Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alchemia zdrowia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alchemia zdrowia. Pokaż wszystkie posty
Sekretem jest czucie

Sekretem jest czucie

Los czy też przypadek nie są odpowiedzialne za to, co Ci się przydarzyło.


Przeznaczenie również nie jest autorem Twojego szczęścia lub pecha… - pisze w swojej niezwykłej książce „Sekretem jest czucie” Neville Goddard, mistyk, pisarz, badacz Biblii.

Jeśli zatem nasz los nie jest zależny od splotu okoliczności, to kto lub co wpływa na efekt obserwowanych w rzeczywistości zdarzeń?

Według Neville’a tylko i wyłącznie my sami, poprzez… czucie tego, co czujemy.

Jak to właściwie działa? A tak, że nasz wewnętrzny świat i dialog, jaki prowadzimy w swoim „sekretnym umyśle” wyświetla się na zewnątrz w postaci zdarzeń. Uczucie - według autora wielu książek (Neville napisał też między innym „Potęgę Świadomości” i „Zmartwychwstanie”) - jest jedynym medium, przez które idee, koncepcje i przekonania przekazywane są do naszej podświadomości. To rodzaj drogi, która zawsze prowadzi do jednego celu.

Dlatego podstawowym zadaniem każdego człowieka jest panowanie nad myślami. Nie chodzi tu rzecz jasna o sztywną kontrolę i tłumienie odczuć, ale o świadome prowadzenie mentalnego dialogu, w którym nie będzie niczego destrukcyjnego, niczego co ogólnie można nazwać „złem”.

Jeśli bowiem stworzymy niekorzystny obraz siebie samego lub innych ludzi, to tak, jakbyśmy pisali właśnie scenariusz katastroficznego filmu.

Neville mówi tak: Uczucie poprzedza manifestację i jest podstawą, na której spoczywa wszelka manifestacja. Musisz więc zdobyć kontrolę nad działaniami podświadomości, czyli kontrolę nad swoimi wyobrażeniami i uczuciami. Twoje uczucia tworzą wzorzec, na podstawie którego tworzony jest Twój świat, zaś zmiana uczucia jest zmianą tego wzorca.

Dlaczego nie jest to powszechna wiedza?

Dlatego, że nikt nas nie uczył, iż jesteśmy kreatorami świata. To zdanie może nawet wzbudzać śmiech, bo przecież wiadomo „jak wygląda świat”.

Ale to właśnie jest dowodem na „wypadkową” myśli wszystkich ludzi, uśredniony obraz wewnętrznych odczuć.

Jeśli jednak świadomość jest przyczyną i istotą całego świata, to jest najlepsza wiadomość, jaką może otrzymać każdy człowiek.

Bo oznacza koniec starego a początek nowego. Koniec biedy, choroby, uzależnień tp. Zmienić można wszystko.

Aby tego dokonać, warto skorzystać z jednej z popularnych technik, autorstwa Neville’a Goddarda. Mowa tu o Nożycach Korekcyjnych.

W tej metodzie, stosowanej całkowicie mentalnie, cofamy się do wydarzenia, które było dla nas trudne, traumatyczne, niekorzystne.

Powracamy do tamtych okoliczności i klatka po klatce (naszych myśli), „przycinamy” je tak, by zmienić finał na pozytywny, korzystny dla nas.

Niech to będzie sytuacja losowa. Potrącił nas samochód i od tamtej pory, mimo rehabilitacji wciąż kulejmy na lewą nogę.

Stosując „nożyce”, możemy wrócić do tamtego trudnego momentu i wyjść cało z opresji, zobaczyć na przykład, jak samochód zatrzymuje się lub bezpiecznie nas omija. W związku z tym, nie ma dalszych konsekwencji, również tych dotyczących ciała. Im wyraźniej to zobaczymy, im mocniej z tym popracujemy, to po jakimś czasie, możemy stwierdzić ze zdziwieniem, że noga przestała nas boleć i już nie utykamy…

Ci, którzy tę metodę zastosowali, byli zaskoczeni jej skutecznością.

Nie ma w tym jednak żadnej magii, gdyż wszystko przychodzi do nas z wnętrza nas samych. Można to odnieść - i Neville właśnie to robi - do biblijnego określenia: „Królestwo Niebieskie jest w Was”.

A znaczy to tyle, iż widzialny świat jest zobiektywizowaną świadomością…

Jaka woda, taki człowiek ?

Jaka woda, taki człowiek ?

Co wiemy o wodzie ? Naprawdę niewiele. Zbyt mało, jak na tak ważną część otaczającej nas materii. Woda to wciąż wielka tajemnica.


Przyzwyczailiśmy się, że woda po prostu jest. Odkręcamy kurek i zmywamy naczynia, napełniamy wannę, bierzemy chłodny prysznic. Wydaje się nam to całkiem oczywiste, że mamy dostęp do bieżącego strumienia, a w każdej chwili, możemy wejść do sklepu i kupić zgrzewkę mineralnej.

Ale… kiedy wnikniemy w istotę wody głębiej, znajdziemy wiele ciekawych wątków i aspektów, o których na co dzień nie myślimy.

Choćby my sami: czyż nie jesteśmy zbudowani niemal w 80 procentach z wody?

Zdaje się, że tak samo rzecz się ma z naszą planetą. Ziemia posiada mniej stałego lądu niż obszarów zalanych wodą. Ta analogia nie jest przypadkowa.

W psychologii jungowskiej woda to nieświadomość, głębia, tajemnica.

To także symbol żeńskości. Psychobiologia udowadnia, że woda w nas „przewodzi” emocje, które ugęszczają się później w materii ciała.

O ile oczywiście, odpowiednio wcześnie, nie zareagujemy i nie uwolnimy ich z siebie.

A skoro woda zawiera w sobie informacje, co zostało wielokrotnie udowodnione choćby przez japońskiego badacza Masaru Emoto, oznacza to, że i my jesteśmy pełni różnych informacji i emanujemy nimi…

Do niezwykle ciekawych wniosków doszedł Bartłomiej Góralski, który na YouTube prowadzi swój kanał „Prometej Wyzwolony”. W autorskich filmach udowadnia, że nasz język jest spadkobiercą pierwotnego języka na Ziemi - języka źródłowego. W związku z tym, prócz podstawowej funkcji każdego języka - komunikacji, zawiera w sobie ukrytą wiedzę o nas samych, naszych możliwościach, naszej mocy. Tu kryje się także klucz do zrozumienia świata i mechanizmy jego funkcjonowania.

Czy nie jest zatem ciekawie spojrzeć na wodę z tej perspektywy?

Jednak do takiego zrozumienia będziemy potrzebowali choćby podstawowej wiedzy na temat znaczenia liter i ligatur, a zainteresowani mogą pogłębić temat i zajrzeć na wspomniany kanał.

W odcinku o wodzie Bartłomiej odnosi się do boskiej cząstki „ło”, która symbolizuje koło życia. Cząstka ta zawarta jest zarówno w słowie „człowiek”, jak i „ciało”, z czego można wyciągnąć logiczny wniosek, że my, jako ludzie (każdy pojedynczo), jesteśmy odbiciem Wszechświata, wspomnianego koła życia. I skoro woda ma pamięć i my tę pamięć w ciele manifestujemy, to jesteśmy dokładnie jak woda z koła życia.

A woda jest zatruta, skażona, pełna metali ciężkich. W czym kupujemy dziś przeważnie wodę? W czym ją przechowujemy? W plastikowych butelkach. Nic dziwnego. W naszym kole życia mnóstwo jest plastiku…

Być może wodę kiedyś nazywaliśmy „łodą”. Już sam ten dźwięk, jak i znaczenie liter niesie w sobie miękkość, łagodność. Dziś mówimy twardo „woda”. Słowo zaczynające się na twarde i ostre „w”- łączy się raczej z walką, wojną, warownią, wartą…

Tym samym i my jesteśmy pełni agresji, wiecznie walczymy o przetrwanie.

Ciekawe, że na przykład w języku angielskim, słowo woda, choć pisane przez „w”, wymawiamy miękko, przez „ło”.

Może warto o tym pomyśleć? Zastanowić się, jaką wodą jesteśmy dla świata i siebie samych…

Autorytet to Ty

Autorytet to Ty

Zaufaj swojemu wewnętrznemu głosowi. Zaufaj sobie. To najwyższy czas, gdyż raz za razem, upadać będą wszelkie autorytety…


Któregoś dnia tytułowy bohater filmu „Forrest Gump”, pchnięty wewnętrzną potrzebą, zaczyna biec przed siebie. Niestrudzony mija kolejne granice stanów. Wzbudza ciekawość ludzi i mediów. Kolejne osoby przyłączają się do niego i biegną, choć nie mają pojęcia dlaczego, jaki jest powód, jaka idea?

I kiedy nagle, główny bohater zatrzymuje się, grupa przystaje zaskoczona i zdezorientowana - Dlaczego już nie biegniesz? - pytają – To, co my mamy teraz zrobić?

Ta symboliczna, alegoryczna scena mówi o tym, że nie umiemy uwierzyć sobie i iść za własnym czuciem, wewnętrzną intuicją i sercem.

Nieustannie szukamy przewodników, liderów, przywódców.

Opieramy się na autorytetach, a te zapadają się i kruszą niczym domki z kart. W ostatnim czasie mieliśmy wiele takich przykładów, choćby w obszarze służby zdrowia.

Kilka tygodni temu głośny skandal z udziałem Dalej Lamy zachwiał nie tylko światem buddystów. Prowokacyjne zachowanie „oświeconego” wywołało ogólnoświatowy szok. Skandale w kościołach, obnażanie tzw. „świętości”, odkrywanie prawdziwych oblicz - nieskazitelnych jakby się zdawało - dotychczasowych autorytetów. To właśnie się dzieje i dziać się będzie na coraz większą skalę.

To nieunikniony proces, wszak podnosi się nasza świadomość, rozwijamy się, rośniemy duchowo. Tym samym poszerza się czucie, wracamy do swego centrum, do wnętrza. Coraz trudniej wmówić nam coś, co kiedyś „kupilibyśmy” bez mrugnięcia okiem. Coraz wyraźniej widzimy fałsz, również wtedy, gdy nie umiemy go od razu precyzyjnie nazwać, ubrać w słowa.

I nawet argument, że skoro wszyscy idą za pewną ideą, bo przecież „tłum ludzi nie może się mylić”, staje się dla nas oczywistą nieprawdą.

A jeśli ktoś jeszcze nie jest przekonany, wystarczy wspomnieć nazizm. Pół świata poszło za jednym zaburzonym człowiekiem. W tym tłumie były również światłe, nieprzeciętne umysły. Jednym z nich był na przykład Martin Heidegger, jeden z największych, światowych filozofów.

Po upadku Hitlera, Heidegger tłumaczył, że po prostu poszedł za przywódcą narodu. Jak to możliwe? Czy na czas tej wędrówki wyłączył swój genialny umysł? Otóż, wcale nie. Po prostu nie włączył innego typu inteligencji: duchowej.

Zbyt rzadko jej używaliśmy, zbyt rzadko dawaliśmy się jej prowadzić, bo zawsze ulegaliśmy zewnętrznej presji kogoś, kto wie lepiej, umie więcej, ma doświadczenie. Tym samym porzucaliśmy swoje talenty i potencjały. Podszepty intuicji. Traciliśmy odwagę, by iść tam, dokąd chciała prowadzić nas dusza. A przecież każdy z nas rodzi się inteligentny, unikatowy.

Jednak nie każdy ma odwagę podążać tylko za sobą.

Teraz będziemy w tej odwadze wspierani. Czas przestać ślepo ufać autorytetom, czas w końcu uwierzyć sobie.

Tajemnicze Istoty w kapeluszach   cz. II

Tajemnicze Istoty w kapeluszach cz. II

Nie mają wartości odżywczych ani witamin. Są ciężkostrawne i mogą być niebezpieczne. Takimi hasłami odstraszano nas od grzybów całe lata.
Jednak prawda na ich temat jest inna.


I w dodatku nie pochodzi ona z tzw. alternatywnych źródeł, ale od uznanych naukowców, na przykład od prof. dr hab. Bożeny Muszyńskiej. Pani profesor, wybitny fachowiec, farmaceutka, botanik i mykolog, chętnie dzieli się swoją wiedzą ze wszystkimi, którzy chcą poznać prawdziwe „oblicze” grzybów. 
Ciekawe, że pierwsze, historycznie udokumentowane, powiązanie człowieka z grzybami sięga 30 - 40 tysięcy lat wstecz. To właśnie z tamtego okresu pochodzi afrykański wizerunek człowieka z głową pszczoły. Jego ciało, pokryte grzybkami psilocybe, uważnemu obserwatorowi wiele mówi o rozwoju naszej świadomości. Może grzyby nie tyle zmieniają naszą świadomość, co ją przywracają na właściwe miejsce? 
Wiedziały o tym dawne kultury. Jest wiele dowodów na współpracę ludzi z grzybami, na korzystanie z ich unikatowych umiejętności „podłączania” się do kosmicznego, wszechwiedzącego internetu. 
Grzyby niosą w sobie wiele „naj”. Nie tylko są najstarszymi ziemskimi organizmami, ale również tymi, które zajmują największe przestrzenie.
Kiedy zmierzono obszar, jaki zajmuje opieńka oregońska, okazało się, że grzybnia tego gatunku ma aż 886 hektarów… co stawia ją w czołówce największych organizmów żyjących na Ziemi. 
- Grzyby możemy użytkować na wiele sposobów. Na przykład huba, należąca do gatunku „nadrzewnych”, nie jest w żaden sposób toksyczna i można nią doskonale… wyczyścić zęby. A ponieważ zawiera w sobie związki przeciwzapalne, świetnie działa na dziąsła - tłumaczy prof. Muszyńska. 
„Zwykłe” pieczarki, które można kupić wszędzie albo samodzielnie nazbierać, nabierają podgrzybkowego aromatu, kiedy je wysuszymy. Nie trzeba ich także obierać, bo w skórce znajduje się najwięcej substancji prozdrowotnych. W pieczarkach jest także bardzo dużo antyoksydantów, które „biorą na siebie” wolne rodniki, jakie dostają się do naszego organizmu. 
Z kolei „nóżki” boczniaków - jeśli wydają się nam zbyt twarde do jedzenia - warto ususzyć, zmielić i dorzucać do zup, gdyż zawierają w sobie dużo polisacharydów. Zaś same boczniaki - cudowne grzyby, które występują na wszystkich kontynentach poza Antarktydą, zostały wprowadzone do powszechnej uprawy w 1942 roku, a powodem był… głód.  
Te grzyby są niesamowite! Z badań przeprowadzonych na boczniaku ostrygowatym wynika, że mogą rosnąć nie tylko na drewnie i innych naturalnych podłożach, ale nawet na zużytych pieluchach, przy czym są jednocześnie w stanie redukować ich masę i objętość degradowalnych komponentów. Ale pieluchy to jeszcze nic!
Te grzyby potrafią rozłożyć promieniowanie radioaktywne! 
Nie dość, że mogą nas ochronić, nakarmić, uleczyć to jeszcze po prostu świetnie smakują i z powodzeniem zastępują mięso. 

Ponadto grzyby podnoszą nastrój, wspomagają wychodzenie z depresji, gdyż jest w nich obecna serotonina i melatonina, jednak najważniejsze jest to, że zawarty w nich tryptofan, oddziałuje bezpośrednio na mózg. 
Regularnie jedząc grzyby, łatwiej przechodzimy przez życiowe zakręty, lepiej radzimy sobie z problemami. 
Możemy także naturalnie się odmłodzić i zyskać dodatkową energię. 
Japoński „grzyb wiecznego życia”, czyli shitake, nie dostał takiej nazwy przypadkiem. Wspaniała jest także ganoderma, grzyb, który króluje w kosmetyce…

Wiele można byłoby pisać o grzybach. Dopiero na nowo odkrywamy ten świat. Świat zdrowia, długowieczności i nowej świadomości. 

Tajemnicze istoty w kapeluszach  cz. I

Tajemnicze istoty w kapeluszach cz. I

Grzyby nie są roślinami. Nie są też zwierzętami. Czym zatem są? 
Tworzą własne królestwo. Jako ludzie, nie wiemy o nich niemal nic, a mają one ogromy wpływ na nasze życie…


Jeśli mówisz: „znam się na grzybach”, nie wiesz, co mówisz. Jest ich bowiem około 1,5 mln gatunków. Leśni zbieracze mają na myśli te najbardziej powszechne, przynajmniej w naszym obszarze geograficznym: kurki, rydze, borowiki, podgrzybki… 
Jednak do królestwa grzybów zaliczane są także i te, które wciągamy do płuc razem z powietrzem. Te, które porastają wszelkie naturalne podłoża, Te, które wyhodowano w pieczarkarniach… Grzyby są wszędzie.
Dlaczego nie wszystkim dobrze się kojarzą? Bo przywodzą na myśl rozkład, śmierć, koniec jakiegoś etapu. Jednak koniec zawsze jest nowym początkiem. Grzyby, rozkładając to, co powinno być rozłożone, przygotowują podłoże pod nowe życie. 
Mykolodzy, a także inni pasjonaci i badacze tego świata, twierdzą, że grzybnia, która znajduje się w glebie, jest niczym ogromna sieć. Nici grzybni tworzą coś na kształt ludzkich neuronów, komunikują się wzajemnie ze sobą i z całym ekosystemem. A dzięki nimi, wszystkie rośliny również pozostają w nieustannej interakcji.
Jest to precyzyjny system, którego poznaliśmy zaledwie mizerną cząstkę.
Głównie z powodu ludzkich ograniczeń komunikacyjnych, czyli mówiąc najprościej: nie rozumiemy nie tylko języka grzybów, ale i języka otaczającej nas natury w ogóle. 
Nie znamy także możliwości, jakie oferują nam grzyby. 
Amerykański badacz i mykolog, Paul Stamets, dzieli się w filmie „Niezwykły świat grzybów” swoją osobistą historią związaną z rozwojem duchowym w kontekście grzybów halucynogennych. Jako nastolatek zafascynowany lekturą „Odmiennych stanów świadomości” pożyczył ją koledze. Jednak jego ojciec, zdenerwowany, po prostu ją… spalił.  To dziwne zachowanie jeszcze bardziej pogłębiło zainteresowanie Paula. I trwa do dziś, bo mykolog hoduje, obserwuje i bada wiele gatunków, między innymi wspaniałą lakownicę żółtawą (Ganoderma lucidum), bardziej znaną jako reishi, grzyb młodości i długowieczności. 
I oczywiście, nieustannie szuka odpowiedzi na pytanie, jak komunikować się z tym inteligentnym gatunkiem.
Jednym z wątków we wspomnianym filmie jest próba odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że w ciągu zaledwie dwóch milionów lat ewolucji nasz mózg nieprawdopodobnie się zmienił: część kory mózgowej potroiła swoją wielkość. Zrobiliśmy ogromny skok! Jednak bardzo trudno to racjonalnie wyjaśnić. 
Psychiatra i behawiorysta, Charles Grob z Uniwesytetu w Los Angeles, dopuszcza możliwość spożywania przez naszych dalekich, ludzkich przodków, grzybów, które zmieniają świadomość. „Magiczne” grzyby otwierają dostęp do informacji, do kosmicznej biblioteki wszelkiej wiedzy, są niczym łączniki między synapsami w mózgu.
A jednak stwierdzenie, że wszystko to wydarzyło się dzięki psylocybinie jest ogromnym uproszczeniem. Na pewno jednak ta substancja sprawiła, iż nasz mózg przyspieszył w ewolucji, dzięki swoistemu „przeprogramowaniu”, stał się narzędziem tworzenia i kreacji, nie tylko walki o przetrwanie. 
Wspomniany już Paul Stamets opowiada jak całkowicie i w ciągu jednej nocy pożegnał się z jąkaniem, jakie towarzyszyło mu od wczesnego dzieciństwa. Dzięki sporej porcji grzybów reishi (nie wiedział, jakie są proporcje jednorazowej dawki), przyjął od razu całość. Niemal całą noc spędził na drzewie, szalała ogromna burza, a on przechodził mistyczny proces odnowy. Kolejnego dnia przestał się jąkać…
A jednak wniosek, że po zażyciu grzybków halucynogennych przestaniemy się jąkać jest błędny.  
W tej historii wydarzyło się coś mistycznego, nieuchwytnego. 
Jak to w świecie tajemniczych kapeluszników…

Co mówią Twoje włosy?

Co mówią Twoje włosy?

Włosy to tajemnicza część ludzkiego ciała. Są czymś więcej niż tylko ozdobą. To anteny, które ściągają i przechowują zarówno wiedzę, jak i życiową esencję.



W dawnych kulturach nikt nie obcinał włosów. Związywano je, zaplatano, chowano pod nakryciami głowy. Wtedy mieliśmy jeszcze świadomość, że to anteny, dzięki którym „ściągamy” z przestrzeni informacje. Wystarczy też przypomnieć sobie, co robiono z ludźmi z podbitych terenów, niewolnikami oraz kobietami, które chciano upokorzyć: golono im włosy. To nie przypadek, że gdy Czingis Chan podbił Chiny, nakazał kobietom ściąć włosy, ale nosić grzywkę. Chodziło o blokadę światła, które dzięki porowatym kościom czołowym, przenika do mózgu. Światło daje nam moc i wzmacnia odwagę. Dlatego właśnie kiedyś wiedza o włosach była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Włosom pozwalano na swobodny wzrost, a następnie zatrzymanie na konkretnej długości. Włosy same „wiedzą”, jak długie mają być. 

A wiedza ta pozwala im produkować pierwiastki, między innymi fosfor, potas i witaminę D, które finalnie przedostają się do płynu mózgowo rdzeniowego. Co nam to daje? Lepszą pamięć, lepszą wydajność fizyczną i to, co ogólnie nazywamy witalnością. 

Według wiedzy jogicznej, każdorazowe ścięcie włosów, skutkuje koniecznością dodatkowej produkcji tego, co zostało usunięte. Organizm musi znów wykonać  pracę, by wyrównać konieczny poziom pierwiastków. Dlatego przy podcinaniu warto zachować zdrowy rozsądek i dobrze ten krok przemyśleć, gdyż od ścięcia do ponownego, pierwotnego stanu mija aż 3 lata…

Jak już wspomnieliśmy, włosy to anteny, które ściągają z przestrzeni kosmiczną energię i przekierowują ją do płatów czołowych. To miejsce w naszym mózgu odpowiedzialne jest za wyższe stany: medytację, kreację, tworzenie. Aby skoncentrować energię, można zwinąć włosy w ciągu dnia w coś w rodzaju „koczka”, by wieczorem, rozpuścić je i wyczesać. 

Energia słoneczna i prana, poprzez skórę głowy, wchłania się w głębsze warstwy, wzmacnia aurę, „ładuje” szyszynkę. Zwapniona i osłabiona szyszynka, dostaje zastrzyk energii, a to z kolei wznosi nas na wyższy poziom świadomości. A może nie tyle „wznosi”, co po prostu odkrywa to, co zawsze było, ale nie mieliśmy do tego dostępu. 

Z kolei zaplatanie włosów na noc, pomaga w zrównoważeniu pola elektromagnetycznego w ciągu dnia. Niekoniecznie musimy często podcinać końcówki, które są naszymi „ czułkami”. Zamiast tego, dobrze jest, zanim pójdziemy spać, wetrzeć w nie olejek. Przez noc idealnie się wchłonie i nawilży włosy. 

Dobrze jest także od czasu do czasu zrezygnować z suszarki i pozwolić włosom wyschnąć na słońcu, by wchłonęły jak najwięcej witaminy D.

Jeśli mamy dokonać wyboru między plastikowym a drewnianym grzebieniem, zawsze wybierzmy ten drugi. Używanie go, zapewnia lepsze krążenie i ukrwienie skóry głowy, a dodatkowo, drewno nie wytwarza elektryczności statycznej. 

Z punktu widzenia odkryć Nowej Medycyny i celowej biologii, włosy symbolizują kontakt, gdyż pochodzą z tkanki ektodermalnej, zwanej też nabłonkiem płaskim czy naskórkiem. W tej warstwie naszego ciała zapisują się przeżycia emocjonalne dotyczące rozłąki. A zatem utrata włosów wiąże się z konfliktami rozdzielenia, odseparowania, tęsknoty za kimś. Może być także odwrotnie, gdy problemem jest zbytnia bliskość. U mężczyzn, łysienie może mieć związek z poczuciem niedowartościowania czy doznawania braku szacunku, szczególnie od rodziny, dla której się stara, partnerki, która podważa jego kompetencje. 

Włosy symbolizują także duchowość, połączenie z boskim aspektem w nas. W tym kontekście, ich utrata może oznaczać brak kontaktu z Wyższą Jaźnią, zboczenie ze ścieżki, jaką chciałaby podążać nasza dusza… 


Wzór naszego istnienia cz. II - Którą drogą pójdziesz?

Wzór naszego istnienia cz. II - Którą drogą pójdziesz?

W końcu mamy szansę wyjść z makiawelicznej pułapki. Nie pojedyncze istoty, ale cała ludzkość.


W poprzednim poście opisaliśmy dwie linie rzeczywistości, które chociaż biegną równolegle i nakładają się na siebie, są oparte na innych wzorcach. Pierwsza - Kristal, organiczna, boska i nieśmiertelna, Druga oparta na metatronicznym kodzie, upadła i śmiertelna. Linie przetną się już w tym roku i zaczną zmierzać w różnych kierunkach, przestaną być też dla siebie widoczne. Dlatego już teraz musimy dokonać wyboru, i to wyboru na skalę kosmiczną. Wyboru, który trudno do czegokolwiek przyrównać, gdyż takie zjawisko nie miało wcześniej miejsca na Ziemi.

Te dwie linie, to dwa pola światła i dźwięku. Przypomnijmy: światło to promieniowanie elektromagnetyczne. Jesteśmy zbudowani ze światła i dźwięku. Jesteśmy świadomością, która przywdziała fizyczną powłokę.

Spirala Krystal i Spirala Fibonacciego różnią się wszystkim.

Przede wszystkim, ta pierwsza, zaopatruje nas w nieskończoną ilość potrzebnej nam energii, a druga - wręcz odwrotnie - wyciąga i pozbawia nas siły życiowej.

Co jednak spowodowało, iż zapomnieliśmy kim jesteśmy i ulegliśmy tak ogromnej manipulacji? Kiedyś mieliśmy wpływ na swoje ciało fizyczne i sami decydowaliśmy o jego śmierci (chodzi o śmierćciała, bo nasza świadomość jest wieczna), dziś uważamy, że śmiertelność, to coś naturalnego.

Najprościej można powiedzieć tak: każda żywa istota, jaka się tu zrodziła, ma wdrukowany w siebie fałszywy kod, który na tej planecie przeniknął wszystko, gdyż jest jak wszechobecny kurz, jakiego się nie dostrzega. Skoro manipulacja i fałsz jest na poziomie siatki planetarnej, nic dziwnego, że odciska się w naszym DNA, zgodnie z zasadą: co na górze, to na dole, co wewnątrz, to na zewnątrz.

Schodząc - jako świadomość - do tego ziemskiego ciała, nasza wiedza automatycznie zostaje odcięta, zamrożona. Dzieje się tak dlatego, bo wzorzec siatki Kathara nie jest kompatybilny ze sztucznym tworem Spirali Finonacciego. Musimy dostosować się do oprogramowania.

Brzmi to bardzo przygnębiająco, prawda? Tak, jakbyśmy byli na wieki uwięzieni i znikąd pomocy.

Patrząc na ziemski czas - to prawda. Aż do teraz. Teraz mamy bowiem szansę wszystko zmienić! Właśnie dlatego, że linie się rozdzielają, a na ziemię spływa taka ilość boskiego, organicznego światła, jak nigdy wcześniej!

A skoro zadbano, byśmy tkwili tu w uśpieniu około 26 tysięcy lat (według przekazów wiedzy keylontycznej), jako baterie i nieświadome owce, które cały czas są strzyżone, nic zatem dziwnego, że teraz rozgrywa się o ludzkie dusze ostatnia bitwa. Trzeba tylko umieć to dostrzec. Nie zrobimy tego jednak poprzez umysł, a wyłącznie przez czucie, serce.

I jeśli ktoś jeszcze wątpi w przewagę pola serca nad umysłem, warto by obejrzał w Internecie film: „6 sekund serca”…

Będziemy przekazywać w uproszczonej formie kolejne porcje wiedzy keylontycznej, ale zainteresowani jej pogłębianiem, mogą zajrzeć na kanał dr Nelly Radwanowskiej. Lekarka medycyny, która obecnie zajmuje się dźwiękopunkturą (autorska metoda uzdrawiania kamertonami nastrojonymi na dźwięki planetarne) w jasny i klarowny sposób przedstawia tę niełatwą, ale fascynującą, naukę w swoich video.

Wzór naszego istnienia cz. I -  Kwiat życia czy śmierci?

Wzór naszego istnienia cz. I - Kwiat życia czy śmierci?

Każde istnienie, posiada swój wzorzec, pierwotną matrycę.
Wygląda na to, że nasza, ludzka, jest inna, niż do tej pory sądziliśmy. I jeśli tak, to jest to rewolucyjne odkrycie, które zmienia wszystko!


Kwiat życia. Chyba każdy zna wzór 19, nakładających się na siebie okręgów, które na bazie sześciokąta, tworzą symetryczny, zdawałoby się, idealnie harmonijny wzorzec manifestowania wszelkiej materii.

Ta popularna mandala, symbolizująca prapoczątek, jest powszechnym patternem, jaki możemy zauważyć niemal wszędzie: na obrazach, naczyniach, podstawkach (również tych do programowania wody), tatuażach, wzorach na ubraniach, biżuterii… Według wiedzy opartej na prawach tzw. świętej geometrii, to właśnie wzorzec nas samych.

Jednak nauka tzw. keylontyczna, którą przekazuje Ashayna Deane (autorka wielu książek, między innymi „Podróżników”) zaprzecza temu. Według tej najstarszej nauki na Ziemi, wszystko w naszym świecie jest zniekształcone i zmanipulowane, gdyż na organiczną, boską i wiecznie żyjącą siatkę planetarną nałożono inną strukturę - destrukcyjną, śmiertelną siatkę kodu metatronicznego.

Aby to lepiej zrozumieć - a nie jest to wcale łatwe, gdyż trwamy jako ludzkość w tej manipulacji tysiące lat - możemy przyjrzeć się dwóm strukturom, dwóm liniom czasowym.

Pierwsza z nich to siatka Katara (Ka – światło, TA – dźwięk, Ra - jedność), organiczna, nieśmiertelna matryca życia, zwana linią Krystal. Na tym wzorcu przejawia się zewnętrzna manifestacja. Siatka ta, składa się z 12 centrów. Tworzy geometrię, na której osadza się spirala czasu. Spirala bierze swój początek z centrum i biegnie do dwunastego punktu, na szczycie siatki. Ten 12 punkt, to miejsce, w którym możemy, jako istoty, „przełączyć” się do innego wymiaru, innej przestrzeni, a mówiąc językiem wiedzy kaylontycznej - kolejnego, harmonicznego uniwersum. Można porównać to do schodów, którymi wspinamy się do góry: półpiętro, jest tym symbolicznym przeskokiem.

Geometria Spirali Kristal jest nośnikiem kodu kreacji (bo przecież wszystko, co chcemy stworzyć, wykreować, musi mieć bazę w pomyśle, wzorcu, koncepcji), który mieści się w samym środku matrycy.

Gdybyśmy podążali drogą tej spirali, nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Byłby przepełniony miłością i miłosierdziem - wibracją, jakiej Ziemia, jaką znamy, jeszcze nie doświadczyła. Brak chorób, brak jakichkolwiek niedoborów i zamiast wszechobecnego lęku - Miłość.

Tak się nie dzieje, gdyż obok wspomnianej spirali Kristal, biegnie równolegle druga. Znamy ją pod nazwą spirali Fibonacciego. Oparta o kod metatroniczny - czyli sztuczny i śmiertelny, prowadzi do upadku.

Te spirale biegły równolegle na współistniejących liniach czasowych, zaś rzeczywistości nakładały się na siebie. Stąd na naszej planecie tyle cierpienia, przemocy, wojen, agresji, lęku i braków. A jednocześnie - współistnieje przecież współczucie, troska, opieka, czułość, bezinteresowna miłość.

Spirala Kryst i anty-Kryst na załączonej grafice przecinają się w punkcie 144.

Co to oznacza? Absolutnie niezwykłą dla nas sytuację, jaka jeszcze nigdy nie wydarzyła się na Ziemi. Linie czasowe, biegnące od tysięcy lat tuż obok siebie - rozejdą się. Z wyliczeń wynika, że wydarzy się to w listopadzie (między 9 a 11) 2023 roku. Żyjące na Ziemi, ludzkie istoty, będą mogły - zgodnie z zasadą wolnej woli - dokonać wyboru. Podążanie spiralą Kryst będzie jednoznaczne z akceptacją wszystkiego, co niesie ona w swoim kodzie kreacji. I analogicznie, wybór spirali Fibonacciego - przyniesie inne owoce.

Musimy zdecydować, gdzie podążamy. Czy drogą boskiej, organicznej nieśmiertelnej matrycy, czy drogą destrukcji i w efekcie - upadku.

Im szybciej podejmiemy tę decyzję, tym lepiej dla nas.

A jak będzie wyglądało samo rozdzielenie? Oczywiście, nie stanie się to z dnia na dzień. Nikt też dokładnie nie wie, jak przebiegnie mechanizm rozłączenia linii czasowych. Być może przestaniemy się nawzajem dostrzegać? Być może zapomnimy o „starym życiu”?

Zanim to jednak nastąpi, będziemy świadkami wielkich zmian i burzenia społecznych struktur. Więcej o nadchodzących wydarzeniach w następnym wpisie...

Czy dość się już nacierpiałeś? Droga Przemiany - lekcja trzecia

Czy dość się już nacierpiałeś? Droga Przemiany - lekcja trzecia

Kiedy idziesz, patrzysz, działasz, ale też zwyczajnie wykonujesz najprostsze czynności, zawsze masz okazję dokonać wyboru: Lęk czy Miłość?


Tę naukę, Mistrz intrygująco zaczyna od słów: niepoczytalność.

- „Panie sędzio, mój klient jest niewinny, ponieważ był w stanie chwilowej niepoczytalności” - te słowa często padają w sądzie.

Taka sama niepoczytalność panuje w kosmicznych wymiarach naszego istnienia. Bóg, Źródło, Najwyższa Inteligencja - czy jakkolwiek chcielibyśmy nazwać przyczynę naszego istnienia - doskonale wie, że chociaż wszyscy mamy wolną wolę, wybieramy czasami chwilową niepoczytalność.

Nigdy jednak nie zostaliśmy, ani nie zostaniemy, za to potępieni.
Czyż to nie wspaniała wiadomość?
Mamy prawo, jako dzieci Boga, popełniać błędy.
Jednak w każdej sekundzie naszego życia możemy zdecydować o zmianie.

Dlatego Mistrz Jezus sugeruje powrót do lekcji trzeciej, Drogi Serca, gdzie wracamy do praktyki obecności, jako Chrystus. Warto ją sobie przypomnieć: chodzi o skupienie się i bycie świadomym, dosłownie każdej rzeczy, myśli, pragnienia, sytuacji, której doświadczamy.

Zmywasz naczynia? Skup swoją uwagę na wodzie, jaka dotyka twoich dłoni, strukturze garnka czy kubka. Poczuj, że sama, czy sam, stworzyłeś taką sytuację. Chodzi o dotarcie do myśli, że tylko my tworzymy swoje doświadczenie, że jesteśmy dosłownie twórcami wszystkiego, co nas otacza. A skoro stworzyliśmy jedno, stworzymy następne. I kolejne, i kolejne. Taki świadomy proces kreacji zaczyna coraz bardziej cieszyć, gdyż jest w sprzeczności ze słowem, jakie wciąż słyszeliśmy: „muszę”. Zamiast „muszę”, zaczynamy wybierać ”mogę”, a to jest już zupełnie inna perspektywa…

Na koniec tej 5-minutowej praktyki stwarzania jako Chrystus (przypominamy, że „Chrystus” to nie imię, tylko tytuł, do jakiego każdy z nas pretenduje), zamknij oczy i uświadom sobie prostotę przepływu twego własnego oddechu.

Wtedy po prostu pomyśl: Pozwalam, aby ten oddech poruszał się głębiej i wolniej… A następnie, w miarę jak zaczniesz odczuwać coraz głębsze rozluźnienie, utrzymuj myśl:

„Jako Chrystus, w doskonałym bezpieczeństwie, uwalniam całe napięcie. Jako Chrystus, w doskonałym bezpieczeństwie, roztapiam mój umysł w doskonałym Pokoju Boga”

Cały czas utrzymuj spokojny oddech. Poczuj, jak wypełnia twoje ciało. A następnie powiedz: Przyjmuję… Gdy zaś oddech opuszcza ciało (powiedz głowie, niekoniecznie na głos): Miłość Boga…
I znów: Przyjmuję… A następnie: Miłość Boga… Zrób tak kilka, kilkanaście razy.

Kontynuuj to przez mniej więcej pięć minut – wspiera nas wskazówka mistrz Jezus - niezależnie od tego, co egotyczny umysł będzie ci mówił, a z pewnością podniesie on nieco wrzawy. Ty po prostu powróć do tej prostej praktyki. Pod koniec tych pięciu minut pozwól, by modlitwa, którą ofiarowywałeś, zmieniła się ze słów w energię. Być może będziesz postrzegał ją jako złote, białe światło…Tę praktykę warto wykonywać rano i wieczorem, z tym, że wieczorem dobrze jest zamknąć ją zdaniem: Dziś przyniosłem światu pokój i ofiarowałem go mym towarzyszom na drodze.

Kolejne wskazówki Jeszuy, prowadzą nas do uświadamiania sobie, że świat, jaki wytworzyliśmy z innymi ludźmi… nie jest rzeczywisty. Mistrz pyta: Czy dość się już nacierpiałeś? Czy już wystarczająco głęboko doświadczyłeś ograniczeń, by wiedzieć, że już dłużej tego nie chcesz? Tylko lęk blokuje nas przed doświadczaniem Miłości. By to zmienić, potrzeba jest tylko nasza decyzja.

I nic więcej.

Stwórz piękny obraz cz. II

Stwórz piękny obraz cz. II

Kiedy obrazujemy konkretny cel, bądźmy szczególnie czujni na synchroniczność zdarzeń, sploty okoliczności, znaki. To one wiodą nas do celu, chociaż bywa, że inną drogą niż sobie założyliśmy.




Przypomnijmy: obrazowanie to niezwykły proces na planie duchowo - energetycznym. Potrzebna nam ufność i pewność, że dysponujemy wystarczającą mocą kreacji, by wizje z własnej głowy przenieść na plan fizyczny, płaszczyznę „twardej materii”.

Ktoś powiedział, że logika to śmierć dla tej części nas, która dokonuje cudów.
Ktokolwiek to był, miał absolutną rację, gdyż oddając się w całkowite władanie rozumowi, czyli ego, tracimy kontakt z czymś znacznie większym - z boskością w nas.

Pięknie mówi o tym Adam Mickiewicz.
„Człowieku! Gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze.
Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze (…)
Tak czekają twe myśli - szatan i anioły.
Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo
zaświecisz (…)
Ludzie! każdy z was mógłby, samotny, więziony,
Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony.”


Może czytaliśmy ten wiersz w szkole. Może nawet robiliśmy to wielokrotnie. Jednak, prawdopodobnie, nawet nie przypuszczaliśmy, że dotykamy samej istoty boskości w nas. Sądziliśmy raczej, że poeta użył przenośni, że w ten alegoryczny sposób inspiruje do działania, wzbudza naszą ludzką, a nie boską moc. A jednak w tych słowach kryje się klucz do prawdziwej natury człowieka.
Pomyślmy: ile moglibyśmy zdziałać dla siebie, dla świata, gdybyśmy zjednoczyli siły w kreacji, skoro jeden świadomy człowiek, wibrujący miłością, może więcej, niż setki „śpiących”, pogrążonych w strachu, owładniętych lękiem?

Warto wciąż sobie przypominać, że prawa fizyki nie są stałe. Wpływamy na nie naszą wewnętrzną mocą, możemy je modyfikować i zmieniać.

Mistrzowie duchowi potrafili zostawiać odcisk swojej dłoni w skale na dowód panowania nad materią. A przecież byli takimi samymi ludźmi jak my, tyle że wcześniej dotarli do swojego centrum.

Jak więc myśleć, jak działać, by skutecznie obrazować? Część wskazówek zamieściliśmy w poprzednim wpisie. Dziś kolejne.

Zacznij od pytania: czego naprawdę chcę? Co jest dla mnie ważne? Do czego dążę? Zdecydowanie oddziel to, czego nie chcesz i od czego uciekasz, od prawdziwego dążenia i jasnej wizji swojego życia.

W obrazowaniu myśli mają być jak laser, jak wiązka energii, którą kierujemy intencjonalnie, a nie chaotycznie, w sprzeczności: może to, a może tamto?

Kiedy już mamy cel i klarowny obraz w głowie, nasycamy go swoją energią. Co to znaczy? To znaczy, że dajemy temu obrazowi uwagę. Możemy to robić na wiele sposobów. Jeśli czujemy się mocni w rysunkach, narysujmy to, czego pragniemy, zróbmy grafikę, mapę, obraz. Możemy też opisać nasz cel, zrymować wiersz, który będziemy powtarzać.

To, co jest ogromnie ważne, wręcz kluczowe - to świadomość istnienia prawa rezonansu. Nie otrzymamy niczego, z czym nie jesteśmy kompatybilni. Jeśli zatem pragniemy założyć firmę i zostać jej prezesem, ale nie wiemy czym mielibyśmy zarządzać, jesteśmy nieśmiali i kontakty z innymi są dla nas udręką - nasz zamiar raczej się nie powiedzie. A już na pewno nie od razu. Najpierw potrzebna będzie praca nad celem (jaka firma, po co, czemu ma służyć), później praca nad własnymi przekonaniami, ograniczeniami. Gdy w rezultacie wyłoni się nowy, świadomy, człowiek, przyciągnie takie okoliczności, które pozwolą mu na realizację zamierzeń.

Medytacja i oddech. To kolejne aspekty w dążeniu do obrazowania. Medytacja to nic innego, jak uspokojenie umysłu, zmiana jego wibracji, wyłączenie z ciągłego szumu. Prawidłowy oddech (jest wiele technik dostępnych w Internecie) przywraca nam witalność i energię, a to jest niezbędne do działania.

Kiedy wszystkie kroki wykonamy prawidłowo, pojawi się czas tzw. pustki. Chodzi o ciszę w nas, pozwolenie naszej wyższej świadomości na manifestację tego, do czego dążyliśmy.

Jako przykład, niech posłużą nam odkrycia i wynalazki. Zawsze przychodziły do ich autorów, jako pewnego rodzaju olśnienie, coś nagłego, niespodziewanego. Przeważnie działo się to po wielomiesięcznych czy nawet wieloletnich zmaganiach, poszukiwaniach, intensywnej pracy. Moment odpuszczenia po solidnie wykonanej robocie to właśnie nagroda: gotowy obraz, na jaki czekamy.

Stwórz piękny obraz cz. I

Stwórz piękny obraz cz. I

Wejdź do środka siebie. Usłysz ciszę. Poczuj i wchłoń każdą komórką swojego ciała bogactwo wewnętrznych odczuć. Tam znajdziesz intuicję, a ona Cię poprowadzi. A wtedy stworzysz obraz, jaki chcesz.


„Człowiek samym sobą przedstawia nic innego, jak zmaterializowany obraz, a będąc takim obrazem, sam może swoją myślą tworzyć i materializować kolejne obrazy. Właśnie w tym tkwi jego, niepokonana przez nic i nikogo, siła Wszechświata. Jeżeli człowiek nie rozumie, ani nawet nie uświadamia sobie zdolności i talentów danych mu przez Stwórcę, to blokuje swoją wielką moc, ulegając wpływom obrazów innych, materializując pomysły innych, aż do zniszczenia własnego „ja”, samego siebie, swojego rodu, kraju i całej planety”…

To słowa Anastazji, fascynującej kobiety z Syberii, której scenariusz życia i bezcenne przekazy zamieścił w swoich książkach Władimir Megre. Dla niektórych, są tak szokujące, że nie wierzą w istnienie kogoś tak odmiennego i pełnego mocy, mimo braku konta w banku i życiu w tajdze niemal pod gołym niebem.

Anastazja mówi, że świat przyrody, jaki nas otacza i który możemy zobaczyć nie istnieje - jak nam mówią - od miliardów lat, ale o wiele dłużej, ponieważ pierwotnie istniał w… niezmaterializowanym obrazie.

Jeśli wydaje się nam to zaskakujące, rozejrzyjmy się wokół. Stół, krzesło, lampa, książki, naczynia. Gdzie były te przedmioty, zanim zaistniały w świecie twardej materii? Jasne, że w ludzkich głowach, w przestrzeni mentalnej. W projekcji, marzeniu. I obrazie.

Obrazowanie, to nic innego, jak przenoszenie „obrazu” wytworzonego w głowie do rzeczywistości, niejako wyświetlanie tego, co stworzyliśmy i wykreowaliśmy wcześniej we własnych myślach.

Ten sposób kreacji znali nasi słowiańscy przodkowie. Dlaczego zatem dziś nikt o tym nie wie, nie mówi, nie jest to powszechnie stosowana, praktyczna wiedza?

Odpowiedź jest prosta: tym, którzy czerpią zyski z naszej niewiedzy na temat ogromnej mocy, jaką dysponujemy, nie zależy na tym, by nam o tym przypominać. Wręcz odwrotnie: przez stulecia wykonano ogrom pracy, byśmy uwierzyli w swoją małość, nicość i bezwartościowość.

Uważny obserwator, przebudzony lub budzący się człowiek, bez trudu znajdzie jednak niespójne elementy, fakty, które nie są faktami, informacje, jakie łatwo podważyć itp.

Jednym z takich ludzi jest Bartłomiej Góralski, który jako Prometej Wyzwolony na swoim kanale na YouTube, rozkłada nasz język na części, sięga do głębi, odkrywa pradawny zapis, który ułatwia zrozumienie kim naprawdę jesteśmy.

W niezwykle ciekawym odcinku na temat świadomego tworzenia - bo przecież tym w istocie jest obrazowanie - omawia ważne wątki, które pomagają nam podjąć praktyczne kroki do stworzenia takiej rzeczywistości, jakiej pragniemy.

Od czego zacząć? Od… odpowiedzialności za swoje życie.

No i już mamy pierwszą przeszkodę, gdyż większość z nas żyje w trybie ofiary. Zakładamy, że życie nam się przydarza i na nic nie mamy wpływu.

Jak z takiego poziomu być odpowiedzialnym twórcą?

Jeśli nie wierzymy, że mamy wpływ na cokolwiek, to co uda nam się stworzyć? Takie obrazy będą kalekie, słabe, niedoskonałe.

Człowiek, który chce kreować piękno, powinien pozbyć się strachu, zaś jego miejsce musi zająć miłość.

Warto sobie przypominać co jakiś czas zasadę załamywania funkcji falowej (efekt obserwatora), która dowodzi, że mamy wpływ na materię.

Skoro cząsteczki na poziomie subatomowym zachowują się inaczej niż w skali makro, to oznacza, że prawa fizyki nie są stałe. Kto je zmienia? Obserwator. Człowiek!

Do obrazowania potrzebne nam są także umiejętności skupienia i koncentracji. Nawet tak proste czynności jak robienie na drutach albo czytanie, podnosi nasze możliwości, a już wyższy poziom, czyli kaligrafowanie, uczenie się obcego języka albo gry na instrumencie, uruchamia w nas (oczywiście w dłuższej perspektywie, nie w ciągu tygodnia czy dwóch) możliwość działania niczym laser.

Warto przyjrzeć się także swoim posiłkom i zastosować odkwaszanie. Odkwaszony mózg bowiem lepiej nam posłuży.

A oto jedno z praktycznych zadań: stwórz w swojej głowie obraz i spróbuj „utrzymać” go tak długo, jak potrafisz. Na początku może to nie być łatwe, ale z każdym dniem będzie coraz bardziej „stabilny”…

Dalsze informacje na temat obrazowania, zamieścimy w kolejnym wpisie.

Wykorzystaj Czas na Miłość. Droga Przemiany - lekcja druga.

Wykorzystaj Czas na Miłość. Droga Przemiany - lekcja druga.

Wyuczono nas w czekaniu i poczuciu słabości. Wszystko jest inaczej!
Miłość nie musi czekać, by spełniono określone warunki dla jej przejawienia.
Była, jest i będzie.


Kiedy czekamy na lepsze okoliczności życia, często mówimy: niech tylko przyjdzie wiosna, obym się już rozwiodła, prawdziwe życie zacznie się, jak dostanę awans, itp. Wyznaczamy sobie jakiś cel, dążymy do niego, ale przez ten odcinek czasu, kiedy realizujemy swoje pragnienia, zapominamy… żyć.

Na tym spotkaniu, Joszua, przypomina nam o innym postrzeganiu czasu.

I wcale nie chodzi tu o to, abyśmy przenieśli się na odludzie i tam doświadczali życia w odosobnieniu.

Nie chodzi też o to, aby zmieniać okoliczności naszego istnienia, ale o inną perspektywę zdarzeń, jakich doświadczamy. A także rozpoznanie, że nic, żadne fakty, sytuacje, rzeczy, ludzie czy jakiekolwiek istoty, nie są w stanie oddzielić nas od Boga, gdyż nadrzędną władzę nad wszystkim dzierżymy tylko my.

Dla wielu może być to teoretyczne określenie, bo uczono nas, że jesteśmy niewiele warci, słabi, „grzeszni”. Takie działania miały tylko jeden cel: odciągnąć nas od swojej własnej mocy, decyzyjności i siły. Przecież tylko my sami możemy dokonać wyboru, by postrzegać inaczej, nikt nie zrobi tego za nas!

Nie pójdziemy dalej w naszym rozwoju, jeśli wciąż będziemy obarczać się winą za to, co wydarzyło się kiedyś, a może nawet całkiem niedawno, bo wczoraj czy dzisiaj.

Mistrz Jezus sugeruje, że nie jest to właściwy trop.

- Powiadam wam: wszystko, czego potrzeba, by zacząć, to gotowość zaakceptowania, że w owej wielkiej tajemnicy świadomości ty jesteś mocą i źródłem wszystkiego, co myślisz, wszystkiego, co widzisz, wszystkiego, co czujesz, wszystkiego, czym chcesz być i co chcesz czynić. Trwasz w tej wolności nieustannie - wyjaśnia wszystkim, którzy podjęli decyzję, że chcą kroczyć Drogą Przemiany.

I skoro na nią wkroczyliśmy, trzeba postawić sobie pytanie: jak chcę wykorzystać czas, w którym żyję? Można przecież żyć jak niewolnik, ale można też pamiętać o swojej wolności i widzieć rzeczy inaczej - z perspektywy Miłości. Nie czekać aż zmienią się okoliczności, bo właśnie wtedy wpychamy siebie w więzienie oczekiwania. Jesteśmy wolni już, teraz, w każdej sekundzie! A wynika to z naszego, boskiego i niczym nieograniczonego pola świadomości. Czym jest to pole? Miłością właśnie, czystą miłością. I jakkolwiek może to wciąż brzmieć dla nas abstrakcyjnie, warto czynić próby uświadamiania sobie siebie, jako boskiej obecności w tym wymiarze. Joszua przypomina o praktycznych ćwiczeniach (choćby 3 do 5 minut dziennie), które opisywaliśmy we wcześniejszych lekcjach, a które teraz tylko przypominamy: w ciszy i głębokiej obecności odczuj wszystko, cokolwiek Cię otacza, jako własne stworzenie, ale z poziomu twórcy, kreatora, z poziomu własnego stwarzania. I nawet jeśli tylko siedzisz na krześle, to sam fakt zauważenia, że to Ty stworzyłeś tę sytuację, da Ci zrozumienie, że masz możliwość wykreowania jakiejkolwiek innej.

Mistrz Jezus podkreśla, że każdy z nas ma tylko jeden skarb: siebie samego, jako obecność boskiej miłości. I tylko jedno zadanie: szerzenie jej w świecie. Droga Przemiany polega na odwróceniu wewnętrznego systemu przekonania, że coś lub ktoś na zewnątrz nas, wpłynie na wewnętrzną zmianę. Aby mogła ona trwale przeniknąć nasze ciało - umysł, nie wystarczy powtarzanie nowych formuł, mantr, modlitw - potrzebujemy praktyki!

Pomoże nam w tym powyższe zadanie, a także każda forma medytacji, jaką poczujemy. I kiedy to praktykujemy, wtedy właśnie dzieje się „cud” zupełnie innego odczuwania okoliczności, jakie wcześniej nazwalibyśmy trudnymi, smutnymi, tragicznymi.

Mistrz mówi, że jedyny wybór, jaki stoi przed nami, to wzięcie odpowiedzialności za wykorzenienie błędnego postrzegania na temat kogokolwiek i czegokolwiek, zaś przede wszystkim - siebie. W ramach tego postanowienia jest także przyjęcie pamięci o tym, że „ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Jest w tym poddanie i siła jednocześnie. A łączenie paradoksów, to domena boskości. Łączmy więc i idźmy drogą Miłości.

Wyjdź poza ograniczenia. Droga Przemiany - lekcja pierwsza.

Wyjdź poza ograniczenia. Droga Przemiany - lekcja pierwsza.

Zaczynamy nowy cykl: Droga Przemiany. Jest to kontynuacja Drogi Serca, jaką podążaliśmy zgodnie ze wskazówkami Jeszuy.
Na tej ścieżce pogłębimy swoje duchowe doświadczenia i jeszcze mocniej osadzimy w nowej, boskiej świadomości. Jeśli taki tylko będzie nasz wybór.


Wierzymy, że jesteśmy ciałem. Dla ścisłości – tylko ciałem – fizycznością, która się porusza, je, komunikuje z innymi, cierpi, choruje. Łatwo w to uwierzyć, gdyż to właśnie wysuwa się na pierwszy plan. Nasza materialna cielesność, jaką możemy zaobserwować fizycznymi oczami, dotknąć i poczuć.

Joszua podkreśla jednak, że przede wszystkim jesteśmy czystymi duchami.

Jednak nie uwięzionymi w ciałach, ale korzystających z niego, by doświadczać w tej przestrzeni. To nie więzienie, ale decyzja, by uczyć się właśnie z tego punktu, z tej chwili, w jakiej jesteśmy, gdyż nigdy nic nie jest przypadkiem.

W tej lekcji Nauczyciel proponuje nam pewne doświadczenie. Ma na celu poszerzenie naszej świadomości i „wyjście” poza fizyczne ograniczenie.

Wyobraźmy sobie, że jedziemy samochodem i zatrzymujemy się na światłach. Obok nas jest inny człowiek w swoim samochodzie. Moglibyśmy spojrzeć na niego, jak na obce ciało, lecz zmieńmy perspektywę, zróbmy coś innego: popatrzmy na niego, jak na światło, jak na poszerzoną obecność. Joszua proponuje zabawę: „A jeśli, spoglądając na tę osobę, powiedziałbyś sobie, że to jest tylko jedna, nieznaczna forma, w jakiej się manifestuje? A następnie zadał sobie pytanie: zastanawiam się, co pojawia się na obrzeżach? Być może nagle przyjdzie do Ciebie myśl: „Boże, nie zdążyłam wyprasować mężowi koszuli, będzie zły…” Wiesz, że nie jest to Twoja myśl, po prostu ją usłyszałeś, poczułeś. Tak samo jak kolory, wibracje, światło. Właśnie te kolory i wibracje powiedzą Ci dużo więcej niż kiedykolwiek powiedziały słowa.

Czego to dowodzi? Że na obrzeżach naszej fizyczności, z którą się identyfikujemy, znajduje się ogromna przestrzeń, gdzie nasze Umysły są ze sobą połączone, nie ma nic ukrytego, wszystko jest zanurzone w jednym polu. A gdzie prywatność, gdzie prawo do odrębności? Nauczyciel odpowiada na to tak: Nie ma czegoś takiego, jak prywatność. W rzeczywistości nic nie jest ukryte. Gdy zaufasz temu, że głęboką naturą twego własnego jestestwa jest doskonała mądrość, doskonałe współczucie i doskonała Miłość, zaczniesz uwalniać się od lęku, którym obudowałeś niezwykłe zdolności, jakie już posiadasz - tłumaczy.

Wynika z tego, że „puszczenie” ułudy oddzielenia daje nam oddech, swobodę i lekkość, bo wówczas to nie my mozolnie idziemy przez świat, ale Duch nas prowadzi. Możemy się rozluźnić, odetchnąć, odpocząć.

- I jeśli umysł kogoś innego dotyka twego umysłu, a twój dotyka jego, to możesz posyłać mu Miłość. Możesz zauważać, co odbierasz od innych i bez otwierania fizycznych ust, posłać im odpowiedź mądrości, jakiej szukają - podpowiada Joszua.

A zatem, skoro mówimy o Przemianie, to na czym ona tak naprawdę polega?

Na pamiętaniu, że jesteśmy nieograniczonymi duchami, przebywającymi jednocześnie we wszystkich wymiarach. A skoro fizycznie jesteśmy tu, gdzie teraz, to znaczy, że doprowadziło nas do tego nasze postrzeganie.

Droga Przemiany to punkt wyjścia do przyjęcia odpowiedzialności za wszystko, za każdą sekundę naszego czasu. Nic nie jest rzeczywiste, choć się takie wydaje: samochody, budynki, rzeczy materialne, pieniądze.

- Są to tylko symbole takiej jakości doświadczenia, jakie postanowiłeś przywołać do siebie jako tymczasowe - wyjaśnia Mistrz.

Co stoi na przeszkodzie, byśmy stworzyli inne? Tylko nasze przekonanie.

Joszua nazywa to liniami na płótnie, które sami narysowaliśmy. To tworzy stan uwięzienia. Wychodźmy z niego z minuty na minutę, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień… Aż zmieni się wszystko.


Poznaj Agmy i zmień swoje życie.

Poznaj Agmy i zmień swoje życie.

Nasi przodkowie, Słowianie, wiedzieli, że w dźwięku zamknięta jest energia. Używali go celowo i rozważnie, bo nie mieli wątpliwości, że to…działa. Dobrze jest wrócić do korzeni, do naszych starosłowiańskich mantr, by uzdrowić swoje życie.


Mantry - po słowiańsku zwane Agmami - to słowo lub słowa mocy, w których jest zapis odpowiedniej wibracji. Ten dźwięk wpływa na wszystkie komórki naszego ciała, a zatem uzdrawia i harmonizuje w każdym aspekcie życia.

W poprzednim wpisie, przedstawialiśmy odkrycia Bartłomieja Góralskiego, który udowadnia, że język polski jest głównym spadkobiercą języka źródłowego. Jest w naszym języku głębia, precyzja i uporządkowanie, a także zbyt wiele logiki, by mógł to być po prostu przypadek. A jeśli tak, to również Agmy nie mogą nim być. Nikt nie podważa, że dźwięk „Om” - najbardziej znana mantra wschodnich kultur, nazywana także najświętszą sylabą hinduizmu, jest czymś wyssanym z palca. Skoro wibruje z częstotliwością 432 Hz i na niej oparte są wszystkie wedyjskie hymny, to znaczy, że ta zasada działa zawsze.

A my przecież mamy własną kulturę, niezwykle bogatą i prawdopodobnie najstarszą na Ziemi. Skarby Słowian dopiero teraz, po tysiącleciach, wychodzą na światło dzienne. Przyjrzyjmy się zatem uważnie najbardziej popularnym mantrom, które pomagały naszym przodkom w codzienności, rozwoju i duchowej ewolucji.

Nie rozkładajmy ich jednak na części, nie starajmy się ich pojąć umysłem, ocenić przez pryzmat intelektu. Mantry to dźwięki, a ich wibracja wpływa na człowieka, który je wymawia. To z kolei rzutuje na otoczenie, na całą Naturę, która zaczyna go we wszystkim wspierać. Nie trzeba tego rozumieć. Wystarczy z ufnością i dobrą intencją zacząć je mówić, śpiewać, a nawet tylko słuchać. Jedna z najbardziej znanych mantr, to mantra obfitości, pomyślności, bogactwa, wzrostu, przekraczania własnych ograniczeń, jasnego widzenia, odrzucenia starych przekonań i programów. A także wszelkiej odnowy, pełnego zdrowia, równowagi finansowej.

Oto ona: TARO-HORO CZARO-DORO JAR-GA DRA-GO WE-SE. Dobrze jej najpierw posłuchać, „wejść” w rezonans tych dźwięków, poczuć jej głębię, zanurzyć się, dokładnie tak jak w wodnej toni. A później powtarzać tyle razy, ile poczujemy potrzebę. Mówi się, że najlepiej 108 razy, zaraz o świcie.

Z kolei inne szkoły podpowiadają, że nie ma żadnych wytycznych, trzeba po prostu iść za głosem intuicji. Niektóre wskazówki mówią, że najkorzystniej powtarzać Agmy w lesie, na łące, w naturze i to jest na pewno najlepsza opcja.

Ale gdy nie mamy możliwości udać się na łąkę, stanąć boso i patrzeć w niebo, zróbmy to gdziekolwiek, byle z serca. JARUHA – Słowiańska mantra pomyślności

Równie piękna i głęboka jest mantra ochronna dla kobiet. Brzmi tak: RA-GA GA-RA CH-RON. Powtarzamy to wiele razy, gdyż taka jest przecież idea mantrowania. Pozornie zwykła zbitka słów, może nawet, dla niektórych, niezbyt zręczna. Ale jeśli sięgniemy do odkryć Bartłomieja Góralskiego, dostaniemy potwierdzenie, że „Ra” to jądro naszego języka, silnik, który wprawia wszystko w ruch. Według wiedzy starożytnych Słowian, to mantra kobiecej intuicji, a ta z kolei związana jest z mądrością Wszechświata, czymś, co pochodzi nie z umysłu, ale ze Źródła, bo przecież intuicja bywa nielogiczna. Przynajmniej pozornie.

Kiedy kobiety potrzebują wsparcia i ochrony mogą poszukać jej u niewidzialnych sprzymierzeńców - duchów Natury, przodków, istot, które z miłości do nas ofiarowują nam pomoc. Wypowiadanie lub śpiewanie tej mantry odsuwa niekorzystny czy niebezpieczny splot wydarzeń. W szybki sposób rozwiązuje problemy pozornie nie do rozwiązania. Budzi nadzieję, daje otuchę. Czyż nie tego szczególnie potrzebujemy w tych niełatwych czasach? Oto link do tej Agmy: Słowiańska Mantra Ochronna dla Niewiast

Kiedy z kolei potrzebna nam jest szczególna siła do tworzenia tego, co sobie zaplanowaliśmy, kiedy czujemy dziwną blokadę, która pochodzi nie wiadomo skąd, a także spadek sił witalnych, zastój w kreacji, wypróbujmy mantrę Wewnętrznej Siły i Zdrowia, która brzmi: RA-DO-RO DA-RO SŁA-WO.

W sytuacji, gdy stoimy na rozdrożu, kiedy potrzebujemy, aby duchowe światło rozjaśniło nam drogę, skorzystajmy z mantry Jasności Umysłu, ale też pełnego zdrowia. Oto jej brzmienie: TRA-DO IS-TRA WESE JAR-GA ŁADO-DEJA i link do jednej z wielu wersji na You Tube: JARUHA – Słowiańska mantra zdrowia

Każda z tych mantr niesie w sobie wielką siłę. Skorzystajmy z bogactwa wiedzy naszych przodków, tym bardziej, że każdy z nas, w każdym momencie, ma do niej dostęp.
I w dodatku zupełnie za darmo.

Kadzidła zdrowia i wysokiej wibracji

Kadzidła zdrowia i wysokiej wibracji

Mirra, kadzidło i złoto. Z czym je kojarzymy? Tak, z darami, jakie trzej królowie przynieśli nowonarodzonemu Jezusowi. Dopiero teraz jednak zaczynamy rozumieć, że to dary bezcenne dla całej ludzkości.


Mirra i kadzidło. To pierwsze jest żywicą drzewa zwanego balsamowcem, ma ciężką, ale i miękką otulającą woń, w której poczujemy zarówno miodowo -słodkie, jak i gorzkie akcenty. Kremy i maści na bazie tej żywicy wspomagają gojenie się ran, działają silnie przeciwbólowo i rozkurczowo, stąd ich przydatność w dolegliwościach układu pokarmowego i problemach kobiecych. Z kolei kadzidło (inaczej olibanum) to nic innego, jak dar drzewa o nazwie kadzidłowiec. Rośnie w Etiopii, Somalii, na Półwyspie Arabskim.

Tu także pozyskujemy jego żywicę, najczęściej z pnia lub gałęzi. Po wysuszeniu kryształki żywicy mają około 30 proc. substancji aktywnych.

Kiedy olibanum się spala, wydziela słodko - cytrusową woń, stąd jest niezwykle cenione w perfumiarstwie. Na co pomaga? Na bóle stawów i kości, na stany zapalne jelit, na choroby płuc i oskrzeli, na astmę i alergie.

Warto wiedzieć, że kiedyś był to towar absolutnie wyjątkowy, drogocenny.

To właśnie balsamów i preparatów na bazie żywicy z kadzidłowca używano w starożytnym Egipcie do balsamowania zwłok, ale też do wielu rytuałów i obrzędów magicznych. Być może nie chodziło tylko o jego „czyste”, biochemiczne działanie?

Sprawa może wydać się jeszcze bardziej interesująca, kiedy okaże się, że trzeci dar dla Jezusa – złoto - wcale nie było tym złotem, o którym do tej pory myśleliśmy. Sądziliśmy, że chodzi o drogocenny metal. Jednak wszystko wskazuje na to, że to dar niezwykłej rośliny o nazwie… złoto. Żywica, zbierana z drzew cyprysowatych rosnących głównie w Maroko, ale też w Australii i Ameryce Północnej, nazywana kiedyś złotem, dziś znana jest pod nazwą sandarak.

Dlaczego tak niewiele wiemy o sandaraku? Jego nazwa pochodzi od asyryjskiego słowa „jasny, jak księżyc”, a mieszczą się w nim dwa aspekty, dwa bieguny, mroczność i ciemność, słodycz i gorycz. Balsamiczno - drzewny zapach koi i oczyszcza energetycznie wnętrza. Kiedyś palono go podczas rytuałów, dla bogów i bogiń, co miało zapewnić ludziom przychylność.

Podobno sandarak jest świetny na przeziębienia i problemy „gardłowe”. Kiedy jeszcze koncerny farmaceutyczne nie były wszechmocne, dawano go dzieciom do żucia jako naturalny antybiotyk. Sandarak dobrze działa na układ nerwowy, uspokaja i wycisza. Równie skuteczny jako środek rozluźniający skurcze i wspomagający poród.

Te i wiele innych właściwości zdrowotnych znajdziemy w internecie.

Ale być może jest jeszcze inny, duchowy poziom korzystania z mocy darów przyniesionych Jezusowi? Być może te trzy kadzidła wzajemnie uzupełniają swoje działania i wspierają nas w wewnętrznej pracy wzniesienia się na wyższy poziom? Być może zostało to przed nami celowo ukryte, a ludzie otrzymali nieprawdziwą informację o złocie jako wartościowym kruszcu?

Mówiło się, że złoto jako dar, miało symbolizować władzę nad światem. Jednak czy Jezus naprawdę chciał mieć władzę nad ludzkością?

Jego przyjście na Ziemię miało inny cel: szerzenie miłości.

A zatem, może czas wypróbować, czy trzy kadzidła, trzy dary palone jednocześnie w dobrej intencji, pomogą nam zrobić kolejny krok w najważniejszej, bo wewnętrznej podróży…

Język naszych komórek

Język naszych komórek

Gdy obudzimy wszystkie nasze śpiące nici DNA, staniemy się z powrotem istotami, dla których nie będzie żadnych granic i które stworzą świat dokładnie taki, jaki zechcą.


Przypomnijmy. Obecny stan wiedzy biologicznej przekonuje, że DNA, czyli kwas deoksyrybonukleinowy jest dwuniciową, spiralnie skręconą, samoreplikującą się cząsteczką. Jest głównym składnikiem chromosomów i nośnikiem informacji genetycznych. Dla oficjalnej nauki geny istnieją tylko w formie substancji i możemy je zobaczyć pod mikroskopem elektronowym o wielkiej mocy. Również ten sam świat nauki ukuł pochopne określenie „śmieciowego” DNA dotyczącego 96 procent części niekodującego białka.

Zastanawiające, prawda? Jesteśmy na szczycie ewolucji i w 96 procentach jesteśmy tylko śmieciami? Na szczęście, są i tacy naukowcy, którzy mówią: tu jest coś więcej, tylko na razie nie możemy tego dostrzec, choć potrafimy… udowodnić.

Jednym z takich badaczy był zmarły w ubiegłym roku - w dość niejasnych okolicznościach - biolog kwantowy, Rosjanin, dr Piotr Garjajew, który 30 lat pracował nad ludzkim DNA. Odkrył, że aparat genetyczny człowieka to struktura kwantowa, lingwistyczna i holograficzna.

- Nasze DNA, to przede wszystkim teksty i hologramy - tłumaczył - A w tych hologramach mogą być zawarte jeszcze inne teksty. To znaczy, że informacja genetyczna jest językiem podobnym do mowy. Na początku było słowo - podkreślił - To jest pierwsza lingwistyka, która nas stworzyła.

Według Garjajewa, informacja genetyczna istnieje w formie pola, a to znaczy, że może być transmitowana na odległość, przez falę. Nie tylko zresztą Garjajew tak twierdził, wielu badaczy zgłębia te zagadnienia. Ciekawych odkryć związanych z DNA dokonał na przykład fizykVladimir Poponin, który udowodnił, iż sama obecność DNA porządkuje fotony w spójny wzór.

Zauważmy, że zdobywca nagrody Nobla w 2010 roku, za odkrycie wirusa HIV, Luc Montagnier, zrobił eksperyment, który jest niemal identyczny do pracy, jaką ze swoim zespołem wykonał dużo wcześniej Garjajew. Otóż, Montagnier wziął kawałek DNA o wielkości 104 nukleotydów i przeniósł go przy pomocy pola elektromagnetycznego do próbowki z czystą wodą, gdzie nie było DNA. I to stworzyło, tzw. reakcję PCR, czyli najprościej mówiąc - rozmnożyło pierwotne DNA. To się jednak nie spodobało światu naukowemu i nawet Nobel nie uchronił Montegniera przed szyderstwami.

Garjajew aż do śmierci pracował nad potwierdzeniem swoich odkryć i wielokrotnie je prezentował. Ponadto stworzył technologię - wcale nie tak skomplikowaną, bo opartą na działaniu lasera - pozwalającą „sczytywać” człowieka. Zgodnie z nowymi odkryciami, jeśli znamy funkcjonowanie chromosomów na poziomie kwantowym, możemy odczytać indywidualną informację człowieka, przetransformować na dźwięk, ale dźwięk specyficzny, bo zawierający elementy torsyjne (pola torsyjne, to inaczej pola świadomości, wiele pisze o tym badacz, fizyk, nieakceptowany przez akademicką naukę, Giennadij Szypow), a później - po prostu słuchać. Jedyny warunek: trzeba je sczytać i zapisać, kiedy człowiek jest całkowicie zdrowy. Słuchanie tych dźwięków, to jak dostrajanie się do idealnej wibracji. Czyż nie to właśnie w swoich doświadczeniach z wodą udowodnił dr Masaru Emoto? Tylko jedna kropla krystalicznie czystej, zharmonizowanej wody sprawia, że „uczy” się od niej cały zbiornik.

Praca Garjajewa miała realne przełożenie na wiele przypadków wyzdrowień, ale też odmłodzenia ciała, choć może nie w takim stopniu, jakby sobie wszyscy życzyli. Wiadomo dlaczego tak się dzieje: DNA nie jest liniowe, jest czymś w rodzaju kwantowej zupy, więc odmładzając się, nie cofamy się w czasie regularnie do tyłu, tylko - mówiąc w największym uproszczeniu - robimy to „skokami i kawałkami”,

To, o czym mówią najnowsze odkrycia naukowe, chociaż jeszcze ostrożnie głoszone, pokrywa się idealnie z wiedzą, która przychodzi do nas z channeligów, choćby Kryona, o czym już szczegółowo pisaliśmy…

Młodość na zawsze.

Młodość na zawsze.

Nie musimy się starzeć. I nie jest to żadna przenośnia, ani motto z filmu science fiction. To może być nasza rzeczywistość. 


Wieczna młodość i zdrowie. Z jednej strony wciąż o tym marzymy. Z drugiej -akceptujemy istniejący porządek: człowiek się rodzi, dojrzewa, starzeje i umiera. Co możemy z tym zrobić? - pytamy bezradnie. Taki już jest świat. 

A co by było, gdyby się okazało, że młodość i zdrowie możemy utrzymać tak długo, jak tylko będziemy chcieli? Że zarządzanie wewnętrznymi biologicznymi procesami naprawdę zależy tylko i wyłącznie od nas? 

Raczej nie dalibyśmy temu wiary, bo wszystko w świecie zewnętrznym mówi nam, że to niemożliwe. Jest jednak wiele dowodów na to, że jeśli tylko poznamy i wcielimy w życie boskie prawa, zapanujemy nad własnymi komórkami, które nie będą ulegały rozpadowi. To zresztą żadna tajemnica, świat naukowy już dawno ogłosił, że komórki w naszym ciele odnawiają się zawsze i całkowicie co 7 lat. Wygląda na to, że najstarszy człowiek na Ziemi to siedmiolatek. 

Dlaczego więc tego nie widać? Deepak Chopra, amerykański lekarz, filozof, autor wielu książek z dziedziny medycyny holistycznej, tłumaczy to błędem w powielaniu. Owszem, komórki odnawiają się, jednak zawsze według błędnego wzoru. Aby to zrozumieć, spójrzmy na przykład z drukarką. Chcemy wydrukować tekst, jednak okazuje się, że jest tam błąd ortograficzny. Drukujemy zatem jeszcze raz. I znów to samo! I znów! Zamiast poprawić go w tekście i wydrukować dobrą wersję, naiwnie liczymy, że tym razem się uda. 

A gdzie jest ten tekst w nas? Można by go nazwać wadliwym oprogramowaniem. Zainstalowano go w naszych umysłach, a my - równie naiwnie - przyjęliśmy go za prawdę, przestaliśmy szukać i zadawać pytania. 

Na szczęście byli i tacy którzy tego nie zaprzestali. Między innymi Amerykanin, naukowiec, inżynier, odkrywca i podróżnik, Baird T. Spalding. W 1894 roku razem z grupą innych naukowców zorganizował wielką, kilkuletnią, mistyczną wyprawę do Indii, Chin, Tybetu i w Himalaje, a cel tej ekspedycji był głęboko duchowy. 

Jej członkowie chcieli znaleźć odpowiedź na pytania: skąd pochodzi ludzka rasa, co osiągnęły dawne cywilizacje, a nade wszystko zbadać cuda, jakich dokonywali tam mistrzowie duchowi, przedstawić naukowe wyjaśnienie - między innymi - ich wiecznej młodości. 

Nie tylko udało im się do nich dotrzeć, ale również solidnie udokumentować całą wyprawę. W sześciu tomach książki pt. „Życie i nauka Mistrzów Dalekiego Wschodu”,  która sprzedała się w milionach egzemplarzy, jej autor  Baird T. Spalding przekazuje wszystkim  zainteresowanym wiedzę mistrzów tłumaczącą między innymi „cud” ich wiecznej młodości. 

Dlaczego słowo cud zostało wzięte w cudzysłów? Bo cuda to fizyka, jakiej jeszcze nie znamy. To, co nazywamy cudem, jest tylko urzeczywistnieniem boskiego prawa obecnego wszędzie we wszechświecie. Mistrzowie, którzy nie tylko biernie towarzyszyli członkom ekspedycji, ale aktywnie pomagali w logistyce całego przedsięwzięcia, liczyli po 300, 400 lat, a ich ciała wciąż były młode, zaś włosy pozbawione siwizny. 

Więc jak to działa? 

Spalding mówi o tym tak: „Człowiek w głębi swej prawdziwej natury nie jest niczym ograniczony, gdyż jest istnością wieczną i nieskończoną. Nie istnieje dla człowieka żadne prawo starzenia ani śmierci, prócz szczególnego przypadku - jego własnych myśli”. 

I tak dochodzimy do źródła zagadki wiecznej młodości i nieśmiertelności. 

To nasze myśli tworzą zarówno nasz świat, jak i nas samych! Ciało mentalne jako kreator rzeczywistości jest siłą sprawczą wszystkiego. Szczegółowo opisywaliśmy ten mechanizm we wpisach o Prawach Hermetyzmu. Myśli wyrażają nasze przekonania. Te zaś wbudowywane są precyzyjnie w nasze umysły, odkąd człowiek dokonał w sobie wewnętrznego podziału: na zapomnianą boskość i egotyczny umysł, który kieruje go na fałszywą ścieżkę. 

Gdy rodzi się dziecko, wszyscy przewidują dla niego 70 - 80 lat życia. Ono przejmuje te myśli, co nie pozwala mu kształtować umysłu na własny sposób. Wszystko co nas otacza: ludzie, książki, które czytamy, filmy, piosenki których słuchamy, mówią nam jak wygląda świat i jak żyć, żeby się do niego dopasować. Nawet popularne, niewinne „sto lat”, również jest programem naszego ograniczenia, bo stawia nam granicę, za którą mało kto przechodzi. 

Każde świętowanie naszych urodzin, chociaż miłe, bo otrzymujemy od bliskich dowody pamięci i kwiaty, jest pewnego rodzaju odliczaniem do mety życia, z tyłu głowy czai się myśl, że znów oto jesteśmy o rok starsi. 

Jeśli uważnie przestudiujemy książki, jakie sprezentował nam Baird T. Spardling, znajdziemy tam konkretne wskazówki, dotyczące biochemii naszego organizmu. Pisze on, że najważniejszym gruczołem, który pobudza nas do życia jest tarczyca. To właśnie z tarczycą powinniśmy nawiązać kontakt, podobno mistrzowie, w tym Jezus, bardzo często kierowali swe myśli do tarczycy, która stymulowana miłością i wysoką wibracją, wciąż aktywowała całe ciało. Równie ważny jest prawidłowy oddech, bo większość ludzi oddycha płytko, co wynika ze strachu jakim przesycone jest, a może raczej było, ludzkie życie. A skoro o strachu mowa. To uczucie, które obniża maksymalnie nasze wibracje. Jeśli wybieramy zdrowie i młodość, to pierwszym krokiem jest porzucenie strachu i od tego powinniśmy zacząć. 


Totalna Biologia lekiem na lęk

Totalna Biologia lekiem na lęk

Lęk, strach, panika. To uczucia, które bezpośrednio uruchamiają zmiany w naszych ciałach. Na to liczą ci, którzy stoją za światowym zamieszaniem i jak widać - na razie ich obliczenia są prawidłowe. Czas to przerwać!


Coraz wyraźniej dzielimy się - jako ludzkość - na dwie grupy. Pierwsza ufa temu co słyszy w głównych mediach, coraz mocniej izoluje się i zamyka w lęku. Druga, mniej liczna, nie daje wiary przekazom i myśli samodzielnie. Szuka odpowiedzi na niezależnych kanałach informacyjnych, ale również w sobie, we własnych odczuciach, które przychodzą dzięki niedocenianej do tej pory intuicji.

A gdyby wesprzeć się w tym wszystkim nową wiedzą i zobaczyć obecne wydarzenia w jej świetle? Z logiczną pomocą przychodzi Medycyna Germańska, Biologika, Totalna Biologia. Przypomnijmy, że twórcą Nowej Medycyny Germańskiej był dr Rykee Hamer, Niemiec, który jako pierwszy odkrył prawdziwą przyczynę każdej choroby. Stało się to w latach 70-tych ubiegłego wieku, ale do wielu ludzi ta niezwykła wiedza wciąż nie dotarła!
Doktor Hamer był prześladowany przez system, bo tym, którzy nami zarządzają nie zależy na naszym zdrowiu i świadomości. A w większości przypadków sami możemy sobie pomóc - rozumiejąc procesy, jakie w nas zachodzą. Nie potrzebujemy leków i kosztownych operacji, na których bogacą się firmy farmaceutyczne.

Odkrycia doktora Hamera eksplorowali inni lekarze i terapeuci (tak powstała Biologika/Nowa, MedycynaTotalna Biologia/Recall Healing), dzięki czemu dziś mamy uporządkowaną wiedzę na temat źródeł niemal wszystkich chorób i zachowań. Tylko dlaczego z niej nie korzystamy?

Każdy z nas powinien już wiedzieć, że źródłem choroby są nieprzepracowane, nieuwolnione emocje. Na uporanie się z nimi, czyli mówiąc językiem biologicznym - rozwiązanie konfliktu - mamy około 9 miesięcy. Tyle czasu daje nam nasze biologiczne oprogramowanie. Jeżeli tego nie zrobimy, mózg nie będzie mógł dłużej utrzymywać tych procesów na poziomie psychiki i przekaże je do ciała. Od tego, jakie przeżywamy emocje, zależeć będzie jaka tkanka, organ czy w końcu - cały układ, który przejmie „na siebie” nasze psychiczne zmagania. Jeżeli boimy się o życie, swoje lub bliskich, będziemy przeżywać lęk, strach, przerażenie, a to zapisze się w naszym ciele, w płucach, w krtani, ale też w oskrzelach. Czy nie to właśnie dzieje się od prawie roku?

Trzeba wspomnieć, że są między tymi organami subtelne różnice. Po pierwsze: płuca zbudowane są z tkanki endodermalnej, która w fazie aktywnej (wtedy, kiedy coś intensywnie przeżywamy) reaguje przyrostem tkanki, czyli rośnie guz. Po co on rośnie w płucach? Aby pomóc nam oddychać. Skoro boimy się śmierci, a śmierć to dla biologii brak możliwości oddychania, nasz mózg chce nam pomóc i produkuje guz w płucach, który - według archaicznych kodów przetrwania - pozwala wziąć większy haust powietrza, bo więcej tkanki, to lepsze działanie określonego organu.

W fazie zdrowienia, po rozwiązaniu konfliktu, guzy usuwane są przez grzyby, mykobakterie, prątki gruźlicy. To symbionty współpracujące z organizmem. Kiedy ich nie ma (bo np. wytępiliśmy je szczepionką lub lekiem), guz zostaje otorbiony, co oznacza, że jest to stara, nieaktywna zmiana. Kiedy bardzo boimy się o własne życie, na płucach pojawia się kilka guzków, kiedy lęk dotyczy innej osoby - zmiana jest jedna.

Sprawa ma się nieco inaczej, gdy zmiana pojawia się w krtani, która zbudowana jest z innej niż płuca tkanki, tym razem ektodermalnej. W fazie aktywnego konfliktu tkanki ubywa, tak jakbyśmy się „kurczyli ze strachu” i zmniejszali, by być jak najmniej widoczni. Zmiany w krtani mówią o panicznym lęku, wręcz przerażeniu, jaki osoba musiała przeżywać. Jednak w tym czasie nie pojawiają się widoczne objawy. W chwili, gdy sprawa w naszym pojęciu została załatwiona a konflikt rozwiązany, mózg uaktywnia proces zdrowienia, czyli nadbudowuje „nadszarpnięte” tkanki. Wykorzystuje do tego celu…wirusy. Te, które są dostępne, czyli aktualnie koronawirusy. Pojawia się kaszel, wysoka gorączka (wirusy pracują tylko przy temperaturze powyżej 39 stopni Celsjusza), możemy otrzymać diagnozę zapalenia krtani, a nawet raka krtani. A my właśnie … zdrowiejemy.


Jednak, czy uda nam się pokonać chorobę zależy od wielu czynników. Przede wszystkim od tzw. masy konfliktowej, jaką nagromadziliśmy, czyli czasu i intensywności emocji, w jakiej tkwiliśmy. Ważna jest ogólna kondycja psychiczna i fizyczna naszego organizmu, przekonania jakie w sobie nosimy.


Oskrzela mówią o konflikcie na naszym terytorium - tu, gdzie oddychamy tym samym powietrzem, co inni. Na przykład we własnym domu, pod jednym dachem, jednak z ludźmi, którzy - według nas - nie rozumieją nas, nie są nam życzliwi, krytykują nas, co czyni nasze życie koszmarem.

Kiedy poprzedniej wiosny wszyscy zostaliśmy zamknięci na parę tygodni, a większość rodzin w ciasnych mieszkankach, to co mogliśmy przeżywać? Łatwo zgadnąć! Oskrzela podobnie jak krtań, zbudowane są z ektodermy. W fazie aktywnej nie ma żadnych objawów, jednak po przejściu w fazę wagotonii (zdrowienia), zaczynamy kaszleć (a kaszel, jakikolwiek by nie był, suchy czy mokry, ZAWSZE jest objawem zdrowienia), pojawia się gorączka, obrzęk, nadmierne wydzielanie śluzu, co może być niebezpieczne przy bardzo intensywnym konflikcie. Oskrzela mówią także o lęku przed utratą tego, co nasze, tego, co wypracowaliśmy (terytorium), co ma dla nas wartość. Rodzi się pytanie? Ilu osób straciło pracę i finansowy grunt pod nogami, mieszkanie (bo nie mogło spłacać kredytu), poczuło się w nowej sytuacji niepewnie i niebezpiecznie?

Strach zasiany wiosną zebrał swoje żniwo po 9 miesiącach, dokładnie wtedy, gdy zapowiadano powrót pandemii. Czy to nie daje nam do myślenia? Ponieważ jednak powszechnie nie znamy tych zależności, sądzimy, że kiedy pojawia się kaszel, kłucie w piersiach i gorączka, to już właśnie dopada nas najsłynniejsza choroba świata. Jeszcze dwa lata temu, powiedzielibyśmy, że mamy grypę i zostali kilka dni w domu, pod kocem, z herbatką z malin. Ale teraz ktoś się postarał, by było inaczej, a w całym tym procesie jest dla ludzkości wiele niebezpiecznych elementów.

Jednak ten kluczowy, to ciągłe nakręcanie lęku! Rozwiązanie konfliktu przynosi objawy choroby, a my - widząc to - zaczynamy się jeszcze bardziej bać i proces zaczyna się od nowa! Jeśli tego nie zrozumiemy, wszystko może trwać w nieskończoność. Czy naprawdę tego chcemy?


Sonia Ross, konsultantka Biologiki, terapeutka Recall Healing/Totalnej Biologii

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. II

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. II

Fala dźwiękowa niesie leczącą wibrację. Gdy znajdziemy tę właściwą, istnieje szansa, że pozbędziemy się chorób, na które cierpieliśmy całe lata.


Aby dobrze zrozumieć działanie kamertonu, przypomnijmy sobie, że składamy się w ok. 80 proc. wody, a woda jest doskonałym przekaźnikiem informacji. Kiedy zatem fale dźwiękowe o odpowiedniej częstotliwości przenikają ciało, komórki wchodzą z tą częstotliwością w rezonans i tym samym dochodzi do uzdrowienia na tym poziomie, na jakim jest to konieczne. 

To żadna przesada stwierdzić, że ludzkie ciało jest niczym instrument muzyczny, a głos jaki z siebie wydobywamy wszystko o tym instrumencie mówi, a dokładniej - jaki jest jego stan fizyczny i psychiczny. 
To punkt wyjścia do odpowiedniego doboru leczącego dźwięku. Oczywiście, możemy nie dopuścić do zmian i wykorzystywać moc kamertonów działając profilaktycznie. Gdy znamy swoje słabe strony, z pomocą terapeuty bez trudu dobierzemy odpowiedni kamerton, który możemy stosować samodzielnie, w domu.   
Kiedy uaktywniamy kamertony, produkujemy czyste interwały muzyczne, oparte na matematycznych, pitagorejskich proporcjach. Słuchanie ich, to jak dostrajanie instrumentu do prawidłowego dźwięku. Fala dźwiękowa, która pochodzi z kamertonu, jako wibracja odbywa podróż w głąb naszego ciała. Nie ma żadnych ograniczeń, więc może przeniknąć go na wskroś i naprawić to, czego nie udałoby się zrobić w tradycyjny sposób.

Istnieją różne kamertony i wiele technik, które pozwalają uporać się z niekorzystnymi stanami. Na przykład zestaw 15 kamertonów, tzw. narządowych, służy do harmonizowania naszych wewnętrznych organów. 
Jak już wspomnieliśmy, wszystko, co istnieje, ma własną wibrację. Wibracja chorego narządu jest zaburzona, ale dzięki fali „bazowej”, organ wraca do własnej harmonii. 
Jednak im dłużej pracuje się z kamertonami, tym lepiej rozumie się, że ta terapia obejmuje szerszy aspekt. Terapeutka dźwiękiem, Sylwia Nadgrodkiewicz podaje przykład ze swojej praktyki. Mężczyzna, który miał problem z nerkami, nie mógł ich w żaden sposób wyleczyć, choć był lekarzem medycyny chińskiej. Nie wystarczyło posłużyć się dźwiękiem odpowiadającym wibracji nerki. Okazało się, że problem jest na głębszym poziomie: chodziło o relację z ojcem. Z Totalnej Biologii wiemy, że nerki powiązane są z dynamiką przodków, szczególnie z ojcem. Dopiero to odkrycie pozwoliło mężczyźnie całkowicie się uzdrowić. 
Kiedy zatem terapeuta szuka przyczyny, musi wzmóc swoją uważność, bo podstawowa informacja o dolegliwości może być myląca. 

Warto wiedzieć, że największą siłę pośród wielu kamertonowych kombinacji, zawierają dźwięki C i G, ponieważ tworzą one tzw. kwintę czystą. Barbara Romanowska, twórczyni Akademii Dźwięku, rekomenduje ten właśnie zestaw do pracy z ludźmi nadpobudliwymi, zmagającymi się z problemami psychicznymi i z dziećmi autystycznymi. Według niej, tylko 30 sekund z dźwiękiem C i G pozwoli osiągnąć taki relaks, na jaki musielibyśmy przeznaczyć 45 minut tradycyjnego wypoczynku. Dźwięk C i G pozostaje w tzw. „złotej proporcji”, którą stosowali w budowlach znawcy świętej geometrii i która występuje w Naturze.

Kamertony odpowiadające wibracyjnie naszym czakrom służą ich aktywacji i pobudzeniu w przypadku pojawienia się blokad w tych centrach energetycznych. Na przykład dźwięk F 341,3 Hz, odpowiada kolorowi zielonemu i jest spójny z Czakrą Serca. O blokadach w tym miejscu może świadczyć nieangażowanie się w uczucia, rodzaj „opancerzenia” przed miłością, zaborczość i chęć posiadania innych na własność, ale też nadmierna kontrola, opór przed zmianą, zazdrość o sukcesy, brak akceptacji dla wszelkich „inności”, chłód emocjonalny i znieczulica, użalanie się nad sobą. Jakie niesie to choroby ciała fizycznego? Nieprawidłowości w pracy serca, choroby krążeniowe, płuc i oskrzeli, ale też astmę, alergie, bóle kości. Kiedy wyrównamy częstotliwości w tym obszarze, wraca sens istnienia, akceptacji i miłości do wszystkich żyjących istot. 

Kamertony planetarne to zestaw 11 narzędzi, precyzyjnie dobranych do dźwięków Słońca, Księżyca, Ziemi, Marsa, Wenus itd… W zależności od potrzeb terapeuta dostarcza danej osobie, potrzebną dawkę i zestaw cech konkretnej planety. Na przykład Słońce dodaje pewności siebie i prowadzi do odkrycia indywidualnego potencjału, Ziemia, między innymi, ułatwia odnalezienie się w ziemskich realiach, a Wenus, wzmacnia poczucie piękna i możliwość przeżywania wyższych uczuć, odkrywa talenty związane ze sztuką.  

Kamertony zwane mineralnymi czy pierwiastkowymi posiadają częstotliwość konkretnych pierwiastków mineralnych, które są potrzebne do prawidłowego funkcjonowania naszego ciała. Okazuje się, że wcale już nie musimy zażywać żelaza w postaci tabletek z apteki, możemy po prostu „przyjąć” dawkę dźwięków odpowiadających tej wibracji. 

Kamertony anielskie budzą w nas poczucie błogości i najwyższy stan uniesienia, przybliżają nas do stanów wizyjnych, w których możemy obcować z Istotami Świetlistymi. Dla wielu terapeutów dźwięki anielskie są właśnie tymi, które wieńczą zabieg, bo w ten sposób spinają, niczym energetyczną klamrą, wszystko, co wydarzyło się podczas sesji. 

Niektórzy terapeuci sugerują, iż kamerton, który każdy powinien mieć w domu, to 528 Hz. Służy naprawie uszkodzonego DNA, a jego dźwięk działa na komórki niczym ożywczy eliksir. Warto spróbować. 
Jednak każdy z nas, jako wielką przygodę duchową, powinien potraktować szukanie własnego, idealnego dźwięku. Wzmacnianie go, to jak karmienie swojej duszy, dotarcie do domu po długiej, nużącej wędrówce.  

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. I

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. I

Skoro fala dźwiękowa potrafi rozbić komórkę nowotworową i zostało to udowodnione naukowo, to czy istnieje coś, czego nie potrafi zrobić? Odpowiedni dźwięk może nas całkowicie uzdrowić. Pod warunkiem, że jesteśmy na to gotowi. 


Na początku było słowo. Słyszeliśmy to wiele razy, ale czy połączyliśmy ten przekaz z informacją, że słowo to dźwięk, wibracja i częstotliwość? 

We wszechświecie wszystko ma swoją wibrację. Cokolwiek istnieje, jest w nieustannym tańcu atomów. Harmonijna częstotliwość pozwala trwać w zdrowiu i pełni, która w istocie jest naturą człowieka. Jednak emocje i stres zaburzają ten naturalny stan. To zaburzenie nazywamy w naszym świecie chorobą. A jeśli ktoś choruje, to szuka na swoje schorzenie leku. 

W takim przypadku z pomocą przychodzą kamertony. Proste wydawałoby się instrumenty muzyczne, które zostały skonstruowane z myślą o strojeniu innych instrumentów. A jednak zakres ich możliwości jest nieskończenie szeroki. Jako ludzkość nie poznaliśmy ich jeszcze w pełni, gdyż nasze ucho słyszy tylko w zakresie do 20 tysięcy Hz, zaś muzyka Wszechświata rozciąga się w nieskończoność. 

Jednak dostępne dla nas dźwięki potrafią w szybki sposób postawić nas na nogi, niezależnie od problemu, jaki w sobie nosimy. Ale pod wspomnianym już warunkiem: że cała nasza wewnętrzna istota jest gotowa na uzdrowienie. 
Choroba niesie przecież w sobie wiele pokus, wielu chorujących odnosi z tego korzyści. Może na przykład wchodzić w rolę ofiary, by to inni brali za niego odpowiedzialność, może - z powodu swojego schorzenia - otrzymywać finansowe gratyfikacje, co nie pozwala mu „puścić” choroby z lęku o przetrwanie. Jeśli jednak jest w nas prawdziwa decyzja na pełne uzdrowienie, nic nie może stanąć na przeszkodzie, by tak się stało. 

Wielu badaczy i terapeutów przez lata zbierało doświadczenia i pracowało z kamertonami, niekoniecznie tylko z konkretnymi diagnozami ciała fizycznego. Dr Sylwia Nadgrodkiewicz, która od wielu lat wprowadza ludzi do uzdrawiającego świata dźwięków, mówi, że najbardziej lubi, kiedy zgłaszają się do niej osoby, które czują, że utknęły w życiu i nie wiedzą, w którą stronę iść, bo nic im się nie udaje. Nie znaczy to jednak, że nie przeprowadza również i takich sesji, gdzie choroba jest konkretna i mocno zaawansowana. 

Dźwięk działa bowiem na wszystkie poziomy naszego jestestwa, bo nie jesteśmy tylko ciałem fizycznym. Zaangażowana do uzdrowienia zostaje i część mentalna i duchowa. Dzięki wprowadzeniu odpowiedniego dźwięku, można wyregulować wszystkie nieprawidłowości na poziomie kwantowym, co daje błyskawiczne rezultaty i jest na to wiele dowodów. 

Według Barbary Romanowskiej, autorki książki „Muzykoterapia dogłębna -komórkowa”, praca z kamertonami pozwala uwolnić się od bólu fizycznego i psychicznego, poczuć wewnętrzną spójność i harmonię, rozwinąć intuicję, wyobraźnię i kreatywność, stworzyć nowy obraz samego siebie poprzez połączenie z boską energią obecną w nas samych, uzyskać inne stany świadomości, aż do pełnego oświecenia… 

Kamertony wytworzone są z różnych materiałów. Mogą być aluminiowe, połączone z innymi stopami, na przykład krzemem czy magnezem. 
Są mosiężne, miedziane, stalowe, zrobione ze srebra, złota lub kryształu. Te ostatnie, bardzo kruche, raczej nie nadają się do przewożenia, jeśli terapeuta pracujący nimi, często podróżuje. 

Warto wspomnieć, że obróbką kamertonów nie zajmuje się ktokolwiek. 
Powstają w specjalnych manufakturach, a ich tworzenie okryte jest pewną tajemnicą, bo przecież te przedmioty muszą spełniać wiele subtelnych parametrów związanych choćby z zasadami świętej geometrii. 
Przez lata pracy z tymi narzędziami wprowadzono podział na kamertony narządowe, pierwiastków mineralnych, planetarne, anielskie i inne. 

Przybliżony opis, jak działają - w części drugiej.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia