Droga Serca. Lekcja pierwsza.

W nowym świecie, który powinniśmy budować, potrzebujemy wskazówek, które wyprowadzą nas z wszechogarniającego chaosu. Kto może nam lepiej podpowiedzieć niż Ten, który znalazł wyjście?

Rozpoczynamy zatem nowy cykl: Droga Serca.

Jeśli pragniemy wewnętrznej ciszy i odpowiedzi na dręczące pytania, do celu zaprowadzą nas podpowiedzi Joszuy, bardziej znanego w naszej kulturze, jako Jezus. Jego nauki są zbieżne z odkryciami fizyki kwantowej, jeśli zatem mamy jeszcze wątpliwości czy warto zawracać sobie tym głowę, zacznijmy od umysłu, który wszystko musi zrozumieć intelektualnie.

A zatem, słowa Joszuy brzmią: „Już na początku ważne jest, byśmy wzięli pod uwagę prosty fakt: twoje doświadczenie jest zawsze skutkiem tego, na czym postanawiasz skupić swoją uwagę, swą świadomość, ponieważ twoja Jaźń jest na wieki nieograniczona i obejmuje wszystkie, liczne wymiary stworzenia. Przebywasz w tym, co obejmuje wszystko, wszędzie i zawsze. I w Prawdzie nie wiesz nic o oddzieleniu, narodzinach i śmierci, zysku i stracie”.  

Wyobraźmy sobie zatem, że wchodzimy do olbrzymiego sklepu, który tonie w ciemnościach. Mamy ze sobą latarkę. Snop światła kierujemy w jednym kierunku i odkrywamy, że na półce stoi puszka groszku. Na tej podstawie wyciągamy mylny wniosek, że w sklepie jest tylko groszek. Niczego więcej nie szukamy. Bierzemy groszek, gasimy latarkę i wychodzimy ze sklepu. Gdybyśmy zadali sobie odrobinę trudu i „przejechali” światłem latarki po wszystkich półkach, zobaczylibyśmy, jak wiele produktów jest dla nas dostępnych. A gdyby udało się zapalić górne światło? Wtedy bogactwo towaru mogłoby nas oszołomić. Jednak my zadowoliliśmy się groszkiem.

Ten przykład możemy przełożyć na nasze życie. Wybieramy doświadczenia, sytuacje, zdarzenia. Ale tylko takie, jakie jesteśmy w stanie dostrzec i stworzyć w naszym, własnym świecie. Efekty pracy fizyków kwantowych są identyczne, bo mówią o zmianie finału doświadczenia, jeśli obserwator jest obecny. Ten obserwator, to człowiek z latarką. To, że zaobserwował tylko groszek, nie oznacza, że niczego więcej nie ma na półkach.

Joszua mówi: „Niemożliwe jest, byś w jakiejkolwiek chwili był ofiarą tego, co widzisz, nie ma bowiem nic na zewnątrz ciebie. To, czego doświadczasz, sam rozmyślnie do siebie przywołałeś. I jeśli myślisz sobie: „Cóż, nie podoba mi się to, co przywołałem”, to też jest w porządku. Oznacza to bowiem, że przywołałeś doświadczenie osądzania samego siebie. Po prostu spójrz na to z dziecięcym zadziwieniem, zobacz, co czujesz i zapytaj siebie: Czy to jest energia, w której dalej chciałbym trwać, czy też wolałbym wybrać coś innego? ”

Zrozumienie, że sami tworzymy chaos wokół siebie, jest z jednej strony niezwykle uwalniające, bo dociera do nas, iż naprawdę sami kreujemy swój świat, a z drugiej -  każe nam wziąć odpowiedzialność za wszystko, co się w naszej przestrzeni dzieje.

Joszua pragnął zwrócić naszą uwagę na to, ze kiedy już wszystko odczujemy, doświadczymy, przeżyjemy, wyłoni się coś więcej: Jedna Prawda, jedna Rzeczywistość, z której jesteśmy stworzeni. Jako duchowe istoty byliśmy już, zanim ten świat zaczął istnieć i będziemy, kiedy zniknie. Gdy sobie to głęboko uświadomimy, zaczniemy czuć i widzieć inaczej.

Można użyć porównania, iż latarki naszych oczu skierują się bardziej do wnętrza. Zaczniemy traktować zewnętrzną rzeczywistość z pewnego rodzaju radosnym pobłażaniem, zaczniemy się tym bardziej bawić, niż do wszelkiej materii przywiązywać na poważnie.

I to jest właśnie moment, kiedy wkraczamy na Drogę Serca. I to jest właśnie ta chwila, kiedy umysł odpuszcza przekonania, programy, schematy, jakie zdobył podczas lat ziemskiego życia i którymi się kierował, bo sądził, że to wszystko co ma. Kiedy porzucamy zdobycze umysłu i idziemy w nieznane, nasze odwaga zostaje nagrodzona. Przestajemy być tymi, którymi - jak sądzimy -  jesteśmy. Doświadczamy boskości w nas i bez wysiłku stajemy się narzędziem, którym operuje sam Bóg. Zaczynamy inaczej odczuwać. Choćby sytuacja, która od narodzin budzi w nas grozę: śmierć. Odejście kogoś z bliskich to na biologicznej skali stresu sto procent.

Ale tylko wtedy, gdy patrzymy na to „w stary sposób”. Cierpimy i przeżywamy żałobę, bo nie rozpoznaliśmy, że ciało tego, który odszedł, nigdy nie mogłoby pomieścić tych zasobów, dzięki którym możemy się z nim porozumiewać zawsze i wszędzie.

A przecież Dusza, która porzuciła swą fizyczną formę, wciąż istnieje!

Joszua podkreśla, że pierwszy krok w przebudzeniu na Drodze Serca, to pozwolenie umysłowi na myśl, że to, czego doświadczamy, to jedynie skutki naszych wewnętrznych wyborów. A te, zawsze można zmienić…


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia