy dzieciom keczup z głodu, może się okazać, że innego już nie będą chciały…
Przebojem wśród kreatywnych kucharzy są ostatnio pędy chmielu, które po ugotowaniu przypominają w smaku fasolkę szparagową, zaś świeże, ozdobią  i podkręcą smak sałatki.
Całość niech zwieńczą kwiaty: choćby robinii akacjowej lub dzikiego bzu, które usmażone w cieście naleśnikowym będą hitem każdego przyjęcia. Leśne fiołki otoczone cukrem pudrem i lekko podpieczone nadadzą każdemu słodkiemu wypiekowi urody i subtelności. 
Potraktujmy park, las i łąkę jako wielki potencjał kulinarnych kreacji.
Jednak, kiedy nie jesteśmy pewni określonej rośliny, nie zbierajmy jej, zostawmy Naturze.

Dlaczego warto odwiedzać naturalne źródła dobroczynnej energii?

Dlaczego warto odwiedzać naturalne źródła dobroczynnej energii?

Przebywanie w Miejscach Mocy regeneruje siły i poprawia samopoczucie – uważają ich zwolennicy. Przeciwnicy mówią – magia, czary. Tymczasem, oddziaływanie energetyczne Ziemi to czysta, potwierdzona badaniami fizyka.



W punktach energetycznych Ziemi pulsujących stymulującymi siłami przyrody często znajdują się duże kamienie (jak w pogańskich miejscach kultu), stare kościoły i klasztory - do dziś przyciągające rzesze pielgrzymów oraz wiekowe zamki i pałace. To nie przypadek, że powstały właśnie w tych konkretnych lokalizacjach. Nasi przodkowie dobrze wiedzieli, że przebywanie w miejscach o wyższej energetyce wzmacnia organizm, sprzyja regeneracji sił i poprawie samopoczucia. Emanuje bowiem z nich subtelna, życiodajna energia, dzięki której chorzy szybciej wracają do zdrowia, przygnębieni odnajdują radość życia, a zmęczeni odzyskują utraconą witalność.

W najbardziej znanym polskim miejscu mocy na Wawelu krzyżuje się aż siedem linii energetycznych, które opasają Ziemię i łączą go m.in.: z Rzymem, Wilnem, Jerozolimą i Stonehenge. Serce ”Czakramu Wawelskiego” znajduje się w kaplicy św. Gereona w podziemiach zamku. Niezwykła jest intensywność występujących tu oddziaływań - sięga 140 tysięcy jednostek Bovisa – podczas gdy neutralna biowitalność dla zdrowego organizmu jest na poziomie około 6.500 jednostek w tej skali, a najlepsze do zamieszkania miejsce powinno mieć pomiędzy 6.500 do 8.500 j. Bovisa. Z Wawelem związane są liczne podania i legendy. Według jednej z nich bóg Sziwa rzucił 7 magicznych kamieni w 7 różnych stron świata. Każdy z nich był przyporządkowany jednemu z obiektów Układu Słonecznego (Rzym – Mars, Delhi – Księżyc, Mekka – Merkury, Jerozolima – Słońce, Velehrad na Morawach – Saturn, Delfy – Wenus, Wawel – Jowisz), a z miejsc, w których upadły kamienie, miała wydobywać się silna energia boska służąca ludzkości. Ziemia, podobnie jak ciało człowieka, posiada centra energetyczne (czakry) i łączące je kanały przepływu energii znane w akupunkturze jako południki (meridiany).

Leszek Matela, znany polski geomanta i autor książek o psychotronice i promieniowaniu ziemskim, uważa, że punkty o wysokim promieniowaniu energetycznym nieprzypadkowo wybierali dawni budowniczowie miast, zamków i klasztorów. Przykładów jest wiele: klasztor na Jasnej Górze, klasztor Cystersów w Lubiążu, który powstał na terenie o odpowiednim rozkładzie podziemnych cieków i dokładnie tam, gdzie wcześniej był pogański gród i miejsce kultu czy klasztor na Łysej Górze, który został zbudowany w miejscu słynącym z pogańskich obrzędów.
Ważnym punktem na energetycznej mapie Polski jest kompleks Manor House SPA - Pałac Odrowążów w mazowieckich Chlewiskach, który z historią sięgająca XII w. jest jedną z najstarszych posiadłości szlacheckich w Polsce. Jest on nazywany Polskim Centrum Biowitalności, bowiem promieniowanie ziemskie dochodzi tu nawet do 30.000 jednostek Bovisa, a przebywanie na jego terenie niesie wiele korzyści dla zdrowia.

Potwierdzają to badania wspomnianego już Leszka Mateli, które zostały zawarte w książce pt. „Naturalne energie dla zdrowia”. Autor wskazuje w niej pozytywne oddziaływania natury wpływające na zdrowie i osiągnięcie harmonii. Większość opisanych metod można wypróbować w kompleksie hotelowym Manor House SPA, m.in. podczas koncertów na misy i gongi tybetańskie, Terapii Biowitalnej, Terapii Harmonizacji Czakr, systemu balansującego Eemana oraz Systemu Zdrowia Keshego. Niezwykłym przeżyciem jest również spędzenie czasu w zabytkowym parku z Ogrodem Medytacji, gdzie można czerpać pozytywną energię natury skoncentrowaną w licznych Miejscach Mocy, takich jak:

  • Kamienny Krąg Mocy o starannie dopasowanych i spolaryzowanych kamieniach promieniując pozytywną energią 30.000 jednostek Bovisa pozwala dostroić się do energii Wszechświata. To idealne miejsce na oczyszczenie umysłu, głęboką medytację i ćwiczenia runiczne, w tym „powitanie słońca”.
  • Spirala Energetyczna – moc 18.000 j. Bovisa zapewnia silne energetyczne doładowanie, wzmacnia i harmonizuje cały organizm. Spacer w określonym porządku po spiralnie ułożonych kamieniach oczyszcza i aktywuje pozytywne energie.
  • Ogród Zen - replika sławnego ogrodu przy świątyni Ryoan-ji koło Kioto o mocy promieniowania 24.000 jednostek Bovisa sprzyja rozwojowi duchowemu, głębokiemu odprężeniu i obdarowuje pozytywną energią natury. Jego istotę określają cztery zasady: harmonia, szacunek, czystość i spokój
  • Piramida Horusa – zestrojona z biegunem magnetycznym Ziemi tworzy pole mocy w kształcie kuli o promieniu 250 metrów. Jej „uzdrowicielska” energia zwiększa siłę życiową, witalność, koncentrację, inwencję twórczą, komunikatywność, rozwój wewnętrzny, poziom świadomości całego organizmu i jego poszczególnych komórek, wzmacnia system immunologiczny i regenerację organizmu.
  • Energetyczna Mandala - jej nazwa oznacza "koło życia, cały świat, święty krąg". Wielobarwna kompozycja kwiatowa w kształcie koła, które uważane jest za symbol harmonii i doskonałości, posiada wyjątkowe oddziaływanie energetyczne. To idealna przestrzeń do wypoczynku, medytacji i wyciszenia, podobnie jak pobliskie kąciki i ścieżki medytacji.
  • Energetyczny labirynt - replika słynnego labiryntu z katery w Chartres. Po przejściu ścieżki labiryntu następuje wzrost sił witalnych organizmu i powiększenie energetycznej aury. Droga do środka oczyszcza umysł i otwiera serce, pozwala zintegrować ciało i duszę, pobudza procesy samoleczenia, dzięki dobroczynnym energiom kosmicznym, które rezonuje labirynt. Medytacja labiryntu (medytacja w ruchu) jest praktyką uważności, samoobserwacji, doświadczania siebie tu i teraz.
  • Przypałacowe Kapliczki Bożej Rodzicielki i św. Jacka Odrowąża są przepełnione pozytywną energią natury o sile 18.000 j. Bovisa. To idealne miejsca na modlitwę i chwilę zadumy.

Przytul się do drzewa – na zdrowie

Przytul się do drzewa – na zdrowie

Drzewa hojnie dzielą się z nami pokładami swojej energii, a kąpiele leśne mają lecznicze właściwości. Dla poprawy zdrowia i samopoczucia warto wypróbować silwoterapię.



Przebywanie na łonie natury, spacerowanie wśród drzew stało się popularne. Nie tylko jest przyjemne, ale też pożyteczne: wycisza, odpręża i relaksuje, rozładowuje napięcia, rozluźnia i uspokaja, poprawia stan psychiczny i fizyczny.

Silwoterapia lub sylwoterapia (silva z łac. las), inaczej drzewolecznictwo lub drzewoterapia, jest
oparta na kontakcie z przyrodą, czerpie z naturalnej energii Ziemi i drzew. Dobroczynny wpływ drzew na nasz organizm jest znany od dawna (nasi przodkowie byli świadomi ogromnego potencjału
przyrody, dążyli do życia w pełnej harmonii z nią). W wielu kulturach różnym drzewom i krzewom
przypisywano specyficzny wpływ na zdrowie i samopoczucie ludzi. Dziś wiemy więcej o ogromnym
potencjale drzew i ich roli w ekosystemie Ziemi. Są naturalnym źródłem tlenu, pochłaniają pyły
i toksyny, wytwarzają korzystne dla ludzi jony ujemne. Drzewa charakteryzują się bardzo silnym
biopolem, symbolizują witalność, życie i odrodzenie. Ich lecznicze działanie zostało też potwierdzone naukowo. Silwoterapię wykorzystuje się m.in. w leczeniu depresji i dolegliwości związanych ze starzeniem się. Zawarte w liściach, kwiatach i korzeniach wielu drzew substancje mają właściwości bakteriobójcze, przeciwbólowe i przeciwzapalne. A soki i olejki poprawiają samopoczucie i dodają sił.

- W silwoterapii każde drzewo ma swój przekaz dla nas, niesie coś nowego, dlatego warto skorzystać z różnych drzew po drodze – akacji, brzozy, lipy… Różne gatunki drzew mają różne właściwości: przełożenie na myśli, kondycję fizyczną, ruchomość naszego ciała. Należy wybrać drzewo zdrowe, bez zgrubień, huby i jemioły. Im okazalsze liście i grubszy pień, tym większy zapas życiowej energii. Zwykle wystarczy kilka minut, by doświadczyć przepływu energii w kontakcie z drzewem i po wyobrażeniu sobie ziemskiej "chi" wypełniającej całe ciało. Szczególnie pomocne są stare drzewa, bo ich korzenie sięgają daleko w głąb ziemi, więc energia żywiołu Ziemi doskonale ugruntowuje dając odwagę i siłę. Za pośrednictwem "chi" można "pożyczać sobie" od przyrody siłę, energię życiową i odwagę z ogromnego naturalnego magazynu zdrowia i pomyślności. Korzystajmy z darów natury. – mówi Marzanna Karkoszka, specjalizująca się w silwoterapii, ekspertka Biowitalnego SPA w Hotelu Manor House SPA.

Można trzymając się w kilka osób za ręce stanąć w kręgu wokół np. dębu, który ma wielką siłę, dzieli się pozytywną energią. Można też samemu przytulić się do drzewa, objąć je, albo przyłożyć do kory ręce, twarz lub głowę (czoło), pocierać dłońmi, oprzeć się o nie plecami, usiąść naprzeciw i dotknąć bosymi stopami. Warto pamiętać o głębokim i spokojnym oddychaniu. Każdy może mieć własną intencję. Czerpać dobrą energię z natury można nie tylko poprzez dotykanie drzew, ale też z naparów do kąpieli np. z kory dębu czy używania witek brzozowych podczas saunowania. Prozdrowotny wpływ mają też napoje, np. napar z kwiatów lipy czy sok z brzozy, który wzmacnia cały system obronny organizmu, poprawia samopoczucie, kondycję fizyczną i stan umysłu.

Drzewa, które leczą:
  • Akacja – wzmacnia organizm, likwiduje stres i napięcie, dodaje energii.
  • Brzoza – działa uspokajająco, wycisza, łagodzi napięcie mięśniowe, przyspiesza gojenie ran i pobudza krążenie. Jej energia wypełnia umysł i ciało harmonią. Pomaga w leczeniu dolegliwości kobiecych, takich jak bóle miesiączkowe, pobudza też intuicję, leczy depresję i bezsenność.
  • Buk – pomaga się odprężyć, poprawia koncentrację i nastrój, dodaje wiary we własne siły, pozwala przezwyciężyć nieśmiałość i własną słabość, daje wrażenie jasności umysłu, harmonizuje uczucia. Pomaga w leczeniu bólu gardła i bólu głowy, poprawia krążenie, funkcje nerek, wzmacnia organizm.
  • Dąb – redukuje i wzmacnia odporność na stres, poprawia koncentrację, kondycję i krążenie krwi. Wspomaga pozytywne myślenie i siłę woli, chroni przed zniechęceniem, dodaje energii, pomaga w depresji i zwątpieniach. Z kory dębowej przygotowuje się wywar, który rewelacyjnie działa na cerę trądzikową, wysypki i obrzęki.
  • Grab – odpręża, działa rozluźniająco na ścięgna i mięśnie.
  • Jesion - stymuluje do pracy nad sobą, pomaga poznać i zrozumieć własne uczucia i emocje, ułatwia ich akceptację. Pobudza układ kostny do samoleczenia, działa ochronnie. Wywar z jego liści i kory usuwa dolegliwości brzuszne, leczy choroby skórne i reumatyczne.
  • Kasztanowiec – rozluźnia mięśnie, leczy bezsenność i choroby krążenia, łagodzi stany lękowe, chandrę, rozjaśnia umysł i poprawia samopoczucie. Wpływa korzystnie na sferę intymną, obszar mowy, barwy i estetyki oraz na przyrost sił witalnych. Działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie. Zewnętrznie przetwory z kasztanowca podaje się w postaci okładów w leczeniu oparzeń, odmrożeń, ubytków naskórka, zapaleń naczyń włosowatych skóry. W kosmetyce jest składnikiem kremów i szamponów.
  • Klon – odblokowuje okolice narządów płciowych, pobudza miłość cielesną, ale tylko wtedy, gdy dwoje ludzi faktycznie i szczerze się kocha.
  • Lipa – obdarzona dobrą energią, pozytywnie wpływa na psychiczne i fizyczne zdrowie człowieka, jej obecność przy domach sprzyja rodzinnej harmonii. Działa uspokajająco, odtruwa organizm, wspomaga pracę mózgu i odświeża go. Dostarcza nowej energii, przywraca stan wewnętrznej równowagi, leczy cierpienia duszy. Stymuluje pracę układu oddechowego i krążenia. Herbata z kwiatów lipy łagodzi kaszel, katar i zapalenie oskrzeli.
  • Olsza – wywiera dobry wpływ na układy krążenia i limfatyczny.
  • Sosna – działa uspokajająco, lekko nasennie, poprawia odporność organizmu, ułatwia oddychanie, usuwa objawy przemęczenia i osłabienia, łagodzi stres. Ma korzystny wpływ na układ oddechowy człowieka. Olejki eteryczne z sosny wykorzystuje się powszechnie z aromaterapii, olejek terpentynowy wspomaga leczenie przewlekłych schorzeń oskrzeli.
  • Wierzba – łagodzi stany depresyjne, ogrzewa zarówno w odczuciu fizycznym, jak i duchowym. Wycisza, sprzyja medytacji, ma duży wpływ na duchowy rozwój dzieci (niech bawią się pod nią), działa przeciwbólowo i rozkurczowo. Herbata z kory wierzbowej obniża gorączkę i pomaga przy artretyzmie i nerwobólach.

Pozytywne działanie na organizm mają także: czarny bez, czeremcha, czereśnia, jabłoń, jarzębina,
jawor, jodła, leszczyna, modrzew, orzech, świerk, wiąz czy wiśnia.

Do drzew niekorzystnie wpływających na zdrowie należy topola i osika.

Jak wykazują liczne badania naukowe, bezpośredni kontakt z naturą, a nawet sam jej widok pozytywnie wpływa na zdrowie. Dobrym nawykiem jest spędzanie czasu w otoczeniu przyrody – korzyści są nieocenione.

Nasiona to życie

Nasiona to życie

Wiosna to najlepszy czas, by uważnie i z miłością spojrzeć na… nasiona.
Należy im się szacunek, bo w nich zapisany jest potencjał życia!


Być może do tej pory myśleliśmy o nich jak o czymś zwyczajnym: to po prostu ziarenka, z których wyrastają rośliny. Jeśli tak, zmieńmy nasze nastawienie i spójrzmy na nie jak na świętość, bowiem to w nich kryje się DNA istnienia. Każdy z nas może powodować życie, może zasiewać, sadzić, zalesiać. Nawet jeśli nie mamy nawet kawałka własnej ziemi, każdy z nas ma doniczkę, a paczka nasion kosztuje kilka złotych. Zioła na parapecie, pomidory w skrzynce na balkonie mogą rosnąć z myślą… o nas.
I to wcale nie jest przenośnia. Osoby, które zetknęły się już z terminem permakultura, rozumieją w czym rzecz. Ekologiczne, wręcz holistyczne rolnictwo, oparte jest między innymi o niezwykłą wiedzę, jaką przekazała światu Anastazja - dziewczyna z syberyjskiej tajgi. Wiedzę, dotyczącą nie tylko roślin a wszelkich dziedzin życia, spisano w dziesięciu tomach i wydano pod wspólnym tytułem „Ogrody Anastazji. Dzwoniące cedry Rosji”. 
A oto, co niezwykła Anastazja proponuje w kwestii właściwego wysiewu. 
Nasiono, które chcemy posadzić, należy wcześniej potrzymać w ustach przez co najmniej 9 minut. Dokładnie wiadomo, dlaczego tak właśnie trzeba zrobić. Po pierwsze nasionko styka się wówczas ze śliną, która zawiera informację o naszym DNA. Po drugie liczba dziewięć mówi o pełnym cyklu, jaki powtarza się w życiu człowieka. 
Nasze dane zostają zapisane na „dysku” nasionka. Teraz wie, czego nam potrzeba, jakich witamin i minerałów musi nam dostarczyć. Kolejnym krokiem jest potrzymanie nasiona w dłoniach, później ogrzanie go swoim oddechem, a następnie położenie go tak lub - jeśli nasion jest więcej - rozłożenie ich w taki sposób lub, by mogły „zobaczyć” niebo i cały kosmos. To ważny moment: nasionko właśnie ustala najlepszy moment na wykiełkowanie. 
Teraz stańmy boso na ziemi, gdzie chcemy je umieść. Poprzez stopy, nasz pot razem z toksynami wsiąka w podłoże, a ziemia zapisuje wszelkie biochemiczne informacje o nas. Roślina, która wzrośnie w tym miejscu, będzie rosła „o nas”, czyli o naszych potrzebach. Gdy wyda owoce, staną się one nie tylko pożywieniem ale i lekarstwem.
Nie podlewajmy jej od razu po wysiewie, zróbmy to dopiero po trzech dniach. 
W czasie kiedy wzrasta podejdźmy do niej co jakiś czas, dotknijmy jej, jeśli jest to dla nas naturalne, możemy także do niej mówić. Najważniejsza jest jednak nasza dobra intencja: rośliny, tak jak i zwierzęta, odbierają nas telepatycznie. 
Ta prastara wiedza była kiedyś znana ludziom na ziemi, ale została zapomniana, wyparta przez nowoczesne, ogólnodostępne, łatwe w stosowaniu, ale często szkodliwe medykamenty. 
Każdy z nas mógłby zrobić coś dla Ziemi. To czas, gdy nasza planeta szczególnie tego potrzebuje i prosi o wsparcie. 
Wystarczy kupić torebkę nasion, kwiatów lub roślin, które łatwo się przyjmują i rozsiać je na ugorach. Pod lasem, na pustych skwerach, pod blokami, gdzie jest smutno, udeptana trawa lub w skrzynkach na klatkach schodowych, na własnych, pustych do tej pory, balkonach. 
Spójrzmy także inaczej na rośliny, które do tej pory nazywaliśmy chwastami. Natura nie dzieli swych zbiorów na lepsze i gorsze. 
Potrzebne jest wszystko. Dlatego zamiast je uporczywie wyrywać, podcinajmy je tylko. Warto wiedzieć, że każdy z „chwastów” pełni ważną rolę. Na przykład perz, którego kłącza są bardzo rozbudowane, wychwytuje i wiąże metale ciężkie.  
Inne z kolei mają za zadanie przekazywać roślinom uprawnym informacje dotyczące wzrostu, dlatego mechaniczne i bezmyślne ich usuwanie, nie służy nikomu. 

Zioła a koronawirusy

Zioła a koronawirusy

Ważną rolę w zmaganiu się z koronawirusami spełniają: lukrecja (Radix Glycyrrhizae), zmniejszająca zakres istniejącego zakażenia koronawirusem dzięki zawartości gliceryzyny, bodziszek korzeniasty (Geranium macrorrhizum), obniżający prawdopodobieństwo połączenia się wirusa z tkankami w organizmie oraz rzewień dłoniasty (Radix et Rhizome Rhei), potocznie zwany rabarbarem, i rdest wielokwiatowy (Radix Polygoni multiflori i Caulis Polygoni multiflori) blokujące możliwość wniknięcia wirusa do naczyń krwionośnych, a w następstwie do komórek organizmu.


Jak koronawirusy przedostają się do organizmu?
Naczynia krwionośne posiadają receptory konwertujące angiotenstynę typu 2 (ACE2). Aktywacja tego receptora wpływa na zmianę przepuszczalności naczyń krwionośnych, co pozwala organizmowi utrzymywać odpowiednie warunki między krwią, a resztą naczyń krwionośnych. Z receptorami ACE2  potrafią reagować koronawirusy takie jak SARS. Przedostając się tą drogą do wnętrza organizmu mogą wywoływać zakażenie miejscowe lub prowadzić do zakażenia uogólnionego. Wyniki badań amerykańskich naukowców, opublikowane w styczniu 2020 r., dowodzą, iż koronawirus z Wuhan wykorzystuje te same mechanizmy wchłaniania, co wirus SARS[1]. Badacze, na podstawie przeprowadzonych analiz, przewidują bowiem, iż koronawirus z Wuhan używa ACE2 jako receptora gospodarza.

Co utrudnia przenikanie koronawirusów do organizmu?
Receptory wirusa, łączące się z receptorami ACE2, zakończone są neuraminidazą. Proces tworzenia się białka recepturowego hamuje germakron zawarty w bodziszku korzeniastym. Połączenie się koronawirusów z receptorem ACE2 jest utrudnione w sytuacji, gdy w organizmie znajduje się emodyna. Substancja ta zawarta jest w rdeście wielokwiatowym, zarówno w korzeniu, jak i w łodydze, oraz w rzewieniu dłoniastym. Blokuje ona możliwość połączenia się receptorów wirusa z receptorami ACE2, przeciwdziałając tym samym wniknięciu wirusa do naczyń krwionośnych, a następnie do komórek, np. płuc. Materiał opublikowany przez zespół  naukowców w Tajwanie w 2007 r. dowodzi, iż emodyna zawarta w rdeście wielokwiatowym i rzewieniu dłoniastym znacząco blokowała interakcję białka S i ACE2 w sposób zależny od dawki[2]. Badacze sugerowali, iż emodynę można uznać za potencjalny wiodący środek terapeutyczny w leczeniu SARS.

Opracowanie na podstawie materiału lek. stom. Marka Skoczylasa:
https://www.youtube.com/watch?v=13ZrX3Cz7DE


[1]  American Society for Microbiology, 31.01.2020
[2]  Laboratorium Biologii Molekularnej, Graduate Institute of Chinese Medical Science, China Medical University, Taichung, Tajwan, 2007.


Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia