Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Czy dość się już nacierpiałeś? Droga Przemiany - lekcja trzecia

Czy dość się już nacierpiałeś? Droga Przemiany - lekcja trzecia

Kiedy idziesz, patrzysz, działasz, ale też zwyczajnie wykonujesz najprostsze czynności, zawsze masz okazję dokonać wyboru: Lęk czy Miłość?


Tę naukę, Mistrz intrygująco zaczyna od słów: niepoczytalność.

- „Panie sędzio, mój klient jest niewinny, ponieważ był w stanie chwilowej niepoczytalności” - te słowa często padają w sądzie.

Taka sama niepoczytalność panuje w kosmicznych wymiarach naszego istnienia. Bóg, Źródło, Najwyższa Inteligencja - czy jakkolwiek chcielibyśmy nazwać przyczynę naszego istnienia - doskonale wie, że chociaż wszyscy mamy wolną wolę, wybieramy czasami chwilową niepoczytalność.

Nigdy jednak nie zostaliśmy, ani nie zostaniemy, za to potępieni.
Czyż to nie wspaniała wiadomość?
Mamy prawo, jako dzieci Boga, popełniać błędy.
Jednak w każdej sekundzie naszego życia możemy zdecydować o zmianie.

Dlatego Mistrz Jezus sugeruje powrót do lekcji trzeciej, Drogi Serca, gdzie wracamy do praktyki obecności, jako Chrystus. Warto ją sobie przypomnieć: chodzi o skupienie się i bycie świadomym, dosłownie każdej rzeczy, myśli, pragnienia, sytuacji, której doświadczamy.

Zmywasz naczynia? Skup swoją uwagę na wodzie, jaka dotyka twoich dłoni, strukturze garnka czy kubka. Poczuj, że sama, czy sam, stworzyłeś taką sytuację. Chodzi o dotarcie do myśli, że tylko my tworzymy swoje doświadczenie, że jesteśmy dosłownie twórcami wszystkiego, co nas otacza. A skoro stworzyliśmy jedno, stworzymy następne. I kolejne, i kolejne. Taki świadomy proces kreacji zaczyna coraz bardziej cieszyć, gdyż jest w sprzeczności ze słowem, jakie wciąż słyszeliśmy: „muszę”. Zamiast „muszę”, zaczynamy wybierać ”mogę”, a to jest już zupełnie inna perspektywa…

Na koniec tej 5-minutowej praktyki stwarzania jako Chrystus (przypominamy, że „Chrystus” to nie imię, tylko tytuł, do jakiego każdy z nas pretenduje), zamknij oczy i uświadom sobie prostotę przepływu twego własnego oddechu.

Wtedy po prostu pomyśl: Pozwalam, aby ten oddech poruszał się głębiej i wolniej… A następnie, w miarę jak zaczniesz odczuwać coraz głębsze rozluźnienie, utrzymuj myśl:

„Jako Chrystus, w doskonałym bezpieczeństwie, uwalniam całe napięcie. Jako Chrystus, w doskonałym bezpieczeństwie, roztapiam mój umysł w doskonałym Pokoju Boga”

Cały czas utrzymuj spokojny oddech. Poczuj, jak wypełnia twoje ciało. A następnie powiedz: Przyjmuję… Gdy zaś oddech opuszcza ciało (powiedz głowie, niekoniecznie na głos): Miłość Boga…
I znów: Przyjmuję… A następnie: Miłość Boga… Zrób tak kilka, kilkanaście razy.

Kontynuuj to przez mniej więcej pięć minut – wspiera nas wskazówka mistrz Jezus - niezależnie od tego, co egotyczny umysł będzie ci mówił, a z pewnością podniesie on nieco wrzawy. Ty po prostu powróć do tej prostej praktyki. Pod koniec tych pięciu minut pozwól, by modlitwa, którą ofiarowywałeś, zmieniła się ze słów w energię. Być może będziesz postrzegał ją jako złote, białe światło…Tę praktykę warto wykonywać rano i wieczorem, z tym, że wieczorem dobrze jest zamknąć ją zdaniem: Dziś przyniosłem światu pokój i ofiarowałem go mym towarzyszom na drodze.

Kolejne wskazówki Jeszuy, prowadzą nas do uświadamiania sobie, że świat, jaki wytworzyliśmy z innymi ludźmi… nie jest rzeczywisty. Mistrz pyta: Czy dość się już nacierpiałeś? Czy już wystarczająco głęboko doświadczyłeś ograniczeń, by wiedzieć, że już dłużej tego nie chcesz? Tylko lęk blokuje nas przed doświadczaniem Miłości. By to zmienić, potrzeba jest tylko nasza decyzja.

I nic więcej.

Wykorzystaj Czas na Miłość. Droga Przemiany - lekcja druga.

Wykorzystaj Czas na Miłość. Droga Przemiany - lekcja druga.

Wyuczono nas w czekaniu i poczuciu słabości. Wszystko jest inaczej!
Miłość nie musi czekać, by spełniono określone warunki dla jej przejawienia.
Była, jest i będzie.


Kiedy czekamy na lepsze okoliczności życia, często mówimy: niech tylko przyjdzie wiosna, obym się już rozwiodła, prawdziwe życie zacznie się, jak dostanę awans, itp. Wyznaczamy sobie jakiś cel, dążymy do niego, ale przez ten odcinek czasu, kiedy realizujemy swoje pragnienia, zapominamy… żyć.

Na tym spotkaniu, Joszua, przypomina nam o innym postrzeganiu czasu.

I wcale nie chodzi tu o to, abyśmy przenieśli się na odludzie i tam doświadczali życia w odosobnieniu.

Nie chodzi też o to, aby zmieniać okoliczności naszego istnienia, ale o inną perspektywę zdarzeń, jakich doświadczamy. A także rozpoznanie, że nic, żadne fakty, sytuacje, rzeczy, ludzie czy jakiekolwiek istoty, nie są w stanie oddzielić nas od Boga, gdyż nadrzędną władzę nad wszystkim dzierżymy tylko my.

Dla wielu może być to teoretyczne określenie, bo uczono nas, że jesteśmy niewiele warci, słabi, „grzeszni”. Takie działania miały tylko jeden cel: odciągnąć nas od swojej własnej mocy, decyzyjności i siły. Przecież tylko my sami możemy dokonać wyboru, by postrzegać inaczej, nikt nie zrobi tego za nas!

Nie pójdziemy dalej w naszym rozwoju, jeśli wciąż będziemy obarczać się winą za to, co wydarzyło się kiedyś, a może nawet całkiem niedawno, bo wczoraj czy dzisiaj.

Mistrz Jezus sugeruje, że nie jest to właściwy trop.

- Powiadam wam: wszystko, czego potrzeba, by zacząć, to gotowość zaakceptowania, że w owej wielkiej tajemnicy świadomości ty jesteś mocą i źródłem wszystkiego, co myślisz, wszystkiego, co widzisz, wszystkiego, co czujesz, wszystkiego, czym chcesz być i co chcesz czynić. Trwasz w tej wolności nieustannie - wyjaśnia wszystkim, którzy podjęli decyzję, że chcą kroczyć Drogą Przemiany.

I skoro na nią wkroczyliśmy, trzeba postawić sobie pytanie: jak chcę wykorzystać czas, w którym żyję? Można przecież żyć jak niewolnik, ale można też pamiętać o swojej wolności i widzieć rzeczy inaczej - z perspektywy Miłości. Nie czekać aż zmienią się okoliczności, bo właśnie wtedy wpychamy siebie w więzienie oczekiwania. Jesteśmy wolni już, teraz, w każdej sekundzie! A wynika to z naszego, boskiego i niczym nieograniczonego pola świadomości. Czym jest to pole? Miłością właśnie, czystą miłością. I jakkolwiek może to wciąż brzmieć dla nas abstrakcyjnie, warto czynić próby uświadamiania sobie siebie, jako boskiej obecności w tym wymiarze. Joszua przypomina o praktycznych ćwiczeniach (choćby 3 do 5 minut dziennie), które opisywaliśmy we wcześniejszych lekcjach, a które teraz tylko przypominamy: w ciszy i głębokiej obecności odczuj wszystko, cokolwiek Cię otacza, jako własne stworzenie, ale z poziomu twórcy, kreatora, z poziomu własnego stwarzania. I nawet jeśli tylko siedzisz na krześle, to sam fakt zauważenia, że to Ty stworzyłeś tę sytuację, da Ci zrozumienie, że masz możliwość wykreowania jakiejkolwiek innej.

Mistrz Jezus podkreśla, że każdy z nas ma tylko jeden skarb: siebie samego, jako obecność boskiej miłości. I tylko jedno zadanie: szerzenie jej w świecie. Droga Przemiany polega na odwróceniu wewnętrznego systemu przekonania, że coś lub ktoś na zewnątrz nas, wpłynie na wewnętrzną zmianę. Aby mogła ona trwale przeniknąć nasze ciało - umysł, nie wystarczy powtarzanie nowych formuł, mantr, modlitw - potrzebujemy praktyki!

Pomoże nam w tym powyższe zadanie, a także każda forma medytacji, jaką poczujemy. I kiedy to praktykujemy, wtedy właśnie dzieje się „cud” zupełnie innego odczuwania okoliczności, jakie wcześniej nazwalibyśmy trudnymi, smutnymi, tragicznymi.

Mistrz mówi, że jedyny wybór, jaki stoi przed nami, to wzięcie odpowiedzialności za wykorzenienie błędnego postrzegania na temat kogokolwiek i czegokolwiek, zaś przede wszystkim - siebie. W ramach tego postanowienia jest także przyjęcie pamięci o tym, że „ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Jest w tym poddanie i siła jednocześnie. A łączenie paradoksów, to domena boskości. Łączmy więc i idźmy drogą Miłości.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Co myślimy o lęku, Miłości, osądzie, ograniczeniach? Warto zrobić sobie „duchową” powtórkę, zanim… ruszymy w dalszą drogę.


Zdarza nam się słyszeć, a czasem nawet samemu powiedzieć: co to za Bóg, który toleruje taki świat? Jeśli naprawdę jesteśmy bożymi dziećmi, to dlaczego nas nie ratuje od wojen, cierpienia i chorób?

Odpowiedź na to pytanie - jeśli szukamy - znajdziemy w wielu miejscach. Również, między innymi w 12. lekcji Drogi Serca.

- Nie możemy tego zrobić za Was, możemy tylko zrobić to z Wami, gdyż nic nie może być narzucone siłą umysłowi bożego dziecka - mówi Mistrz Jezus, Duch Święty nie czyni żadnych wysiłków, by uzurpować sobie lub odbierać Ci Twoją wolność…

A cała nasza moc w wolności. Co możemy zrobić, by ją uzyskać? Na pewno nie szukać, nie działać. Jedynie otworzyć się, poczuć się gotowym na przyjęcie, naszykować miejsce. Jak mówi Joszua – przygotować glebę poprzez swój wybór, by odkryć przeszkody dla Miłości.

I jakie to przeszkody? Jest tylko jedna, a wszystkie inne są jej pochodną: lęk. Lęk przyrównywany jest do korzenia chwastu, który rośnie w ogrodzie naszej świadomości. Ale kiedy już go usuniemy, to znów możemy posłużyć się językiem metafory: otrzymamy Deszcz Łaski. W dodatku wcale nie musimy na niego zasługiwać! Otrzymujemy go za darmo, tyle ile potrzebujemy.

A wspomniane krople deszczu, to nic innego, jak 12 lekcji kierowanych do naszej świadomości, by ją poruszyć, ożywić, pobudzić. Prawdopodobnie tylko część trafiła do nas, inne przekazy wciąż czekają. W miarę, jak będzie pogłębiała się nasza gotowość na uwolnienie się od lęku, będziemy także gotowi przyjąć kolejne krople…

W tej podsumowującej pierwszy etap wędrówki, Joszua sugeruje, by zweryfikować swój stan na teraz, bo kiedy pójdziemy dalej, wiele zależy od tego, co już udało się odkryć, poczuć i zrozumieć.

I znów możemy przywołać obraz ogrodnika, który szykując swoją ziemię pod uprawę, wybierał narzędzia. Mógł wybrać na tyle nieskuteczne, że gleba pozostała nieporuszona, niegotowa, by wchłonąć deszcz i nakarmić rośliny.

Ale mógł dokonać właściwego wyboru i wówczas owoce, jakie się pojawiły, przerosły wyobrażenia ogrodnika…

Mistrz Jezus zachęca, by w tej „duchowej powtórce”, udać się raz jeszcze do początku, do lekcji drugiej. Tam została nam podana pięciominutowa praktyka obserwacji wszystkiego, co się wydarza, jako przebudzony Chrystus.

A zatem przypomnijmy: zaczynamy od 3 - 5 minut poczucia absolutnej obecności i zauważenia stwarzania każdej czynności, każdej sekundy naszego istnienia. Choćby najprostszej: brania prysznica, parzenia kawy, patrzenia na kwiaty w wazonie, dotykania książki. Zatrzymanie się i zauważenie, że właśnie teraz, w tym momencie, stwarzamy określoną sytuację. A to właśnie, coraz mocniej zakorzeni nas w świadomości, że nikt inny, tylko my sami, poprzez Boga w nas, tworzymy wszystko.

Nie, to za łatwe! W czym niby taka praktyka miałaby mi pomóc? Oto prawdopodobnie niektóre z głosów. Skąd biorą się nasze wątpliwości?

Z egotycznego umysłu. Umysł Boga niczego nie komplikuje, wszystko jest proste! Jedyne co musimy, to zaprzestać działania, a otworzyć się z ufnością na otrzymywanie!

I co się stanie naprawdę, tak praktycznie? Oto kolejne nasuwające się pytania z ludzkiego postrzegania.

Joszua mówi: Korzenie lęku zostaną obluzowane na takie sposoby, jakich nie jesteś w stanie pojąć za pomocą myślącego umysłu.

Czyli: nie do nas należy tworzenie mechanizmu uwalniania z lęku (który jest zaprzeczeniem Miłości), nie do nas należy rozpaczliwe szukanie rozwiązań.

Do nas należy tylko otwarcie się na przyjmowanie.

Dla większości ludzi, to wciąż najtrudniejsze zadanie, bo przyzwyczajono nas, że rozwiązanie problemów ma związek z wysokością IQ, że tylko tu, w tajemniczych meandrach szarych komórek jesteśmy w stanie wymyślić coś skutecznego. Ale przecież nasz umysł wykracza poza materię.

Kiedy to pojmiemy, to w chwili porzucenia ciała - a przecież każdy z nas tego doświadczy - będzie to jak porzucenie zabawki, z jakiej już wyrośliśmy…

Jeszcze raz, zatem przyjrzyjmy się takim aspektom naszego życia, jak wspomniany już lęk, osąd (siebie i innych), ograniczenia.

Mistrz Jezus mówi, że każdy z nich musi być uwolniony na tym poziomie, na jakim został stworzony. W tym właśnie pomogą nam praktyki zawarte we wszystkich lekcjach Drogi Serca. Postanówmy więc sobie, że nie możemy ich przeoczyć. Bo to jak kamień węgielny naszej Istoty, ale także możliwość pójścia dalej, Drogą Przemiany.

Gdy rozprasza Cię świat, wejdź do środka siebie… Droga serca - lekcja jedenasta.

Gdy rozprasza Cię świat, wejdź do środka siebie… Droga serca - lekcja jedenasta.

W tej lekcji Mistrz Jezus wyjaśnia, jak opaść w głęboką wewnętrzną Ciszę, by zaznać tam błogości i absolutnego spokoju.


Największy duchowy Mistrz, jaki chodził po tej Ziemi, mówi, iż jedyna różnica między nim, a każdą inną, ludzką Istotą jest taka, iż On zawsze mieszka w cichym miejscu Serca, zaś my czasami wierzymy, że mieszkamy gdzie indziej. Czyli gdzie? W świecie, który wydaje się tak prawdziwy, tak realny i wyraźny, że trudno dać nam wiarę, iż to tylko… iluzja.

W jedenastej lekcji Drogi Serca nasz duchowy przewodnik daje ważną wskazówkę, jak zacząć odnajdywać w sobie Ciszę - jedyne miejsce, gdzie możemy się z Nim spotkać, a tym samym spotkać się ze Źródłem, gdyż jest to tożsame.

Możemy zacząć, od obserwacji naszych myśli. Kto z nas wie, skąd przychodzą i dokąd idą? Nie wiemy tego. A ponieważ myśli pochodzą z umysłu, należą do Świata. Pozwólmy myślom przepłynąć i zniknąć. Nie musimy niczego kontrolować, wszystko wydarza się samo. Trawa rośnie, Słońce oświetla Ziemię, krew krąży w naszym ciele. Czy musimy wiedzieć, jak to się dzieje, aby trzymać nad tym bezustanną pieczę? Nie. To przecież wydarza się samo. A zatem czas odpuścić, wycofać energię ze Świata.

Ten pierwszy krok, to zdanie sobie sprawy, że nie jesteśmy ani myślami, ani nawet tym, kto myśli. Jesteśmy obecnością, cichymi obserwatorami, tego co wydarza się w polu świadomości.

- Pochodzimy z jednej substancji, jednego Świata, jednej Prawdy - tłumaczy Mistrz - Tylko tutaj mieszka rzeczywistość, tylko tu niepodzielnie rządzi Miłość.

W świecie pełnym chaosu i zamętu nie znajdziemy ukojenia. Nie ma innej drogi, jak zwrócenie się do wewnątrz. W tym miejscu bowiem wszyscy jesteśmy jednakowi, utkani z tej samej tkaniny. Czym zatem jesteśmy, kiedy żyjemy w świecie? Jezus pięknie nazywa to „myślą Miłości wyrażoną w formie”. I dalej tłumaczy: „Mieć formę, nie oznacza mieć ciała. Oznacza jedynie to, że Umysł, który jest rzeczywistością istnienia Miłości, mieszka na równi w każdym z nas”. Jak można się o tym przekonać?

- Jeśliby tak nie było, nie mógłbyś mnie rozpoznać - wyjaśnia Jezus - I gdy wypowiadam jakieś słowo lub zdanie czy akapit, który rezonuje z Tobą jako coś prawdziwego, nie rozpoznałbyś tego, gdyby ta sama Prawda nie mieszkała już w Tobie jako rzeczywistość Twego istnienia…

Czyż to nie piękne? Wszyscy jesteśmy tacy sami, bo pochodzimy z jednego, boskiego Źródła. Różnice między nami wynikają (w naszym wyobrażeniu) z umysłu. W polu serca, gdzie istnieje wyłącznie Miłość, one nie istnieją.

Jak więc z tego umysłu wychodzić, by coraz częściej i dłużej przebywać w głębi siebie? Jest wiele metod, wiele sposobów, by zakorzeniać się w wewnętrznej Ciszy. Na przykład pozwolenie sobie na to, by myśli oraz to, co czujemy, widzimy, słyszymy, przelewało się przez nas, przenikało, a następnie znikało, rozpuszczało. To pozwoli nam schodzić coraz głębiej i głębiej. To pozwoli nam opaść coraz niżej, zatopić się w Ciszy.

Mistrz mówi: zauważysz wówczas łagodną przestronność i spokój, który pojawia się, choć przecież Ty nic nie zrobiłeś.

I jeśli nawet za chwilę świat znów zwabi nas swoim hałasem i błyskotkami w taki sam sposób, możemy za moment ponownie wrócić do wewnątrz.

Za każdym razem, zanurzenie w niej będzie coraz dłuższe i dłuższe.

Mistrz zaleca powtarzanie zdania: „Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości”. Pomaga szczególnie wtedy, gdy czujemy się ponownie rozproszeni, zwabieni widokami, dźwiękami i obrazami świata.

A kiedy już naprawdę głęboko i mocno zapuścimy korzenie w przestrzeni serca, możemy prosić o co tylko chcemy. Tu otrzymamy każdą informację, każdą wiedzę. To oczywiste, gdyż będziemy wówczas w samym centrum świadomości.

Jednak, aby się w niej znaleźć, musimy być gotowi na pozostawienie za sobą wielu rzeczy, potrzeb, przekonań. Na przykład przekonania o tym, że zawsze mamy rację. Na przykład lęku przed odrzuceniem, przed śmiercią…

Aby wejść do wewnętrznej Ciszy, trzeba pozostawić za sobą każdą myśl, jaką kiedykolwiek mieliśmy na temat konkretnych ludzi, zjawisk czy życia po prostu. Niełatwe zadanie. Ale tylko dla Umysłu. Nasze Serce zawsze to umiało. Dlatego niczego nie trzeba się uczyć, wystarczy tylko odkryć to, co od eonów w sobie nosimy…

Wszystko już jest. Droga serca - lekcja siódma.

Wszystko już jest. Droga serca - lekcja siódma.

Jedyna droga, na której nie pobłądzimy, prowadzi do naszego wnętrza. Gdy tam w końcu dotrzemy, będziemy w domu.


Wyobraźmy sobie w wielkim lesie maleńkie źdźbło trawy. I wiatr, który lekko nim poruszył. A kiedy to się stało, promień słońca, który właśnie go oświetlił, sprawił, iż na leżący w pobliżu kamień, padł cień: jeden z najmniejszych możliwych cieni, jaki tylko może zaistnieć. Cień, którego nikt nie dostrzega i który praktycznie nie ma żadnego wpływu na ruchy planet, zjawiska kosmiczne, a przede wszystkim na Miłość, jaką obdarza nas ten, dzięki któremu istniejemy.

A jednak my, ludzie, nadajemy mu ogromne znaczenie. To właśnie ten najmniejszy z najmniejszych, staje się dla nas ogromną przeszkodą w przeżywaniu Prawdy, jaka w nas zawsze była, jest i będzie. Dlaczego tak się dzieje? Jezus w kolejnej lekcji, wyjaśnia: „Ten niewielki cień jest tym, czemu nadałeś moc. Dokładnie w tym momencie narodził się lęk. A lęk jest zawsze zaciśnięciem się i odsuwaniem od Miłości. I lęk czyni cię mniejszym od tego źdźbła trawy, które chwilowo wydaje się rzucać cień i dlatego też przeszkadza ci w rozpoznaniu ciepła słońca, w którym zawsze jesteś skąpany”.

Pięknie brzmią te słowa, ale czy naprawdę je rozumiemy? Czym jest ten cień, który rzuca źdźbło trawy i dlaczego ma to aż takie znaczenie? Bo aby całym swoim istnieniem, całym swoim życiem, wyrażać Prawdę, potrzebna jest wewnętrzna spójność, pewność, brak sprzecznych informacji, po prostu jedność. I wtedy wystarczy być, nic więcej.

Kiedy coś takiego słyszymy, na ogół czujemy lekkie wzburzenie. Jak to: tylko być?! A cała praca, którą muszę wykonać, aby posuwać życie do przodu?

A te wszystkie obowiązki, które na mnie czekają? Moje zobowiązania, moja firma, moja rodzina…

Jezus w słowach, które do nas kieruje, nigdy nie powiedział, że to nie jest ważne, że mamy to porzucić, założyć białą szatę, sandały i ruszyć w bliżej nieokreślonym kierunku. „Najpierw módlcie się o królestwo, a reszta będzie wam dodana” - oto wskazówka, jak pogodzić ten paradoks.

Chodzi o to, że kiedy już staniemy się świadomi, kiedy dotrzemy do wewnętrznego królestwa, Niebo i Ziemia ruszą, by być naszym sługą. Ale nigdy wcześniej!

Dlatego pierwszym zadaniem jest poszukanie drogi do Prawdy, która czeka na odkrycie. Wszystko co wydarzy się później, będzie tylko emanowaniem Miłości, można powiedzieć, że wszystko będzie się „działo samo”, przepływało przez nas i manifestowało w postaci tego, czego pragniemy, co dla nas ważne.

Człowiek, który jest w swojej Prawdzie, daje otuchę i radość innym nawet wtedy, kiedy nie skinie palcem.

Jak zatem stać się takim człowiekiem? Już nim jesteśmy! Żeby to pojąć, musimy przestać starać się kochać Boga, kochać bliźnich i tracić mnóstwo energii, na udowadnianie naszym bliskim uczuć, jakimi ich obdarzamy. Jedyne, co potrzebujemy zrobić, to przekierować tę energię do środka, do świadomości naszego istnienia. To tutaj żyje Jaźń, jaką Bóg umieścił w nas.

Musimy nauczyć się karmić tę Jaźń, pielęgnować ją. I to co niezwykle ważne, dopóki będziemy sądzić, iż w świecie zewnętrznym istnieje coś, co może nas wspierać, dawać siłę, czyli krótko mówiąc: znajdziemy tam brakujący element nas samych, nie doznamy Pełni. Bo jak mówi Jezus: „Szczęście znajdujesz jedynie wewnątrz”.

Bądź miłością. Droga serca - lekcja szósta.

Bądź miłością. Droga serca - lekcja szósta.

Miłość. Ileż razy słyszeliśmy i wypowiadaliśmy to słowo. Ale czy naprawdę wiemy, a może raczej czujemy - czym naprawdę jest? Jak się Nią stać i tym samym całkowicie przemienić, podpowiada Jeszua, znany w naszej kulturze jako Jezus.


Uczono nas przez wieki, że miłość Boga jest gdzieś poza nami, w świecie zewnętrznym. I aby ten Bóg zwrócił na nas uwagę, trzeba prosić, padać na kolana, błagać, ukorzyć się. Ten podział był głęboki i bardzo wyraźny: z jednej strony marny, słaby człowiek, zaś z drugiej - wszechmocny Bóg.

Kiedy błagania nie przynosiły rezultatów mówiono z pokorą: „Bóg tak chciał. Widocznie nie jestem wart jego uwagi”.

Takie stwierdzenie jest niczym nieprawidłowy wzór matematyczny. Kiedy podstawiamy pod niego dostępne dane, zawsze uzyskamy fałszywy wynik.

Trzeba go zmienić, a z lekkością rozwiążemy zadanie. I wynik nas zachwyci. Jaki to zatem wzór?

A taki, że człowiek jako dziecko Boga jest święty, jest pełnią. I to nie dlatego, że sobie na to zapracował, ale dlatego, że wyłonił się z Umysłu Boga, który jest Prawdą. Po prostu nie ma innej możliwości: każdy z nas, stworzony na podobieństwo Boga, już jest Bogiem, już jest czystą Miłością!

A ona nigdy nie może nikogo wyróżniać swym światłem, gdyż wtedy jej strumień skierowany byłby tylko na jeden obiekt, tylko na jedną istotę.

„Dlatego też kiedykolwiek rozpoznajesz, że wyróżniasz kogoś lub coś i mówisz: „W nich jest większa wartość”, to możesz być pewien, że wówczas w ogóle nie kochasz, lecz się lękasz - mówi Nasz Przewodnik - A jeśli ten ktoś odszedłby od ciebie, jakbyś się wówczas czuł? Lecz gdy kochasz, gdy trwasz w Miłości, tak jak ryba w morzu, wówczas wszystkie istoty mogą się pojawiać i odchodzić, a ty będziesz je błogosławił w ich podróży. I będziesz pamiętał, że mieszkasz tam, gdzie umieścił cię Bóg. A Bóg umieścił cię w Swym Sercu. Kiedy zaś postanowisz być jedynie obecnością Miłości, wówczas nawet sen o stracie zniknie z twej świadomości niczym leśna mgła ustępująca wschodzącemu słońcu”.

O czym mówi Jezus? O naszym bezustannym poszukiwaniu Miłości na zewnątrz, czepianiu się każdego światełka, tysięcy, milionów prób podłączenia do gniazdka, z którego czerpany prąd albo nie działa tak, jakbyśmy chcieli, ale działa zbyt krótko, a czasem wcale. Chcemy, aby ktoś nas obdarzył miłością, ale to nie jest możliwe. To, co przez chwilę postrzegamy jako miłość, jest jedynie iluzją naszego umysłu, nakładką ego. W jeden sposób możemy nie tylko poczuć Ją w pełni, ale stać się Nią - kiedy zespolimy się ze źródłem siebie samego, rdzeniem swojego istnienia, bo jest ono stworzone z Miłości. Innego materiału tam nie ma. Stąd także nie istnieje możliwość, by to się nie udało.

Jezus mówi: „Jeśli chcesz poznać Miłość, poznaj Siebie. Obejmij Prawdę o Miłości, a ona cię wyzwoli”.

Och, jakie to wszystko jest dla nas abstrakcyjne, prawda? Ile razy słyszeliśmy te słowa w różnych kościelnych stowarzyszeniach, organizacjach, świątyniach. Różnica jest tutaj taka, że tam jedynie je słyszeliśmy i przetwarzaliśmy na poziomie umysłu, mentalu[JK1] . A chodzi o to, aby to w końcu poczuć! Zauważmy, jak wielu jest ludzi, którzy powtarzają: Ja wierzę w Boga”. Tylko, że to nie chodzi o to, by wierzyć, trzeba Go poczuć!

I właśnie ta zmiana, to skierowanie energii do wnętrza i - jak mówi Jezus - odkrycie każdej przeszkody, jaką postawiliśmy przed świadomością jej obecności, ofiarowanie jej boskiej łasce, która doskonale rozwiewa wszystkie sny w nicość - pozwoli nam się całkowicie przemienić.

Tak naprawdę, to nasze jedyne zadanie: stać się Miłością i emanować Nią.

Czyż to nie wspaniała wiadomość, że w potencjale już nią jesteśmy i nie musimy - jak nas przez tysiąclecia przekonywano - mozolnie dochodzić do świętości, gdyż już tacy jesteśmy?!

Trzeba to tylko w sobie odkryć. A wtedy przestaniemy szukać na zewnątrz kogoś lub czegoś, co nas wzmocni, ukoi, da nam błogość. Przemienieni wewnętrznie, pozornie na zewnątrz będziemy tacy sami. Możemy jeździć na rowerze, gotować zupę, robić roczny raport, podlewać kwiaty. Jednak inni odczują naszą zmianę. Będą do nas lgnęli, choć nie będą rozumieli, dlaczego tak się dzieje. To największy dar, jaki możemy im zaofiarować: pokazać, jak przekształcić lęk w Miłość.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia