Kreacja zamiast przetrwania

Kreacja zamiast przetrwania

Nadeszły czasy końca świata, jaki znaliśmy. I jest to wspaniała wiadomość. 
Bo był to świat ludzi, którym wymazano pamięć tego, kim w rzeczywistości są. A teraz, dokładnie teraz, cały Kosmos wspiera nas w powrocie do naszej pierwotnej prawdy i mocy.


I może od mocy zacznijmy.

- Jesteśmy ładunkami energii, kulami ognia, błyskawicami, które przybrały postać człowieka - tłumaczy dr Aleksander Woźny, fizyk jądrowy, który - jak niewielu naukowców - potrafi na swoich wykładach dla telewizji Tagen.TV, łączyć naukę z duchowością - Każdy atom, który nas tworzy, składa się z 99, 9999 procent energii i tylko 0, 0001 procent z materii. Musimy zatem umieć się zatrzymać i zauważyć, gdzie tę energię kierujemy. To, o czym myślimy, manifestuje się i przejawia w naszej rzeczywistości, co oznacza, że żyjemy w takim świecie, jaki sami stworzyliśmy. Świadomość nie jest wynikiem istnienia świata. Jest dokładnie odwrotnie: to dzięki naszej świadomości istnieje świat.

Trzeba pamiętać, że każda forma życia ma w sobie cały Wszechświat.

Czy to rozumiemy czy nie, czy tego chcemy czy nie - jesteśmy Wszechświatem. I podlegamy prawom Uniwersum, jak wszystkie minerały, rośliny, zwierzęta, planety, gwiazdy…

W jednym z wpisów na blogu pisaliśmy o szybkim podnoszeniu się ziemskich wibracji, co wykazuje tzw. rezonans Schumanna. To jeden z dowodów na rozwój naszej planety. Ponieważ wszystko posiada świadomość i kroczy drogą duchowej ewolucji, taką samą drogą idzie i Ziemia. Jeśli wibracje żyjących na niej Istot nie będą kompatybilne z jej częstotliwością, będą musiały odejść.

Doktor Woźny wyjaśnia prawa „nowej” fizyki na przykładach naszych ciał.

Zmienił się rytm erytrocytów, czyli czerwonych ciałek. Ich jakość i poziom uzależniony jest od naszych myśli, bo - jak już wspomnieliśmy - myśl, to struktura urzeczywistnionej energii. O tym właśnie od lat mówi biolog, dr Bruce Lipton: o świadomości, która wpływa na biologię naszego ciała.

Nie ma nic stałego, wszystko może zostać przeobrażone, a tym właśnie kieruje nasze przekonanie, energia jaką w sobie nosimy.

Doktor Woźny z humorem nazywa tę energię czarodziejską różdżką.

I tłumaczy kolejne sekwencje zmian: parametry magnetyczne naszego DNA połączone są z parametrami magnetycznymi Drogi Mlecznej - Galaktyki, w kórej żyjemy. - A jądro naszej Galaktyki jest czymś w rodzaju mocnej stacji radiowej, która emituje kod świetlny - wyjaśnia naukowiec - W tym samym czasie, aktywuje się nasze pole DNA, na które składa się 64 słów kodowych, tzw. kodonów. Ta matryca składa się z kolei z 260 elementów, zwanych harmonijnym modułem Colkiena[41]

Można zagłębić się jeszcze mocniej w tzw. genetykę kwantową, nad którą zaawansowane badania prowadził profesor Garjajew, jednak najważniejszy jest wniosek: musimy mieć jasny cel i pozytywne emocje, a wydarzenie, jakiego pragniemy, samo nas odnajdzie. Ale trzeba to zrobić we właściwy sposób. Przemyśleć, dać intencję i zapomnieć. Pozwolić Wszechświatowi realizować nasz plan.

Przyszedł czas, kiedy oświecenie nie będzie czymś chwilowym, tymczasowym, ale realnym doświadczeniem wyższego wymiaru.

Niektórym z nas wciąż nie mieści się to w głowie, bo ludzka natura chce szukać analogii, a czasu, w którym teraz żyjemy, nie ma do czego porównać.

Nie będziemy chorować i starzeć się. O tym mówi dr Woźny, przekazując konkretne dane i odkrycia, dotyczące procesu utleniania kwasu bursztynowego.

- W naszej krwi jest obecny inhibitor, zwany DGB (dehydrogenaza bursztynianowa), który ma bezpośrednio związek ze stopniową degradacją naszego ciała biologicznego - mówi dr Woźny - W momentach stresu, nić DGB staje się nadaktywna, a nadmierne utlenianie kwasu doprowadza do wyczerpywania organizmu ludzkiego.

Tak było do tej pory. A dokładnie do przejścia pierwszego skoku kwantowego w 2012 roku. Wcześniej, działał w nas zegar chronobiologiczny, który „mówił” naszym komórkom ile jeszcze zostało im życia. Teraz przechodzimy na inny, wyższy poziom reakcji nerwowych i wszystkie komórki naszego organizmu otrzymują… dar rozpoznania.

Zmienia się całe widmo energii i częstotliwości, które dociera do Ziemi z centrum naszej galaktyki. I dwie galaktyki się łączą: Drogi Mleczna i Andromeda. A to właśnie wpływa na całą naszą strukturę i zmienia dotychczasową biochemię. Możemy i wciąż będziemy obserwować w sobie wiele zmian.

Na przykład, między innymi, uaktywnia się grasica. To gruczoł, któremu do tej pory nie poświęcano należytej uwagi, a jest on bezpośrednio związany z naszym odmłodzeniem. Poruszymy to ważne zagadnienie w jednym z kolejnych wpisów.

To, co ważne i najistotniejsze na teraz, to zdanie sobie sprawy z posiadania - kiedyś powiedzielibyśmy - nadludzkiej mocy. Ale ta moc jest ludzka, gdyż każdy człowiek posiada boską energię kreacji. Świadome i ukierunkowane uwolnienie jej, pozwoli nam stworzyć to, o czym wszyscy marzymy: bezpieczny, piękny, przyjazny świat. Walter Russel w „Nowej Koncepcji Wszechświata” mówi o tym, że energię dowolnej masy, można użyć przeciwko niej samej. I my, jako ludzie, cały czas to robiliśmy, gdyż używaliśmy jej przeciwko… sobie. Nadchodzi Świt Swaroga, wielkie przebudzenie.

Teraz, dzięki szeroko otwartym oczom, będziemy umieli korzystać właściwie z wielkiej mocy, w jaką zostaliśmy wyposażeni przez Stwórcę, Źródło, Najwyższą Inteligencję - niech każdy wybierze najbardziej odpowiadające mu określenie. Koniec lęku o przetrwanie. Wchodzimy w czas kreacji.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Co myślimy o lęku, Miłości, osądzie, ograniczeniach? Warto zrobić sobie „duchową” powtórkę, zanim… ruszymy w dalszą drogę.


Zdarza nam się słyszeć, a czasem nawet samemu powiedzieć: co to za Bóg, który toleruje taki świat? Jeśli naprawdę jesteśmy bożymi dziećmi, to dlaczego nas nie ratuje od wojen, cierpienia i chorób?

Odpowiedź na to pytanie - jeśli szukamy - znajdziemy w wielu miejscach. Również, między innymi w 12. lekcji Drogi Serca.

- Nie możemy tego zrobić za Was, możemy tylko zrobić to z Wami, gdyż nic nie może być narzucone siłą umysłowi bożego dziecka - mówi Mistrz Jezus, Duch Święty nie czyni żadnych wysiłków, by uzurpować sobie lub odbierać Ci Twoją wolność…

A cała nasza moc w wolności. Co możemy zrobić, by ją uzyskać? Na pewno nie szukać, nie działać. Jedynie otworzyć się, poczuć się gotowym na przyjęcie, naszykować miejsce. Jak mówi Joszua – przygotować glebę poprzez swój wybór, by odkryć przeszkody dla Miłości.

I jakie to przeszkody? Jest tylko jedna, a wszystkie inne są jej pochodną: lęk. Lęk przyrównywany jest do korzenia chwastu, który rośnie w ogrodzie naszej świadomości. Ale kiedy już go usuniemy, to znów możemy posłużyć się językiem metafory: otrzymamy Deszcz Łaski. W dodatku wcale nie musimy na niego zasługiwać! Otrzymujemy go za darmo, tyle ile potrzebujemy.

A wspomniane krople deszczu, to nic innego, jak 12 lekcji kierowanych do naszej świadomości, by ją poruszyć, ożywić, pobudzić. Prawdopodobnie tylko część trafiła do nas, inne przekazy wciąż czekają. W miarę, jak będzie pogłębiała się nasza gotowość na uwolnienie się od lęku, będziemy także gotowi przyjąć kolejne krople…

W tej podsumowującej pierwszy etap wędrówki, Joszua sugeruje, by zweryfikować swój stan na teraz, bo kiedy pójdziemy dalej, wiele zależy od tego, co już udało się odkryć, poczuć i zrozumieć.

I znów możemy przywołać obraz ogrodnika, który szykując swoją ziemię pod uprawę, wybierał narzędzia. Mógł wybrać na tyle nieskuteczne, że gleba pozostała nieporuszona, niegotowa, by wchłonąć deszcz i nakarmić rośliny.

Ale mógł dokonać właściwego wyboru i wówczas owoce, jakie się pojawiły, przerosły wyobrażenia ogrodnika…

Mistrz Jezus zachęca, by w tej „duchowej powtórce”, udać się raz jeszcze do początku, do lekcji drugiej. Tam została nam podana pięciominutowa praktyka obserwacji wszystkiego, co się wydarza, jako przebudzony Chrystus.

A zatem przypomnijmy: zaczynamy od 3 - 5 minut poczucia absolutnej obecności i zauważenia stwarzania każdej czynności, każdej sekundy naszego istnienia. Choćby najprostszej: brania prysznica, parzenia kawy, patrzenia na kwiaty w wazonie, dotykania książki. Zatrzymanie się i zauważenie, że właśnie teraz, w tym momencie, stwarzamy określoną sytuację. A to właśnie, coraz mocniej zakorzeni nas w świadomości, że nikt inny, tylko my sami, poprzez Boga w nas, tworzymy wszystko.

Nie, to za łatwe! W czym niby taka praktyka miałaby mi pomóc? Oto prawdopodobnie niektóre z głosów. Skąd biorą się nasze wątpliwości?

Z egotycznego umysłu. Umysł Boga niczego nie komplikuje, wszystko jest proste! Jedyne co musimy, to zaprzestać działania, a otworzyć się z ufnością na otrzymywanie!

I co się stanie naprawdę, tak praktycznie? Oto kolejne nasuwające się pytania z ludzkiego postrzegania.

Joszua mówi: Korzenie lęku zostaną obluzowane na takie sposoby, jakich nie jesteś w stanie pojąć za pomocą myślącego umysłu.

Czyli: nie do nas należy tworzenie mechanizmu uwalniania z lęku (który jest zaprzeczeniem Miłości), nie do nas należy rozpaczliwe szukanie rozwiązań.

Do nas należy tylko otwarcie się na przyjmowanie.

Dla większości ludzi, to wciąż najtrudniejsze zadanie, bo przyzwyczajono nas, że rozwiązanie problemów ma związek z wysokością IQ, że tylko tu, w tajemniczych meandrach szarych komórek jesteśmy w stanie wymyślić coś skutecznego. Ale przecież nasz umysł wykracza poza materię.

Kiedy to pojmiemy, to w chwili porzucenia ciała - a przecież każdy z nas tego doświadczy - będzie to jak porzucenie zabawki, z jakiej już wyrośliśmy…

Jeszcze raz, zatem przyjrzyjmy się takim aspektom naszego życia, jak wspomniany już lęk, osąd (siebie i innych), ograniczenia.

Mistrz Jezus mówi, że każdy z nich musi być uwolniony na tym poziomie, na jakim został stworzony. W tym właśnie pomogą nam praktyki zawarte we wszystkich lekcjach Drogi Serca. Postanówmy więc sobie, że nie możemy ich przeoczyć. Bo to jak kamień węgielny naszej Istoty, ale także możliwość pójścia dalej, Drogą Przemiany.

Kopuły zamiast… tabletki cz. II

Kopuły zamiast… tabletki cz. II

Kiedy mówimy o zdrowym domu, mamy głównie na myśli materiał, z jakiego ma powstać. Jakość drewna, cegieł i innych tworzyw, brak chemii. Ale nikt nie mówi o najważniejszym kryterium. A jest nim… forma.  


Domy w kształcie jajka, położone poziomo lub spiczastą stroną do góry zostały opisane w głośnej książce „Misja” Michela Desmarqueta. Czyta się ją jednym tchem. Tym bardziej, że według autora, nie jest to literacka fikcja, ale rzetelny zapis 9 - dniowej podróży na planetę TJehooba, położonej w innej, niż nasza Ziemia, galaktyce. W książce poruszono wiele fascynujących wątków, między innymi właśnie rodzaj domów, w jakich tam się żyje.

Są one kuliste, „jajkowe”, okrągłe. I tylko takie. W tych kosmicznych budynkach nie ma okien i drzwi, wchodzi się do środka „przenikając” przez ściany. A będąc w środku, ma się wrażenie, że wciąż jest się na zewnątrz, jakby zanurzonym w bujną, zupełnie inną niż na Ziemi, przyrodę.

Grażyna Wrona, właścicielka kompleksu hotelowego Manor House SPA, nazywanego też Polskim Centrum Biowitalności, doznała olśnienia, kiedy kilka lat temu przeczytała książkę Desmarqueta. Wstęp do niej napisał dr Tomasz Chałko, uznany naukowiec w dziedzinie holografii laserowej, wykładowca akademicki w Melbourne w Australii. On sam zresztą wybudował dom kopułowy i mieszka w nim od wielu lat. Niewątpliwie wywarł na niego dobroczynny wpływ. Doktor Chałko uzyskał dyplom inżyniera w latach 70 - tych ubiegłego wieku, a wciąż wygląda młodo i witalnie. Taki jest również jego umysł, o czym można się przekonać, oglądając jego wywiady na You Tube…

Książka „Misja” zainspirowała Grażynę Wronę do poszukiwań wiedzy na temat kopuł i powodów, dla jakich warto je budować. No i dlaczego właściwie tego nie robimy - w naszej kulturze, budynek kopułowy wciąż jest dziwactwem…

Jednak wystarczy logicznie pomyśleć, trochę poczytać, obejrzeć zdjęcia z różnych epok i miejsc na świecie, by uświadomić sobie, że kształt domu kopułowego zaczerpnięto bezpośrednio z Natury. Takie domy budują zwierzęta. Ptasie gniazda nigdy nie są kwadratowe. Lisia nora, dziupla w drzewie, wydrapana w ziemi jama, wyścielona czymś miękkim, nie ma kątów prostych, ale „sklepienie” i okrągłe lub półokrągłe kształty. Zwierzęta tworzą swoje schronienia instynktownie. Pierwotne, ludzkie mieszkania, również były „zaokrąglone”. Życie w jaskiniach, jurtach, lepiankach było - mimo, że prymitywne - dobre dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego.

Okrągły kształt, to jak połączenie Nieba i Ziemi, symbolicznej jedności Matki i Ojca. To tworzy harmonię, której po prostu nie da się nie odczuwać!

Ciekawą historię przytacza Barbara Wojtkowska, architektka holistyczna, autorka wielu kopułowych projektów. Otóż, jeden z murarzy, który pracował przy samym sklepieniu, w wysokiej, bo 6 - metrowej budowli domu kopułowego, w pewnej chwili znalazł się w wewnętrznej przestrzeni i ciszy, jakiej nigdy nie doświadczył. Gdy o tym później opowiadał, nie umiał nawet znaleźć słów na swoje doznania - „Jakby mnie odcięło od świata, czułem taką błogość…”

A to właśnie naturalny stan naszego istnienia. To zostało nam z premedytacją zabrane…

Warto wiedzieć, że prawidłowo zbudowany dom kopułowy emituje radiestezyjne złote pasmo. Im wyżej sklepienia, tym głębiej zanurzamy się w tzw. torusa, czyli energetyczny lejek - mówiąc jak najbardziej obrazowo.

To właśnie w takiej przestrzeni możemy szybko wejść w odmienny stan świadomości, przekroczyć linię między światami.

Większość świątyń, przynajmniej tych budowanych wcześniej, ma kopulasty dach, półokrągłe sklepienia. To nie przypadek. Kiedyś budowniczowie znali tajemnice wibracji odpowiedniego kształtu i stosowali je w praktyce.

Na szczęście, wiedza ta, nie została całkowicie zapomniana i zatracona. Wraca z honorami, choć na razie jeszcze nie w masowym przekazie. Jednak kto chce, bez trudu dowie się, jak zbudować dom, który uzdrawia.

Również w Manor House SPA, szykuje się niezwykła gratka: lada moment rozpocznie się budowa dziewięciu małych kopuł! Będą to pokoje dla gości. A pomiędzy nimi stanie dziesiąta, większa kopuła, która będzie spełniała rolę wspólnej przestrzeni.

Noc w takim miejscu będzie niezwykłym przeżyciem. I każdy będzie mógł tego doświadczyć…

Kopuły zamiast… tabletki cz. I

Kopuły zamiast… tabletki cz. I

Dobrze skonstruowane i zbudowane z naturalnych materiałów domy kopułowe są lekiem samym w sobie. Życie w tak holistycznym i wspierającym wnętrzu jest czystym zdrowiem i radością…


A zatem, dlaczego dotąd takich domów masowo nie wznosiliśmy? Między innymi z powodów technicznych. Po pierwsze trudno było uzyskać pozwolenie na budowę czegoś, co nie mieściło się w ramach klasycznych, kwadratowych i prostokątnych budynków mieszkalnych. Nie mieliśmy także świadomości, że kopuła to uzdrawiająca przestrzeń. Jedno i drugie ściśle się wiąże.

Wiedza ta była przed nami ukrywana, bo gdybyśmy ją nie tyle posiedli, co sobie o niej przypomnieli, nagle, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, stawalibyśmy się coraz zdrowsi, bardziej witalni, odmłodzeni…

A przecież nikomu na tym nie zależy, bo silnym, świadomym człowiekiem trudno zarządzać.

Jednak wspaniała wiadomość jest taka, że właśnie teraz wiele tajemnic i ukrywanych przed nami informacji zaczyna wychodzić na światło dzienne. Dotyczą one także budowania holistycznych domów, nie tylko pozbawionych chemii, ale przede wszystkim z zastosowaniem całej wiedzy o prawach natury, żywiołów, przepływie energii, itp.

Nie trzeba daleko szukać, wystarczy logicznie pomyśleć: dlaczego większość świątyń ma kopułowy dach i zaokrąglone sklepienie?

Bo w tego typu przestrzeni energia krąży inaczej, jej przepływ jest naturalny. Taki kształt budynku idealnie rezonuje z naszym ciałem, bo jest to perfekcyjna forma występująca w przyrodzie. W kopułowym wnętrzu od razu czujemy się lepiej, gdyż emitowana energia wpływa nie tylko na nasze ciało fizyczne, ale również na pozostałe: mentalne, emocjonalne, eteryczne… Oczyszcza się nasze biopole, poszerza aura, szybciej goją rany, lepiej też śpimy i łatwiej ze sobą komunikujemy…

Z budynkiem o tego typu kształcie, wiąże się niezwykła historia. Otóż, w latach 60 - tych ubiegłego wieku, amerykański mechanik lotniczy, George van Tassel, na podstawie unikatowych planów, jakie podobno otrzymał od mieszkańców Wenus, zbudował nietypowy budynek. Dom postawiony na pustyni Mojave, niedaleko największego głazu na Ziemi, zwanego Giant Rock, nazwano go „Integratronem”. Jego górna część miała 12 metrów wysokości, 12 metrów średnicy oraz 16 boków. Można ją było wprawiać w ruch wirowy, a to, co się wtedy działo wewnątrz budynku, przekraczało wszelkie zrozumienie, nawet wysokiej klasy specjalistów! Do dziś - chociaż przecież upłynęło około 60 lat -nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego, wirowanie kopuły, aktywowało zjawiska magnetyczne podobne do tych, które towarzyszyły Tesli przy przeprowadzaniu doświadczeń z wysokimi napięciami. Te wysokie wibracje w kopułowej przestrzeni nie tylko natychmiast uzdrawiały i trwale odmładzały, ale nawet tworzyły możliwość… odrastania niegdyś amputowanych kończyn.

Niemożliwe? To przyjrzyjmy się życiu jaszczurek. Wyrwany ogon nie sprawia, że gad umiera. W ciągu miesiąca ta część ciała odrasta. Co prawda już nie w tak doskonałej formie, ale jednak odrasta i nikogo to nie dziwi.

Nic zatem dziwnego, że Integratron był przedmiotem wnikliwej obserwacji służb. Regeneracja, odmłodzenie, uzdrawianie… Czyż nie tego najbardziej pragniemy podczas naszego ziemskiego życia?

Twórca budynku tylko raz uruchomił kopułę. Później plany zaginęły, zaś on sam zmarł w tajemniczych okolicznościach.

Nawet jeśli kopuła nie wiruje, to i tak właściwości, jakie generuje w swoim wnętrzu, są niezwykle pożądane. Ci, którym udało się taki budynek postawić, a później w nim żyć (w Polsce jest kilkadziesiąt mniejszych i większych domów kopułowych), twierdzą, że kopuły są niczym wzmacniacze. A zatem potęgują nie tylko nasze zdrowie i witalność, ale i efekty indywidualnej działalności, pomnażając materię i obfitość…

Rozmowy z drzewami cz. 2

Rozmowy z drzewami cz. 2

Relacja z drzewami rozwija w człowieku zapomniane zmysły. Możemy je odkryć na nowo, jeśli uciszymy myśli, a otworzymy serca. Wtedy zaczynamy słyszeć, co do nas mówią brzozy, sosny, buki…
I nie jest to tylko poetycka metafora - przekazy, rady i wskazówki od drzew są konkretne i unikatowe.



Zwróćmy uwagę na dawne słowa w językach słowiańskich, w których rdzeń zawiera historię relacji człowieka i drzewa. Choćby słowo „gaj” (a przecież właśnie w świętych gajach Słowianie gromadzili się, by modlić się, medytować, łączyć z Naturą), wywodzi się ze słowa „goić”, czyli leczyć, harmonizować.

Pradawni Słowianie, ale nie tylko oni, bo i kapłani celtyccy - druidzi - wiedzieli, że drzewa są naszymi własnymi emanacjami, zaś każde z drzew niesie ludziom cząstkę boskiej świadomości. Przez drzewa można dostać się do świadomości własnej duszy. Przecież na poziomie duchowym wszyscy jesteśmy połączeni, bo wszelkie żyjące istoty mają energetyczne, elektromagnetyczne serce.

Warto dodać, że tak, jak ludzie wyposażeni są w uszy i głośnię, dzięki którym odbierają i przetwarzają dźwięki, tak identycznym organem u drzew jest kora.

Ona jest ich oczami i uszami, poprzez korę drzewa odbierają wszelkie informacje. Drzewa, podobnie jak ludzie, mają mózgi, które ukryte pod ziemią, komunikują się ze sobą nieustannie. Mowa rzecz jasna o całym systemie korzeni. Przypomina ludzką sieć neuronową i faktycznie pełni identyczną funkcję. Mimo tego, drzewa i ludzie, różnią się od siebie.

Czy zatem jest możliwa międzygatunkowa komunikacja?

Weronika Dąbrowska, w książce „Rozmowy z drzewami” pisze, że drzewa przekazują, iż ten system istnieje od - mówiąc ludzkim językiem - wieków i jedyne co trzeba zrobić, to tylko go uruchomić. Jest uniwersalny, gdyż oparto go o język pojęć i obrazów istniejących w polu informacyjnym wszystkich żywych, ziemskich istot.

Aby aktywować naszą pradawną umiejętność, musimy zrównoważyć w sobie wszystkie zmysły. Oto przykład: ludzie, którzy dużo palą, używają mocnych perfum, pracują w zanieczyszczonych miejscach, itp., muszą zadbać o detoks, jeśli chcą zrozumieć „nosem” mowę drzew. Gdy wciąż otaczamy się hałasem, słuchamy głośnej muzyki, zagłuszamy wiadomościami, posługujemy się na co dzień młotem pneumatycznym, piłą itp., również powinniśmy zrównoważyć ten czas przebywaniem w ciszy, wsłuchiwaniem się w jej smak, koloryt, w sam jej rdzeń.

Drzewa i rodziny drzew, mają swoje „specjalizacje uzdrawiania”, bo przecież każdy gatunek powiązany jest albo żeńską, albo męską energią, innym żywiołem, rolą, jaką pełni, a także zainteresowaniami, jakie przejawia.

Na przykład dąb reprezentuje energię męską, uruchamia w nas wewnętrzną moc, pomaga właściwie ukierunkować strumień energii życia, materializować przyszłość. Kontakt z dębami przywraca witalność. Według druidów, wspierają wizjonerstwo, właściwą diagnozę sytuacji.

Z kolei jabłoń to energia żeńska. Jabłonie nas stabilizują, pozwalają pozbyć się lęków dotyczących posiadania, pobudzają do twórczego myślenia w zakresie materii. Kontakt z jabłoniami polecany jest ludziom złamanym przez życie, wyczerpanym brakami egzystencjalnymi, biednym. To drzewo pokazuje potencjał dobrobytu i docenienie obfitości. Naprawia nasze DNA.

Topola biała zwana Białodrzewem, to także energia żeńska, a drzewo to potrafi oczyszczać nawet wówczas, gdy człowiek pozbył się prawie całej energii życiowej. Dlatego kontakt z topolami polecany jest tym, którzy cierpią na silne infekcje, wysokie gorączki, stany zapalane, nadciśnienie, otyłość. Dodatkowo pomoc uzyskają wszyscy, którzy cierpią z powodu utraty bliskich, topole bowiem wspierają w zamknięciu procesu żałoby.

Klony, reprezentanci delikatnej energii męskiej, pomogą tym z nas, którzy czują, że nie panują nad swoją agresją. Również rozpraszanie panicznego lęku przed biedą i zrównoważenie proporcji między pracą, a życiem osobistym to domena tych wspaniałych drzew, tak odpornych na niekorzystne warunki glebowe…

Jodły z kolei należą do drzew uduchowionych. Ułatwiają nam stawać się sobą, zdejmować maski i pozbywać narzuconych ról, gdyż to blokuje uruchomienie osobistego potencjału.

Najbardziej polskim, związanym z naszymi terenami drzewem, jest wierzba pospolita. W językach starosłowiańskich rdzeń nazwy tych drzew pochodzi od słowa „wiedzieć”. Te drzewne istoty współczują człowiekowi, są niczym psycholożki i szamanki, których zadaniem jest byciem przewodniczką między światami. Jeśli chcemy uruchomić swoją wrażliwość, obudzić duchowość, kontakt z wierzbą będzie wspaniałym pomysłem. Nie jest ona jednak polecana cierpiącym na depresję.

Brzozy charakteryzuje empatia, leczenie, współczuje. Przychodzą z tzw. pierwszą pomocą, gdyż mają umiejętność „brania na siebie” chorób ludzi i zwierząt.

Drzewa niosą w sobie wiele tajemnic, kosmicznej mądrości, rozwiązań, na jakie trudno nam wpaść, oraz wiele sposobów na obudzenie naszych talentów.

Tylko trzeba nauczyć się ich języka, dostroić do drzewnej wibracji.

A wtedy już zawsze możemy liczyć na ich wsparcie i opiekę…

Gdy rozprasza Cię świat, wejdź do środka siebie… Droga serca - lekcja jedenasta.

Gdy rozprasza Cię świat, wejdź do środka siebie… Droga serca - lekcja jedenasta.

W tej lekcji Mistrz Jezus wyjaśnia, jak opaść w głęboką wewnętrzną Ciszę, by zaznać tam błogości i absolutnego spokoju.


Największy duchowy Mistrz, jaki chodził po tej Ziemi, mówi, iż jedyna różnica między nim, a każdą inną, ludzką Istotą jest taka, iż On zawsze mieszka w cichym miejscu Serca, zaś my czasami wierzymy, że mieszkamy gdzie indziej. Czyli gdzie? W świecie, który wydaje się tak prawdziwy, tak realny i wyraźny, że trudno dać nam wiarę, iż to tylko… iluzja.

W jedenastej lekcji Drogi Serca nasz duchowy przewodnik daje ważną wskazówkę, jak zacząć odnajdywać w sobie Ciszę - jedyne miejsce, gdzie możemy się z Nim spotkać, a tym samym spotkać się ze Źródłem, gdyż jest to tożsame.

Możemy zacząć, od obserwacji naszych myśli. Kto z nas wie, skąd przychodzą i dokąd idą? Nie wiemy tego. A ponieważ myśli pochodzą z umysłu, należą do Świata. Pozwólmy myślom przepłynąć i zniknąć. Nie musimy niczego kontrolować, wszystko wydarza się samo. Trawa rośnie, Słońce oświetla Ziemię, krew krąży w naszym ciele. Czy musimy wiedzieć, jak to się dzieje, aby trzymać nad tym bezustanną pieczę? Nie. To przecież wydarza się samo. A zatem czas odpuścić, wycofać energię ze Świata.

Ten pierwszy krok, to zdanie sobie sprawy, że nie jesteśmy ani myślami, ani nawet tym, kto myśli. Jesteśmy obecnością, cichymi obserwatorami, tego co wydarza się w polu świadomości.

- Pochodzimy z jednej substancji, jednego Świata, jednej Prawdy - tłumaczy Mistrz - Tylko tutaj mieszka rzeczywistość, tylko tu niepodzielnie rządzi Miłość.

W świecie pełnym chaosu i zamętu nie znajdziemy ukojenia. Nie ma innej drogi, jak zwrócenie się do wewnątrz. W tym miejscu bowiem wszyscy jesteśmy jednakowi, utkani z tej samej tkaniny. Czym zatem jesteśmy, kiedy żyjemy w świecie? Jezus pięknie nazywa to „myślą Miłości wyrażoną w formie”. I dalej tłumaczy: „Mieć formę, nie oznacza mieć ciała. Oznacza jedynie to, że Umysł, który jest rzeczywistością istnienia Miłości, mieszka na równi w każdym z nas”. Jak można się o tym przekonać?

- Jeśliby tak nie było, nie mógłbyś mnie rozpoznać - wyjaśnia Jezus - I gdy wypowiadam jakieś słowo lub zdanie czy akapit, który rezonuje z Tobą jako coś prawdziwego, nie rozpoznałbyś tego, gdyby ta sama Prawda nie mieszkała już w Tobie jako rzeczywistość Twego istnienia…

Czyż to nie piękne? Wszyscy jesteśmy tacy sami, bo pochodzimy z jednego, boskiego Źródła. Różnice między nami wynikają (w naszym wyobrażeniu) z umysłu. W polu serca, gdzie istnieje wyłącznie Miłość, one nie istnieją.

Jak więc z tego umysłu wychodzić, by coraz częściej i dłużej przebywać w głębi siebie? Jest wiele metod, wiele sposobów, by zakorzeniać się w wewnętrznej Ciszy. Na przykład pozwolenie sobie na to, by myśli oraz to, co czujemy, widzimy, słyszymy, przelewało się przez nas, przenikało, a następnie znikało, rozpuszczało. To pozwoli nam schodzić coraz głębiej i głębiej. To pozwoli nam opaść coraz niżej, zatopić się w Ciszy.

Mistrz mówi: zauważysz wówczas łagodną przestronność i spokój, który pojawia się, choć przecież Ty nic nie zrobiłeś.

I jeśli nawet za chwilę świat znów zwabi nas swoim hałasem i błyskotkami w taki sam sposób, możemy za moment ponownie wrócić do wewnątrz.

Za każdym razem, zanurzenie w niej będzie coraz dłuższe i dłuższe.

Mistrz zaleca powtarzanie zdania: „Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości”. Pomaga szczególnie wtedy, gdy czujemy się ponownie rozproszeni, zwabieni widokami, dźwiękami i obrazami świata.

A kiedy już naprawdę głęboko i mocno zapuścimy korzenie w przestrzeni serca, możemy prosić o co tylko chcemy. Tu otrzymamy każdą informację, każdą wiedzę. To oczywiste, gdyż będziemy wówczas w samym centrum świadomości.

Jednak, aby się w niej znaleźć, musimy być gotowi na pozostawienie za sobą wielu rzeczy, potrzeb, przekonań. Na przykład przekonania o tym, że zawsze mamy rację. Na przykład lęku przed odrzuceniem, przed śmiercią…

Aby wejść do wewnętrznej Ciszy, trzeba pozostawić za sobą każdą myśl, jaką kiedykolwiek mieliśmy na temat konkretnych ludzi, zjawisk czy życia po prostu. Niełatwe zadanie. Ale tylko dla Umysłu. Nasze Serce zawsze to umiało. Dlatego niczego nie trzeba się uczyć, wystarczy tylko odkryć to, co od eonów w sobie nosimy…

Rozmowy z drzewami cz. 1

Rozmowy z drzewami cz. 1

Drzewa są niczym kosmiczny Internet. Jednak tym się różnią od sieci, z której korzystamy na co dzień, że nie przechowują w sobie żadnych destrukcyjnych śmieci. Tym, którzy potrafią z nimi rozmawiać, przekazują wyłącznie mądre i unikatowe informacje.


- Dostaliśmy, jako Ziemianie, przedziwny dar od Boga, Braci Ziemian - drzewa - pisze w książce „Rozmowy z drzewami”, Weronika Dąbrowska, architektka, malarka, wizjonerka, a także pierwsza osoba w Polsce, która, precyzyjnie opisała, jak kontaktować się drzewami, jak nawiązać z nimi bliską więź i otrzymywać od nich wsparcie, zdrowie, wskazówki na życie.

Sama doświadczyła miłości drzew we wczesnym dzieciństwie. Później pomogły jej wyjść z ogromnych kłopotów. Wydaje się to abstrakcyjne, gdyż od dzieciństwa uczono nas, że drzewa to po prostu nieco większe rośliny, które mają korzenie ukryte pod ziemią, zdrewniały pień i koronę z gałęzi, które wieńczą liście. I nic poza tym. Uczono nas też, że rośliny nie myślą, nie mają w sobie inteligencji, możliwości przeżywania wyższych stanów duchowych. Czas zweryfikować tę absurdalną tezę, jak zresztą wiele innych tez, które w tym niezwykłym czasie, jakim przyszło nam żyć, rozsypuje się niczym zamki z piasku.

Drzewa, jako żywe Istoty połączone są z dwoma aspektami Źródła: Ziemią i Niebem, czyli żeńskim i męskim symbolem naszego istnienia. I tak jak my, ludzie, nosimy w sobie pamięć naszych przodków, tak samo drzewa niosą pamięć wszystkiego, co wydarzyło się w ich życiu. A ich życie - to i nasze. Wydaje się nam, że tylko stoją w milczeniu.

Ale może to my nie znamy, a raczej zapomnieliśmy języka, w jakim mówią?

- Drzewa są nieme, kiedy nie mają wystarczająco kreatywnych umysłów, gotowych ich zrozumieć - wyjaśnia autorka „Rozmów z drzewami” - A można z nimi porozmawiać naprawdę o wszystkim.

Jako ludzie, nosimy w sobie ogromny, niewykorzystany potencjał. Na przykład zmysłu telepatii, widzenia dalej i szerzej, niż tylko w granicach ultrafioletu i podczerwieni, słyszenia w większej, niż tylko w ograniczonej dla ludzkich uszu, skali muzycznej. Drzewa to potrafią. Więcej: uczą nas odzyskać pradawne umiejętności! Na czym zatem polega komunikacja z drzewami? Przede wszystkim, na otworzeniu się, wyłączeniu umysłu, pozwoleniu sobie na czucie. Dokładnie działa to tak, jakbyśmy dostosowywali się wibracyjnie do częstotliwości konkretnego drzewa. Konkretnego, gdyż, każdy gatunek ma inne, subtelne wibracje. To, że ludzie i drzewa należą do innych Istot, nie znaczy, że nie mogą się porozumiewać. Ludzie o wysokim poziomie wrażliwości czuciowej, usłyszą i zrozumieją je najszybciej.

W relacji z nimi, korzystamy z ich wiedzy, a jest przecież potężna, gdyż niektóre z nich mają setki, a nawet tysiące lat. Od drzew pobieramy DNA z wyższych niż mentalne, poziomów. Aby to się zadziało, nie trzeba znać specjalnych technik: wystarczy się do drzewa z miłością przytulić.

Nie tylko my korzystamy z tej relacji, one też uczą się od nas, od ludzi.

W tych cywilizacjach, gdzie postęp do końca nie zrujnował duchowości, wciąż otacza się czcią stare drzewa. Tak jest na przykład na Bali. Tam ubiera się je w specjalne szaty. To znak dla ludzi, że te drzewa są wystarczająco silne, by je prosić o pomoc, wsparcie, wskazówkę. Młodym drzewkom mogłaby zaszkodzić energetyka człowieka, ale ogromne, z gigantyczną koroną i takimi samymi korzeniami, poradzi sobie z każdą ludzką trudnością.

Jak prosić drzewa o wsparcie i jak pracują z ludźmi konkretne gatunki, w drugiej części Rozmów z drzewami.


Teraz Polska

Teraz Polska

„A iskra wyjdzie z Polski…” - to zdanie przewija się od lat w różnych przekazach i jasnowidzeniach. Jaka iskra, czego dotyczy, dlaczego akurat z Polski? I czy właśnie nadszedł ten czas, kiedy iskra - czyli inspiracja i moc - ma popłynąć z naszego kraju w świat?


Wiele jest teorii na temat prawdziwego pochodzenia Polaków. Setki książek dotyczące kultury słowiańskiej, wierzeń, twórczości, języka, nie zmieniają jednak niczego w szkolnym programie. Dzieci dowiadują się o istnieniu swoich przodków dopiero od roku 966, czyli Chrztu Polski.

Gdzie byliśmy wcześniej? Historia, przynajmniej jej główny nurt, milczy na ten temat. A przecież, kiedy pomyślimy logicznie, czy nie wyda nam się dziwne, że poznajemy historię Sumerów, jako rzekomo pierwszej cywilizacji na naszej planecie, zgłębiamy kulturę rzymską, grecką, mity i opowieści z tamtej części świata, a nie wiemy nic na temat naszych przodków, z którymi jesteśmy powiązani genetycznie, co przecież już udowodniono naukowo.

Dominująca na terenach polskich haplogrupa R1a1 sięga do czasów około 15 tysięcy lat temu, co pozwala stwierdzić, że my, Polacy (a także Białorusini i Rosjanie), to jednak najstarszy lud na Ziemi. Ariowie - oto pierwotna nazwa Słowian. Sumer, Mezopotamia, Egipt - to według szkolnych podręczników kolebka cywilizacji. Ale jak zatem wyjaśnić, że wydobytą w Bronocicach (okolice Krakowa), w latach 70-tych ubiegłego wieku wazę, oceniono na najmniej… 3.600 lat p.n.e.?

Na owej wazie widnieje rysunek pojazdu kołowego. Metodą prostej dedukcji łatwo stwierdzić, kto jest wynalazcą koła. Nie chodzi tu jednak o udowadnianie swojej wyższości, a o prawdę, która przez tysiąclecia była ukrywana. Komu zależało, by fałszować, deprecjonować, degradować pierwszą ziemską cywilizację jaką tworzyli Ariowie? Prawdopodobnie tym, którzy znali jej prawdziwe źródło i obawiali się potężnej mocy, jaką dysponujemy.

I to jest właśnie czas, kiedy ta moc zostaje „odpamiętywana”, budzona, kiedy może być wprowadzona w czyn.

Dramatyczna historia Polaków nie jest przypadkowa. Wojny, zabory, odbieranie tożsamości, bieda: to znamy wszyscy. Ale mało kto myśli o tamtych zdarzeniach, jako działaniach, które miały stłumić naszą pierwotną siłę, waleczność, kreatywność, mądrość płynącą z Natury.

Powszechnie sądzi się, że przyczyną tamtego stanu rzeczy była geopolityka, konflikty, splot wielu zewnętrznych okoliczności.

Niewątpliwie to również nie było bez znaczenia, jednak główny zamysł leżał w pozbawieniu nas korzeni, mocy, mądrości. Przez tysiąclecia wmawiano nam, że niewiele potrafimy, że jesteśmy narodem drugiej kategorii.

Do dziś, my sami często źle o sobie mówimy, nie cenimy i nie dostrzegamy tej nieprawdopodobnej siły, która pozwalała nam się podnieść z najtrudniejszych sytuacji.

Ale to właśnie się zmienia. Jeszcze tego nie widzimy na masową skalę, jednak to właśnie Polacy budzą się pierwsi na świecie. Oczywiście, nikt nam tego nie powie w głównych wiadomościach, musimy nauczyć się czytać między wierszami. A przede wszystkim - zacząć w końcu ufać sobie.

Na wielu kanałach na YouTube przekazywane są wiadomości, które poruszają dokładnie ten aspekt: budzącej się słowiańskiej siły.

Według tych przewidywań i potencjałów, to właśnie my, jako pierwsi, zaczniemy budować alternatywne społeczeństwo oparte na braterstwie, gdzie nie będzie miejsca na wyzysk, gdzie wszyscy będą działać z poziomu serca.

To właśnie Polacy stworzą nowe rozwiązania, będą autorami wielu niezwykłych technologii, które naprawdę posłużą człowiekowi.

Mówi o tym między innymi Monika Rajska, współautorka książki „Między chaosem a świadomością. Hiperfizyka”, która posiada umiejętność sczytywania potencjałów z przestrzeni (już niebawem będą potrafili to robić wszyscy ludzie). Podkreśla ona w swoich filmach, że mamy w sobie wiele ważnych treści wypracowanych przez setki lat.

Jakie to treści? Na przykład: odwaga, szlachetność, poświęcenie. Umiejętność poradzenia sobie w każdych okolicznościach, gdyż jako bardzo stara nacja (czy nawet cywilizacja), przeszliśmy przez wszystkie możliwe „próby bohatera”. Mamy w sobie pokorę, ale tylko wobec sił wyższych (Bóg, Absolut, Światło), jednak nie wobec ludzi, którzy z jakiegoś powodu wywołują na nas presję, do czegoś zmuszają. Wtedy budzi się w nas buntownik, anarchista. I to dzieje się właśnie teraz. Ta budząca się pozytywna anarchia, będzie tworzyć kolektyw, siostrzeństwo, braterstwo, wspólnoty ludzi, którzy czują tak samo.

Krok po kroku zaczniemy budować nową, pełną miłości, ludzką cywilizację.


Odpuść i nie biegnij za fałszywymi prorokami. Droga serca - lekcja dziesiąta.

Odpuść i nie biegnij za fałszywymi prorokami. Droga serca - lekcja dziesiąta.

W kolejnej, bezcennej lekcji Joszua mówi o własnym, mistycznym doświadczeniu. 
O tym, jak przekierować energię, by odkryć Prawdę, a także o tym, jak nie dać się zwieść duchowym ścieżkom, które prowadzą na manowce…


Wyobraź sobie dziecko, które bawi się zabawkami, ustawia wieże z klocków, wozi w wózkach misie. Ale przychodzi taki moment, że zabawki stają się nieatrakcyjne, zaś ich miejsce zajmują na przykład: komputer, książki, płyty.

Ta decyzja nie jest wynikiem zewnętrznego nakazu. Dziecka nikt przecież nie zmusza, by porzucił rzeczy, które do tej pory stanowiły sens jego życia, ono działa naturalnie, zgodnie z tym, co czuje.

Ten przykład posłużył Jezusowi na pokazanie nam, że nie jesteśmy przywiązani do niczego na stałe, że w każdej chwili, dzięki naszej świadomej decyzji, możemy zrezygnować z nadawania wartości rzeczy, która już nam nie służy. „Zwyczajnie to przekraczasz i masz to już za sobą - przekazuje niezwykłą mądrość w prostym obrazie - Nic wielkiego. Nikt tego nie robi za ciebie, po prostu sam podejmujesz decyzję. Wycofujesz wartość, jaką to obdarzałeś i obiekty, które były symbolami tego, co ceniłeś, a te zwyczajnie znikają z twego życia…”

I dalej, w piękny sposób, Joszua kontynuuje: dokładnie w ten sposób możemy odłożyć na bok… stan nieoświecenia, jakby był taką właśnie zabawką, z której wyrośliśmy.

Czyż nie jest to wspaniałe, zrozumiałe dla każdego porównanie?

W tej lekcji, Mistrz zwierza się z własnych mistycznych przeżyć, które miały miejsce w jego młodzieńczym życiu. Był człowiekiem, jak każdy z nas.

I jak każdy uczestniczył w istnieniu świata, który wchłania wszelkimi swoimi smutkami, problemami, radościami, szczęściami. Ku temu zewnętrznemu światu kierujemy całą naszą uwagę, gdyż myślimy, że to jedyne co mamy.

Ale Jeszua - wówczas mały, a później coraz starszy chłopiec - nosił w sobie głęboką potrzebę rozwikłania powodu, dla którego jesteśmy obecni na tej planecie, wielkie pragnienie poznania Prawdy, która mogłaby wyzwolić całą ludzkość. Dzięki medytacjom, modlitwom, trwaniu w ciszy i obserwacji własnego wnętrza, zaczęły przychodzić do Niego rozpoznania, wglądy i wspomnienia z innych wymiarów. Pojął, że jesteśmy czymś znacznie większym i potężniejszym, niż sądzimy. Ujrzał, iż nasza świadomość jest absolutnie kosmiczna i wykracza poza ciało, z którym się identyfikujemy.

Zobaczył także, iż ludzie myślą, że to, co przydarza się ciału, przydarza się im, że są w nim w jakiś sposób uwięzieni.

Jaki zatem jest - według Mistrza - sposób na uwolnienie się od pułapki ciała?

Dokładnie taki sam, jak w przytoczonym na początku przykładzie: zabierz swoją energię z miejsca, które już ci nie służy i przenieś do własnego wnętrza. Tylko tyle. I aż tyle. Nie wszyscy wierzą w najprostsze rozwiązania, bo właśnie świat zewnętrzny nauczył nas, iż cenne jest to, co skomplikowane, z trudem zdobyte, okupione bólem lub ciężką pracą.

Joszua mówi prosto: skieruj energię do wnętrza, a tam znajdziesz Prawdę.

Zaufaj sobie, zaufaj temu głosowi w sercu, bo to Bóg do Ciebie przemawia.

Oczywiście, że wielu duchowych nauczycieli, będzie nas od tego odwodzić, wszak odzyskanie naszej własnej mocy nie jest w ich interesie.

W czasie wysypu fałszywych proroków - a ten czas właśnie nadszedł - wcale nie tak trudno ich odkryć. Jezus mówi, że trzeba zadać sobie pytanie, czy człowiek, który naucza, ofiarowuje prostotę czy złożoność? Zwyczajny spokój czy konieczność otaczania się szeregiem rekwizytów rytualnych? Skomplikowane medytacje i modlitwy oraz listę zadań do wykonania, czy też po prostu przypomina o Prawdzie i prosi, abyśmy w niej spoczęli?

A może sugeruje, że konieczne jest wybranie się na wiele pielgrzymek?

Czy też raczej mówi, że Niebo jest obecne, kiedy robimy sobie rano filiżankę herbaty, jeśli tylko zechcemy pamiętać, kto zaparza tę herbatę?”

Jeśli wspierają nas, towarzyszą w wewnętrznych procesach i przypominają, że nie są wyżsi i więksi od nas, bo wszyscy jesteśmy równi, to dobry znak.

Jeżeli jednak mówią z lękiem i w lęku sugerują, że wiedzą jak kontrolować siły natury i siły umysłu, jak chronić się przed złem, to lepiej będzie odejść, by posiedzieć w ciszy własnej, wewnętrznej Prawdy.

Tylko w nas samych jest możliwość przemiany, uzdrowienia i totalnej transformacji. Tylko w nas - a Jezus nam to ułatwił - jest boska świadomość decyzji, by od tego momentu, od następnej sekundy być już kimś innym…

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia