Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świadomość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świadomość. Pokaż wszystkie posty
Nadchodzi kosmiczna świadomość.

Nadchodzi kosmiczna świadomość.

Wydarzyło się coś wielkiego. Największa w naszej kosmicznej historii eksplozja promieni gamma, całkowicie zmieniła ziemską atmosferę. To właśnie o tym czasie mówili starożytni Majowie. Szykujmy się na całkowitą zmianę! 


Co się właściwie stało 9 października 2022 r.? W odległości 2 miliardów lat świetlnych od Ziemi, zarejestrowano rozbłysk gamma o mocy, jaką trudno objąć nawet zaawansowanym naukowo umysłom: 18 teraelektronowoltów! 

Dla porównania, w oficjalnych przekazach z CERNU informowano, iż podczas przeprowadzania doświadczeń w Wielkim Zderzaczu Hadronów, udało się uzyskać moc o sile 13 teraelektronowoltów, czyli przybliżoną wartość, jaka towarzyszyła Wielkiemu Wybuchowi.  
Co można zatem powiedzieć w takiej sytuacji? Nie istnieją słowa, by opisać to bezprecedensowe wydarzenie. Otworzyły się wrota, portal do Nowej Ziemi - tak mówi o obecnej, kosmicznej sytuacji niemiecki fizyk, Dieter Broers, który regularnie udziela wywiadów Tomaszowi Kierzkowskiemu. 

Tomasz Kierzkowski prowadzi na YouTube kanał, na którym zamieszcza informacje łączące naukę z duchowością, a jego myślą przewodnią jest transformacja ludzkości i powrót do naszej naturalnej mocy.  
W rozbłysku z 9 października br. zaobserwowano także promieniowanie radiowe, widzialne i rentgenowskie. Według nauki, nie ma żadnych innych procesów fizycznych we Wszechświecie zdolnych do wytworzenia takiej energii. 
Jest ona wyrzucana w postaci wiązek, tzw. „jetów”, które poruszają się z prędkością zbliżoną do światła. Silnie skoncentrowane „jety”, do tej pory nie przecinały się z orbitą Ziemi, były zatem niewykrywalne. 
Aż do teraz. 

Gdzie jednak jest źródło tego promieniowania? Wyniki badań prowadzą do olbrzymiej gwiazdy, 30 razy większej od naszego Słońca. Jej wybuch wytworzył zjawisko czarnej dziury, która zasysa wszystko, łącznie ze światłem. Wybuch nadał cząstkom przyspieszenie do prędkości światła i właśnie ta energia dotarła do Ziemi. 
Nie można nie wspomnieć, że wybuchy gamma w ciągu 1 sekundy uwalniają tyle energii, ile Słońce w ciągu całego, szacowanego na 10 mld lat, istnienia. 
Niewyobrażalna siła. 

Ponieważ detektory zapisywały promieniowanie gamma przez 10 godzin, czyli 36 tysięcy sekund, można precyzyjnie obliczyć ile tej najbardziej przenikającej energii (bez trudu „przechodzi” przez kilkucentymetrową, metalową  płytkę) dotarło do Ziemi oraz przyjąć ze stuprocentową pewnością, że każdy z nas, każdy biologiczny organizm, wchłonął jej super dawkę. 
Jak wspomnieliśmy  - zgodnie z przekazem Dietera Broersa - razem z tym wybuchem wysłane w kierunku Ziemi zostały także fale radiowe, które rezonują z naszym DNA. Podczerwień i długi zakres ultrafioletu są częstotliwościami komunikacji komórkowej. Dostaliśmy potężny zastrzyk!
Co zatem to wydarzenie oznacza dla nas, ludzi? Wpłynie na aktywację uśpionych helis DNA! Ludzie zaczną się masowo budzić, odkrywać swoje talenty i możliwości. Zaczną się spektakularne samouzdrowienia. 

Nowa świadomość błyskawicznie wzrośnie. 
Już zresztą się to dzieje!

Warto wspomnieć, że spłynięcie tak ogromnej energii fal radiowych, wprowadziło zakłócenia w pracę urządzeń technicznych. Stacje radiowo-telewizyjne, internet i inne „komunikatory” nie działały prawidłowo. 
Według fizyka, Dietera Broersa, mamy właśnie do czynienia z początkiem… NOWEGO WSZECHŚWIATA. Powstała „czarna dziura”, to portal do nowego wymiaru, do Nowej Ziemi, o której od tak dawna i tak dużo się mówi. 
W tym momencie warto przyjrzeć się mechanizmowi skoku kwantowego. 
Elektron, który porusza się po orbicie wokół jądra atomu, po otrzymaniu energetycznego impulsu z zewnątrz, staje się tzw. elektronem wzbudzonym. Gdy poziom energii przekracza pewien pułap, elektron natychmiast - mówiąc najprostszym językiem - przeskakuje wyżej. 
Najprawdopodobniej, tak właśnie stanie się z całą ziemską materią. Elektron, po „przeskoku”, znajduje się w innym wymiarze i staje się niewidzialny. 

Czy stan po przejściu elektronu to wibracja Nowej Ziemi?
Nikt nie da nam gwarancji, ale wszystkie znaki wskazują na taki scenariusz. 
Majowie mówili o promieniu, który ma odmienić człowieka, zmienić jego DNA. 
A może nie tyle zmienić, co aktywować dawne funkcje i możliwości. 
Kim tak naprawdę jesteśmy? Tylko mały krok dzieli nas od tego bezprecedensowego odkrycia.   


Obudź swoje światło.

Obudź swoje światło.

Grasica. Czy gruczoł, nad którym zawiązano zmowę milczenia jest mieszkaniem naszej duszy? Czy właśnie tu ukryto przed nami samymi moc połączenia ze Stwórcą? 


Kiedy ponad dwa wieki temu misjonarze chrześcijańscy dotarli do Polinezji i rozpoczęli nauki, rdzenni Polinezyjczycy byli w szoku. Nie mogli zrozumieć, dlaczego duchowni uderzają się pięścią w okolice grasicy i powtarzają słowa o wielkiej winie. Skąd ich smutek, skąd „ciężkość” modlitwy?

Oni wykonywali podobne gesty, jednak znacznie delikatniejsze, przy czym wypowiadali wówczas słowa miłości, radości i wdzięczności.

Znali język biologicznego programowania, zaś prastarą wiedzę wykorzystywali praktycznie, na co dzień. Wiedzieli, że w miejscu położenia grasicy spotyka się ciało fizyczne i duch, który nami kieruje.

Nas uczono, że grasica to organ, jak każdy inny, który spełnia tylko i wyłącznie biologiczne funkcje. Ten akurat jest częścią układu limfatycznego i wpływa na naszą odporność. O głównym zadaniu grasicy nikt nie wspominał.

Wiadomo jednak, że kiedy się rodzimy, ten narząd jest duży, szczególnie w stosunku do ciała noworodka. Z czasem kurczy się i maleje, aby w okolicach 65 roku życia, stać się po prostu tkanką tłuszczową.

Podobno ludzie, którzy nie są już „metrykalnie” młodzi, ale zachowali w sobie radość życia i witalność, mają także młodą grasicę.

Można z tego wyciągnąć wniosek, że to centrum naszej energii i młodości, punkt zarządzający całą naszą Istotą. Nie przypadkiem, kiedy zapewniamy kogoś o swojej atencji i miłości, dotykamy się ręką w tym miejscu.

Tu jest źródło naszego istnienia.

Niezwykłą wiedzę przekazuje na ten temat strona internetowa wingmakers.pl, gdzie z fragmentów, tzw. Kosmogonii Liminalnej, spływa na nas unikatowa wiedza na temat grasicy. Ponieważ jasne jest już chyba dla wszystkich, że nasza planeta podnosi swoje wibracje (gdyż jest żywą, rozwijającą się Istotą), my wszyscy, żyjący na Ziemi ludzie, również to czynimy. Obecne w nas tzw. ciało świetliste, intensywnie się budzi. Tym samym, aktywuje w nas mądrość i przywraca pamięć, jaka została nam wymazana.

Gdzie mieści się owo ciało świetliste? Między sercem a gardłem, w okolicy mostka. Tu, gdzie leży grasica. A ona właśnie - nazywana „Wschodzącym Sercem” - w pełni aktywowana, przywraca nam kreatywność, odwagę, dumę, świadomość, mądrość.

To nie przypadek, że przez setki lat uczono nas programować się na ofiarę, człowieka winnego, z opuszczoną głową, pełnego skruchy i żalu.

Ta skuteczna technologia wprowadziła nas w mroki nieszczęść, wojen, walk i nienawiści. Człowiek w pełni połączony (przez ciało świetliste) ze Źródłem nigdy nie byłby zdolny do takich czynów. Ciało świetliste - jak czytamy w wingmakres.pl - to cząsteczka boskiego umysłu, wyprojektowana z Centralnego Słońca. Warto wspomnieć, że jest ono międzywymiarowym portalem, który łączy wszystkie galaktyki i wymiary obecnego w nich życia, w jedną, pulsującą całość wpisaną w tzw. Wielkie, Centralne Słońce. To jak precyzyjna sieć połączeń, spajająca wszelkie fizyczne i duchowe plany istnienia.

Jest kwantową sumą wszystkich słońc w galaktyce, i to właśnie kwantowe światło mieszka w nas, w przestrzeni naszej grasicy.

Chodzi o zjednoczenie i zespolenie z wyższym planem, telepatyczny, nieustany kontakt z Wyższą Inteligencją.

Zauważmy, że nasze Wschodzące Serce, znajduje się dokładnie na przecięciu dwóch linii. Poziomej, która nazywana jest Polem Planet i pionowej - określanej Polem Centralnego Słońca. Na tej pierwszej jesteśmy my, jako materialne Istoty, w których zakotwiczyło ciało świetliste. Druga oś to - mówiąc w dużym uproszczeniu - przekaźnik energii wprost ze Źródła, z Centralnego Słońca. Pełna aktywacja pozwoli nam poczuć własne pole elektromagnetyczne, jednię z całością, pełnię istnienia.

Co możemy zrobić praktycznie, by pomóc sobie i innym?

Wykorzystać świadomy oddech i wyobraźnię. Praktyka nosi nazwę „Oddechu Wschodzącego Serca” i każdy, kto ją poczuje intuicyjnie, może praktykować nawet kilka razy dziennie.

Jak to zrobić? W spokojnym momencie wyciszenia, wyobraźmy sobie, jak nasz oddech, którego źródło i początek jest właśnie w okolicy grasicy, płynie przez portal aż do Centralnego Słońca. Następnie, razem z wdechem, wciągamy pole elektromagnetyczne światła i kierujemy je do splotu słonecznego, żeby za chwilę, razem z wydechem, przenieść je w poziomą przestrzeń osi planetarnej.

To tak, jakbyśmy czerpali boską energię, a później rozdawali ją potrzebującym, promieniowali na innych, dzielili się światłem.

Dzięki temu, wszyscy rozwijamy się harmonijnie. Tworzymy kolektywną siłę, która w kosmicznej ewolucji wznosi nas coraz wyżej i wyżej…

Więcej informacji na ten temat:  


Pomyśl, zanim… pomyślisz.

Pomyśl, zanim… pomyślisz.

Wszystko wokół nas się zmienia. Nawet jeśli jeszcze tego nie dostrzegamy, bez wątpienia czujemy, że jest inaczej niż kiedyś. Co się dzieje obecnie, jaka jest przyszłość Ziemi i nas, jej mieszkańców, opowiada w serii filmów na YouTube dr Aleksander Woźny, fizyk jądrowy.


Kilkanaście lat temu do publicznej wiadomości dotarła informacja, że w centrum naszej galaktyki, która nosi, rzecz jasna, nazwę Drogi Mlecznej, jest tzw. Czarna Dziura, do której niechybnie się zbliżamy. Jednak zdziwienie, a nawet szok astrofizyków był ogromny, kiedy okazało się, że obiekt ten po roku 2014 znikł, a w jego miejsce pojawił się inny. Nazwano go Magnetar Lśnił niebieskim odcieniem, zaś pulsował w rytmie… walca. Zaobserwowano wówczas niezwykłe zjawisko: aktywowała się w naszych mózgach niebieska plama, umiejscowiona w okolicy tzw. hipocampu, nazywanego przez niektórych badaczy „sercem mózgu”. Ta jego część - jak zresztą i pozostałe- wciąż okryta jest tajemnicą. Rytmiczny puls niebieskiej plamy był zgodny z wartością bazową rytmu Magnetara. Kto lub co aktywowało w nas uśpiony do tej pory obszar?

Jest wiele hipotez, ale najbardziej spójna zdaje się mieć związek ze zmianą wibracji Ziemi. Apogeum, zwane skokiem kwantowym, miało miejsce 21 grudnia 2014 r. Wszystko zaczęło się błyskawicznie transformować, choć były to zmiany jeszcze dla wszystkich niezauważalne.

Jednak dla naukowców zajmujących się tzw. fizyką wysoką, czyli zarówno teorią cząstek elementarnych, jak i fizyką molekularną, stało się jasne, że wydarzyło się coś, czego w żaden sposób nie mogli zrozumieć stosując prawa trójwymiarowej przestrzeni. Otóż, atom wodoru, a konkretnie jego jądro, zaczęło zmniejszać, a później zwiększać swoją gęstość. W rezultacie proton - cząstka elementarna wodoru zmniejszył gęstość o 5 procent.

Ktoś mógłby zapytać: ale co to za informacja dla nas, ludzi? Jaki to ma na nas wpływ? Jeśli przyjmiemy, że wodór jest podstawowym pierwiastkiem występującym we Wszechświecie, my także jesteśmy z niego zbudowani.

Gdy zmienia się jego gęstość, zmienia się ona także w nas!

To według dr Aleksandra Woźnego kolejny etap procesu wielkich przemian, jakie nadchodzą. W wielu wywiadach potwierdzają to także inni naukowcy, choćby fizyk kwantowy Dieter Broers.

Ponadto, dr Woźny podkreśla, że badaniami nad tym fenomenem podjęli się fizycy z 12 niezależnych placówek badawczych i wszyscy potwierdzili, że cząstki (gdyż za protonem poszły kolejne) przeszły na inny poziom energii.

Kolejny skok kwantowy Ziemi, zanotowaliśmy 21 grudnia 2020 roku.

Bez wątpienia można zatem stwierdzić, iż żyjemy już na zupełnie innej planecie, zaś zmiany będą się wciąż pogłębiać.

A czym była wspomniana wyżej Czarna Dziura? Według dr Woźnego, czymś w rodzaju drzwi, gwiezdnych wrót, przez które przeszliśmy do wibracyjnie nowej rzeczywistości. Zmieniło się pole energetyczne, stało się bardziej „miękkie”, a tym samym, zmienił się nasz system nerwowy, co oznacza, że zaczynamy widzieć wielowymiarowo. Ma to bezpośrednie powiązanie z tzw. „ślepą plamką” w naszym oku. Zaczyna się rozpuszczać, co już pozwala - a przecież jesteśmy cały czas w procesie - bez ograniczeń postrzegać rzeczywistość…

Co jeszcze się zmienia? Przestajemy czuć strach. Do tej pory, zarządzał nami system limbiczny, co oznaczało, że w chwili strachu wybieraliśmy instynktownie walkę lub ucieczkę. Całe nasze życie było podszyte strachem, lękiem o egzystencję. Teraz pojawia się świadome postrzeganie chwili obecnej. I co najważniejsze - błyskawiczna materializacja tego, o czym pomyślimy. - Kiedyś byliśmy rozliczani z rzeczy, których dokonaliśmy, teraz będziemy rozliczani z naszych… myśli - podkreśla dr Woźny - Dlatego zanim cokolwiek pomyślimy, trzeba to rozważyć. I w dodatku wcale nie musimy wiedzieć jak to działa, to jak boski gratis ofiarowany ludziom…

W najbliższym czasie możemy doświadczać krótkotrwałej, kilkusekundowej utraty pamięci. Nie obawiajmy się tego. To znak, że nasz mózg, jako biokomputer, czyści dysk, rozpuszczają się stare pakiety danych. Nie będziemy już „lecieć na autopilocie”, dlatego to, co było wyuczone i wytrenowane, zniknie, pojawi się zaś „wiedzenie”, które będzie efektem podłączenia pod boski komputer, podłączenie pod samo Źródło Życia.

Czy to nie wspaniała wiadomość?

Jak możemy teraz pomóc sobie prostymi, praktycznymi działaniami?

Na przykład programując wodę, którą będziemy pić. Wystarczy, że na kartce papieru napiszemy „ mam całkowicie zdrowe ciało”, postawimy na tym napisie szklankę z wodą (u wezgłowia łóżka), a rano wypijemy. Możemy programować wodę taką informacją, jaką tylko chcemy.

Warto się dużo śmiać. Tak! Śmiech zmienia chemię mózgu, a tym samym podnosi naszą wibrację. No i warto wciąż sobie powtarzać zdanie w rodzaju: „W mojej rzeczywistości wszystko mi się udaje” lub „W mojej rzeczywistości mam wszystko, czego potrzebuję”… Lub jeszcze inne, które nas wspomoże, doda sił i wykreuje nam takie życie, jakie chcemy, na jakie - jako boskie istoty - zasługujemy…

Wszystko jest neutralne. Droga serca - lekcja dziewiąta.

Wszystko jest neutralne. Droga serca - lekcja dziewiąta.

Wszystko, co wydarza się w świecie, jest… całkowicie neutralne. To my sami nadajemy znaczenie temu, czego doświadczamy.


Jak trudno to zrozumieć! Bo przecież do tej pory uczyliśmy się o dualnym świecie, precyzyjnie podzielonym na dwie części: dobrą i złą. Trzymaliśmy się pewnych zasad, choćby dekalogu, który w jakimś sensie nawigował nas przez życie.

Dlaczego w pewnym sensie? Bo nawet jeśli uznawaliśmy, że przykazanie „nie zabijaj” jest absolutnie oczywiste, by go realizować, to w praktyce tego nie robiliśmy. Jako ludzkość wszczynaliśmy wojny, walki, wyprawy grabieżcze, gdzie ginęli ludzie i zwierzęta. Tym ostatnim stworzyliśmy w rzeźniach holokaust. A przecież przykazanie jest proste: „nie zabijaj”. Nie precyzuje kogo - rzecz w czczeniu samego Życia.

Jak zatem, w takim świetle zrozumieć, że wszystko jest neutralne? Jak pogodzić coś nie do pogodzenia? Jak nie oceniać, skoro wszystko aż się prosi o ocenę?

Zobaczmy to w ten sposób: kiedy wydarza się coś w naszym świecie, natychmiast chcemy przypisać temu określone znaczenie, włożyć do szufladki z etykietą: „gniew”, „pogarda”, „złość”, „obojętność”, „nieprawość”.

To my sami nadajemy wartość i nazwy określonym wydarzeniom, zaś później, z powodu tej właśnie przyklejonej etykiety, zostajemy „uwięzieni” w naszym przekonaniu. Z kolei, to właśnie przekonanie, tworzy nasze życie.

Jezus podaje jeden z wielu przykładów. Wyobraźmy sobie, że przychodzi do nas ktoś, kto jest rozgniewany.

- Rozpoznaj, że najpierw postanowiłeś, że ta osoba jest rozgniewana - zauważa mistrz - A później już tylko, dzięki właśnie tej decyzji sprowadziłeś wszystkie skojarzenia, jakie do tej pory zdecydowałeś się cenić w swym pojmowaniu gniewu…

Krótko mówiąc: skąd pewność, że ten człowiek był pełen gniewu?

Jezus mówi: Kiedy stoisz przed kimś twarzą w twarz i na ułamek sekundy zmieniasz pozycję ciała, z którego spoglądasz na niego - już zmienia się twe stanowisko, twa perspektywa i w tym ułamku sekundy stwarzasz dla siebie nowe doświadczenie.

Właśnie w tym momencie jesteś stwórcą, bo stwarzasz nowe doświadczenie. Kiedy patrzymy na kwiat i mówimy: „róża”, to umieszczamy w tym określeniu

wszystkie nasze „różane” doświadczenia. Każdy z nas ma inne, dlatego „doświadczanie róży” to za każdym razem kompletnie odmienne przeżycie. A to właśnie przeżycie stwarza kolejny fraktal naszego pola energii.

Jak to się jednak ma do myśli, która głosi, że wszystko jest neutralne?

Jezus daje przykład drzewa, które dla ekologa i drwala jest zupełnie innym obiektem. Ten pierwszy je chroni, drugi widzi w jego ścięciu zysk materialny.

Czyż nie ten pierwszy postępuje właściwie, a drugiego trzeba potępić?

A jednak mistrz wciąż podkreśla, że wszelkie wydarzenia są neutralne, że jedynie my nadajemy im wartość.

Rodzi się zatem kolejne pytanie: czy musimy być nieczuli, nieświadomi i ślepi na to, co się wydarza?

Nie, absolutnie nie! Bo częścią przebudzenia jest uświadomienie sobie, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Oznacza to także przebudzenie szacunku do tajemnicy Życia i oznacza również - porzucenie osądu drugiej osoby, która chce widzieć drzewo inaczej niż my.

Jakże trudna to lekcja! Dla wielu z nas wręcz niewyobrażalna.

A jednak to nie przez osąd przechodzimy do boskiej przestrzeni naszego serca, tylko przez miłość i akceptację. Dopiero wtedy wszystko się zmienia.

Jeśli całym naszym ciałem, które wszak jest narzędziem komunikacji, głosimy

lęk, strach, osądzanie, to wyświetlamy w naszym zewnętrznym hologramie, to wszystko, czego byliśmy świadkami przez całe stulecia: wojny, kłótnie dramaty.

A Jezus mówi coś niezwykłego: Nawet gdyby lasy na całej waszej planecie zostały zniszczone, to byłoby neutralnym wydarzeniem, gdyby nawet cała fizyczna planeta zniknęła, to Życie i tak trwałoby nadal!

Jak? Bo Życie nie umiera nigdy. Tworzyłoby następne światy. A później kolejne i kolejne…

Co możemy, dzięki tej lekcji, zrobić praktycznego w naszym życiu?

Na przykład, przyjrzeć się wnikliwie temu, co obdarzyliśmy wartością, twierdząc, że jest niezmienna. Każdej relacji, nie tylko „ludzkiej”, ale także relacji ze swoim bankiem, firmą, zdrowiem, psem. Zobaczyć, że to my nadaliśmy jej „ciężar gatunkowy”, a skoro tak, to także i my możemy to zmienić.

Dlatego, kiedy na przykład mamy do zapłacenia kilka rachunków, a brak nam pieniędzy, zatrzymajmy się i zapytajmy siebie samych: jaką myśl stworzyłam, że spowodowała niedobór banknotów? I czy jest to myśl, którą nadal chcę wrzucać w toń mojego umysłu, aby tworzyć podobne skutki w przyszłości?

Bo choć wszystko wokół jest neutralne, to jednak nie nasze myśli.

Zastosowanie w życiu tej Prawdy, pozwoli nam wspiąć się po drabinie Świadomości szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać…

Co wrzucasz do wody swojej świadomości? Droga serca - lekcja ósma.

Co wrzucasz do wody swojej świadomości? Droga serca - lekcja ósma.

Jeśli pragniesz zmiany, nie próbuj działać w świecie zewnętrznym. Zobacz, co kryje się wewnątrz. Uporządkuj je  i wyświetl w rzeczywistości piękny obraz. 

Czuję się jak samotna wyspa. Co mogę zmienić, przecież świat jest taki, jaki jest. Muszę cierpieć, wszyscy cierpią. Nic mi się nie udaje. Wciąż jestem chora. Ciągle to słyszymy. Często sami tak mówimy. A skoro tak, to gdzie znajduje się w nas coś w rodzaju „bazy danych”, programu, który pozwala wyciągnąć taki wniosek? 

To nasza świadomość. W niej zawarte są wszystkie nasze doświadczenia, zarówno dobre, jak i złe. Wszelkie odczucia, pragnienia, marzenia. Wyobraź-my sobie na chwilę, że świadomość znika. Tak po prostu, rozpływa się w nie-bycie i przestaje istnieć. Gdzie jest wówczas to, na czym opieramy nasze istnienie? Również znika, zostaje rozpuszczone… Jednak póki dysponujemy naszą świadomością, mamy szansę zobaczyć, co się w niej naprawdę kryje, możemy tam wejrzeć. To wielkie doświadczenie!

Joszua, Wielki Nauczyciel, pyta o to w przewrotny sposób: Czym są rzeczy, które wiesz, że wiesz? Czego chcesz unikać? Jakich rzeczy jeszcze nie zgłębiłeś? O jakich ludzi, miejsca, wartości zabiegasz? Co wywołuje dreszcze ekscytacji w komórkach Twojego ciała? 

Mistrz Jezus sugeruje, aby spojrzeć na planetę, na każdą rzecz w swym pokoju, na każdą myśl, jaką postanawiamy pomyśleć. Sugeruje, byśmy przyjrzeli się ważnym dla nas ideom i koncepcjom. A później popatrzyli na te wszystkie rzeczy jako składowe jednej siły życiowej zamieszkującej w nas.  Jak na całość, która nas tworzy. Zostaliśmy przecież stworzeni, ukształtowani z wielu fragmentów, które „doklejały” się do nas w długiej, kosmicznej podróży. To właśnie te fragmenty wpłynęły na nasz obecny kształt. 

Jednak w tej podróży, jedna rzecz była absolutnie niezmienna: nasze połączenie ze Źródłem, bycie w ciągłym związku z całością Stworzenia. 

Tak, ale co to dla nas znaczy? - ktoś mógłby spytać. A znaczy to, że nigdy nie byliśmy oddzieleni od Boga, nigdy tak naprawdę nie byliśmy samotni. Owszem, kiedy skupialiśmy uwagę na jednym aspekcie naszego istnienia, mogliśmy tracić z oczu inny. To jednak nie znaczyło i wciąż nie znaczy, że pozostałe znikały. Zaś nasza uwaga to jak decyzja, na czym, w tym momencie, skupiamy moc świadomości. 

Na czym ją więc skupiamy? Jezus podaje piękny przykład kamyków wrzucanych do wody, które razem z pluskiem zataczają na wodzie coraz szersze koła. Dokładnie tak samo dzieje się z polem naszej świadomości.

- I  gdy przyciągnąłeś do siebie pewne osoby, miejsca, rzeczy, przedmioty,  a nade wszystko, myśli, przekonania i spostrzeżenia, wrzuciłeś je niczym małe kamyki do przejrzystego, niezmąconego stawu Twej bezkresnej i wiecznej świadomości - tłumaczy w ósmej lekcji nauczyciel duchowego wzrostu - A to, czego doświadczasz, to skutki czy też fale, wywołane przez te kamyki. 

One dosłownie łączą się z innymi falami, które wytworzyłeś. I gdy fale te rozchodzą się, dotykają siebie nawzajem i wracają do Ciebie, tworząc pole stworzenia, które formuje twą fizyczną, trójwymiarową rzeczywistość…

Jakie zatem w wnioski moglibyśmy z tej lekcji dla siebie wyciągnąć? 

Wyświetlamy w świecie zewnętrznym tylko to, co sami stworzyliśmy. I kiedy rozglądamy się, a ta rzeczywistość wcale się nam nie podoba, nie jesteśmy na nią skazani. I to jest wspaniała wiadomość! 

Bo w każdym momencie naszego życia, niezależenie od tego w jakich okolicznościach istniejemy, możemy się zatrzymać, spojrzeć - jak to pięknie po-wiedział Jeszua - do bezkresnego stawu wiecznej świadomości - i zastanowić się, jaki teraz kamyk chcemy tam dorzucić. A zanim wrzucimy następny, nie wściekać się na siebie, nie złościć, nie obwiniać, że tak zaśmieciliśmy ten staw, tylko z dziecięcym zadziwieniem podziękować za każde doświadczenie, jakiego do tej pory zaznaliśmy.

I wybrać inaczej. Powiedzieć sobie: "To ja wybieram skutki, których doświadczam. To przecież ja sama interpretuję wszystkie doświadczenia (gdyż wszystko co się wydarza jest neutralne - to my sami nadajemy temu znaczenie), to ja sam nadaję wartość obiektom, przekonaniom tp."

Może więc nadszedł czas by zadać sobie najważniejsze pytanie: czego chcę doświadczyć? A później wrzucić to jako kamyk do niezmąconego stawu bezkresnej i wiecznej świadomości…

Aby wzmocnić nasz wewnętrzny przekaz, dobrze jest powtarzać poniższą afirmację: 

To ja sam /sama jestem twórcą tego, czego doświadczam z chwili na chwilę.

Od tej pory postanawiam rodzić w sobie świadomość Chrystusową - Chrystusa i w ten sposób dowiem się, czym jest Chrystus. 

Ojcze stwarzaj przeze mnie to, co dobre, święte i piękne, albowiem taki jest powód mego istnienia.  

Wyrażam chęć, by być światłem, które rozświetla ten świat i w pełni zobowiązuję się w każdej chwili i z każdym oddechem wybierać uzdrowienie poprzez miłość i przebaczenie.


Iluzja opada. Rozpuszczają się programy, według których żyliśmy.  Cz. II

Iluzja opada. Rozpuszczają się programy, według których żyliśmy. Cz. II

Żyliśmy w wielkiej nieświadomości przez setki lat. W końcu nadszedł czas wielkich zmian. Ewoluujemy, tworzymy nową cywilizację. Wszystko, cokolwiek działało przeciwko człowiekowi, będzie musiało zniknąć.


Kolejnym programem, który nie pozwalał nam się w pełni dobrze czuć, był program „Fala”. Umiejscowione pod ziemią dwa generatory przez całe wieki zakłócały harmonijną częstotliwość pulsu Ziemi, zwanego od końca lat 50-tych rezonansem Schumana. Naturalny puls ziemi jest korzystny, wręcz dobroczynny dla człowieka, daje poczucie błogości i nieustannej szczęśliwości. Wynosi 8 Hz.

Wspomniane generatory zakłócały ten rytm, który został obniżony do 7,83 Hz, co stworzyło nieharmoniczną częstotliwość dla naszego biopola. Powodowało to u wielu ludzi silne bóle głowy, migreny, bezsenność, przewlekłe zmęczenie, rozstrój układu nerwowego. Źródłem tych dolegliwości były (i wciąż są, bo nadal nasze domowe urządzenia elektrotechniczne je emitują), zbyt duże ładunki jonów dodatnich.

Program „Fala” generuje także drugą, niekorzystną częstotliwość o wysokości 50 Hz. Można powiedzieć, że ona kooperuje z pierwszą o wibracji 7,83 Hz. Dowodem na demontaż tego programu są między innymi badania fizyków, którzy udowadniają, że jakiś czas temu, zmieniła się wibracja Ziemi i obecnie znów wynosi 8 Hz.

Następny rozpuszczający się program nosi nazwę „Ego”. Jego nośnikiem w ciele była przysadka mózgowa. Energetycznie miał postać wielowarstwowej kuli energetycznej. Był także połączony z naszym splotem słonecznym, gdzie skupia się nasz lęk. Zaciskanie się splotu słonecznego było fizjologiczną odpowiedzią na pojawianie się w nas strachu. Jak się przejawiał ten program? Koniecznością myślenia o negatywnych rzeczach. Natrętne, niedające spokoju myśli i obrazy pojawiały się nieustannie.

Innym jego objawem była patologiczna radość z cieszenia się z nieszczęść innych ludzi. Program „Ego” nie pozwalał nam w pełni doświadczać miłości stwórcy, miłości Matki Ziemi. Oczywiście, każdemu indywidualnie, jednemu bardziej, drugiemu mniej, co zależy od historii wcieleń człowieka.

Kolejny program to „Trójkąt Bermudzki”. Chyba każdy słyszał to określenie, a duża część z nas, w tym naukowcy, badacze, ezoterycy, pisarze, zainteresowani tą niezwykłą, tajemniczą sprawą, poświęcali swój czas i energię na zgłębianie tej tematyki.

I o to właśnie chodziło: aby skierować strumień ludzkiej energii w tym kierunku. Ten program był czymś w rodzaju zbiornika energetycznego, którym matryca ciemności zasilała wszystkie inne, implikowane ludzkości.

Beata Socha wspomina w tym miejscu o istotach z innych galaktyk: Oriona, Syriusza i Plejad. Najprościej mówiąc: czerpali oni stamtąd energię i poprzez wykorzystanie tych instalacji zasilali własne matryce.

„Śmierć” - oto nazwa kolejnego programu. Jest to jeden z dwóch programów archetypowych. Wywoływał w nas paniczny lęk przed śmiercią ciała fizycznego. W wymiarze indywidualnym przybrał postać energetycznego zamrożenia na dnie serca, co sprawiało, że działaliśmy z poziomu podświadomości, bo do sfery wielowymiarowej, boskiej świadomości, nie mieliśmy dostępu. Ta makiawelicznie misterna instalacja sprawiła, że z pokolenia na pokolenie, przez tysiąclecia, odbieramy śmierć jako wielką traumę. Tymczasem wcześniejsze cywilizacje, ale także obecnie niektóre kultury wschodnie, inaczej do tego podchodzą. Ponieważ znają prawdę na ten temat, wiedzą, że jest wyższa, duchowa świadomość, a śmierć ciała fizycznego jest tylko przejściem w inną formę.

Ponieważ zaczęliśmy bać się tego zjawiska, oddawać mu cześć, honorować jako coś ostatecznego, uniemożliwialiśmy spokojne przejście duszy do innego wymiaru. Dodatkowo więziła i przytrzymywała duszę danej istoty nasza rozpacz, ból, wieczne opłakiwanie. Ponieważ te emocje mają niską wibrację, wchodzą w przestrzeń istoty, a takiej duszy trudniej się oderwać i podążyć do Źródła. I o to właśnie w tym programie chodzi.

Program „Lęk”, na poziomie energetycznym, przejawiał się obecnością pięciu kul energetycznych zainstalowanych w lewej półkuli, co z kolei prowadziło do wiecznego odczuwania lęku, nawet jeśli nie było ku temu żadnego powodu. Można powiedzieć, że nasze ludzkie istnienie cały czas podszyte jest strachem. Sądziliśmy, że to normalne, skoro wszyscy to odczuwamy.

Ale takie nie było, bo w zamyśle Stwórcy, strach wpisany w ludzkie życie nigdy nie był obecny. Warstwa tego programu lokalizowała się w naszych nadnerczach. Tak zaprogramowane nadnercza, pod wpływem lęku idącego z głowy, natychmiast produkowały hormony stresu i pompowały w dół ciała, przede wszystkim w nogi, co miało dodatkowo odciąć nas od dobroczynnej energii Matki Ziemi. Inna część tego programu była wprowadzona do brzucha i umieszczona w okolicy trzeciej czakry, czyli splotu słonecznego. Każdy z nas dobrze zna to uczucie lęku, które ściska i paraliżuje nas od środka tak, że niemal nie możemy oddychać. Inna część zaimplantowana została w dole brzucha (dwie czarne, duże kule), które można nazwać zbiornikiem zasilającym wszelkie lęki.

Program „Radość - Smutek”, przypomina wahadło wychylające się od lewej do prawej, od euforii do przygnębienia. Żeby nie czuć smutku, stymulowaliśmy się np. zakupami, jedzeniem, nagradzaniem siebie coraz nowszymi gadżetami. Ale za chwilę byliśmy znów w tej samej sytuacji. I znów. I znów… A naszym naturalnym stanem jest droga środka, ciągłego spokoju, radości i harmonii wypływającym nie z tego, co dzieje się na zewnątrz, tylko z naszego boskiego wnętrza…

Iluzja opada. Rozpuszczają się programy, według których żyliśmy.  Cz. I

Iluzja opada. Rozpuszczają się programy, według których żyliśmy. Cz. I

Zmienia się wibracja Ziemi i jej matryca. Rośnie ilość ludzi niosących Światło w swoich polach i sercach. W styczniu było nas już około 1,5 miliarda. Budzimy się, a ewolucja świadomości przyspiesza!


Beata Socha, terapeutka i duchowy coach, w wielu filmach na YouTube oraz na swojej stronie „Wewnętrzny wymiar”, tłumaczy obecne wydarzenia na Ziemi z perspektywy energii. Można nawet obrazowo powiedzieć: pojedynku dwóch przeciwstawnych sił i ostatecznej rozgrywki, w jakiej jako ludzkość musimy wziąć udział.

Nie łatwo nam pojąć, że życie, jakiego doświadczaliśmy i braliśmy za „takie, jakie jest”, nie miało nic wspólnego z możliwościami, jakie w nas - istoty ludzkie - wpisał sam Stwórca. Doświadczaliśmy wielu blokad, wielu ograniczeń, manipulowano nami i wykorzystywano nas. Jednak teraz, kiedy zaczyna być to jasne, nie chodzi o użalanie się nad sobą czy może wręcz szykowanie odwetu na ciemnej stronie, ale po prostu przyjęcie tego, zrozumienie, zaakceptowanie i rozpoczęcie nowego życia, już w pełni tej świadomości.

Pomoże w tym także przyjrzenie się programom, które każdy człowiek miał wpisane w energetykę swojego ciała. Oraz oczywiście poczucie wielkiej radości i ulgi, że one właśnie się rozpuszczają, znikają, dekonstruują!

O jakich programach mowa?

Beata Socha, omawia je szczegółowo w swoim wykładzie na kanale „Niezależniej Telewizji”. Pierwszy z nich, nazwany umownie i symbolicznie „Szatan”, dotyczy naszych najgłębszych, spychanych w głąb siebie lęków. Zamiennie ze słowem szatan używamy słów lucyfer, diabeł, tp. Do tego programu „doklejona” jest także symbolika liczby 6 i jej wielokrotności, co także budzi sensację i przerażenie. Do kierowania ludzkiej uwagi w tę stronę wykorzystywano pozornie niewinny sposób: powstawały wiersze, piosenki, filmy, co przez stulecia powiększało siłę tego egregora (kolektywnej świadomości).

Ten program miał także dodatkowe zadanie: blokował synchronizację naszych półkul mózgowych, wzmacniał lewą, odpowiedzialną za logikę, intelekt i nasze ego, a osłabiał prawą, zawiadującą kreacją, przestrzenią serca i miłością uniwersalną. Z tego powodu, żyliśmy w pewnego rodzaju pętli, wiecznie powtarzającej się rzeczywistości, z której nie można było wyjść. Czyż wielu z nas nie odczuwało w różnych życiowych sytuacjach czegoś w rodzaju zaklętego kręgu, pułapki bez wyjścia?

Kolejnym przejawem tego programu w życiu indywidualnego człowieka, był „montaż” kul energetycznych w okolicy serca. To właśnie one powodowały, że postępowaliśmy czasem tak, jakbyśmy nie mieli serca. Podobne kule energii umiejscowiono w trzech pierwszych czakrach i one z kolei blokowały nam kontakt z Matką Ziemią. Każda z tych kulek tworzyła jeszcze zasłonę iluzji, co powodowało, że nigdy nie szukaliśmy przyczyny naszych problemów w sobie, tylko zawsze w świecie zewnętrznym.

Drugi, rozpadający się właśnie program nosi nazwę „Szyszynka”.

W internecie jest na temat tego gruczołu całkiem sporo - zarówno w kontekście anatomii, fizjologii, jak i ezoteryki. Czy nie jest interesujący fakt, że w Watykanie stoi pomnik szyszynki? Dlaczego nie na przykład wątroby? Albo samego mózgu jako organu operacyjnego? A jednak o szyszynce, przeciętny człowiek wie niewiele. I to również dowód na istnienie programu zainstalowanego w tym niezwykłym organie, a raczej może na nim - bo energetycznie ta blokada wyglądała jak czarny sześcian nałożony na gruczoł. Zablokowanie go, pozbawiło istoty ludzkie, a na pewno ogromne ich rzesze, korzystania z wielkich możliwości nadzmysłowych: telepatii, jasnowidzenia, jasnosłyszenia, jasnowiedzy, jasnosmaku, bilokacji.

To oczywiście nie koniec, bo problemy w naszych ciałach pojawiały się w tych obszarach, za które odpowiedzialny był i nadal jest gruczoł szyszynki. Najkrócej mówiąc, chodzi o nasze nastroje, rytm dobowy i jakość snu.

A przecież chyba nie istnieje na naszej planecie człowiek, który, chociaż od czasu do czasu, nie uskarżałby się na takie dolegliwości. Twórcy obecnego matrixa, czyli tego świata, który braliśmy do tej pory za jedyny istniejący, mieli pełny dostęp do całego pakietu wiedzy. Mogli być zawsze krok przed nami, znali słabe punkty, więc zawsze byliśmy na przegranej pozycji. Aż do teraz.

Idź za pragnieniem. Droga serca - lekcja czwarta.

Idź za pragnieniem. Droga serca - lekcja czwarta.

W tej lekcji na nowo przyjrzymy się naturze pragnienia. Czym jest, jak się wyraża, dlaczego się przed nim wzbraniamy i co się stanie, jeśli za nim pójdziemy? A naszym przewodnikiem będzie, jak w każdej Drodze Serca, Jezus, czyli Ten, który nie zawahał się za nim podążyć.


„Pragnienie to coś grzesznego”. „To niepotrzebny zbytek”. „Pragnienie ciągnie nas na manowce”. „Pragnienie może przysłonić nam zdobycie czegoś ciężką pracą”. Oto jakie skojarzenia ma część z nas, zapytanych z czym łączą słowo „pragnienie”. Na szczęście, udzielono także radosnych odpowiedzi. Na przykład: „Pragnienie daje nam impuls do działania. Sprawia, że chce mi się otworzyć oczy i wyjść do świata”. „Pragnienie jest niczym czucie w sobie połączenia z boskością”.

Oto jak różne może być widzenie słowa „pragnienie.” A co mówi o tym Jezus? Zamyka to w zdaniu: „Pragnienie jest wszystkim”. I ilustruje przykładem.

Wyobraź sobie, że na chwilę, z głównego aktora w swoim życiu, stajesz się jego reżyserem. A zatem siedzisz w studiu filmowym i montujesz film o swoim życiu. Od samego początku, aż do chwili obecnej. Widzisz fragmenty, które pokazują momenty, kiedy po raz pierwszy poszedłeś do przedszkola, szkoły. Kiedy starałaś się o konkretną pracę, później być może inną, lepszą. Gdy się zakochałaś i chciałaś stworzyć rodzinę. Kiedy o coś walczyłeś, zabiegałeś.

I pada pytanie: Czy za każdą czynnością jaką kiedykolwiek wykonałeś (łaś), za każdą decyzją jaką kiedykolwiek podjęłaś(łeś), nie kryje się czasem energia pragnienia? Dotyczy to także pragnienia innej osoby. Nawet jeśli sami jesteśmy w związkach, obwarowani różnymi umowami, których wszak w naszym świecie nie brakuje, czasem takie pragnienie odzywa się w nas, ale wywołuje przeważnie lęk i poczucie winy.

Dlaczego tak się dzieje? Bo jako ludzie, byliśmy uczeni, że pragnienie jest złe, grzeszne. Na przykład pragnienie materialnego dostatku, a czasem nawet luksusu, natychmiast kojarzyło się z zejściem z duchowej ścieżki. Nawet pragnienie kawałka tortu od razu wywołuje w nas lęk. Czy na pewno mi wolno? Czy to czasem nie jest rozpusta? Bo jeśli tak, to być może czeka mnie potępienie. A skoro tak, to może lepiej nie ruszać tego ciasta, choć tak apetycznie wygląda…

Ale pomyślmy o tym w ten sposób: czy moglibyśmy istnieć, gdyby Bóg nie urzeczywistnił energii swojego pragnienia? Kiedy odpowiemy na to pytanie, zrozumiemy, że pragnienie nie jest złem, ale siłą, jaka porusza całym światem. Impulsem, dzięki któremu rzeczy się dzieją. Czy to jednak znaczy, że powinniśmy iść za każdym takim odruchem? Na pewno nie! Możemy je przecież opanować, bo opanowanie nie jest tym samym, co kontrola. Ta ostatnia wynika z lęku. Opanowanie pojawia się wtedy, kiedy mamy w sobie pewność, iż możemy sobie pozwolić na każde pragnienie, jakie przychodzi nam myśl, ponieważ tylko my decydujemy o tym, czy będziemy działać pod jego wpływem czy nie. Mamy w sobie moc wyboru, wolnej woli i tego w żaden sposób nie można nam odebrać.

Jezus mówi: „Pozwól sobie poczuć, że pragnienie jest czymś, co wzbiera z głębi będącej poza tobą i że możesz na nie patrzeć z doskonałą niewinnością, z zadziwieniem dziecka. Sam zaś akt pozwolenia na pragnienie i powitanie pragnienia nie jest czymś, co odwiedzie cię od ścieżki przebudzenia, lecz zaprawdę – powiedzie wprost do Serca Boga” Czy nie brzmi to pięknie? A w urzeczywistnieniu niewątpliwie pomoże nam w tym pewna praktyka.

Kiedy się rano przebudzimy, usiądźmy na chwilę w spokoju. I zadajmy sobie pytanie: Czego w tej chwili chcę? Zapiszmy wszystko, co przyjdzie nam do głowy. Nawet jeśli wydaje się nam to absurdalne, głupie, dziwne. Nie musimy i nie potrzebujemy tego realizować. Najpierw po prostu zauważmy. „Chcę wziąć prysznic”. „Chcę wyjechać do Nepalu”. „Chcę kupić matę do jogi”. Róbmy tak przez kolejnych siedem dni. Po prostu obserwujmy. „Chodzi o to, by dostrzec, że gdy zadasz pytanie, to coś w tobie ci odpowie. A gdy ta odpowiedź przyjdzie, zauważ, że jest z nią związane pewne uczucie, pewna jakość doświadczenia, które sprawia, że twoim komórkom zachciewa się śpiewać. To jest ta energia – eliksir życia zwany pragnieniem” - oto słowa Jeszuy. Po siedmiu lub więcej dniach, spójrzmy w nasze notatki i zobaczmy, czy coś zniknęło i czy jest coś co się powtarza, jest mottem, ciągłym refrenem. Właśnie za tym powinniśmy odważnie podążyć. To właśnie droga serca, która wiedzie wprost z Umysłu Boga, więc nie ma możliwości, abyśmy idąc za tym pragnieniem, popełnili błąd.

Tajemnice ludzkiego DNA cz. III

Tajemnice ludzkiego DNA cz. III

Jesteśmy istotami, które noszą w sobie wielowymiarowe DNA. Aktywacja jego warstw pozwoli nam wyzwolić się od chorób i wszelkiego zniewolenia. I pojąć w końcu, jak wielką, jako ludzie, mamy moc.


Trudno naszemu ludzkiemu umysłowi zrozumieć jak w rzeczywistości działa DNA, zwłaszcza, że oficjalna nauka nie jest w stanie przedstawić twardych dowodów na inną, niż chemiczna budowa. Na szczęście dla tych, którzy otworzyli swoje serca i umysły, istnieją przekazy, które dają ogrom wiedzy na temat kwantowej budowy czegoś niezwykłego w głębi nas.

Przekaz, który otrzymaliśmy na temat prawdziwej budowy ludzkiego DNA podzielono na 12 warstw i 4 grupy, a wszystko po to, by działającemu w linearny sposób mózgowi człowieka łatwiej było zrozumieć cały ten, absolutnie niezwykły, boski system. Nie znaczy to jednak, że możemy sobie owe warstwy wyobrazić niczym piętrowy tort. To byłaby ludzka koncepcja. Warstwowe energie przenikają się i łączą. Tworzą coś w rodzaju „kwantowej zupy”.

A zatem, pierwsza warstwa to podwójna helisa reprezentująca właściwości chemiczne, które możemy zobaczyć pod mikroskopem. To warstwa zarówno 3D, jaki wielowymiarowa, gdyż stanowi pomost, między pozostałymi, wyłącznie kwantowymi energiami. Można powiedzieć, że jest jednocześnie odbiornikiem i nadajnikiem. Jej zadaniem jest przekazywanie informacji z kwantowych warstw do struktury naszych genów.

Druga warstwa mogłaby nosić nazwę „lekcji życiowych”, czyli czegoś w rodzaju odrabiania zadań domowych w szkole istnienia. Najprościej mówiąc - jesteśmy tu po to, by się czegoś nauczyć, coś zrozumieć i nie powtarzać tego więcej, a tym samym pójść dalej. Nawet, gdy żyjemy w bardzo trudnych, ziemskich warunkach, nie chodzi o karę, lecz o pełne zrozumienie i wyzwolenie się od strachu.

To także konieczność załatwienia pewnych niedokończonych spraw, wykorzystanie talentów, zrealizowanie pasji, oraz co bardzo ważne - poukładania relacji z innymi, szczególnie z rodziną. Trzeba tu odróżnić sprawy karmiczne (są związane z innymi ludźmi), a osobiste lekcje, które mamy do przepracowania sami z sobą. Oto kilka przykładów: nauka jak nie być ofiarą, nauka jak mówić własną prawdę, nauka kochania samego siebie, nauka wyjścia poza obwinianie innych…

Warstwę trzecią - według przekazów Kryona - można nazwać warstwą oświecenia i aktywacji. To właśnie tu zachodzi proces ruchu i akcji, by przejść z poziomu „ograniczonego człowieczeństwa” (widzenia naszych możliwości) aż do poziomu mistrzostwa. I nie chodzi tu o dokonanie jakiejkolwiek zmiany w DNA, tylko aktywację tego, co już jest. Gdy czytamy o mistrzach duchowych, którzy potrafili czynić cuda, często myślimy o nich z nabożną czcią, między innymi dlatego, że tak kształtowała nas religia.

Ale oni mieli takie samo DNA jak nasze! Różnica polegała tylko na tym, że ich było aktywne na poziomie100 procent. Ta warstwa „wie” o naszym zmieniającym się poziomie duchowym, a ten z kolei jest niczym czynnik wyzwalający więcej możliwości: samoleczenia, myślenia w zrównoważony sposób, pokonania wszelkich lęków, wejścia w zupełnie inny, wewnętrzny świat. Ta warstwa aktywuje nas samych, naszą uśpioną świadomość!

W grupie drugiej znajdują się warstwy: czwarta, piąta i szósta. Można je nazwać ludzko - boskimi.

Niełatwo będzie je pojąć, jeśli wciąż trzymamy się wyłącznie tzw. myślenia w 3D, czyli początku, środka i końca oraz za wszelką cenę chcemy zachować liniowość, logiczne uporządkowanie. Jednak w wymiarze kwantowym to tak nie działa, tu wszystko się ze sobą przenika, miesza, wzajemnie na siebie wpływa. Nie da się zatem nie powiedzieć o duszy, która choć „pojedyncza”, jest także częścią świętej, grupowej duszy. Kiedy przychodzimy żyć tutaj w ziemskim ciele, część naszej świetlistej istoty, zostaje rozdzielona.

Największa jej część, to nasze wyższe ja, które znajduje się w kwantowej części naszego DNA.

Warstwa czwarta i piąta to esencja człowieczeństwa i boskości jednocześnie.

Szósta - nazywana warstwą modlitwy i komunikacji to portal do większej i świętszej części nas, jest niczym stałe połączenie telefoniczne z wyższym ja, obecnym w naszym biologicznym ciele. Uaktywniamy ją przez modlitwę, kontemplację, medytację, wgląd w siebie. To ostatnia warstwa grupy ludzko - boskiej. Aktywnie współpracuje z wielowymiarową warstwą trzecią.

Do kolejnej grupy przynależą warstwy siódma, ósma i dziewiąta. Zwane są lemuriańskimi, gdyż ich bogactwo sięga do pierwszej, ludzkiej cywilizacji - Lemurii.

Zacznijmy od siódmej. Warto tu wspomnieć, że liczba siedem reprezentuje boskość, kompletność, perfekcję. Przypomina, że jesteśmy Pełnią, uświęconą całością.

Kolejna - ósma, to lemuriańska druga i reprezentuje jedną z najbardziej głębokich energii w ludzkim DNA, bo stanowi główną część kwantowego fragmentu podwójnej helisy oraz łączy się z mistrzowską Kroniką Akaszy. O co tu chodzi?

Przypomnijmy, że Kronika Akaszy to zapis w nas wszystkiego, co kiedykolwiek nam się przydarzyło. Jednak nie w sposób linearny, uporządkowany, inkarnacja po inkarnacji. To mieszanka wszelkich umiejętności jakich kiedykolwiek się nauczyliśmy. Jest to coś w rodzaju zestawu instrukcji pozwalających połączyć się z główną biblioteką, która znajduje się w stanie kwantowym, postrzeganym jako inny wymiar.

Mamy do niej dostęp cały czas, ale do tej pory żyliśmy bez takiej świadomości. Teraz to się zmienia.

Warstwa Dziewiąta - warstwa totalnego uzdrawiania. Pisaliśmy już o tym osobny tekst (tu przekierowanie), wspomnimy zatem tylko, że ta warstwa jest w każdym ludzkim DNA, jednak nieaktywna, dopóki do niej nie przemówimy, nie przekierujmy tam naszej uwagi. Gdybyśmy mieli użyć porównania, można tu użyć języka komputerowego - jako ludzie „jedziemy” na podstawowym oprogramowaniu. Kiedy chcemy czegoś więcej, musimy uruchomić świadomość, a ona z kolei - uruchamia zmiany w biochemii naszego ciała.

Ostatnia grupa trzech warstw, to pełnia boskości, a wielowymiarowe cechy osiągają w nich swoje maksimum.

Dziesiąta, to warstwa świętego źródła egzystencji, to pierwsza energia, która zostaje aktywowana, gdy człowiek szuka Boga i robi to absolutnie z własnej woli.

Jedenasta dotyczy współczucia i matki. Istnieje po to, by zrównoważyć współczującą, ludzką istotę tak, by mądra, boska kobiecość mogła zostać przejawiona zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Świat potrzebuje tego teraz bardziej niż kiedykolwiek. Kiedy uaktywni się całkowicie, we wszystkich ludziach, będzie to niczym narodziny nowego, harmonijnego, pełnego miłości życia.

Zwieńczeniem wszystkich jest warstwa dwunasta, czyli esencja Boga wewnątrz człowieka. Stwórca jest wewnątrz nas, w środku naszego DNA.

Dzięki temu możemy naprawdę wszystko: zmieniać warunki pogodowe, zatrzymać tsunami, uciszyć wulkan, uzdrowić siebie i innych, żyć tak długo jak zechcemy. Nie wierzymy w to - przynajmniej w powszechnym rozumieniu - bo nie dotarliśmy jeszcze do tej warstwy. Nie musimy już czekać na to tysiące milion lat, nie musimy się ćwiczyć w surowym życiu mnicha, latami medytować. Przyszedł czas na decyzję. Możemy to zrobić dzięki głębokiej, natychmiastowej przemianie. Skok kwantowy ludzkości właśnie trwa. A prawdziwa wiedza na temat naszego DNA pozwoli nam dołączyć do tych, którzy już to zrobili.

Tajemnice ludzkiego DNA cz. II

Tajemnice ludzkiego DNA cz. II

Dwanaście warstw DNA kryje odpowiedzi na pytania, jakie od zawsze nurtowały ludzkość: skąd pochodzimy, dokąd zmierzamy, czy geny to coś stałego i niezmienialnego, czy mamy w sobie boską moc kreacji? Ta wiedza jest już dostępna dla tych, którzy są gotowi ją przyjąć. 


Ciekawe, jak to się dzieje, że choć Maciek i Marek są do siebie fizycznie podobni, to psychicznie zupełnie odmienni - dziwimy się na widok braci, którzy są blondynami, słusznego wzrostu i mają niebieskie oczy oraz charakterystyczny kształt nosa po tacie. Jednak jeden na przykład jest uzdolnionym perkusistą, a drugi kompletnie nie ma słuchu, natomiast jest świetnym koszykarzem i sport to jego pasja.

Maćka i Marka interesują inne rzeczy, pragną realizować się w zupełnie innych obszarach. Mają także różne charaktery. Z czego to wynika?

Naukowcy przekonują, że wiele dziedziczymy po naszych rodzicach i przodkach. Ale przecież nie wszystko. Skąd zatem bierze się talent lub jego brak, umiejętności, z którymi już w pewnym sensie się rodzimy (za przykład niech posłuży choćby genialny, 3-letni pianista), pewne skłonności, marzenia, dążenia, tak zwana osobowość, czyli potocznie - charakter.

Gdybyśmy rozłożyli nasze DNA na części, znajdziemy tam kilka elementów.

Jedna jest biologiczna. To chemiczna, linearna część, którą znamy jako podwójną helisę. Jednak oprócz niej znajduje się tam również nasz ślad karmiczny, czyli pamięć wielu inkarnacji, a raczej umiejętności, jakie zdobyliśmy podczas naszych ewolucyjnych ścieżek. Zapis emocji, i tych pięknych i trudnych.

Na budowę naszego DNA ma wpływ astrologia. To może dla wielu brzmieć dziwnie, ale w książce „Dwanaście warstw DNA” wyjaśniono to naukowo. Najprościej mówiąc chodzi o „odbicie” śladu słonecznego przy użyciu zjawiska indukcyjności wewnątrzplanetarnej siatki magnetycznej, która z kolei przenika pole magnetyczne DNA. Wspomniany słoneczny ślad tworzy się z powodu ogromnego nacisku i wzajemnego oddziaływania na siebie planet. „Odbicie” w DNA jest bezpośrednio związane z ich układem w momencie naszego pojawienia się na świecie.

To jeszcze nie wszystko. Kolejną składową jest Kronika Akaszy, czyli zapis wszystkich naszych wcieleń. Zwykle rozumiemy to tak, że odnosimy się do postaci, którymi kiedykolwiek byliśmy. Jednak ich już nie ma! Pozostały natomiast przymioty, umiejętności, cechy, jakie zdobywaliśmy i wypracowaliśmy. Nie sięgaliśmy po nie, bo nie wiedzieliśmy o takiej możliwości. Ale możemy to zrobić, zwracając się do naszego, wciąż nieaktywnego DNA o przywrócenie dawnych talentów. To jest nasze, mamy prawo skorzystać ze wszystkiego, co kiedykolwiek zgromadziliśmy.

W końcu, ostatnim, wieńczącym elementem, z którego składa się ludzkie DNA, jest boska cząstka, świętość Boga.

Według przekazów Kryona - i to dla wielu ludzi będzie na tyle kontrowersyjne, że nawet nie będą chcieli tego czytać - energia przekazana ludziom od Plejadian, naszych kosmicznych, starszych braci.

Jak mamy to rozumieć? Pewnych rzeczy nie da się objąć rozumem. Zwłaszcza, że nauka nie może ich jeszcze udowodnić. Dlatego powinniśmy posłuchać ich sercem. Jeśli poczujemy w tym prawdę, idźmy za tym.

Jeśli nie - zostawmy tę wiedzę.

Otóż, według przekazów, ponad 100 tysięcy lat temu, na Ziemię przybyła kosmiczna, zaawansowana duchowo rasa, która postanowiła zasiać boskie, kwantowe ziarno w jednym z siedemnastu gatunków ludzkiej rasy.

Mowa o Plejadianach, którzy za boską zgodą dokonali tego dzieła. Mijały lata, setki lat, a pozostałe 16 gatunków istot ludzkich osłabło. Pozostał i rozwijał się tylko jeden - ten, który teraz zasiedla Ziemię. Tak powstała pierwsza, ludzka zaawansowana cywilizacja, zwana Lemurią.

Przekazy mówią, że nie była zaawansowana w takim sensie, w jakim dziś rozumiemy postęp, ale tamci ludzie mieli coś, czego nie mamy dziś my: ich DNA działało na poziomie 90 procent!

A zatem czas już dowiedzieć się, jak aktywować pozostałe 10 nici DNA, aby znów zacząć tworzyć cywilizację świadomych ludzi.


Tajemnice ludzkiego DNA cz. I

Tajemnice ludzkiego DNA cz. I

Nasze DNA jest bardziej niezwykłe niż moglibyśmy sądzić. Jako ludzkość, jesteśmy coraz bliżej odkrycia wewnętrznej mocy, jaką w sobie nieświadomie nosimy. 


Wyobraźmy sobie, że na Ziemi ląduje statek kosmiczny. Wcześniej unosił się nad naszymi głowami i dokonywał niesamowitych ewolucji, między innymi wbrew grawitacji. Na pokładzie nie ma nikogo, ale naukowcy z ekscytacją badają cały system sterowniczy i szukają silnika. Okazuje się, że komorę, w której znajduje się silnik, wypełnia wiele worków z czymś co przypomina granulat do pakowania, względnie popcorn. Jest to dla badaczy dość szokujące. Gdy worki zostają usunięte, ukazuje się sam silnik albo jego rdzeń: mały, błyszczący przedmiot, który ma kilka do niczego nie podłączonych przewodów. Sądzą, że to on zarządza wszystkim.

Jednak podczas eksperymentów okazuje się, że sam silnik nie działa. Aby spodek poleciał, potrzebne są „worki z granulatem”, które początkowo uznali za śmieci!

Ta historia ilustruje obecną wiedzę ludzkości dotyczącą naszego DNA.

To, co o nim wiemy i potrafimy zaobserwować pod mikroskopem elektronowym, to zaledwie 4 procent całości. Ponieważ nie byliśmy w stanie niczego więcej odkryć i logicznie opisać, uznaliśmy, że cała reszta to coś zbędnego, niepotrzebnego, bez znaczenia. Funkcjonuje nawet nazwa: „śmieciowe DNA”. Ale czy naprawdę tak jest?

Zastanówmy się nad tym zagadnieniem neutralnie z poziomu ewolucji.

Czy natura, w której nie ma miejsca na chaos i niepotrzebne procesy, utrzymywałaby w ludzkim DNA aż 96 procent materiału genetycznego, który byłby zupełnie niepotrzebny? To nielogiczne i absurdalne. Znane wszystkim powiedzenie „narząd nieużywany zanika”, można zastosować i w tym - a może szczególnie w tym - przypadku.

A co, jeśli nasza wiedza dotycząca budowy i funkcjonowania DNA jest błędna? Wychodzimy wszak z założenia, że istnieje i działa tylko to, co możemy dostrzec, opisać i zrozumieć. Oraz do czego możemy zastosować, wszelkie, znane nam prawa fizyki, chemii, matematyki. Dlatego już wiemy, że te wspomniane 4 procent naszego DNA składa się z chemicznej, „opisywalnej” struktury, z kwasu dezoksyrybonukleinowego i rybonukleinowego. O DNA i RNA uczyliśmy się wszyscy na biologii, a wiedza ta jest trzeciogęstościowa, „widzialna”, mierzalna.

Jednak rozwój ludzkości postępuje i nawet hermetyczna nauka zaczyna otwierać się na to, co niewidzialne i niemierzalne. Oczywiście dla ludzkiego mózgu, który jest niczym komputer, w którym zainstalowano określone programy. Gdy jakiegoś brakuje, nie można wykonać pewnych operacji. Na przykład zobaczyć czegoś, co posiada inną gęstość i odmienną strukturę. Nasz mózg zwyczajnie nie ma oprogramowania do widzenia zjawisk wykraczających poza trzecią gęstość, w jakiej żyjemy. Ludzka percepcja widzi to, co widzi i mówi: więcej nic nie ma.

Jednak to wcale nie znaczy, że tak jest w istocie. To, co widzialne dla naszych oczu, to chemiczna i liniowa forma. Sądziliśmy, że zarządza wszystkimi procesami, ale teraz coraz częściej nauka skłania się ku twierdzeniu, że prawdopodobnie jest zupełnie odwrotnie, czyli całe 96 procent DNA posiada budowę kwantową, wielowymiarową, w której znajdują się wzory, algorytmy i dane do kierowania… tymi czterema odkrytymi procentami. I tu wracamy do przykładu granulatu i silnika, który bez pozornych śmieci, nie ma mocy, aby unieść spodek kosmiczny w górę.

A zatem to wygląda tak, jakbyśmy nie skupili się na czymś najcenniejszym w naszym DNA, nie aktywowali jego całości, tylko z zadowoleniem zatarli ręce, że robota została wykonana, bo wiemy już jak wygląda podwójna helisa ludzkiego DNA…

Być może wiele osób, które nigdy nie zgłębiały tych zagadnień, będzie zaskoczone, że to dopiero początek. Według starej, odkrywanej ponownie wiedzy, ale także przekazów channelingowych, między innymi Kryona, wiemy już, że mamy nie dwie helisy, ale… dwanaście. Tylko dwie są aktywne.

Pozostałe dziesięć śpi. Co się stanie, gdy je obudzimy i przywrócimy do życia? Odzyskamy całą swoją moc!

W książce „Dwanaście warstw DNA”, która zawiera channellingi Kryona, jakie przekazał Lee Carroll, znajdziemy dokładny opis każdej warstwy, jej źródło i zadanie, jakie spełnia. Powinniśmy je poznać, by każdą z nich aktywować do działania, co sprawi, że będziemy mogli się uzdrawiać, odmładzać, w pełni rozwijać i kreować rzeczywistość w radosny, przepełniony miłością sposób.

Zmiana: egzamin dla duszy i ciała

Zmiana: egzamin dla duszy i ciała

Nic nie dzieje się w naszej rzeczywistości przypadkiem. Zwłaszcza wydarzenia na olbrzymią skalę. Takie jak to, którego właśnie doświadcza ludzkość na całym świecie. 


Poniżej prezentujemy artykuł Sonii Ross, eksperta Totalnej Biologii (Recall Healing):

O wirusie, pandemii i jego skutkach społecznych napisano i powiedziano już niemal wszystko, zarówno w tzw. mainstreamie, jak i w mediach  alternatywnych. Wciąż jednak brakuje sięgania do źródła, odszukiwania drugiego dna, łączenia tak pozornie, bezładnie rozsypanych kropek.
Być może pomocne będzie spojrzenie na całą sytuację raz jeszcze przez pryzmat Totalnej Biologii/Recall Healing, czyli wiedzy, która dociera do prawdziwych przyczyn chorób i zachowań, a później porównanie jej odkryć z faktami, jakie miały miejsce na przestrzeni lat. 
Powszechnie uważa się, że przyczyną chorób zakaźnych są bakterie i wirusy.  Totalna Biologia daje inne niż tradycyjna medycyna wyjaśnienie ich istnienia. Twierdzi, że „zaraźliwe” są nasze odczute doświadczenia, które przenikają z jednej ludzkiej nieświadomości do drugiej. Wszyscy  jesteśmy ze sobą połączeni. Przeżywamy podobne konflikty, a ten główny, to lęk o przetrwanie.
Boimy się o zdrowie swoje i swoich bliskich, drżymy z lęku przed utratą pracy.
Ten lęk towarzyszy każdemu z nas, ale… nie wszystkim w jednakowym stopniu. Kto boi się mniej lub prawie wcale? Ten, kto rozumie wewnętrzne procesy i zna prawa natury. Kiedy wiemy, że każda choroba przebiega w dwóch fazach (sympatykotonia i wagotonia),  znamy ich cechy charakterystyczne, rozumiemy, że kaszel, gorączka i ból jest już objawem fazy zdrowienia. W tym czasie zostają uruchomione nasze symbionty, czyli bakterie i wirusy, które są nam biologicznie znane.

„Hiszpanka” i radiotelegraf
Kiedy zjawia się coś nowego, nawet gdy nie pochodzi z natury, a jest sztucznie stworzone, mamy w sobie odporność i siłę by się z tym zmierzyć.
Dlaczego ? Bo stawanie w szranki z czymś nowym i nieznanym to można by rzec - specjalność ludzkości. Zauważmy: nic w naszym życiu nie jest stałe. Patrzymy na nie z perspektywy naszych ziemskich lat i z przerażeniem myślimy, że czegoś takiego nigdy nie było.
Ależ było! I to wiele razy :) Jako ludzkość nieustannie konfrontujemy się z nowymi zjawiskami, bo inaczej ewolucja nie byłaby możliwa. A przecież mierzymy się z nimi zarówno jako jednostki, jak i grupy, narody, i cały gatunek ludzki, cała populacja. I kiedy przychodzi „coś nowego”, to tak, jakby nadszedł wielki egzamin, na którym Życie zadaje nam pytania: Wiesz to czy nie? Rozumiesz o co chodzi? Dasz radę zmienić swoje myśli?
I teraz od nas zależy co zrobimy. Czy poszerzymy naszą percepcję o nowe myśli, idee i znajdziemy sposób na stworzenie nowej konstrukcji psychicznej, czy może zasłonimy maseczką nie tylko usta i nos, ale także oczy i uszy, by hibernować w zamrożonych lękiem ciałach? Decyzja należy do nas.
Totalna Biologia/Recall Healling przedstawia dowody, iż wielkie epidemie ludzkości „wybuchały” zawsze wtedy, gdy ludzie musieli zmierzyć się z nowymi zjawiskami i ideami, których nigdy wcześniej nie doświadczali.
Choćby Dżuma, która w XIV wieku zebrała swoje żniwo w postaci około 25 milionów ludzi w Europie. Dlaczego akurat wtedy? Średniowiecze chyliło się upadkowi a nowe myśli i koncepcje wypływały na szersze wody. Czas mroku mijał, pojawiło się światło Renesansu. Trzeba było transformować własne wnętrze, dostosowywać do warunków zewnętrznych. Warto wspomnieć, iż dżuma to choroba, która dotyka węzłów chłonnych.
Te organy - w świetle Totalnej Biologii, czyli Nowej Medycyny - mówią o konfliktach obniżenia własnej wartości w kontekście zrobienia określonego ruchu, zablokowania, ograniczenia.  Są także związane z naszą odpornością.  Ten ruch to nic innego, jak zmiana kierunku w życiu. Ludzie, którzy nie byli na to gotowi, musieli zniknąć.
Z kolei znana wszystkim grypa, zwana „hiszpanką” unicestwiła około 80 milionów ludzi (źródła nie są precyzyjne), zaś samych żołnierzy i cywilów zginęło podczas wojny około 20 milionów. Zakończenie wojny sprawiło, że ludzie odetchnęli i wyszli z konfliktu który dla grypy jest następujący: „boję się z powodu zagrożenia na moim terytorium”.  Tym zagrożeniem były same działania wojenne, ale też nowe zjawiska jakie się wówczas pojawiły: samoloty bojowe, nowa broń, również chemiczna. Po raz pierwszy wprowadzono także radiotelegraf. Ta technologia oparta na emisji fal elektromagnetycznych działa na ludzkie ciało, zmieniając jego wibracje.
Istota ludzka ma możliwość dostosowania się do nowych częstotliwości, ale to nie jest pakiet dostępny w standardzie: musimy jako ludzie wykonać pewną świadomą pracę, a nie każdy jest na to gotowy. Ci, którzy nie nadążają za zmianą wibracji w sposób psychiczny, nie nadążają także cieleśnie, stąd choroba, która może zakończyć się śmiercią ciała fizycznego. 
Warto wspomnieć o tym, że w tym samym czasie diametralnie zmieniał się świat na skalę globalną, między innymi z powodu rewolucji w Rosji i upadku  200 letnich rządów carskich. Ludziom usuwał się grunt pod nogami, tracili wszystkie punkty oparcia, znane im do tej pory. 

Śmiercionośne anteny 5 G
Zmiany geopolityczne plus technologia, nigdy nie są zawieszone w próżni, oddziaływają na ludzkie emocje i tym samym - ciała. Tak stało się, gdy pod koniec lat 50 - tych montowano radary. Wprowadzenie nowych fal do przestrzeni sprawiło, że ludzie masowo zachorowali na tzw.”grypę azjatycką”.
Z kolei rok 1981 przyniósł kolejną epidemię - AIDS. To wtedy zakładano anteny 1G. Z punktu widzenia Totalnej Biologii, temat jest złożony, zacytuję zatem tylko słowa dr Hamera, który na podstawie badań i statystyk stwierdził, że nikt nigdy nie zmarł na AIDS, jeśli wcześniej nie usłyszał, że ma HIV.
Działa to dokładnie tak samo jak w przypadku każdej innej choroby: negatywna percepcja tworzy konflikt diagnozy - prognozy, który natychmiast znacznie pogarsza nasz stan.
Rok 2002 i 2009 to SARS i świńska grypa. Kolejno montowano wtedy anteny 3 G i 4 G. Świat przyspiesza gwałtownie, zmienia się jak w kalejdoskopie. Wartości, które jeszcze wczoraj były aktualne, dziś przestają mieć znaczenie. Trzeba na bieżąco kształtować własną wizję życia.
Wszyscy wiemy o masowo instalowanych obecnie antenach 5 G, których działanie jest wyjątkowo intensywne i brutalne. Ludzki organizm, osłabiony zmodyfikowanym ludzką ręką ( tylko czy na pewno ludzką?) wirusem i atakowany falami elektromagnetycznymi o ogromnej sile, nie radzi sobie w nowych warunkach. I o to właśnie chodzi tym, którym zależy na depopulacji ludzi. Dobra wiadomość jest taka, że nie jesteśmy bezbronni. Z punktu widzenia choćby epigentyki, to ŚWIADOMOŚĆ wpływa na biologię naszego ciała! Mamy w sobie większą silę, niż większość z nas myśli.
Zanim podejmiemy działania społeczne, zajmijmy się własnym wnętrzem.
Tam tkwi nasza MOC.

Sonia Ross


Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia