Język naszych komórek

Język naszych komórek

Gdy obudzimy wszystkie nasze śpiące nici DNA, staniemy się z powrotem istotami, dla których nie będzie żadnych granic i które stworzą świat dokładnie taki, jaki zechcą.


Przypomnijmy. Obecny stan wiedzy biologicznej przekonuje, że DNA, czyli kwas deoksyrybonukleinowy jest dwuniciową, spiralnie skręconą, samoreplikującą się cząsteczką. Jest głównym składnikiem chromosomów i nośnikiem informacji genetycznych. Dla oficjalnej nauki geny istnieją tylko w formie substancji i możemy je zobaczyć pod mikroskopem elektronowym o wielkiej mocy. Również ten sam świat nauki ukuł pochopne określenie „śmieciowego” DNA dotyczącego 96 procent części niekodującego białka.

Zastanawiające, prawda? Jesteśmy na szczycie ewolucji i w 96 procentach jesteśmy tylko śmieciami? Na szczęście, są i tacy naukowcy, którzy mówią: tu jest coś więcej, tylko na razie nie możemy tego dostrzec, choć potrafimy… udowodnić.

Jednym z takich badaczy był zmarły w ubiegłym roku - w dość niejasnych okolicznościach - biolog kwantowy, Rosjanin, dr Piotr Garjajew, który 30 lat pracował nad ludzkim DNA. Odkrył, że aparat genetyczny człowieka to struktura kwantowa, lingwistyczna i holograficzna.

- Nasze DNA, to przede wszystkim teksty i hologramy - tłumaczył - A w tych hologramach mogą być zawarte jeszcze inne teksty. To znaczy, że informacja genetyczna jest językiem podobnym do mowy. Na początku było słowo - podkreślił - To jest pierwsza lingwistyka, która nas stworzyła.

Według Garjajewa, informacja genetyczna istnieje w formie pola, a to znaczy, że może być transmitowana na odległość, przez falę. Nie tylko zresztą Garjajew tak twierdził, wielu badaczy zgłębia te zagadnienia. Ciekawych odkryć związanych z DNA dokonał na przykład fizykVladimir Poponin, który udowodnił, iż sama obecność DNA porządkuje fotony w spójny wzór.

Zauważmy, że zdobywca nagrody Nobla w 2010 roku, za odkrycie wirusa HIV, Luc Montagnier, zrobił eksperyment, który jest niemal identyczny do pracy, jaką ze swoim zespołem wykonał dużo wcześniej Garjajew. Otóż, Montagnier wziął kawałek DNA o wielkości 104 nukleotydów i przeniósł go przy pomocy pola elektromagnetycznego do próbowki z czystą wodą, gdzie nie było DNA. I to stworzyło, tzw. reakcję PCR, czyli najprościej mówiąc - rozmnożyło pierwotne DNA. To się jednak nie spodobało światu naukowemu i nawet Nobel nie uchronił Montegniera przed szyderstwami.

Garjajew aż do śmierci pracował nad potwierdzeniem swoich odkryć i wielokrotnie je prezentował. Ponadto stworzył technologię - wcale nie tak skomplikowaną, bo opartą na działaniu lasera - pozwalającą „sczytywać” człowieka. Zgodnie z nowymi odkryciami, jeśli znamy funkcjonowanie chromosomów na poziomie kwantowym, możemy odczytać indywidualną informację człowieka, przetransformować na dźwięk, ale dźwięk specyficzny, bo zawierający elementy torsyjne (pola torsyjne, to inaczej pola świadomości, wiele pisze o tym badacz, fizyk, nieakceptowany przez akademicką naukę, Giennadij Szypow), a później - po prostu słuchać. Jedyny warunek: trzeba je sczytać i zapisać, kiedy człowiek jest całkowicie zdrowy. Słuchanie tych dźwięków, to jak dostrajanie się do idealnej wibracji. Czyż nie to właśnie w swoich doświadczeniach z wodą udowodnił dr Masaru Emoto? Tylko jedna kropla krystalicznie czystej, zharmonizowanej wody sprawia, że „uczy” się od niej cały zbiornik.

Praca Garjajewa miała realne przełożenie na wiele przypadków wyzdrowień, ale też odmłodzenia ciała, choć może nie w takim stopniu, jakby sobie wszyscy życzyli. Wiadomo dlaczego tak się dzieje: DNA nie jest liniowe, jest czymś w rodzaju kwantowej zupy, więc odmładzając się, nie cofamy się w czasie regularnie do tyłu, tylko - mówiąc w największym uproszczeniu - robimy to „skokami i kawałkami”,

To, o czym mówią najnowsze odkrycia naukowe, chociaż jeszcze ostrożnie głoszone, pokrywa się idealnie z wiedzą, która przychodzi do nas z channeligów, choćby Kryona, o czym już szczegółowo pisaliśmy…

Iluzja opada. Rozpuszczają się programy, według których żyliśmy.  Cz. II

Iluzja opada. Rozpuszczają się programy, według których żyliśmy. Cz. II

Żyliśmy w wielkiej nieświadomości przez setki lat. W końcu nadszedł czas wielkich zmian. Ewoluujemy, tworzymy nową cywilizację. Wszystko, cokolwiek działało przeciwko człowiekowi, będzie musiało zniknąć.


Kolejnym programem, który nie pozwalał nam się w pełni dobrze czuć, był program „Fala”. Umiejscowione pod ziemią dwa generatory przez całe wieki zakłócały harmonijną częstotliwość pulsu Ziemi, zwanego od końca lat 50-tych rezonansem Schumana. Naturalny puls ziemi jest korzystny, wręcz dobroczynny dla człowieka, daje poczucie błogości i nieustannej szczęśliwości. Wynosi 8 Hz.

Wspomniane generatory zakłócały ten rytm, który został obniżony do 7,83 Hz, co stworzyło nieharmoniczną częstotliwość dla naszego biopola. Powodowało to u wielu ludzi silne bóle głowy, migreny, bezsenność, przewlekłe zmęczenie, rozstrój układu nerwowego. Źródłem tych dolegliwości były (i wciąż są, bo nadal nasze domowe urządzenia elektrotechniczne je emitują), zbyt duże ładunki jonów dodatnich.

Program „Fala” generuje także drugą, niekorzystną częstotliwość o wysokości 50 Hz. Można powiedzieć, że ona kooperuje z pierwszą o wibracji 7,83 Hz. Dowodem na demontaż tego programu są między innymi badania fizyków, którzy udowadniają, że jakiś czas temu, zmieniła się wibracja Ziemi i obecnie znów wynosi 8 Hz.

Następny rozpuszczający się program nosi nazwę „Ego”. Jego nośnikiem w ciele była przysadka mózgowa. Energetycznie miał postać wielowarstwowej kuli energetycznej. Był także połączony z naszym splotem słonecznym, gdzie skupia się nasz lęk. Zaciskanie się splotu słonecznego było fizjologiczną odpowiedzią na pojawianie się w nas strachu. Jak się przejawiał ten program? Koniecznością myślenia o negatywnych rzeczach. Natrętne, niedające spokoju myśli i obrazy pojawiały się nieustannie.

Innym jego objawem była patologiczna radość z cieszenia się z nieszczęść innych ludzi. Program „Ego” nie pozwalał nam w pełni doświadczać miłości stwórcy, miłości Matki Ziemi. Oczywiście, każdemu indywidualnie, jednemu bardziej, drugiemu mniej, co zależy od historii wcieleń człowieka.

Kolejny program to „Trójkąt Bermudzki”. Chyba każdy słyszał to określenie, a duża część z nas, w tym naukowcy, badacze, ezoterycy, pisarze, zainteresowani tą niezwykłą, tajemniczą sprawą, poświęcali swój czas i energię na zgłębianie tej tematyki.

I o to właśnie chodziło: aby skierować strumień ludzkiej energii w tym kierunku. Ten program był czymś w rodzaju zbiornika energetycznego, którym matryca ciemności zasilała wszystkie inne, implikowane ludzkości.

Beata Socha wspomina w tym miejscu o istotach z innych galaktyk: Oriona, Syriusza i Plejad. Najprościej mówiąc: czerpali oni stamtąd energię i poprzez wykorzystanie tych instalacji zasilali własne matryce.

„Śmierć” - oto nazwa kolejnego programu. Jest to jeden z dwóch programów archetypowych. Wywoływał w nas paniczny lęk przed śmiercią ciała fizycznego. W wymiarze indywidualnym przybrał postać energetycznego zamrożenia na dnie serca, co sprawiało, że działaliśmy z poziomu podświadomości, bo do sfery wielowymiarowej, boskiej świadomości, nie mieliśmy dostępu. Ta makiawelicznie misterna instalacja sprawiła, że z pokolenia na pokolenie, przez tysiąclecia, odbieramy śmierć jako wielką traumę. Tymczasem wcześniejsze cywilizacje, ale także obecnie niektóre kultury wschodnie, inaczej do tego podchodzą. Ponieważ znają prawdę na ten temat, wiedzą, że jest wyższa, duchowa świadomość, a śmierć ciała fizycznego jest tylko przejściem w inną formę.

Ponieważ zaczęliśmy bać się tego zjawiska, oddawać mu cześć, honorować jako coś ostatecznego, uniemożliwialiśmy spokojne przejście duszy do innego wymiaru. Dodatkowo więziła i przytrzymywała duszę danej istoty nasza rozpacz, ból, wieczne opłakiwanie. Ponieważ te emocje mają niską wibrację, wchodzą w przestrzeń istoty, a takiej duszy trudniej się oderwać i podążyć do Źródła. I o to właśnie w tym programie chodzi.

Program „Lęk”, na poziomie energetycznym, przejawiał się obecnością pięciu kul energetycznych zainstalowanych w lewej półkuli, co z kolei prowadziło do wiecznego odczuwania lęku, nawet jeśli nie było ku temu żadnego powodu. Można powiedzieć, że nasze ludzkie istnienie cały czas podszyte jest strachem. Sądziliśmy, że to normalne, skoro wszyscy to odczuwamy.

Ale takie nie było, bo w zamyśle Stwórcy, strach wpisany w ludzkie życie nigdy nie był obecny. Warstwa tego programu lokalizowała się w naszych nadnerczach. Tak zaprogramowane nadnercza, pod wpływem lęku idącego z głowy, natychmiast produkowały hormony stresu i pompowały w dół ciała, przede wszystkim w nogi, co miało dodatkowo odciąć nas od dobroczynnej energii Matki Ziemi. Inna część tego programu była wprowadzona do brzucha i umieszczona w okolicy trzeciej czakry, czyli splotu słonecznego. Każdy z nas dobrze zna to uczucie lęku, które ściska i paraliżuje nas od środka tak, że niemal nie możemy oddychać. Inna część zaimplantowana została w dole brzucha (dwie czarne, duże kule), które można nazwać zbiornikiem zasilającym wszelkie lęki.

Program „Radość - Smutek”, przypomina wahadło wychylające się od lewej do prawej, od euforii do przygnębienia. Żeby nie czuć smutku, stymulowaliśmy się np. zakupami, jedzeniem, nagradzaniem siebie coraz nowszymi gadżetami. Ale za chwilę byliśmy znów w tej samej sytuacji. I znów. I znów… A naszym naturalnym stanem jest droga środka, ciągłego spokoju, radości i harmonii wypływającym nie z tego, co dzieje się na zewnątrz, tylko z naszego boskiego wnętrza…

Iluzja opada. Rozpuszczają się programy, według których żyliśmy.  Cz. I

Iluzja opada. Rozpuszczają się programy, według których żyliśmy. Cz. I

Zmienia się wibracja Ziemi i jej matryca. Rośnie ilość ludzi niosących Światło w swoich polach i sercach. W styczniu było nas już około 1,5 miliarda. Budzimy się, a ewolucja świadomości przyspiesza!


Beata Socha, terapeutka i duchowy coach, w wielu filmach na YouTube oraz na swojej stronie „Wewnętrzny wymiar”, tłumaczy obecne wydarzenia na Ziemi z perspektywy energii. Można nawet obrazowo powiedzieć: pojedynku dwóch przeciwstawnych sił i ostatecznej rozgrywki, w jakiej jako ludzkość musimy wziąć udział.

Nie łatwo nam pojąć, że życie, jakiego doświadczaliśmy i braliśmy za „takie, jakie jest”, nie miało nic wspólnego z możliwościami, jakie w nas - istoty ludzkie - wpisał sam Stwórca. Doświadczaliśmy wielu blokad, wielu ograniczeń, manipulowano nami i wykorzystywano nas. Jednak teraz, kiedy zaczyna być to jasne, nie chodzi o użalanie się nad sobą czy może wręcz szykowanie odwetu na ciemnej stronie, ale po prostu przyjęcie tego, zrozumienie, zaakceptowanie i rozpoczęcie nowego życia, już w pełni tej świadomości.

Pomoże w tym także przyjrzenie się programom, które każdy człowiek miał wpisane w energetykę swojego ciała. Oraz oczywiście poczucie wielkiej radości i ulgi, że one właśnie się rozpuszczają, znikają, dekonstruują!

O jakich programach mowa?

Beata Socha, omawia je szczegółowo w swoim wykładzie na kanale „Niezależniej Telewizji”. Pierwszy z nich, nazwany umownie i symbolicznie „Szatan”, dotyczy naszych najgłębszych, spychanych w głąb siebie lęków. Zamiennie ze słowem szatan używamy słów lucyfer, diabeł, tp. Do tego programu „doklejona” jest także symbolika liczby 6 i jej wielokrotności, co także budzi sensację i przerażenie. Do kierowania ludzkiej uwagi w tę stronę wykorzystywano pozornie niewinny sposób: powstawały wiersze, piosenki, filmy, co przez stulecia powiększało siłę tego egregora (kolektywnej świadomości).

Ten program miał także dodatkowe zadanie: blokował synchronizację naszych półkul mózgowych, wzmacniał lewą, odpowiedzialną za logikę, intelekt i nasze ego, a osłabiał prawą, zawiadującą kreacją, przestrzenią serca i miłością uniwersalną. Z tego powodu, żyliśmy w pewnego rodzaju pętli, wiecznie powtarzającej się rzeczywistości, z której nie można było wyjść. Czyż wielu z nas nie odczuwało w różnych życiowych sytuacjach czegoś w rodzaju zaklętego kręgu, pułapki bez wyjścia?

Kolejnym przejawem tego programu w życiu indywidualnego człowieka, był „montaż” kul energetycznych w okolicy serca. To właśnie one powodowały, że postępowaliśmy czasem tak, jakbyśmy nie mieli serca. Podobne kule energii umiejscowiono w trzech pierwszych czakrach i one z kolei blokowały nam kontakt z Matką Ziemią. Każda z tych kulek tworzyła jeszcze zasłonę iluzji, co powodowało, że nigdy nie szukaliśmy przyczyny naszych problemów w sobie, tylko zawsze w świecie zewnętrznym.

Drugi, rozpadający się właśnie program nosi nazwę „Szyszynka”.

W internecie jest na temat tego gruczołu całkiem sporo - zarówno w kontekście anatomii, fizjologii, jak i ezoteryki. Czy nie jest interesujący fakt, że w Watykanie stoi pomnik szyszynki? Dlaczego nie na przykład wątroby? Albo samego mózgu jako organu operacyjnego? A jednak o szyszynce, przeciętny człowiek wie niewiele. I to również dowód na istnienie programu zainstalowanego w tym niezwykłym organie, a raczej może na nim - bo energetycznie ta blokada wyglądała jak czarny sześcian nałożony na gruczoł. Zablokowanie go, pozbawiło istoty ludzkie, a na pewno ogromne ich rzesze, korzystania z wielkich możliwości nadzmysłowych: telepatii, jasnowidzenia, jasnosłyszenia, jasnowiedzy, jasnosmaku, bilokacji.

To oczywiście nie koniec, bo problemy w naszych ciałach pojawiały się w tych obszarach, za które odpowiedzialny był i nadal jest gruczoł szyszynki. Najkrócej mówiąc, chodzi o nasze nastroje, rytm dobowy i jakość snu.

A przecież chyba nie istnieje na naszej planecie człowiek, który, chociaż od czasu do czasu, nie uskarżałby się na takie dolegliwości. Twórcy obecnego matrixa, czyli tego świata, który braliśmy do tej pory za jedyny istniejący, mieli pełny dostęp do całego pakietu wiedzy. Mogli być zawsze krok przed nami, znali słabe punkty, więc zawsze byliśmy na przegranej pozycji. Aż do teraz.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia