Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibracje. Pokaż wszystkie posty
Poznaj Agmy i zmień swoje życie.

Poznaj Agmy i zmień swoje życie.

Nasi przodkowie, Słowianie, wiedzieli, że w dźwięku zamknięta jest energia. Używali go celowo i rozważnie, bo nie mieli wątpliwości, że to…działa. Dobrze jest wrócić do korzeni, do naszych starosłowiańskich mantr, by uzdrowić swoje życie.


Mantry - po słowiańsku zwane Agmami - to słowo lub słowa mocy, w których jest zapis odpowiedniej wibracji. Ten dźwięk wpływa na wszystkie komórki naszego ciała, a zatem uzdrawia i harmonizuje w każdym aspekcie życia.

W poprzednim wpisie, przedstawialiśmy odkrycia Bartłomieja Góralskiego, który udowadnia, że język polski jest głównym spadkobiercą języka źródłowego. Jest w naszym języku głębia, precyzja i uporządkowanie, a także zbyt wiele logiki, by mógł to być po prostu przypadek. A jeśli tak, to również Agmy nie mogą nim być. Nikt nie podważa, że dźwięk „Om” - najbardziej znana mantra wschodnich kultur, nazywana także najświętszą sylabą hinduizmu, jest czymś wyssanym z palca. Skoro wibruje z częstotliwością 432 Hz i na niej oparte są wszystkie wedyjskie hymny, to znaczy, że ta zasada działa zawsze.

A my przecież mamy własną kulturę, niezwykle bogatą i prawdopodobnie najstarszą na Ziemi. Skarby Słowian dopiero teraz, po tysiącleciach, wychodzą na światło dzienne. Przyjrzyjmy się zatem uważnie najbardziej popularnym mantrom, które pomagały naszym przodkom w codzienności, rozwoju i duchowej ewolucji.

Nie rozkładajmy ich jednak na części, nie starajmy się ich pojąć umysłem, ocenić przez pryzmat intelektu. Mantry to dźwięki, a ich wibracja wpływa na człowieka, który je wymawia. To z kolei rzutuje na otoczenie, na całą Naturę, która zaczyna go we wszystkim wspierać. Nie trzeba tego rozumieć. Wystarczy z ufnością i dobrą intencją zacząć je mówić, śpiewać, a nawet tylko słuchać. Jedna z najbardziej znanych mantr, to mantra obfitości, pomyślności, bogactwa, wzrostu, przekraczania własnych ograniczeń, jasnego widzenia, odrzucenia starych przekonań i programów. A także wszelkiej odnowy, pełnego zdrowia, równowagi finansowej.

Oto ona: TARO-HORO CZARO-DORO JAR-GA DRA-GO WE-SE. Dobrze jej najpierw posłuchać, „wejść” w rezonans tych dźwięków, poczuć jej głębię, zanurzyć się, dokładnie tak jak w wodnej toni. A później powtarzać tyle razy, ile poczujemy potrzebę. Mówi się, że najlepiej 108 razy, zaraz o świcie.

Z kolei inne szkoły podpowiadają, że nie ma żadnych wytycznych, trzeba po prostu iść za głosem intuicji. Niektóre wskazówki mówią, że najkorzystniej powtarzać Agmy w lesie, na łące, w naturze i to jest na pewno najlepsza opcja.

Ale gdy nie mamy możliwości udać się na łąkę, stanąć boso i patrzeć w niebo, zróbmy to gdziekolwiek, byle z serca. JARUHA – Słowiańska mantra pomyślności

Równie piękna i głęboka jest mantra ochronna dla kobiet. Brzmi tak: RA-GA GA-RA CH-RON. Powtarzamy to wiele razy, gdyż taka jest przecież idea mantrowania. Pozornie zwykła zbitka słów, może nawet, dla niektórych, niezbyt zręczna. Ale jeśli sięgniemy do odkryć Bartłomieja Góralskiego, dostaniemy potwierdzenie, że „Ra” to jądro naszego języka, silnik, który wprawia wszystko w ruch. Według wiedzy starożytnych Słowian, to mantra kobiecej intuicji, a ta z kolei związana jest z mądrością Wszechświata, czymś, co pochodzi nie z umysłu, ale ze Źródła, bo przecież intuicja bywa nielogiczna. Przynajmniej pozornie.

Kiedy kobiety potrzebują wsparcia i ochrony mogą poszukać jej u niewidzialnych sprzymierzeńców - duchów Natury, przodków, istot, które z miłości do nas ofiarowują nam pomoc. Wypowiadanie lub śpiewanie tej mantry odsuwa niekorzystny czy niebezpieczny splot wydarzeń. W szybki sposób rozwiązuje problemy pozornie nie do rozwiązania. Budzi nadzieję, daje otuchę. Czyż nie tego szczególnie potrzebujemy w tych niełatwych czasach? Oto link do tej Agmy: Słowiańska Mantra Ochronna dla Niewiast

Kiedy z kolei potrzebna nam jest szczególna siła do tworzenia tego, co sobie zaplanowaliśmy, kiedy czujemy dziwną blokadę, która pochodzi nie wiadomo skąd, a także spadek sił witalnych, zastój w kreacji, wypróbujmy mantrę Wewnętrznej Siły i Zdrowia, która brzmi: RA-DO-RO DA-RO SŁA-WO.

W sytuacji, gdy stoimy na rozdrożu, kiedy potrzebujemy, aby duchowe światło rozjaśniło nam drogę, skorzystajmy z mantry Jasności Umysłu, ale też pełnego zdrowia. Oto jej brzmienie: TRA-DO IS-TRA WESE JAR-GA ŁADO-DEJA i link do jednej z wielu wersji na You Tube: JARUHA – Słowiańska mantra zdrowia

Każda z tych mantr niesie w sobie wielką siłę. Skorzystajmy z bogactwa wiedzy naszych przodków, tym bardziej, że każdy z nas, w każdym momencie, ma do niej dostęp.
I w dodatku zupełnie za darmo.

Kadzidła zdrowia i wysokiej wibracji

Kadzidła zdrowia i wysokiej wibracji

Mirra, kadzidło i złoto. Z czym je kojarzymy? Tak, z darami, jakie trzej królowie przynieśli nowonarodzonemu Jezusowi. Dopiero teraz jednak zaczynamy rozumieć, że to dary bezcenne dla całej ludzkości.


Mirra i kadzidło. To pierwsze jest żywicą drzewa zwanego balsamowcem, ma ciężką, ale i miękką otulającą woń, w której poczujemy zarówno miodowo -słodkie, jak i gorzkie akcenty. Kremy i maści na bazie tej żywicy wspomagają gojenie się ran, działają silnie przeciwbólowo i rozkurczowo, stąd ich przydatność w dolegliwościach układu pokarmowego i problemach kobiecych. Z kolei kadzidło (inaczej olibanum) to nic innego, jak dar drzewa o nazwie kadzidłowiec. Rośnie w Etiopii, Somalii, na Półwyspie Arabskim.

Tu także pozyskujemy jego żywicę, najczęściej z pnia lub gałęzi. Po wysuszeniu kryształki żywicy mają około 30 proc. substancji aktywnych.

Kiedy olibanum się spala, wydziela słodko - cytrusową woń, stąd jest niezwykle cenione w perfumiarstwie. Na co pomaga? Na bóle stawów i kości, na stany zapalne jelit, na choroby płuc i oskrzeli, na astmę i alergie.

Warto wiedzieć, że kiedyś był to towar absolutnie wyjątkowy, drogocenny.

To właśnie balsamów i preparatów na bazie żywicy z kadzidłowca używano w starożytnym Egipcie do balsamowania zwłok, ale też do wielu rytuałów i obrzędów magicznych. Być może nie chodziło tylko o jego „czyste”, biochemiczne działanie?

Sprawa może wydać się jeszcze bardziej interesująca, kiedy okaże się, że trzeci dar dla Jezusa – złoto - wcale nie było tym złotem, o którym do tej pory myśleliśmy. Sądziliśmy, że chodzi o drogocenny metal. Jednak wszystko wskazuje na to, że to dar niezwykłej rośliny o nazwie… złoto. Żywica, zbierana z drzew cyprysowatych rosnących głównie w Maroko, ale też w Australii i Ameryce Północnej, nazywana kiedyś złotem, dziś znana jest pod nazwą sandarak.

Dlaczego tak niewiele wiemy o sandaraku? Jego nazwa pochodzi od asyryjskiego słowa „jasny, jak księżyc”, a mieszczą się w nim dwa aspekty, dwa bieguny, mroczność i ciemność, słodycz i gorycz. Balsamiczno - drzewny zapach koi i oczyszcza energetycznie wnętrza. Kiedyś palono go podczas rytuałów, dla bogów i bogiń, co miało zapewnić ludziom przychylność.

Podobno sandarak jest świetny na przeziębienia i problemy „gardłowe”. Kiedy jeszcze koncerny farmaceutyczne nie były wszechmocne, dawano go dzieciom do żucia jako naturalny antybiotyk. Sandarak dobrze działa na układ nerwowy, uspokaja i wycisza. Równie skuteczny jako środek rozluźniający skurcze i wspomagający poród.

Te i wiele innych właściwości zdrowotnych znajdziemy w internecie.

Ale być może jest jeszcze inny, duchowy poziom korzystania z mocy darów przyniesionych Jezusowi? Być może te trzy kadzidła wzajemnie uzupełniają swoje działania i wspierają nas w wewnętrznej pracy wzniesienia się na wyższy poziom? Być może zostało to przed nami celowo ukryte, a ludzie otrzymali nieprawdziwą informację o złocie jako wartościowym kruszcu?

Mówiło się, że złoto jako dar, miało symbolizować władzę nad światem. Jednak czy Jezus naprawdę chciał mieć władzę nad ludzkością?

Jego przyjście na Ziemię miało inny cel: szerzenie miłości.

A zatem, może czas wypróbować, czy trzy kadzidła, trzy dary palone jednocześnie w dobrej intencji, pomogą nam zrobić kolejny krok w najważniejszej, bo wewnętrznej podróży…

Nie panikuj, rodzi się Nowy Człowiek

Nie panikuj, rodzi się Nowy Człowiek

Idą wielkie zmiany. Podnosi się wibracja Ziemi, co wpływa na wszystkie żyjące istoty. Odczuwamy to zarówno na poziomie naszej psychiki, jak i w swoich ciałach: stąd chaos w naszym życiu!


Każda żywa istota posiada serce, które bije w określonym rytmie.

Ma je także nasza planeta. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że prócz udzielenia nam domu, jest także żywym organizmem, który, jak wszystko w kosmosie, posiada swój własny proces ewolucji.

I teraz właśnie ten proces przyspieszył, co nie jest tylko teorią, gdyż możemy go precyzyjnie, metodą naukową zmierzyć. Robi to regularnie Instytut w Tomsku, w Rosji, a wejście na ich stronę i obserwacja pulsu Ziemi jest bezpłatna. Wspomniana częstotliwość nosi nazwę rezonansu Schumanna, od nazwiska niemieckiego fizyka, który po raz pierwszy, w roku 1986 takiego pomiaru dokonał. Zanotowano wtedy, iż wynosił 7,83 Hz. Uznano, że to stała, niezmienna częstotliwość.

Istotnie. Przez wiele lat, była „nieruchoma”, ale sytuacja zmieniła się w roku 2014, kiedy nagle zaczęła stopniowo wzrastać.

Rok później wynosiła już 16,5 Hz i już się nie zatrzymała, bo Ziemia podjęła nieodwracalną decyzję o pięciu się w górę ewolucji. W roku 2017, częstotliwość chwilami wynosiła nawet 40 Hz!

Warto tu zaznaczyć, iż drgania naszych mózgowych fal alfa, to również 7,83 Hz, co jest zbieżne z pierwotnym, zmierzonym rytmem.

Ale planeta przeobraża się i transformuje, a zatem coraz wyższa wibracja jest kluczowym sprawdzianem dla nas: czy potrafimy dostosować naszą świadomość do nowej Ziemi? Czy odnajdziemy się w zupełnie innych warunkach? Udowodniono, że „mózg zen”, wibruje z częstotliwością 50 Hz. Jesteśmy jednak w aktywnym procesie i te wartości, prawdopodobnie już za chwilę, znów ulegną zmianie.

Aktualnie, w roku 2021, częstotliwość Rezonansu Schumanna coraz częściej dochodzą do 40 Hz. Taki zwrot akcji nie może być obojętny dla żadnej żywej istoty, zamieszkującej naszą planetę. Zauważmy zatem co się z nami dzieje i porównajmy swój aktualny stan psychofizyczny z wykresem ośrodka badawczego w Tomsku.

W momencie najwyższych „skoków”, wielu ludzi odczuwa tak wielki niepokój psychiczny i dolegliwości ze strony ciała fizycznego, że wręcz wpada w panikę. Nie rozumie co się dzieje. „Jeszcze wczoraj czułam się dobrze, a dziś od rana mam takie kołatanie serca, że próbuję się dostać do kardiologa, ale to niemożliwe. Bardzo się boję…” albo „Moja depresja wróciła, wydawało mi się, że ze wszystkim sobie już poradziłam” lub też „Wieczorem miałam tak silne bóle kręgosłupa, że chciałam wzywać pogotowie, ale wiadomo, jak dziś działa służba medyczna…” - takich wpisów na facebooku, w różnych grupach promujących zdrowy styl życia, jest mnóstwo.

Co robić? Przede wszystkim, musimy się uspokoić. Wibracja Ziemi wciąż rośnie, a nasze organizmy przechodzą potężną transformację. Jeszcze nigdy, w historii naszej cywilizacji nie przeżywaliśmy podobnych stanów. A zatem, nie mamy nawet do czego przyrównać odczuć, jakie do nas teraz przychodzą.

Oto co możemy czuć na poziomie psychiki: niepokój, lęk, dziwne stany depresji lub euforii. Możemy wpadać w rozpacz bez wyraźniej przyczyny, awanturować się lub przeciwnie - zamknąć w sobie i nie móc wydusić nawet słowa. To nic dziwnego, jeżeli będziemy odczuwali uderzenia gorąca czy nieregularne bicie serca. Rozmazany obraz, nudności, dziwne bóle, które pojawią się i znikają nieoczekiwanie, napady wielkiego apetytu albo odwrotnie, zupełny brak łaknienia - oto możliwa lista dolegliwości, których nie powinniśmy się obawiać.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, jest bardzo prosta: musimy dostosować się nowej wibracji, a dopóki nie załatwimy starych spraw, to nie będzie możliwe. Nie dziwmy się zatem, że ktoś otworzył Puszkę Pandory i wróciły do nas sytuacje, ludzie i rzeczy, które zamietliśmy pod dywan. Nowa Ziemia nie przyjmie nikogo, kto zamiast Miłością, wciąż będzie wibrował lękiem.

Wiruj na zdrowie!

Wiruj na zdrowie!

Obroty wokół własnej osi z odpowiednim ułożeniem rąk mogą nas uzdrowić z wielu chorób, oczyścić organizm z trucizn, przywrócić wewnętrzną równowagę. Takie remedium mamy na wyciągnięcie ręki. I w dodatku zupełnie za darmo. 


Gdy byliśmy dziećmi, uwielbialiśmy rozkładać ramiona i kręcić się w koło, aż świat przed naszymi oczami zlewał się w jeden, rozmazany obraz, po czym ze śmiechem padaliśmy na trawę. Gdy dorośliśmy, zapomnieliśmy o naszej ulubionej zabawie. Ale czy naprawdę była to tylko zabawa? 

W naturalny sposób, dzięki mądrości naszego ciała, przywracaliśmy sobie wewnętrzną harmonię, usuwaliśmy szkodliwą energię. Jako dzieci, jeszcze wiedzieliśmy jak uwalniać emocje z poziomu psychiki, by nie zdążyły przenieść się na poziom ciała. Kręciliśmy się do upadłego i w ten sposób ją neutralizowaliśmy. Ta naturalna metoda samoleczenia, jest jedną z pięciu uzdrawiających i odmładzających popularnych rytuałów tybetańskich.

Gdy się lepiej przyjrzymy temu zjawisku, okaże się, że za wirowaniem wokół własnej osi, kryje się tajemnica budowy wszechświata. Fizyka kwantowa udowadnia, że skonstruowany jest na bazie spirali, co możemy zaobserwować w całej Naturze, nawet gołym okiem.

Chyba wszystkim znana jest zasada złotej proporcji i ciągu Fibonacciego, gdzie np. w strukturach roślinnych linie ułożone są spiralnie i powtarzalnie. Nigdy nie tworzą chaosu, wszystko jest geometrycznie doskonałe.

Zasadę złotej proporcji używa się w wielu dziedzinach życia, choćby w budownictwie i muzyce. Wirują także wszystkie ciała niebieskie w kosmosie, łącznie z Ziemią, która porusza się prędkością 930 km na godzinę.

Czy to może być przypadek? Zbyt dużo tu logicznych i zbieżnych punktów, by tak właśnie było.

Krystyna z Atlanty, której wiele filmików można znaleźć na YouTube, opowiada w kontekście „leczenia poprzez kręcenie się” własną historię z happy endem. Wspomina czas, kiedy miała duży problem ze sztywnością karku i chodziła na rehabilitację. Któregoś dnia, gdy była już swoim bólem i ograniczeniem bardzo zmęczona, zobaczyła na ladzie recepcji zdjęcie Jezusa - wizerunek skopiowany z obrazu „Jezu ufam Tobie”. Westchnęła wtedy: „Jezu, daj mi coś, bo już trudno mi to wytrzymać”.

I dostała, o co poprosiła. Przyszła do niej wiedza o odpowiednim ułożeniu rąk - dokładnie takim, jakie ma Jezus - ale na właściwym obrazie - tam, gdzie jego dłonie składają się w geście mudry mądrości. Palec wskazujący i kciuk stykają się i dotykają klatki piersiowej w okolicy serca. Druga ręka na wysokości oczu, wyciągnięta w geście, w jakim zwykle duchowni pozdrawiają wiernych. Gdy się kręcimy, wzrok skupiamy na punkcie między kciukiem a palcem wskazującym. Według Dana Wintera, naukowca, który łączy wiedzę z mistyką, w tym właśnie miejscu znajduje się fraktal serca. Drugi jest na prawej dłoni, między linią głowy i serca.

Krystyna kontynuuje swoją historię i opowiada, że zaraz po tej inspirującej myśli, wyszła na trawę i zrobiła od razu ponad 200 obrotów - to naprawdę imponujący wynik! Jednak dla tych z nas, którzy dopiero zaczynają się rozwijać, to wręcz niebezpieczne, gdyż może dojść do czegoś w rodzaju „przeładowania” energią. Z kolei ci, którzy mogą zrobić zaledwie jeden lub dwa obroty, martwią się, że to zbyt mało. Niczego nie robimy na siłę.

Wszystko powinno odbywać się w sposób naturalny.

- Po tej serii obrotów ból karku, który trwał nieustannie około trzech tygodni, minął zupełnie, ale nie odszedł całkowicie - opowiada na kanale Aleksa Berdowicza „Porozmawiajmy tv” - Można powiedzieć, że zatrzymał się między kolanami a kostkami tworząc coś w rodzaju niewidzialnych, betonowych butów. Poszłam zatem do łazienki, włożyłam nogi pod kran i spłukałam zastaną energię bieżącą wodą. Dopiero wtedy poczułam pełną ulgę.

Ważną kwestią - co podkreśla - jest również fakt przeprowadzanie przez nią głodówek zdrowotnych. Niektóre trwały nawet 40 dni. Właśnie w takim czasie przychodziło do niej wiele odpowiedzi, również na wątpliwości innych ludzi, którzy oglądali jej filmy.

Pytano między innymi w jakim kierunku trzeba się kręcić i ile razy.
Otóż, kręcimy się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, z twarzą w kierunku słońca. Robimy to najlepiej trzy razy dziennie. Mamy być w ten sposób „jednym ze słońcem”, czyli być niczym ziemia, która go okrąża - dokładnie tak sformułowana wiadomość przyszła do Krystyny.

Po raz pierwszy robimy to o świcie, drugi raz, kiedy słońce jest w zenicie, po raz trzeci, gdy zachodzi. Kręcimy się 34 razy co ma związek z ilością kręgów w naszym kręgosłupie i po raz kolejny nawiązuje do spirali Fibonacciego.

Poprzez ruch spiralny, usuwamy z siebie wszelkie zanieczyszczenia i energetyczne brudy, które albo już pojawiły się w ciele fizycznym jako choroby, albo mogłyby się na nim pojawić lada moment. Stąd możemy na początku mieć różne dolegliwości, np. bóle głowy, które świadczą o zatruciu organizmu i obecności pasożytów.

Najlepiej róbmy to boso, na naturalnym podłożu. Wówczas niekorzystana energia zostaje odprowadzona bezpośrednio do ziemi. Jeśli nie mamy możliwości kręcić się aż trzy razy dziennie, róbmy to chociaż raz. Jeśli trudno nam od razu zrobić konieczną ilość obrotów, zacznijmy w sekwencji liczb Fibonnaciego, czyli np. pierwszego dnia 3, kolejnego 5, następnego 8 itp… Lub jeszcze prostsza wersja: przez pierwszy tydzień tylko 3 obroty, w kolejnym 5, itd…

W ten sposób, za jakiś czas, dojdziemy do mistrzostwa. Podczas kręcenia się, nasza energia elektryczna i magnetyczna płynie prosto do serca. W ten sposób zdrowiejemy i poszerzamy swoją świadomość.
Być może uda nam się zachęcić do takiego działania kogoś z bliskich. Wówczas wytworzona przez nas energia zostaje zwielokrotniona. I efekty są znacznie szybsze.

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. II

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. II

Fala dźwiękowa niesie leczącą wibrację. Gdy znajdziemy tę właściwą, istnieje szansa, że pozbędziemy się chorób, na które cierpieliśmy całe lata.


Aby dobrze zrozumieć działanie kamertonu, przypomnijmy sobie, że składamy się w ok. 80 proc. wody, a woda jest doskonałym przekaźnikiem informacji. Kiedy zatem fale dźwiękowe o odpowiedniej częstotliwości przenikają ciało, komórki wchodzą z tą częstotliwością w rezonans i tym samym dochodzi do uzdrowienia na tym poziomie, na jakim jest to konieczne. 

To żadna przesada stwierdzić, że ludzkie ciało jest niczym instrument muzyczny, a głos jaki z siebie wydobywamy wszystko o tym instrumencie mówi, a dokładniej - jaki jest jego stan fizyczny i psychiczny. 
To punkt wyjścia do odpowiedniego doboru leczącego dźwięku. Oczywiście, możemy nie dopuścić do zmian i wykorzystywać moc kamertonów działając profilaktycznie. Gdy znamy swoje słabe strony, z pomocą terapeuty bez trudu dobierzemy odpowiedni kamerton, który możemy stosować samodzielnie, w domu.   
Kiedy uaktywniamy kamertony, produkujemy czyste interwały muzyczne, oparte na matematycznych, pitagorejskich proporcjach. Słuchanie ich, to jak dostrajanie instrumentu do prawidłowego dźwięku. Fala dźwiękowa, która pochodzi z kamertonu, jako wibracja odbywa podróż w głąb naszego ciała. Nie ma żadnych ograniczeń, więc może przeniknąć go na wskroś i naprawić to, czego nie udałoby się zrobić w tradycyjny sposób.

Istnieją różne kamertony i wiele technik, które pozwalają uporać się z niekorzystnymi stanami. Na przykład zestaw 15 kamertonów, tzw. narządowych, służy do harmonizowania naszych wewnętrznych organów. 
Jak już wspomnieliśmy, wszystko, co istnieje, ma własną wibrację. Wibracja chorego narządu jest zaburzona, ale dzięki fali „bazowej”, organ wraca do własnej harmonii. 
Jednak im dłużej pracuje się z kamertonami, tym lepiej rozumie się, że ta terapia obejmuje szerszy aspekt. Terapeutka dźwiękiem, Sylwia Nadgrodkiewicz podaje przykład ze swojej praktyki. Mężczyzna, który miał problem z nerkami, nie mógł ich w żaden sposób wyleczyć, choć był lekarzem medycyny chińskiej. Nie wystarczyło posłużyć się dźwiękiem odpowiadającym wibracji nerki. Okazało się, że problem jest na głębszym poziomie: chodziło o relację z ojcem. Z Totalnej Biologii wiemy, że nerki powiązane są z dynamiką przodków, szczególnie z ojcem. Dopiero to odkrycie pozwoliło mężczyźnie całkowicie się uzdrowić. 
Kiedy zatem terapeuta szuka przyczyny, musi wzmóc swoją uważność, bo podstawowa informacja o dolegliwości może być myląca. 

Warto wiedzieć, że największą siłę pośród wielu kamertonowych kombinacji, zawierają dźwięki C i G, ponieważ tworzą one tzw. kwintę czystą. Barbara Romanowska, twórczyni Akademii Dźwięku, rekomenduje ten właśnie zestaw do pracy z ludźmi nadpobudliwymi, zmagającymi się z problemami psychicznymi i z dziećmi autystycznymi. Według niej, tylko 30 sekund z dźwiękiem C i G pozwoli osiągnąć taki relaks, na jaki musielibyśmy przeznaczyć 45 minut tradycyjnego wypoczynku. Dźwięk C i G pozostaje w tzw. „złotej proporcji”, którą stosowali w budowlach znawcy świętej geometrii i która występuje w Naturze.

Kamertony odpowiadające wibracyjnie naszym czakrom służą ich aktywacji i pobudzeniu w przypadku pojawienia się blokad w tych centrach energetycznych. Na przykład dźwięk F 341,3 Hz, odpowiada kolorowi zielonemu i jest spójny z Czakrą Serca. O blokadach w tym miejscu może świadczyć nieangażowanie się w uczucia, rodzaj „opancerzenia” przed miłością, zaborczość i chęć posiadania innych na własność, ale też nadmierna kontrola, opór przed zmianą, zazdrość o sukcesy, brak akceptacji dla wszelkich „inności”, chłód emocjonalny i znieczulica, użalanie się nad sobą. Jakie niesie to choroby ciała fizycznego? Nieprawidłowości w pracy serca, choroby krążeniowe, płuc i oskrzeli, ale też astmę, alergie, bóle kości. Kiedy wyrównamy częstotliwości w tym obszarze, wraca sens istnienia, akceptacji i miłości do wszystkich żyjących istot. 

Kamertony planetarne to zestaw 11 narzędzi, precyzyjnie dobranych do dźwięków Słońca, Księżyca, Ziemi, Marsa, Wenus itd… W zależności od potrzeb terapeuta dostarcza danej osobie, potrzebną dawkę i zestaw cech konkretnej planety. Na przykład Słońce dodaje pewności siebie i prowadzi do odkrycia indywidualnego potencjału, Ziemia, między innymi, ułatwia odnalezienie się w ziemskich realiach, a Wenus, wzmacnia poczucie piękna i możliwość przeżywania wyższych uczuć, odkrywa talenty związane ze sztuką.  

Kamertony zwane mineralnymi czy pierwiastkowymi posiadają częstotliwość konkretnych pierwiastków mineralnych, które są potrzebne do prawidłowego funkcjonowania naszego ciała. Okazuje się, że wcale już nie musimy zażywać żelaza w postaci tabletek z apteki, możemy po prostu „przyjąć” dawkę dźwięków odpowiadających tej wibracji. 

Kamertony anielskie budzą w nas poczucie błogości i najwyższy stan uniesienia, przybliżają nas do stanów wizyjnych, w których możemy obcować z Istotami Świetlistymi. Dla wielu terapeutów dźwięki anielskie są właśnie tymi, które wieńczą zabieg, bo w ten sposób spinają, niczym energetyczną klamrą, wszystko, co wydarzyło się podczas sesji. 

Niektórzy terapeuci sugerują, iż kamerton, który każdy powinien mieć w domu, to 528 Hz. Służy naprawie uszkodzonego DNA, a jego dźwięk działa na komórki niczym ożywczy eliksir. Warto spróbować. 
Jednak każdy z nas, jako wielką przygodę duchową, powinien potraktować szukanie własnego, idealnego dźwięku. Wzmacnianie go, to jak karmienie swojej duszy, dotarcie do domu po długiej, nużącej wędrówce.  

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. I

Dźwięk, który leczy: kamertony. Cz. I

Skoro fala dźwiękowa potrafi rozbić komórkę nowotworową i zostało to udowodnione naukowo, to czy istnieje coś, czego nie potrafi zrobić? Odpowiedni dźwięk może nas całkowicie uzdrowić. Pod warunkiem, że jesteśmy na to gotowi. 


Na początku było słowo. Słyszeliśmy to wiele razy, ale czy połączyliśmy ten przekaz z informacją, że słowo to dźwięk, wibracja i częstotliwość? 

We wszechświecie wszystko ma swoją wibrację. Cokolwiek istnieje, jest w nieustannym tańcu atomów. Harmonijna częstotliwość pozwala trwać w zdrowiu i pełni, która w istocie jest naturą człowieka. Jednak emocje i stres zaburzają ten naturalny stan. To zaburzenie nazywamy w naszym świecie chorobą. A jeśli ktoś choruje, to szuka na swoje schorzenie leku. 

W takim przypadku z pomocą przychodzą kamertony. Proste wydawałoby się instrumenty muzyczne, które zostały skonstruowane z myślą o strojeniu innych instrumentów. A jednak zakres ich możliwości jest nieskończenie szeroki. Jako ludzkość nie poznaliśmy ich jeszcze w pełni, gdyż nasze ucho słyszy tylko w zakresie do 20 tysięcy Hz, zaś muzyka Wszechświata rozciąga się w nieskończoność. 

Jednak dostępne dla nas dźwięki potrafią w szybki sposób postawić nas na nogi, niezależnie od problemu, jaki w sobie nosimy. Ale pod wspomnianym już warunkiem: że cała nasza wewnętrzna istota jest gotowa na uzdrowienie. 
Choroba niesie przecież w sobie wiele pokus, wielu chorujących odnosi z tego korzyści. Może na przykład wchodzić w rolę ofiary, by to inni brali za niego odpowiedzialność, może - z powodu swojego schorzenia - otrzymywać finansowe gratyfikacje, co nie pozwala mu „puścić” choroby z lęku o przetrwanie. Jeśli jednak jest w nas prawdziwa decyzja na pełne uzdrowienie, nic nie może stanąć na przeszkodzie, by tak się stało. 

Wielu badaczy i terapeutów przez lata zbierało doświadczenia i pracowało z kamertonami, niekoniecznie tylko z konkretnymi diagnozami ciała fizycznego. Dr Sylwia Nadgrodkiewicz, która od wielu lat wprowadza ludzi do uzdrawiającego świata dźwięków, mówi, że najbardziej lubi, kiedy zgłaszają się do niej osoby, które czują, że utknęły w życiu i nie wiedzą, w którą stronę iść, bo nic im się nie udaje. Nie znaczy to jednak, że nie przeprowadza również i takich sesji, gdzie choroba jest konkretna i mocno zaawansowana. 

Dźwięk działa bowiem na wszystkie poziomy naszego jestestwa, bo nie jesteśmy tylko ciałem fizycznym. Zaangażowana do uzdrowienia zostaje i część mentalna i duchowa. Dzięki wprowadzeniu odpowiedniego dźwięku, można wyregulować wszystkie nieprawidłowości na poziomie kwantowym, co daje błyskawiczne rezultaty i jest na to wiele dowodów. 

Według Barbary Romanowskiej, autorki książki „Muzykoterapia dogłębna -komórkowa”, praca z kamertonami pozwala uwolnić się od bólu fizycznego i psychicznego, poczuć wewnętrzną spójność i harmonię, rozwinąć intuicję, wyobraźnię i kreatywność, stworzyć nowy obraz samego siebie poprzez połączenie z boską energią obecną w nas samych, uzyskać inne stany świadomości, aż do pełnego oświecenia… 

Kamertony wytworzone są z różnych materiałów. Mogą być aluminiowe, połączone z innymi stopami, na przykład krzemem czy magnezem. 
Są mosiężne, miedziane, stalowe, zrobione ze srebra, złota lub kryształu. Te ostatnie, bardzo kruche, raczej nie nadają się do przewożenia, jeśli terapeuta pracujący nimi, często podróżuje. 

Warto wspomnieć, że obróbką kamertonów nie zajmuje się ktokolwiek. 
Powstają w specjalnych manufakturach, a ich tworzenie okryte jest pewną tajemnicą, bo przecież te przedmioty muszą spełniać wiele subtelnych parametrów związanych choćby z zasadami świętej geometrii. 
Przez lata pracy z tymi narzędziami wprowadzono podział na kamertony narządowe, pierwiastków mineralnych, planetarne, anielskie i inne. 

Przybliżony opis, jak działają - w części drugiej.

Boskie Prawa Hermetyzmu. Poznaj je i zmień swoje życie.   Cz. I

Boskie Prawa Hermetyzmu. Poznaj je i zmień swoje życie. Cz. I

Żyjemy w świecie boskich praw. Po raz pierwszy zostały one opisane przez Hermesa Trismegistosa, prawdopodobnie autora „Szmaragdowej Tablicy”. Kiedyś nauczano ich wyłącznie ustnie i w sekrecie, dziś każdy ma do nich dostęp. A zrozumienie ich i wcielenie w życie - zmienia je na zawsze. 

Dlaczego nauki Hermesa - od imienia, którego pochodzi nazwa „hermetyzm” - były trzymane w sekrecie? Skoro to boskie prawa, każda istota powinna je znać. A jednak, nawet dziś, gdy nasza zbiorowa świadomość wzniosła się wyżej, wciąż w powszechnym rozumieniu mamy trudność, by je pojąć. 

To właśnie z tego powodu - niskiej świadomości - ludzie nie mogli w pełni zrozumieć tych przekazów. 

Warto wspomnieć, że „hermetycznie zamknięty”, oznacza właśnie wielką tajemnicę, jaka okrywała Hermetyzm. Przez wieki przekazywane były wyłącznie ustnie, dopiero w roku 1908 spisano je i tak powstał Kybalion. Czytanie i uważne studiowanie tych praw owocuje nieprawdopodobnymi zmianami w naszym życiu. Jednak mówi się także, że samo przebywanie w bliskości tej księgi, bez zaglądania do środka, przynosi wiele korzyści.

Nauki Hermesa podzielone są w Kybalionie na siedem praw, logicznie ze sobą powiązanych. Prawa te odnoszą do naszych własnych, duchowych darów, jakimi jesteśmy obdarzeni, a od których zostaliśmy odcięci. Głównie poprzez systemy religijne, bo one właśnie budują w człowieku przekonanie, że jest nicością, prochem i bez Boga, a właściwie boskich pośredników, nie może nic zdziałać. Otóż, Pierwsze Święte Prawo absolutnie temu zaprzecza. 

Brzmi ono: „Mentalizm”. Aksjomat Kybalionu zawiera je w słowach: „Wszystko jest Umysłem, Wszechświat jest Mentalny”. Co to oznacza? 

Że wszystko, cokolwiek istnieje, jest kreacją umysłu. Żyjemy wewnątrz wszechobecnego Umysłu Wszystkiego, a nasz prawdziwy umysł, czyli „wyższe ja”, jest przedłużeniem i tworem Boskiego Umysłu. Tworzymy swój własny świat, dzięki swoim myślom, konceptowi mentalnemu. I jest to absolutnie nieograniczone i absolutnie realne, bo chociaż z punktu widzenia Prawdy Absolutnej, Wszechświat jest iluzją, to jednak dla nas, ludzi, jest rzeczywisty. W jego obrębie możemy tworzyć, wymyślać, kreować. 

Zobaczmy: wszystko, cokolwiek nas otacza, kiedyś było myślą. Fotel, na którym siedzimy; samochód, jakim jeździmy; obieraczka do warzyw; beton, który stał się chodnikiem; krzewy, jakie według naszego pomysłu obrosły ogród; sukienka uszyta według wymyślonego wzoru. Każda rzecz, którą możemy dostrzec fizycznymi oczami, kiedyś była myślą, marzeniem, ideą.

Można zatem powiedzieć, że otaczają nas „utwardzone” myśli. 

Drugie Święte Prawo - „Zgodności” mówi o trzech poziomach naszego istnienia. To poziom fizyczny, mentalny i duchowy. Co je różni? Tylko i wyłącznie wibracja. Im wyżej, tym częstotliwość wibracji szybsza, a zatem nie możemy naszymi fizycznymi oczami dostrzec elementów z poziomu ducha (a przynajmniej nie każdy i nie zawsze). Im wolniejsze „obroty”, tym gęściej i solidniej. I to już dostrzegamy. Ale to nie znaczy, że to, czego nie rejestruje nasz wzrok, nie istnieje. 

Trzeba dodać, że płaszczyzna materialna także dzieli się na trzy grupy: materii, substancji eterycznej i energii. Ta ostatnia wibruje najszybciej. Tak samo jest na płaszczyźnie mentalnej, bo wszystko, cokolwiek istnieje, posiada swój wewnętrzny świat myśli, poczynając od minerałów, poprzez rośliny, żywioły oraz ludzi. No i w końcu poziom ducha, także zawiera swoje podkategorie, na które składają się zastępy aniołów, archaniołów, bóstw itp…

Maksyma głoszona przez Hermetyków, „Jak na górze, tak na dole”, ma swoje zastosowanie przy każdym prawie. W przypadku Pierwszego „na górze” oznacza Wszechświat, który się rozszerza i tworzy tak samo, jak „na dole”, czyli w materii, poprzez obrazy mentalne. W przypadku Prawa Zgodności - maksyma ta ma zastosowanie poprzez harmonię i porozumienie, jakie istnieje między wszelkimi płaszczyznami, bo wszystko we Wszechświecie pochodzi z tego samego źródła. 

Trzecie Święte Prawo - „Wibracji” mówi o tym, że wszystko jest w ruchu, nic nie spoczywa, tylko nieustannie krąży. Niektórzy nie dają temu wiary, bo przecież stół, przy którym codziennie siadają, jest stabilny i wcale się nie rusza. A jednak atomy, z którego się składa, cały czas wibrują. Na tyle jednak wolno, że możemy nie tylko go zobaczyć, ale nawet usiąść przy nim i zjeść zupę. Gdyby je jednak „podkręcić”, stół opuściłby przestrzeń materialną i przeniósł się wyżej, do płaszczyzny mentalnej lub duchowej. 

A zatem, skoro wszystko jest w wiecznym ruchu, są w nim także nasze myśli, emocje, przeżycia, pragnienia. Jeśli wibrujemy wysoko, przyciągamy doświadczenia o podobnych wibracjach. Psycholog i pracująca z Aniołami, dr Doreen Virtue, w książce „Boska Magia”, w której w osobisty sposób komentuje „Kybalion”, mówi o tym tak: „Prawo Wibracji wyjaśnia, że możesz spolaryzować swój umysł na jakimkolwiek poziomie wibracji i tym samym zdobyć całkowitą kontrolę nad swoimi stanami mentalnymi, nastrojami i doświadczeniami. Możesz także zmienić wibracje obiektów materialnych, by przyciągać je do swojego życia, naprawiać zepsute rzeczy lub pozbywać się wszystkiego, co niemile widziane”.  

I to są właśnie praktyczne wskazówki, które posłużą w codziennym życiu tym, którzy będą je chcieli zmienić i uzdrowić.


Rekalibracja człowieka

Rekalibracja człowieka

Zanim narodzi się nowe, stare musi umrzeć. To bolesny, ale konieczny proces. Nie bójmy się dziwnych objawów fizycznych, bo one są częścią tego procesu…


Czy jest ktoś teraz na Ziemi, kto nie zadaje sobie pytania: „Co się dzieje”? albo „ O co tu chodzi” ? Większość odczuwa strach. Ogromna grupa jest przekonana, że problem leży w wirusie, który zjawił się nie wiadomo skąd.
Sądzą, że to właśnie z jego powodu dochodzi na naszych oczach do katastrofy gospodarczej, jakiej na Ziemi nie było od setek lat. A może w znanej nam cywilizacji - nigdy?
Grupa najmniej liczna - można byłoby ich nazwać starymi duszami - widzi to, co dzieje się dookoła w zupełnie innym świetle. Kiedy tłumaczą swój punkt widzenia często słyszą - chociaż trzeba przyznać, że coraz rzadziej - że są to teorie spiskowe. W takim razie zacznijmy od czegoś, czego nie da się podważyć, bo stoi za tym wiedza, nauka. A konkretnie: fizyka.
Mowa o rezonansie Schumanna. Wolfgang Schumann był niemieckim fizykiem, który po raz pierwszy zapisał rytm, w jakim wibruje Ziemia. Było to 7,83 Hz. 
Naukowiec interesował się zjawiskiem wibracji naszej planety od końca lat 50 -tych, ale zapisu udało się dokonać dopiero wiele lat później.
Dzięki temu, wiadomo było, że od roku 2012 puls zaczął gwałtownie wzrastać. To było szokujące, bo uważano, że ta elektromagnetyczna częstotliwość Ziemi jest stała, niezmienna. Dlaczego zatem zaczęła się  podnosić? Tak jakby Ziemia nagle, gwałtownie przyspieszyła, jakby nie było już czasu, jakby się gdzieś spieszyła.
Nawet gdy wciąż są między nami tacy, którzy nie uważają Ziemi za odrębny, kosmiczny byt, który rozwija się tak samo, jak każdy z nas, nie da się podważyć, że żyjemy w pewnej kosmicznej strukturze, wzajemnej zależności.
Ziemia oprócz tego, że jest naszym planetarnym domem, przechodzi swoje własne, indywidualne procesy. Musimy wziąć w nich udział, bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie! Podniesienie wibracji z 7, 83 Hz do ponad 40 Hz ( a częstotliwość wciąż rośnie)  również i nam, ludziom, każe je podnosić.
Z czym to się wiąże?  Ze zmianą naszej biologicznej budowy komórkowej.
To gigantyczne zadanie nie uda się bez zmiany naszej świadomości i  kompletnej przebudowy wszystkiego, czym do tej pory dysponowaliśmy.
Powszechnie wiadomo, że każda „przechorowana” choroba, wzmacnia i uodparnia nasz organizm. A ponieważ wszyscy jesteśmy połączeni jednym polem informacyjnym, wspólne, zbiorowe „przechorowanie”, wzmacnia nas jako grupę, społeczeństwo, naród, a w obecnym przypadku jako mieszkańców jednej planety - Ziemian.
Gdybyśmy zrobili to w jednym czasie, pozwoliłoby nam to szybciej przejść wyżej, na kolejny poziom rozwoju, na utęsknioną przez stare dusze, piątą gęstość.
Zadajmy sobie zatem pytanie: komu zależy na zatrzymaniu nas w tym miejscu, w którym jesteśmy? Dlaczego przez wiele tygodni fundowano ludziom areszt domowy a ci, którzy przejrzeli ten makiaweliczny plan, poddawani byli i nadal są represjom ze strony władz? Kontakt człowieka z człowiekiem pozwoliłby na szybszą zmianę, działanie, ruch. Ludzi są silni energią grupy. Podzieleni są słabsi. Również - choć wydaje się to paradoksalnie - w biologicznym sensie.
Niezależnie jednak od sił ciemności, które od wieków zarządzały Ziemią, ewolucja musi trwać, stąd taka ogromna zmiana, rekalibracja wszystkich ciał, jakie posiadamy. Wielu ludzi nie rozumie i obawia się dziwnych objawów fizycznych, które pojawiają się i znikają. Na przykład bezsenność u kogoś, kto do tej pory spał całą noc mocnym snem. Albo odwrotnie: nagłego odcięcia od prądu, zupełnie tak, jakby nam ktoś wyjął wtyczkę i zmusił do głębokiej drzemki. Pojawiają się też bóle i zawroty głowy, napady wielkiego głodu lub przeciwnie - przez wiele godzin lub dni możemy nie jeść zupełnie nic.
Alergie, bóle kości i gardła, kołatanie serca, niesprecyzowany niepokój. Niektórzy mają dziwne, symboliczne sny. Warto je zapamiętać - przynoszą przekazy z naszej podświadomości. 
Ciekawe informacje na ten temat znajdziemy między innymi na stronie kryon.pl, gdzie zamieszczono channelingii od istoty wysokowibracyjnej, Kryona.
Być może dla niektórych samo sformułowanie „istota wysokowibracyjna” jest nie do przyjęcia, ale warto otworzyć się na nowe i posłuchać a później ocenić, tego co do nas przychodzi w postaci nowej informacji. Ale ocenić z przestrzeni serca a nie rozumu.
Nie możemy nie zauważyć, że świat, który znaliśmy, rozpada się na naszych oczach. Czas tworzyć nowy. A zatem każda mądra, pełna miłości do rasy ludzkiej podpowiedź  - jest cenna. Bo każda daje nadzieję na życie w nowym, lepszym świecie.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia