Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga serca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga serca. Pokaż wszystkie posty
Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Weź to, co zawsze było Twoje. Droga serca - lekcja dwunasta.

Co myślimy o lęku, Miłości, osądzie, ograniczeniach? Warto zrobić sobie „duchową” powtórkę, zanim… ruszymy w dalszą drogę.


Zdarza nam się słyszeć, a czasem nawet samemu powiedzieć: co to za Bóg, który toleruje taki świat? Jeśli naprawdę jesteśmy bożymi dziećmi, to dlaczego nas nie ratuje od wojen, cierpienia i chorób?

Odpowiedź na to pytanie - jeśli szukamy - znajdziemy w wielu miejscach. Również, między innymi w 12. lekcji Drogi Serca.

- Nie możemy tego zrobić za Was, możemy tylko zrobić to z Wami, gdyż nic nie może być narzucone siłą umysłowi bożego dziecka - mówi Mistrz Jezus, Duch Święty nie czyni żadnych wysiłków, by uzurpować sobie lub odbierać Ci Twoją wolność…

A cała nasza moc w wolności. Co możemy zrobić, by ją uzyskać? Na pewno nie szukać, nie działać. Jedynie otworzyć się, poczuć się gotowym na przyjęcie, naszykować miejsce. Jak mówi Joszua – przygotować glebę poprzez swój wybór, by odkryć przeszkody dla Miłości.

I jakie to przeszkody? Jest tylko jedna, a wszystkie inne są jej pochodną: lęk. Lęk przyrównywany jest do korzenia chwastu, który rośnie w ogrodzie naszej świadomości. Ale kiedy już go usuniemy, to znów możemy posłużyć się językiem metafory: otrzymamy Deszcz Łaski. W dodatku wcale nie musimy na niego zasługiwać! Otrzymujemy go za darmo, tyle ile potrzebujemy.

A wspomniane krople deszczu, to nic innego, jak 12 lekcji kierowanych do naszej świadomości, by ją poruszyć, ożywić, pobudzić. Prawdopodobnie tylko część trafiła do nas, inne przekazy wciąż czekają. W miarę, jak będzie pogłębiała się nasza gotowość na uwolnienie się od lęku, będziemy także gotowi przyjąć kolejne krople…

W tej podsumowującej pierwszy etap wędrówki, Joszua sugeruje, by zweryfikować swój stan na teraz, bo kiedy pójdziemy dalej, wiele zależy od tego, co już udało się odkryć, poczuć i zrozumieć.

I znów możemy przywołać obraz ogrodnika, który szykując swoją ziemię pod uprawę, wybierał narzędzia. Mógł wybrać na tyle nieskuteczne, że gleba pozostała nieporuszona, niegotowa, by wchłonąć deszcz i nakarmić rośliny.

Ale mógł dokonać właściwego wyboru i wówczas owoce, jakie się pojawiły, przerosły wyobrażenia ogrodnika…

Mistrz Jezus zachęca, by w tej „duchowej powtórce”, udać się raz jeszcze do początku, do lekcji drugiej. Tam została nam podana pięciominutowa praktyka obserwacji wszystkiego, co się wydarza, jako przebudzony Chrystus.

A zatem przypomnijmy: zaczynamy od 3 - 5 minut poczucia absolutnej obecności i zauważenia stwarzania każdej czynności, każdej sekundy naszego istnienia. Choćby najprostszej: brania prysznica, parzenia kawy, patrzenia na kwiaty w wazonie, dotykania książki. Zatrzymanie się i zauważenie, że właśnie teraz, w tym momencie, stwarzamy określoną sytuację. A to właśnie, coraz mocniej zakorzeni nas w świadomości, że nikt inny, tylko my sami, poprzez Boga w nas, tworzymy wszystko.

Nie, to za łatwe! W czym niby taka praktyka miałaby mi pomóc? Oto prawdopodobnie niektóre z głosów. Skąd biorą się nasze wątpliwości?

Z egotycznego umysłu. Umysł Boga niczego nie komplikuje, wszystko jest proste! Jedyne co musimy, to zaprzestać działania, a otworzyć się z ufnością na otrzymywanie!

I co się stanie naprawdę, tak praktycznie? Oto kolejne nasuwające się pytania z ludzkiego postrzegania.

Joszua mówi: Korzenie lęku zostaną obluzowane na takie sposoby, jakich nie jesteś w stanie pojąć za pomocą myślącego umysłu.

Czyli: nie do nas należy tworzenie mechanizmu uwalniania z lęku (który jest zaprzeczeniem Miłości), nie do nas należy rozpaczliwe szukanie rozwiązań.

Do nas należy tylko otwarcie się na przyjmowanie.

Dla większości ludzi, to wciąż najtrudniejsze zadanie, bo przyzwyczajono nas, że rozwiązanie problemów ma związek z wysokością IQ, że tylko tu, w tajemniczych meandrach szarych komórek jesteśmy w stanie wymyślić coś skutecznego. Ale przecież nasz umysł wykracza poza materię.

Kiedy to pojmiemy, to w chwili porzucenia ciała - a przecież każdy z nas tego doświadczy - będzie to jak porzucenie zabawki, z jakiej już wyrośliśmy…

Jeszcze raz, zatem przyjrzyjmy się takim aspektom naszego życia, jak wspomniany już lęk, osąd (siebie i innych), ograniczenia.

Mistrz Jezus mówi, że każdy z nich musi być uwolniony na tym poziomie, na jakim został stworzony. W tym właśnie pomogą nam praktyki zawarte we wszystkich lekcjach Drogi Serca. Postanówmy więc sobie, że nie możemy ich przeoczyć. Bo to jak kamień węgielny naszej Istoty, ale także możliwość pójścia dalej, Drogą Przemiany.

Gdy rozprasza Cię świat, wejdź do środka siebie… Droga serca - lekcja jedenasta.

Gdy rozprasza Cię świat, wejdź do środka siebie… Droga serca - lekcja jedenasta.

W tej lekcji Mistrz Jezus wyjaśnia, jak opaść w głęboką wewnętrzną Ciszę, by zaznać tam błogości i absolutnego spokoju.


Największy duchowy Mistrz, jaki chodził po tej Ziemi, mówi, iż jedyna różnica między nim, a każdą inną, ludzką Istotą jest taka, iż On zawsze mieszka w cichym miejscu Serca, zaś my czasami wierzymy, że mieszkamy gdzie indziej. Czyli gdzie? W świecie, który wydaje się tak prawdziwy, tak realny i wyraźny, że trudno dać nam wiarę, iż to tylko… iluzja.

W jedenastej lekcji Drogi Serca nasz duchowy przewodnik daje ważną wskazówkę, jak zacząć odnajdywać w sobie Ciszę - jedyne miejsce, gdzie możemy się z Nim spotkać, a tym samym spotkać się ze Źródłem, gdyż jest to tożsame.

Możemy zacząć, od obserwacji naszych myśli. Kto z nas wie, skąd przychodzą i dokąd idą? Nie wiemy tego. A ponieważ myśli pochodzą z umysłu, należą do Świata. Pozwólmy myślom przepłynąć i zniknąć. Nie musimy niczego kontrolować, wszystko wydarza się samo. Trawa rośnie, Słońce oświetla Ziemię, krew krąży w naszym ciele. Czy musimy wiedzieć, jak to się dzieje, aby trzymać nad tym bezustanną pieczę? Nie. To przecież wydarza się samo. A zatem czas odpuścić, wycofać energię ze Świata.

Ten pierwszy krok, to zdanie sobie sprawy, że nie jesteśmy ani myślami, ani nawet tym, kto myśli. Jesteśmy obecnością, cichymi obserwatorami, tego co wydarza się w polu świadomości.

- Pochodzimy z jednej substancji, jednego Świata, jednej Prawdy - tłumaczy Mistrz - Tylko tutaj mieszka rzeczywistość, tylko tu niepodzielnie rządzi Miłość.

W świecie pełnym chaosu i zamętu nie znajdziemy ukojenia. Nie ma innej drogi, jak zwrócenie się do wewnątrz. W tym miejscu bowiem wszyscy jesteśmy jednakowi, utkani z tej samej tkaniny. Czym zatem jesteśmy, kiedy żyjemy w świecie? Jezus pięknie nazywa to „myślą Miłości wyrażoną w formie”. I dalej tłumaczy: „Mieć formę, nie oznacza mieć ciała. Oznacza jedynie to, że Umysł, który jest rzeczywistością istnienia Miłości, mieszka na równi w każdym z nas”. Jak można się o tym przekonać?

- Jeśliby tak nie było, nie mógłbyś mnie rozpoznać - wyjaśnia Jezus - I gdy wypowiadam jakieś słowo lub zdanie czy akapit, który rezonuje z Tobą jako coś prawdziwego, nie rozpoznałbyś tego, gdyby ta sama Prawda nie mieszkała już w Tobie jako rzeczywistość Twego istnienia…

Czyż to nie piękne? Wszyscy jesteśmy tacy sami, bo pochodzimy z jednego, boskiego Źródła. Różnice między nami wynikają (w naszym wyobrażeniu) z umysłu. W polu serca, gdzie istnieje wyłącznie Miłość, one nie istnieją.

Jak więc z tego umysłu wychodzić, by coraz częściej i dłużej przebywać w głębi siebie? Jest wiele metod, wiele sposobów, by zakorzeniać się w wewnętrznej Ciszy. Na przykład pozwolenie sobie na to, by myśli oraz to, co czujemy, widzimy, słyszymy, przelewało się przez nas, przenikało, a następnie znikało, rozpuszczało. To pozwoli nam schodzić coraz głębiej i głębiej. To pozwoli nam opaść coraz niżej, zatopić się w Ciszy.

Mistrz mówi: zauważysz wówczas łagodną przestronność i spokój, który pojawia się, choć przecież Ty nic nie zrobiłeś.

I jeśli nawet za chwilę świat znów zwabi nas swoim hałasem i błyskotkami w taki sam sposób, możemy za moment ponownie wrócić do wewnątrz.

Za każdym razem, zanurzenie w niej będzie coraz dłuższe i dłuższe.

Mistrz zaleca powtarzanie zdania: „Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości”. Pomaga szczególnie wtedy, gdy czujemy się ponownie rozproszeni, zwabieni widokami, dźwiękami i obrazami świata.

A kiedy już naprawdę głęboko i mocno zapuścimy korzenie w przestrzeni serca, możemy prosić o co tylko chcemy. Tu otrzymamy każdą informację, każdą wiedzę. To oczywiste, gdyż będziemy wówczas w samym centrum świadomości.

Jednak, aby się w niej znaleźć, musimy być gotowi na pozostawienie za sobą wielu rzeczy, potrzeb, przekonań. Na przykład przekonania o tym, że zawsze mamy rację. Na przykład lęku przed odrzuceniem, przed śmiercią…

Aby wejść do wewnętrznej Ciszy, trzeba pozostawić za sobą każdą myśl, jaką kiedykolwiek mieliśmy na temat konkretnych ludzi, zjawisk czy życia po prostu. Niełatwe zadanie. Ale tylko dla Umysłu. Nasze Serce zawsze to umiało. Dlatego niczego nie trzeba się uczyć, wystarczy tylko odkryć to, co od eonów w sobie nosimy…

Odpuść i nie biegnij za fałszywymi prorokami. Droga serca - lekcja dziesiąta.

Odpuść i nie biegnij za fałszywymi prorokami. Droga serca - lekcja dziesiąta.

W kolejnej, bezcennej lekcji Joszua mówi o własnym, mistycznym doświadczeniu. 
O tym, jak przekierować energię, by odkryć Prawdę, a także o tym, jak nie dać się zwieść duchowym ścieżkom, które prowadzą na manowce…


Wyobraź sobie dziecko, które bawi się zabawkami, ustawia wieże z klocków, wozi w wózkach misie. Ale przychodzi taki moment, że zabawki stają się nieatrakcyjne, zaś ich miejsce zajmują na przykład: komputer, książki, płyty.

Ta decyzja nie jest wynikiem zewnętrznego nakazu. Dziecka nikt przecież nie zmusza, by porzucił rzeczy, które do tej pory stanowiły sens jego życia, ono działa naturalnie, zgodnie z tym, co czuje.

Ten przykład posłużył Jezusowi na pokazanie nam, że nie jesteśmy przywiązani do niczego na stałe, że w każdej chwili, dzięki naszej świadomej decyzji, możemy zrezygnować z nadawania wartości rzeczy, która już nam nie służy. „Zwyczajnie to przekraczasz i masz to już za sobą - przekazuje niezwykłą mądrość w prostym obrazie - Nic wielkiego. Nikt tego nie robi za ciebie, po prostu sam podejmujesz decyzję. Wycofujesz wartość, jaką to obdarzałeś i obiekty, które były symbolami tego, co ceniłeś, a te zwyczajnie znikają z twego życia…”

I dalej, w piękny sposób, Joszua kontynuuje: dokładnie w ten sposób możemy odłożyć na bok… stan nieoświecenia, jakby był taką właśnie zabawką, z której wyrośliśmy.

Czyż nie jest to wspaniałe, zrozumiałe dla każdego porównanie?

W tej lekcji, Mistrz zwierza się z własnych mistycznych przeżyć, które miały miejsce w jego młodzieńczym życiu. Był człowiekiem, jak każdy z nas.

I jak każdy uczestniczył w istnieniu świata, który wchłania wszelkimi swoimi smutkami, problemami, radościami, szczęściami. Ku temu zewnętrznemu światu kierujemy całą naszą uwagę, gdyż myślimy, że to jedyne co mamy.

Ale Jeszua - wówczas mały, a później coraz starszy chłopiec - nosił w sobie głęboką potrzebę rozwikłania powodu, dla którego jesteśmy obecni na tej planecie, wielkie pragnienie poznania Prawdy, która mogłaby wyzwolić całą ludzkość. Dzięki medytacjom, modlitwom, trwaniu w ciszy i obserwacji własnego wnętrza, zaczęły przychodzić do Niego rozpoznania, wglądy i wspomnienia z innych wymiarów. Pojął, że jesteśmy czymś znacznie większym i potężniejszym, niż sądzimy. Ujrzał, iż nasza świadomość jest absolutnie kosmiczna i wykracza poza ciało, z którym się identyfikujemy.

Zobaczył także, iż ludzie myślą, że to, co przydarza się ciału, przydarza się im, że są w nim w jakiś sposób uwięzieni.

Jaki zatem jest - według Mistrza - sposób na uwolnienie się od pułapki ciała?

Dokładnie taki sam, jak w przytoczonym na początku przykładzie: zabierz swoją energię z miejsca, które już ci nie służy i przenieś do własnego wnętrza. Tylko tyle. I aż tyle. Nie wszyscy wierzą w najprostsze rozwiązania, bo właśnie świat zewnętrzny nauczył nas, iż cenne jest to, co skomplikowane, z trudem zdobyte, okupione bólem lub ciężką pracą.

Joszua mówi prosto: skieruj energię do wnętrza, a tam znajdziesz Prawdę.

Zaufaj sobie, zaufaj temu głosowi w sercu, bo to Bóg do Ciebie przemawia.

Oczywiście, że wielu duchowych nauczycieli, będzie nas od tego odwodzić, wszak odzyskanie naszej własnej mocy nie jest w ich interesie.

W czasie wysypu fałszywych proroków - a ten czas właśnie nadszedł - wcale nie tak trudno ich odkryć. Jezus mówi, że trzeba zadać sobie pytanie, czy człowiek, który naucza, ofiarowuje prostotę czy złożoność? Zwyczajny spokój czy konieczność otaczania się szeregiem rekwizytów rytualnych? Skomplikowane medytacje i modlitwy oraz listę zadań do wykonania, czy też po prostu przypomina o Prawdzie i prosi, abyśmy w niej spoczęli?

A może sugeruje, że konieczne jest wybranie się na wiele pielgrzymek?

Czy też raczej mówi, że Niebo jest obecne, kiedy robimy sobie rano filiżankę herbaty, jeśli tylko zechcemy pamiętać, kto zaparza tę herbatę?”

Jeśli wspierają nas, towarzyszą w wewnętrznych procesach i przypominają, że nie są wyżsi i więksi od nas, bo wszyscy jesteśmy równi, to dobry znak.

Jeżeli jednak mówią z lękiem i w lęku sugerują, że wiedzą jak kontrolować siły natury i siły umysłu, jak chronić się przed złem, to lepiej będzie odejść, by posiedzieć w ciszy własnej, wewnętrznej Prawdy.

Tylko w nas samych jest możliwość przemiany, uzdrowienia i totalnej transformacji. Tylko w nas - a Jezus nam to ułatwił - jest boska świadomość decyzji, by od tego momentu, od następnej sekundy być już kimś innym…

Wszystko jest neutralne. Droga serca - lekcja dziewiąta.

Wszystko jest neutralne. Droga serca - lekcja dziewiąta.

Wszystko, co wydarza się w świecie, jest… całkowicie neutralne. To my sami nadajemy znaczenie temu, czego doświadczamy.


Jak trudno to zrozumieć! Bo przecież do tej pory uczyliśmy się o dualnym świecie, precyzyjnie podzielonym na dwie części: dobrą i złą. Trzymaliśmy się pewnych zasad, choćby dekalogu, który w jakimś sensie nawigował nas przez życie.

Dlaczego w pewnym sensie? Bo nawet jeśli uznawaliśmy, że przykazanie „nie zabijaj” jest absolutnie oczywiste, by go realizować, to w praktyce tego nie robiliśmy. Jako ludzkość wszczynaliśmy wojny, walki, wyprawy grabieżcze, gdzie ginęli ludzie i zwierzęta. Tym ostatnim stworzyliśmy w rzeźniach holokaust. A przecież przykazanie jest proste: „nie zabijaj”. Nie precyzuje kogo - rzecz w czczeniu samego Życia.

Jak zatem, w takim świetle zrozumieć, że wszystko jest neutralne? Jak pogodzić coś nie do pogodzenia? Jak nie oceniać, skoro wszystko aż się prosi o ocenę?

Zobaczmy to w ten sposób: kiedy wydarza się coś w naszym świecie, natychmiast chcemy przypisać temu określone znaczenie, włożyć do szufladki z etykietą: „gniew”, „pogarda”, „złość”, „obojętność”, „nieprawość”.

To my sami nadajemy wartość i nazwy określonym wydarzeniom, zaś później, z powodu tej właśnie przyklejonej etykiety, zostajemy „uwięzieni” w naszym przekonaniu. Z kolei, to właśnie przekonanie, tworzy nasze życie.

Jezus podaje jeden z wielu przykładów. Wyobraźmy sobie, że przychodzi do nas ktoś, kto jest rozgniewany.

- Rozpoznaj, że najpierw postanowiłeś, że ta osoba jest rozgniewana - zauważa mistrz - A później już tylko, dzięki właśnie tej decyzji sprowadziłeś wszystkie skojarzenia, jakie do tej pory zdecydowałeś się cenić w swym pojmowaniu gniewu…

Krótko mówiąc: skąd pewność, że ten człowiek był pełen gniewu?

Jezus mówi: Kiedy stoisz przed kimś twarzą w twarz i na ułamek sekundy zmieniasz pozycję ciała, z którego spoglądasz na niego - już zmienia się twe stanowisko, twa perspektywa i w tym ułamku sekundy stwarzasz dla siebie nowe doświadczenie.

Właśnie w tym momencie jesteś stwórcą, bo stwarzasz nowe doświadczenie. Kiedy patrzymy na kwiat i mówimy: „róża”, to umieszczamy w tym określeniu

wszystkie nasze „różane” doświadczenia. Każdy z nas ma inne, dlatego „doświadczanie róży” to za każdym razem kompletnie odmienne przeżycie. A to właśnie przeżycie stwarza kolejny fraktal naszego pola energii.

Jak to się jednak ma do myśli, która głosi, że wszystko jest neutralne?

Jezus daje przykład drzewa, które dla ekologa i drwala jest zupełnie innym obiektem. Ten pierwszy je chroni, drugi widzi w jego ścięciu zysk materialny.

Czyż nie ten pierwszy postępuje właściwie, a drugiego trzeba potępić?

A jednak mistrz wciąż podkreśla, że wszelkie wydarzenia są neutralne, że jedynie my nadajemy im wartość.

Rodzi się zatem kolejne pytanie: czy musimy być nieczuli, nieświadomi i ślepi na to, co się wydarza?

Nie, absolutnie nie! Bo częścią przebudzenia jest uświadomienie sobie, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Oznacza to także przebudzenie szacunku do tajemnicy Życia i oznacza również - porzucenie osądu drugiej osoby, która chce widzieć drzewo inaczej niż my.

Jakże trudna to lekcja! Dla wielu z nas wręcz niewyobrażalna.

A jednak to nie przez osąd przechodzimy do boskiej przestrzeni naszego serca, tylko przez miłość i akceptację. Dopiero wtedy wszystko się zmienia.

Jeśli całym naszym ciałem, które wszak jest narzędziem komunikacji, głosimy

lęk, strach, osądzanie, to wyświetlamy w naszym zewnętrznym hologramie, to wszystko, czego byliśmy świadkami przez całe stulecia: wojny, kłótnie dramaty.

A Jezus mówi coś niezwykłego: Nawet gdyby lasy na całej waszej planecie zostały zniszczone, to byłoby neutralnym wydarzeniem, gdyby nawet cała fizyczna planeta zniknęła, to Życie i tak trwałoby nadal!

Jak? Bo Życie nie umiera nigdy. Tworzyłoby następne światy. A później kolejne i kolejne…

Co możemy, dzięki tej lekcji, zrobić praktycznego w naszym życiu?

Na przykład, przyjrzeć się wnikliwie temu, co obdarzyliśmy wartością, twierdząc, że jest niezmienna. Każdej relacji, nie tylko „ludzkiej”, ale także relacji ze swoim bankiem, firmą, zdrowiem, psem. Zobaczyć, że to my nadaliśmy jej „ciężar gatunkowy”, a skoro tak, to także i my możemy to zmienić.

Dlatego, kiedy na przykład mamy do zapłacenia kilka rachunków, a brak nam pieniędzy, zatrzymajmy się i zapytajmy siebie samych: jaką myśl stworzyłam, że spowodowała niedobór banknotów? I czy jest to myśl, którą nadal chcę wrzucać w toń mojego umysłu, aby tworzyć podobne skutki w przyszłości?

Bo choć wszystko wokół jest neutralne, to jednak nie nasze myśli.

Zastosowanie w życiu tej Prawdy, pozwoli nam wspiąć się po drabinie Świadomości szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać…

Co wrzucasz do wody swojej świadomości? Droga serca - lekcja ósma.

Co wrzucasz do wody swojej świadomości? Droga serca - lekcja ósma.

Jeśli pragniesz zmiany, nie próbuj działać w świecie zewnętrznym. Zobacz, co kryje się wewnątrz. Uporządkuj je  i wyświetl w rzeczywistości piękny obraz. 

Czuję się jak samotna wyspa. Co mogę zmienić, przecież świat jest taki, jaki jest. Muszę cierpieć, wszyscy cierpią. Nic mi się nie udaje. Wciąż jestem chora. Ciągle to słyszymy. Często sami tak mówimy. A skoro tak, to gdzie znajduje się w nas coś w rodzaju „bazy danych”, programu, który pozwala wyciągnąć taki wniosek? 

To nasza świadomość. W niej zawarte są wszystkie nasze doświadczenia, zarówno dobre, jak i złe. Wszelkie odczucia, pragnienia, marzenia. Wyobraź-my sobie na chwilę, że świadomość znika. Tak po prostu, rozpływa się w nie-bycie i przestaje istnieć. Gdzie jest wówczas to, na czym opieramy nasze istnienie? Również znika, zostaje rozpuszczone… Jednak póki dysponujemy naszą świadomością, mamy szansę zobaczyć, co się w niej naprawdę kryje, możemy tam wejrzeć. To wielkie doświadczenie!

Joszua, Wielki Nauczyciel, pyta o to w przewrotny sposób: Czym są rzeczy, które wiesz, że wiesz? Czego chcesz unikać? Jakich rzeczy jeszcze nie zgłębiłeś? O jakich ludzi, miejsca, wartości zabiegasz? Co wywołuje dreszcze ekscytacji w komórkach Twojego ciała? 

Mistrz Jezus sugeruje, aby spojrzeć na planetę, na każdą rzecz w swym pokoju, na każdą myśl, jaką postanawiamy pomyśleć. Sugeruje, byśmy przyjrzeli się ważnym dla nas ideom i koncepcjom. A później popatrzyli na te wszystkie rzeczy jako składowe jednej siły życiowej zamieszkującej w nas.  Jak na całość, która nas tworzy. Zostaliśmy przecież stworzeni, ukształtowani z wielu fragmentów, które „doklejały” się do nas w długiej, kosmicznej podróży. To właśnie te fragmenty wpłynęły na nasz obecny kształt. 

Jednak w tej podróży, jedna rzecz była absolutnie niezmienna: nasze połączenie ze Źródłem, bycie w ciągłym związku z całością Stworzenia. 

Tak, ale co to dla nas znaczy? - ktoś mógłby spytać. A znaczy to, że nigdy nie byliśmy oddzieleni od Boga, nigdy tak naprawdę nie byliśmy samotni. Owszem, kiedy skupialiśmy uwagę na jednym aspekcie naszego istnienia, mogliśmy tracić z oczu inny. To jednak nie znaczyło i wciąż nie znaczy, że pozostałe znikały. Zaś nasza uwaga to jak decyzja, na czym, w tym momencie, skupiamy moc świadomości. 

Na czym ją więc skupiamy? Jezus podaje piękny przykład kamyków wrzucanych do wody, które razem z pluskiem zataczają na wodzie coraz szersze koła. Dokładnie tak samo dzieje się z polem naszej świadomości.

- I  gdy przyciągnąłeś do siebie pewne osoby, miejsca, rzeczy, przedmioty,  a nade wszystko, myśli, przekonania i spostrzeżenia, wrzuciłeś je niczym małe kamyki do przejrzystego, niezmąconego stawu Twej bezkresnej i wiecznej świadomości - tłumaczy w ósmej lekcji nauczyciel duchowego wzrostu - A to, czego doświadczasz, to skutki czy też fale, wywołane przez te kamyki. 

One dosłownie łączą się z innymi falami, które wytworzyłeś. I gdy fale te rozchodzą się, dotykają siebie nawzajem i wracają do Ciebie, tworząc pole stworzenia, które formuje twą fizyczną, trójwymiarową rzeczywistość…

Jakie zatem w wnioski moglibyśmy z tej lekcji dla siebie wyciągnąć? 

Wyświetlamy w świecie zewnętrznym tylko to, co sami stworzyliśmy. I kiedy rozglądamy się, a ta rzeczywistość wcale się nam nie podoba, nie jesteśmy na nią skazani. I to jest wspaniała wiadomość! 

Bo w każdym momencie naszego życia, niezależenie od tego w jakich okolicznościach istniejemy, możemy się zatrzymać, spojrzeć - jak to pięknie po-wiedział Jeszua - do bezkresnego stawu wiecznej świadomości - i zastanowić się, jaki teraz kamyk chcemy tam dorzucić. A zanim wrzucimy następny, nie wściekać się na siebie, nie złościć, nie obwiniać, że tak zaśmieciliśmy ten staw, tylko z dziecięcym zadziwieniem podziękować za każde doświadczenie, jakiego do tej pory zaznaliśmy.

I wybrać inaczej. Powiedzieć sobie: "To ja wybieram skutki, których doświadczam. To przecież ja sama interpretuję wszystkie doświadczenia (gdyż wszystko co się wydarza jest neutralne - to my sami nadajemy temu znaczenie), to ja sam nadaję wartość obiektom, przekonaniom tp."

Może więc nadszedł czas by zadać sobie najważniejsze pytanie: czego chcę doświadczyć? A później wrzucić to jako kamyk do niezmąconego stawu bezkresnej i wiecznej świadomości…

Aby wzmocnić nasz wewnętrzny przekaz, dobrze jest powtarzać poniższą afirmację: 

To ja sam /sama jestem twórcą tego, czego doświadczam z chwili na chwilę.

Od tej pory postanawiam rodzić w sobie świadomość Chrystusową - Chrystusa i w ten sposób dowiem się, czym jest Chrystus. 

Ojcze stwarzaj przeze mnie to, co dobre, święte i piękne, albowiem taki jest powód mego istnienia.  

Wyrażam chęć, by być światłem, które rozświetla ten świat i w pełni zobowiązuję się w każdej chwili i z każdym oddechem wybierać uzdrowienie poprzez miłość i przebaczenie.


Wszystko już jest. Droga serca - lekcja siódma.

Wszystko już jest. Droga serca - lekcja siódma.

Jedyna droga, na której nie pobłądzimy, prowadzi do naszego wnętrza. Gdy tam w końcu dotrzemy, będziemy w domu.


Wyobraźmy sobie w wielkim lesie maleńkie źdźbło trawy. I wiatr, który lekko nim poruszył. A kiedy to się stało, promień słońca, który właśnie go oświetlił, sprawił, iż na leżący w pobliżu kamień, padł cień: jeden z najmniejszych możliwych cieni, jaki tylko może zaistnieć. Cień, którego nikt nie dostrzega i który praktycznie nie ma żadnego wpływu na ruchy planet, zjawiska kosmiczne, a przede wszystkim na Miłość, jaką obdarza nas ten, dzięki któremu istniejemy.

A jednak my, ludzie, nadajemy mu ogromne znaczenie. To właśnie ten najmniejszy z najmniejszych, staje się dla nas ogromną przeszkodą w przeżywaniu Prawdy, jaka w nas zawsze była, jest i będzie. Dlaczego tak się dzieje? Jezus w kolejnej lekcji, wyjaśnia: „Ten niewielki cień jest tym, czemu nadałeś moc. Dokładnie w tym momencie narodził się lęk. A lęk jest zawsze zaciśnięciem się i odsuwaniem od Miłości. I lęk czyni cię mniejszym od tego źdźbła trawy, które chwilowo wydaje się rzucać cień i dlatego też przeszkadza ci w rozpoznaniu ciepła słońca, w którym zawsze jesteś skąpany”.

Pięknie brzmią te słowa, ale czy naprawdę je rozumiemy? Czym jest ten cień, który rzuca źdźbło trawy i dlaczego ma to aż takie znaczenie? Bo aby całym swoim istnieniem, całym swoim życiem, wyrażać Prawdę, potrzebna jest wewnętrzna spójność, pewność, brak sprzecznych informacji, po prostu jedność. I wtedy wystarczy być, nic więcej.

Kiedy coś takiego słyszymy, na ogół czujemy lekkie wzburzenie. Jak to: tylko być?! A cała praca, którą muszę wykonać, aby posuwać życie do przodu?

A te wszystkie obowiązki, które na mnie czekają? Moje zobowiązania, moja firma, moja rodzina…

Jezus w słowach, które do nas kieruje, nigdy nie powiedział, że to nie jest ważne, że mamy to porzucić, założyć białą szatę, sandały i ruszyć w bliżej nieokreślonym kierunku. „Najpierw módlcie się o królestwo, a reszta będzie wam dodana” - oto wskazówka, jak pogodzić ten paradoks.

Chodzi o to, że kiedy już staniemy się świadomi, kiedy dotrzemy do wewnętrznego królestwa, Niebo i Ziemia ruszą, by być naszym sługą. Ale nigdy wcześniej!

Dlatego pierwszym zadaniem jest poszukanie drogi do Prawdy, która czeka na odkrycie. Wszystko co wydarzy się później, będzie tylko emanowaniem Miłości, można powiedzieć, że wszystko będzie się „działo samo”, przepływało przez nas i manifestowało w postaci tego, czego pragniemy, co dla nas ważne.

Człowiek, który jest w swojej Prawdzie, daje otuchę i radość innym nawet wtedy, kiedy nie skinie palcem.

Jak zatem stać się takim człowiekiem? Już nim jesteśmy! Żeby to pojąć, musimy przestać starać się kochać Boga, kochać bliźnich i tracić mnóstwo energii, na udowadnianie naszym bliskim uczuć, jakimi ich obdarzamy. Jedyne, co potrzebujemy zrobić, to przekierować tę energię do środka, do świadomości naszego istnienia. To tutaj żyje Jaźń, jaką Bóg umieścił w nas.

Musimy nauczyć się karmić tę Jaźń, pielęgnować ją. I to co niezwykle ważne, dopóki będziemy sądzić, iż w świecie zewnętrznym istnieje coś, co może nas wspierać, dawać siłę, czyli krótko mówiąc: znajdziemy tam brakujący element nas samych, nie doznamy Pełni. Bo jak mówi Jezus: „Szczęście znajdujesz jedynie wewnątrz”.

Bądź miłością. Droga serca - lekcja szósta.

Bądź miłością. Droga serca - lekcja szósta.

Miłość. Ileż razy słyszeliśmy i wypowiadaliśmy to słowo. Ale czy naprawdę wiemy, a może raczej czujemy - czym naprawdę jest? Jak się Nią stać i tym samym całkowicie przemienić, podpowiada Jeszua, znany w naszej kulturze jako Jezus.


Uczono nas przez wieki, że miłość Boga jest gdzieś poza nami, w świecie zewnętrznym. I aby ten Bóg zwrócił na nas uwagę, trzeba prosić, padać na kolana, błagać, ukorzyć się. Ten podział był głęboki i bardzo wyraźny: z jednej strony marny, słaby człowiek, zaś z drugiej - wszechmocny Bóg.

Kiedy błagania nie przynosiły rezultatów mówiono z pokorą: „Bóg tak chciał. Widocznie nie jestem wart jego uwagi”.

Takie stwierdzenie jest niczym nieprawidłowy wzór matematyczny. Kiedy podstawiamy pod niego dostępne dane, zawsze uzyskamy fałszywy wynik.

Trzeba go zmienić, a z lekkością rozwiążemy zadanie. I wynik nas zachwyci. Jaki to zatem wzór?

A taki, że człowiek jako dziecko Boga jest święty, jest pełnią. I to nie dlatego, że sobie na to zapracował, ale dlatego, że wyłonił się z Umysłu Boga, który jest Prawdą. Po prostu nie ma innej możliwości: każdy z nas, stworzony na podobieństwo Boga, już jest Bogiem, już jest czystą Miłością!

A ona nigdy nie może nikogo wyróżniać swym światłem, gdyż wtedy jej strumień skierowany byłby tylko na jeden obiekt, tylko na jedną istotę.

„Dlatego też kiedykolwiek rozpoznajesz, że wyróżniasz kogoś lub coś i mówisz: „W nich jest większa wartość”, to możesz być pewien, że wówczas w ogóle nie kochasz, lecz się lękasz - mówi Nasz Przewodnik - A jeśli ten ktoś odszedłby od ciebie, jakbyś się wówczas czuł? Lecz gdy kochasz, gdy trwasz w Miłości, tak jak ryba w morzu, wówczas wszystkie istoty mogą się pojawiać i odchodzić, a ty będziesz je błogosławił w ich podróży. I będziesz pamiętał, że mieszkasz tam, gdzie umieścił cię Bóg. A Bóg umieścił cię w Swym Sercu. Kiedy zaś postanowisz być jedynie obecnością Miłości, wówczas nawet sen o stracie zniknie z twej świadomości niczym leśna mgła ustępująca wschodzącemu słońcu”.

O czym mówi Jezus? O naszym bezustannym poszukiwaniu Miłości na zewnątrz, czepianiu się każdego światełka, tysięcy, milionów prób podłączenia do gniazdka, z którego czerpany prąd albo nie działa tak, jakbyśmy chcieli, ale działa zbyt krótko, a czasem wcale. Chcemy, aby ktoś nas obdarzył miłością, ale to nie jest możliwe. To, co przez chwilę postrzegamy jako miłość, jest jedynie iluzją naszego umysłu, nakładką ego. W jeden sposób możemy nie tylko poczuć Ją w pełni, ale stać się Nią - kiedy zespolimy się ze źródłem siebie samego, rdzeniem swojego istnienia, bo jest ono stworzone z Miłości. Innego materiału tam nie ma. Stąd także nie istnieje możliwość, by to się nie udało.

Jezus mówi: „Jeśli chcesz poznać Miłość, poznaj Siebie. Obejmij Prawdę o Miłości, a ona cię wyzwoli”.

Och, jakie to wszystko jest dla nas abstrakcyjne, prawda? Ile razy słyszeliśmy te słowa w różnych kościelnych stowarzyszeniach, organizacjach, świątyniach. Różnica jest tutaj taka, że tam jedynie je słyszeliśmy i przetwarzaliśmy na poziomie umysłu, mentalu[JK1] . A chodzi o to, aby to w końcu poczuć! Zauważmy, jak wielu jest ludzi, którzy powtarzają: Ja wierzę w Boga”. Tylko, że to nie chodzi o to, by wierzyć, trzeba Go poczuć!

I właśnie ta zmiana, to skierowanie energii do wnętrza i - jak mówi Jezus - odkrycie każdej przeszkody, jaką postawiliśmy przed świadomością jej obecności, ofiarowanie jej boskiej łasce, która doskonale rozwiewa wszystkie sny w nicość - pozwoli nam się całkowicie przemienić.

Tak naprawdę, to nasze jedyne zadanie: stać się Miłością i emanować Nią.

Czyż to nie wspaniała wiadomość, że w potencjale już nią jesteśmy i nie musimy - jak nas przez tysiąclecia przekonywano - mozolnie dochodzić do świętości, gdyż już tacy jesteśmy?!

Trzeba to tylko w sobie odkryć. A wtedy przestaniemy szukać na zewnątrz kogoś lub czegoś, co nas wzmocni, ukoi, da nam błogość. Przemienieni wewnętrznie, pozornie na zewnątrz będziemy tacy sami. Możemy jeździć na rowerze, gotować zupę, robić roczny raport, podlewać kwiaty. Jednak inni odczują naszą zmianę. Będą do nas lgnęli, choć nie będą rozumieli, dlaczego tak się dzieje. To największy dar, jaki możemy im zaofiarować: pokazać, jak przekształcić lęk w Miłość.

Życie żyje Tobą. Droga serca - lekcja piąta.

Życie żyje Tobą. Droga serca - lekcja piąta.

Naszym zadaniem jest zrozumienie, że sami z siebie niczego nie tworzymy, jesteśmy boskimi narzędziami. Bycie w głębokim zaufaniu do Tajemnicy Życia, uzdrawia wszelkie obszary naszego istnienia.


Pewna kobieta, kiedy usłyszała słowa: „To nie ty żyjesz Życiem, to Życie żyje Tobą”, aż rozpłakała się z wielkiego napięcia, jakie w sobie nosiła przez 47 lat istnienia tu, na Ziemi. Te słowa oczywiście pochodzą od mistrza Joszuy, który wciąż podkreśla, że my wszyscy jesteśmy - w potencjale - takimi samymi mistrzami jak On, z prostego powodu: wszyscy pochodzimy z tego samego Źródła.

Ale skąd taki płacz, na dźwięk tych słów? Oto jej odpowiedź: „Bo to zdejmuje ze mnie odpowiedzialność za wszystko i wszystkich. Zrozumiałam, że jedyne co muszę zrobić, to otworzyć się na przepływ Źródła i zaakceptować wszystko, cokolwiek wydarza się w moim świecie”.

Czy to oznacza bierność, abnegację? Ależ skąd! To zrozumienie i poczucie na najgłębszym poziomie, że człowiek sam z siebie nie czyni niczego, że jest po prostu boskim narzędziem tworzenia. Aby się nad tym chwilę zamyślić, wystarczy zadać sobie kilka pytań. Czy wiemy skąd pochodzimy, kto nas stworzył? Czy choćby potrafimy wytłumaczyć, jak porusza się nasza ręka, jak działa cały ten tajemniczy mechanizm zwany naszym organizmem?

Bo jeśli nie, to jedyną drogą jaką powinniśmy wybrać, to poddanie się, bycie świadkiem wszelkich procesów, jakie w nas i przez nas przepływają.

Jezus mówi o tym tak: „Prawdziwa pokora płynie z głęboko osadzonego rozpoznania, że nie możesz zbawić sam siebie, że jesteś stworzeniem, nie Stwórcą, że Życie nie należy do Ciebie, że istnieje coś, czego nie jesteś w stanie ogarnąć rozumem, intelektem”.

Czy to się jakoś nie kłóci z tezą, że każdy z nas, ludzi, jest Bogiem, bo od niego pochodzi? - zadał pytanie ktoś, po przeczytaniu słów Jeszuy.

Nie. Bo póki działamy sami, bez świadomości Boga, nasze ruchy są bezładne i choć czasem przynoszą efekty, to osiągnięty cel, okupiony jest w większości przypadków, ogromnym trudem.

Kiedy zaś poddajemy się przepływowi Źródła, to Ono nas prowadzi, mamy w sobie ufność i lekkość, a nasza rzeczywistość obfituje we wszystko, czego potrzebujemy. I wówczas wciąż potrzebna jest pokora. Dlaczego? Bo im głębiej wejdziemy w boską przestrzeń, im mocniej będziemy luzować pęta wiążące umysł, im więcej wewnętrznych konfliktów uzdrowimy, tym więcej wspaniałości przejawimy w każdym obszarze naszego życia.

I wówczas egotyczny, bo wciąż obecny w nas umysł, będzie nas kusił, by sobie przypisać wszelkie zasługi. Nawet Jezus nie uniknął kuszenia. Mówi o tym w ten sposób: „Kiedy przychodzili do mnie chorzy, którzy dokonywali uzdrowienia w mojej obecności, kusiło mnie, żeby powiedzieć: No tak, zasłużyłem sobie na te pochwały, przecież uczyłem się u największych mistrzów na świecie, spędziłem na pustyni 40 dni i nocy, zasługuję na to, by widziano we mnie nauczyciela i uzdrowiciela.”

Trzeba wielkiej czujności, by nie ulec tym złudzeniom, by nie pobiec za pozorną błyskotką własnej mocy, tylko trwać w uczuciu bycia bożym stworzeniem. Jezus pięknie nazywa to byciem wiecznym uczniem, a nie profesorem Miłości. Im więcej uczeń przepuszcza przez siebie boskiej miłości, tym bardziej „świeci”, tym mocniej jest widoczny dla innych.

Część ludzi czując to światło, chce podążać taką właśnie drogą. Inni z kolei, używają wielu narzędzi, by zdeprecjonować, podważyć, zdegradować taką postawę. Czyż Jezus nie był opluwany, wyszydzany? Jednak ten, kto dotarł do Źródła Boga w sobie wie, co jest Prawdą, bo to czuje. Nie wierzy, a wie, gdyż stało się to jego doświadczeniem. A tylko doświadczenie się liczy, gdyż reszta jest wyłącznie iluzją naszego umysłu.

Idź za pragnieniem. Droga serca - lekcja czwarta.

Idź za pragnieniem. Droga serca - lekcja czwarta.

W tej lekcji na nowo przyjrzymy się naturze pragnienia. Czym jest, jak się wyraża, dlaczego się przed nim wzbraniamy i co się stanie, jeśli za nim pójdziemy? A naszym przewodnikiem będzie, jak w każdej Drodze Serca, Jezus, czyli Ten, który nie zawahał się za nim podążyć.


„Pragnienie to coś grzesznego”. „To niepotrzebny zbytek”. „Pragnienie ciągnie nas na manowce”. „Pragnienie może przysłonić nam zdobycie czegoś ciężką pracą”. Oto jakie skojarzenia ma część z nas, zapytanych z czym łączą słowo „pragnienie”. Na szczęście, udzielono także radosnych odpowiedzi. Na przykład: „Pragnienie daje nam impuls do działania. Sprawia, że chce mi się otworzyć oczy i wyjść do świata”. „Pragnienie jest niczym czucie w sobie połączenia z boskością”.

Oto jak różne może być widzenie słowa „pragnienie.” A co mówi o tym Jezus? Zamyka to w zdaniu: „Pragnienie jest wszystkim”. I ilustruje przykładem.

Wyobraź sobie, że na chwilę, z głównego aktora w swoim życiu, stajesz się jego reżyserem. A zatem siedzisz w studiu filmowym i montujesz film o swoim życiu. Od samego początku, aż do chwili obecnej. Widzisz fragmenty, które pokazują momenty, kiedy po raz pierwszy poszedłeś do przedszkola, szkoły. Kiedy starałaś się o konkretną pracę, później być może inną, lepszą. Gdy się zakochałaś i chciałaś stworzyć rodzinę. Kiedy o coś walczyłeś, zabiegałeś.

I pada pytanie: Czy za każdą czynnością jaką kiedykolwiek wykonałeś (łaś), za każdą decyzją jaką kiedykolwiek podjęłaś(łeś), nie kryje się czasem energia pragnienia? Dotyczy to także pragnienia innej osoby. Nawet jeśli sami jesteśmy w związkach, obwarowani różnymi umowami, których wszak w naszym świecie nie brakuje, czasem takie pragnienie odzywa się w nas, ale wywołuje przeważnie lęk i poczucie winy.

Dlaczego tak się dzieje? Bo jako ludzie, byliśmy uczeni, że pragnienie jest złe, grzeszne. Na przykład pragnienie materialnego dostatku, a czasem nawet luksusu, natychmiast kojarzyło się z zejściem z duchowej ścieżki. Nawet pragnienie kawałka tortu od razu wywołuje w nas lęk. Czy na pewno mi wolno? Czy to czasem nie jest rozpusta? Bo jeśli tak, to być może czeka mnie potępienie. A skoro tak, to może lepiej nie ruszać tego ciasta, choć tak apetycznie wygląda…

Ale pomyślmy o tym w ten sposób: czy moglibyśmy istnieć, gdyby Bóg nie urzeczywistnił energii swojego pragnienia? Kiedy odpowiemy na to pytanie, zrozumiemy, że pragnienie nie jest złem, ale siłą, jaka porusza całym światem. Impulsem, dzięki któremu rzeczy się dzieją. Czy to jednak znaczy, że powinniśmy iść za każdym takim odruchem? Na pewno nie! Możemy je przecież opanować, bo opanowanie nie jest tym samym, co kontrola. Ta ostatnia wynika z lęku. Opanowanie pojawia się wtedy, kiedy mamy w sobie pewność, iż możemy sobie pozwolić na każde pragnienie, jakie przychodzi nam myśl, ponieważ tylko my decydujemy o tym, czy będziemy działać pod jego wpływem czy nie. Mamy w sobie moc wyboru, wolnej woli i tego w żaden sposób nie można nam odebrać.

Jezus mówi: „Pozwól sobie poczuć, że pragnienie jest czymś, co wzbiera z głębi będącej poza tobą i że możesz na nie patrzeć z doskonałą niewinnością, z zadziwieniem dziecka. Sam zaś akt pozwolenia na pragnienie i powitanie pragnienia nie jest czymś, co odwiedzie cię od ścieżki przebudzenia, lecz zaprawdę – powiedzie wprost do Serca Boga” Czy nie brzmi to pięknie? A w urzeczywistnieniu niewątpliwie pomoże nam w tym pewna praktyka.

Kiedy się rano przebudzimy, usiądźmy na chwilę w spokoju. I zadajmy sobie pytanie: Czego w tej chwili chcę? Zapiszmy wszystko, co przyjdzie nam do głowy. Nawet jeśli wydaje się nam to absurdalne, głupie, dziwne. Nie musimy i nie potrzebujemy tego realizować. Najpierw po prostu zauważmy. „Chcę wziąć prysznic”. „Chcę wyjechać do Nepalu”. „Chcę kupić matę do jogi”. Róbmy tak przez kolejnych siedem dni. Po prostu obserwujmy. „Chodzi o to, by dostrzec, że gdy zadasz pytanie, to coś w tobie ci odpowie. A gdy ta odpowiedź przyjdzie, zauważ, że jest z nią związane pewne uczucie, pewna jakość doświadczenia, które sprawia, że twoim komórkom zachciewa się śpiewać. To jest ta energia – eliksir życia zwany pragnieniem” - oto słowa Jeszuy. Po siedmiu lub więcej dniach, spójrzmy w nasze notatki i zobaczmy, czy coś zniknęło i czy jest coś co się powtarza, jest mottem, ciągłym refrenem. Właśnie za tym powinniśmy odważnie podążyć. To właśnie droga serca, która wiedzie wprost z Umysłu Boga, więc nie ma możliwości, abyśmy idąc za tym pragnieniem, popełnili błąd.

Przebacz i bądź wolny. Droga serca - lekcja trzecia.

Przebacz i bądź wolny. Droga serca - lekcja trzecia.

Prawdziwe przebaczenie otwiera nam drogę do prawdziwej wolności. Zanim jednak nie dotrzemy do celu, nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić jej boskiego smaku. 

Osąd, poczucie winy, przebaczenie, wolność. Można by powiedzieć, że dla każdego z nas te słowa są niczym rusztowanie, na którym rozpięte jest nasze życie. Od energii osądzania, aż do uczucia, za którym każda dusza najbardziej tęskni: wolności. W kolejnej lekcji, jaką daje nam najwspanialszy terapeuta, Jezus, zaczynamy odkrywać, że trucizna osądu niszczy zarówno osądzanego, jak i osądzającego.  

Przebaczyć to - według oświeconego boskiego umysłu - podjąć decyzję o uwolnieniu drugiej osoby, od rzutowanych na nią postrzeżeń, a tym samym przebaczenie sobie samemu swoich własnych projekcji. To podstawowy klucz do uzdrowienia. 

Dlaczego, kiedy osądzamy, czujemy winę w sobie? Bo ta najbardziej świadoma część nas wie, że w każdym człowieku są tylko dwie możliwości: albo Miłość, albo wołanie o pomoc i uzdrowienie. Jak zawsze, trzeba zacząć od siebie. A oto słowa Tego, który wszystko - nawet w dosłownym znaczeniu - przeżył na własnej skórze: „To, czego nie przebaczyłeś komuś innemu, czy też światu, jest jedynie odzwierciedleniem tego, co nosisz w sobie jako brzemię, którego nie potrafisz wybaczyć samemu sobie”.  

Trzymamy się mocno i starych, i świeżych ran, bo odpuszczenie wydaje się nam się słabością. Tak mnie skrzywdził, a ja mam mu teraz tak po prostu odpuścić? To niemożliwe, bym kiedykolwiek wybaczyła mojemu ojcu! Zdradzono mnie i oszukano. Jak coś tak perfidnego można wybaczyć? 

Takie słowa padają nieustannie wokół nas, ciągle je słyszymy i sami wypowiadamy.  A jednak moc przebaczenia jest nieprawdopodobna! Aby to wyjaśnić, Mistrz rozwija popularne powiedzenie; „Swój swego zawsze pozna”. W tej - w jakimś sensie - przenośni kryje się informacja, że jeśli czegoś w sobie nie mamy, to nie możemy „wibrować” z taką samą informacją w świecie zewnętrznym. 

Droga Serca rozważa, czy w ogóle byłoby możliwe osądzanie kogoś, gdybyśmy nie mieli w sobie czegoś, co uaktywnia w nas przekonanie, że wiemy na pewno co ta druga osoba knuje? Na pewno nie. Obawiamy się tej energii w nas, być może przypominamy sobie, jak działaliśmy pod jej wpływem i wyrażamy to w taki właśnie sposób.  

Jednak wszystko się zmienia, kiedy przebaczymy sobie. Kiedy, zamiast targających nas emocji, do głosu dojdzie czysta Miłość, już zawsze będziemy wiedzieli, jaki jest powód działania innych. Jezus mówi, że dosłownie zobaczymy jakie wydarzenia mogły ukształtować przekonania danej duszy, żeby żyła właśnie w taki sposób. I wtedy przyjdą do nas słowa, które będą najwłaściwsze na taki moment, a które możemy jej przekazać. 

Czym jest wspomniana wyżej projekcja? Znamy to określenie z psychologii. To „wyświetlanie” na innej osobie cech czy zachowań, których nie akceptujemy w sobie, bo uważamy je za złe, haniebne, nikczemne. Wypieramy się czegoś, bo nie jesteśmy w stanie udźwignąć tego ciężaru. W ten sposób zaprzeczamy pewnemu oczywistemu stanowi w jakim istniejmy. To tak, jakbyśmy mówili, że my to nie my, a rzeczywistość jest inna, niż ją uczynił Bóg. A chodzi o wzięcie pełnej odpowiedzialności za wszystko co tworzymy. I dopiero z tego punktu, kiedy uznamy, że chcemy by było inaczej, możemy powziąć inne decyzje.  

Jeśli jesteśmy na duchowej ścieżce przebudzenia, nie ma innego sposobu niż czujność, uważność i dyscyplina we wszystkim co myślimy, mówimy i jak przez to wyrażamy siebie. Ale to, co tutaj kluczowe, to zobaczenie każdego innego człowieka jako swojego brata lub siostrę, którzy potrzebują naszej pomocy. Drugi człowiek jest aspektem nas samych. Jeśli dokonamy zmiany wewnątrz nas, to staniemy się przekaźnikiem boskiej mocy, która wie, jak działać.

Jeśli zatem znów zdarzy się, że zostaniemy wyprowadzeni z równowagi i  zaczniemy coś lub kogoś osądzać, zatrzymajmy się na chwilę i przyjrzyjmy temu z niewinnością. Powiedzmy; „Acha, widzę, że kogoś osądzam. Co za interesująca chmura płynie po niebie mojej świadomości! Ciekawe, czy byłbym w stanie dokonać innego wyboru…” 



Twórz, co tylko chcesz.  Droga serca - lekcja druga

Twórz, co tylko chcesz. Droga serca - lekcja druga

 W drugiej lekcji z cyklu drogi do mistrzostwa otrzymujemy konkretne wskazówki, które pomogą nam zrozumieć istnienie przyczyny i skutku. 

Jeśli zaczniemy od punktu wyjścia, że człowiek jest Czystym Duchem, który ma prawo wybierać i tworzyć według własnych potrzeb, chęci i doświadczania, to logicznie dojdziemy do wniosku, iż wszystko, cokolwiek stworzył, to tylko… jego dzieło. 

Ono może być wspaniałe, ale równie dobrze - co najmniej niezadowalające, a czasem wręcz katastrofalne. Wtedy najczęściej szukamy winnych w zewnętrznym świecie. Nie udało się coś, bo on mi w tym przeszkodził. Gdyby nie moja matka, byłabym w innym miejscu. Z powodu mojego szefa, czuję się nic nie wart i nie mogę zrobić kroku do przodu. Często tak mówimy, bo identyfikujemy się wyłącznie z egotyczną częścią naszego umysłu, nie sięgamy głębiej, do punktu skupienia naszej świadomości. 

Jezus w tym przekazie podkreśla nasze ludzkie status quo: „Jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg. Ponieważ zostałem stworzony na jego podobieństwo, na zawsze jestem twórcą”. 

Jak to się zatem dzieje, że tworzymy rzeczywistość, która nie zawsze się nam podoba?  Trzeba zacząć od myśli, bo to ona jest pierwszym impulsem.

Myśl, to pierwsza wibracja, jaką wprawiamy w ruch, to pierwotny impakt, który po jakimś czasie „ugęści” się w materii w postaci określonych zdarzeń.  

Te zdarzenia, to tylko skutek tego, czemu pozwalamy zagościć w naszym umyśle. Jezus mowi: „Nikt inny ich nie spowodował, żadna wielka siła we wszechświecie nie sprawiła, że to wyobrażenie przejawiło się w mojej świadomości, ja je wybrałem.” A zatem, każdy aspekt naszego życia jest symbolem tego, czego zdecydowaliśmy się doświadczyć. Z kolei nasze doświadczenie jest komunikacją z wszechświatem. Tak właśnie wyrażamy siebie, ale źródłem tego przejawienia zawsze jesteśmy my sami! 

Trudno nam to przyjąć, bo oznacza wzięcie odpowiedzialności za sam początek: za myśli, których jesteśmy twórcami, które świadomie, ale znacznie częściej zupełnie nieświadomie wybieramy.  

Jak więc wybierać, by tworzyć tylko to, co nam się podoba, kiedy mamy dość trudnych doświadczeń, niepokoju, strachu, niedostatku, nie tylko materialnego, ale i w każdym innym obszarze? 

Oto co mówi Jezus: „Droga serca nie jest sposobem, w jaki będziesz w stanie uczynić z tego świata, to czym chcesz, żeby on był. Droga serca jest raczej ścieżką, na której uczysz się przekraczać i rozpuszczać w swojej świadomości każde postrzeżenie, każdą myśl, która jest niezharmonizowana z tym, co jest prawdziwe. Idea śmierci jest niezharmonizowana. Idea lęku jest niezharmonizowana. Idea winy jest niezharmonizowana. Idea życia wiecznego jest zharmonizowana. Idea pokoju jest zharmonizowana. Uświadomienie sobie niewinności jest zharmonizowane. Idee radości i przebaczenia także są zharmonizowane i odzwierciedlają Prawdę, która jest zawsze prawdziwa”. 

Jak to rozumieć? Poprzez eliminację destrukcyjnych myśli i rozpuszczanie w świetle wszystkiego, co nieharmonijne (nasza dusza to czuje i podpowie nam, jeśli tylko dopuścimy do głosu wewnętrzny podszept), stajemy się coraz bardziej - w sensie wibracyjnym - czyści, coraz bardziej zestrajamy się z Boskim Umysłem, a wtedy wyrażamy w polu naszego doświadczenia naprawdę tylko, co można nazwać błogostanem, samym dobrem i pięknem.  

Jaki zatem może być pierwszy krok? Powzięcie zobowiązania na rzecz uzdrowienia i przebudzenia, a następnie oparcie się na założeniu, że jesteśmy całkowicie wolni i wszystko, czego doświadczamy, wynika wyłącznie z naszego wyboru. Aby poczuć w sobie ulgę i harmonię, trzeba spojrzeć na wszystko, co stworzyliśmy z dziecięcą miłością i niewinnością. Zaakceptować. Przyznać do nich. To punkt wyjścia do kolejnej myśli, która wiąże się z rozpoznaniem, czy nadal chcemy tworzyć w ten sposób, czy może już inaczej?

W uświadomieniu sobie tego każdą komórką naszego ciała, pomóc nam może poniższa technika. Poświęćmy 3 do 5 minut z każdej godziny na rozpoznanie sytuacji, jaką stworzyliśmy. Nawet jeśli tylko siedzimy na krześle i trzymamy w ręku filiżankę z herbatą, to jednak to właśnie my i tylko my, jesteśmy twórcami tej sytuacji! Poczujmy miękkość oparcia fotela, ciepło filiżanki, swoją pełną obecność. Niech pojawi się w nas myśl: „Ja dosłownie stworzyłem to doświadczenie. Jest we mnie to coś tak wspaniałego, tak ogromnego, tak wykraczającego poza wszelkie odkrycia naukowców, że w polu doświadczenia dosłownie zmaterializowałem świadomość bycia ciałem w czasie i przestrzeni. Wyłoniło się to z Pola mojej Świadomości, daru dla mnie od Boga, który prosi jedynie, abym nauczył się stwarzać tak, jak stwarza Bóg”. 

Według przekazu Jezusa, ta prosta praktyka, stosowana codziennie, kiedykolwiek byśmy sobie o niej nie przypomnieli, da nam poczucie coraz większej radości i błogości. Z pięciu minut z czasem zrobi się sześć, później dziesięć, dwadzieścia, aż w końcu ten rodzaj myślenia stanie się „tłem” naszego życia, by w końcu ustanowić w sobie świadomość stwórcy. 


Droga Serca. Lekcja pierwsza.

Droga Serca. Lekcja pierwsza.

W nowym świecie, który powinniśmy budować, potrzebujemy wskazówek, które wyprowadzą nas z wszechogarniającego chaosu. Kto może nam lepiej podpowiedzieć niż Ten, który znalazł wyjście?

Rozpoczynamy zatem nowy cykl: Droga Serca.

Jeśli pragniemy wewnętrznej ciszy i odpowiedzi na dręczące pytania, do celu zaprowadzą nas podpowiedzi Joszuy, bardziej znanego w naszej kulturze, jako Jezus. Jego nauki są zbieżne z odkryciami fizyki kwantowej, jeśli zatem mamy jeszcze wątpliwości czy warto zawracać sobie tym głowę, zacznijmy od umysłu, który wszystko musi zrozumieć intelektualnie.

A zatem, słowa Joszuy brzmią: „Już na początku ważne jest, byśmy wzięli pod uwagę prosty fakt: twoje doświadczenie jest zawsze skutkiem tego, na czym postanawiasz skupić swoją uwagę, swą świadomość, ponieważ twoja Jaźń jest na wieki nieograniczona i obejmuje wszystkie, liczne wymiary stworzenia. Przebywasz w tym, co obejmuje wszystko, wszędzie i zawsze. I w Prawdzie nie wiesz nic o oddzieleniu, narodzinach i śmierci, zysku i stracie”.  

Wyobraźmy sobie zatem, że wchodzimy do olbrzymiego sklepu, który tonie w ciemnościach. Mamy ze sobą latarkę. Snop światła kierujemy w jednym kierunku i odkrywamy, że na półce stoi puszka groszku. Na tej podstawie wyciągamy mylny wniosek, że w sklepie jest tylko groszek. Niczego więcej nie szukamy. Bierzemy groszek, gasimy latarkę i wychodzimy ze sklepu. Gdybyśmy zadali sobie odrobinę trudu i „przejechali” światłem latarki po wszystkich półkach, zobaczylibyśmy, jak wiele produktów jest dla nas dostępnych. A gdyby udało się zapalić górne światło? Wtedy bogactwo towaru mogłoby nas oszołomić. Jednak my zadowoliliśmy się groszkiem.

Ten przykład możemy przełożyć na nasze życie. Wybieramy doświadczenia, sytuacje, zdarzenia. Ale tylko takie, jakie jesteśmy w stanie dostrzec i stworzyć w naszym, własnym świecie. Efekty pracy fizyków kwantowych są identyczne, bo mówią o zmianie finału doświadczenia, jeśli obserwator jest obecny. Ten obserwator, to człowiek z latarką. To, że zaobserwował tylko groszek, nie oznacza, że niczego więcej nie ma na półkach.

Joszua mówi: „Niemożliwe jest, byś w jakiejkolwiek chwili był ofiarą tego, co widzisz, nie ma bowiem nic na zewnątrz ciebie. To, czego doświadczasz, sam rozmyślnie do siebie przywołałeś. I jeśli myślisz sobie: „Cóż, nie podoba mi się to, co przywołałem”, to też jest w porządku. Oznacza to bowiem, że przywołałeś doświadczenie osądzania samego siebie. Po prostu spójrz na to z dziecięcym zadziwieniem, zobacz, co czujesz i zapytaj siebie: Czy to jest energia, w której dalej chciałbym trwać, czy też wolałbym wybrać coś innego? ”

Zrozumienie, że sami tworzymy chaos wokół siebie, jest z jednej strony niezwykle uwalniające, bo dociera do nas, iż naprawdę sami kreujemy swój świat, a z drugiej -  każe nam wziąć odpowiedzialność za wszystko, co się w naszej przestrzeni dzieje.

Joszua pragnął zwrócić naszą uwagę na to, ze kiedy już wszystko odczujemy, doświadczymy, przeżyjemy, wyłoni się coś więcej: Jedna Prawda, jedna Rzeczywistość, z której jesteśmy stworzeni. Jako duchowe istoty byliśmy już, zanim ten świat zaczął istnieć i będziemy, kiedy zniknie. Gdy sobie to głęboko uświadomimy, zaczniemy czuć i widzieć inaczej.

Można użyć porównania, iż latarki naszych oczu skierują się bardziej do wnętrza. Zaczniemy traktować zewnętrzną rzeczywistość z pewnego rodzaju radosnym pobłażaniem, zaczniemy się tym bardziej bawić, niż do wszelkiej materii przywiązywać na poważnie.

I to jest właśnie moment, kiedy wkraczamy na Drogę Serca. I to jest właśnie ta chwila, kiedy umysł odpuszcza przekonania, programy, schematy, jakie zdobył podczas lat ziemskiego życia i którymi się kierował, bo sądził, że to wszystko co ma. Kiedy porzucamy zdobycze umysłu i idziemy w nieznane, nasze odwaga zostaje nagrodzona. Przestajemy być tymi, którymi - jak sądzimy -  jesteśmy. Doświadczamy boskości w nas i bez wysiłku stajemy się narzędziem, którym operuje sam Bóg. Zaczynamy inaczej odczuwać. Choćby sytuacja, która od narodzin budzi w nas grozę: śmierć. Odejście kogoś z bliskich to na biologicznej skali stresu sto procent.

Ale tylko wtedy, gdy patrzymy na to „w stary sposób”. Cierpimy i przeżywamy żałobę, bo nie rozpoznaliśmy, że ciało tego, który odszedł, nigdy nie mogłoby pomieścić tych zasobów, dzięki którym możemy się z nim porozumiewać zawsze i wszędzie.

A przecież Dusza, która porzuciła swą fizyczną formę, wciąż istnieje!

Joszua podkreśla, że pierwszy krok w przebudzeniu na Drodze Serca, to pozwolenie umysłowi na myśl, że to, czego doświadczamy, to jedynie skutki naszych wewnętrznych wyborów. A te, zawsze można zmienić…


Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia