Pierwotna Alchemia - żywioł Powietrza

Pierwotna Alchemia - żywioł Powietrza

Żywioł Powietrza powiązany jest z myślami, umysłem, intelektem.


Osoby, które mają go w nadmiarze, mogą nie wychodzić ze swojej głowy.
Tu żyją, rozważają, rozmyślają, tworzą. To wieczni filozofowie, którym niespecjalnie potrzebny jest świat zewnętrzny, bo mają swój własny, wewnętrzny, szeroko rozbudowany.
Jakie cechy dominują u powietrznych ludzi? Z jednej strony, skupieni na własnym świecie, najbardziej cieszą się ze swojego towarzystwa.
Jednak nie znaczy to, że nie lubią ludzi. Lubią, jednak utrzymują z nimi relacje na własnych warunkach. Są wszystkiego ciekawi, więc można powiedzieć, że w pewnym sensie, „przelatują” po znajomych i przyjaciołach. Na chwilę się zatrzymują, ale zaraz biegną dalej, co czasem może być poczytywane jako niestałość, a nawet lekceważenie.
To nie jest prawda. Żywioł Powietrza, najbardziej ulotny, najszybszy, niepohamowany jest ciekawy wszystkiego, ale dłużej zatrzyma się tylko tam, gdzie naprawdę chce, gdzie czuje, że powinien być. Ponadto, wprowadza ruch w życie innych, jest rodzajem ożywczego wiatru, burzy stagnację.
Szybko się nudzi, ale jeśli ma nad czymś spędzić więcej czasu, wybierze dziedzinę, która poszerzy jego świat wewnętrzny, czyli przeczyta książkę, pójdzie na wystawę, napisze wiersz, namaluje obraz.
Osoby, u których ten żywioł jest w blasku, czyli wysokiej wibracji, są niezwykle wizyjni, natchnieni, inspirujący, przenikliwie inteligentni. Uwielbiają obserwować. To urodzeni stratedzy, ludzie, którzy tworzą we własnej głowie precyzyjne scenariusze. Ale także trudno im funkcjonować w określonych strukturach, chcą być wolni, często nie mają nawet konta w banku. Można powiedzieć, że najbardziej typowi przedstawiciele Powietrza mają „cygańskie” cechy.
Od Powietrza najłatwiej się czegoś nauczyć, bo jeśli robi coś w sposób naturalny, reszta go naśladuje.
Jednak kiedy ten żywioł spada z wibracji do swojego cienia, zamiast klarownych, pięknych wizji, pojawiają się wątpliwości. To właśnie wtedy źle o sobie myślimy, nie dajemy wiary we własne możliwości, talenty, pomysły.
I to jest moment, w którym powinniśmy się przyjrzeć myślom.
Czy naprawdę są nasze? A może pochodzą z zupełnie innego źródła?
W dzisiejszym świecie, codziennie atakuje nas miliardy informacji. Niektóre chcą tylko uczynić z nas lepszych konsumentów, inne są groźne, bo pochodzą z kontroli umysłów. Te wpływają na naszą wolną wolę i starają się uczynić z nas śpiących na jawie zombie. Przypomnijmy sobie, jak wyglądają ludzie, którzy godzinami oglądają programy telewizyjne: bezkrytycznie akceptują wszystko cokolwiek się im wyświetli. Wyciągnijmy wnioski: gdy my sami nie zadbamy o nasz żywioł myśli, zrobią to inni.
Utrzymywanie higieny mentalnej, doprowadzanie do końca wątków myślowych, ustalenie z samym sobą, że codziennie poświęcimy natarczywym myślom na przykład kwadrans i rozbierzemy je na części, by dokładnie sprawdzić, co się za nimi kryje, porządkuje mental i pozwala zachować zdrowie psychiczne.
Nasze myśli mają warstwy, są niczym cebula. Gdy zdejmiemy koszulkę po koszulce, odkryjemy wiele rzeczy. Wystarczy, że schodząc jakby po wewnętrznych schodach w dół, do piwnicy podświadomości, będziemy zadawać sobie pytania; „dlaczego”? Jeśli myśl pochodzi od nas, znajdziemy źródło „dlaczego”. Jeśli nie, odkryjemy kto nam ją sprzedał.
Pierwotna alchemia tłumaczy choroby psychiczne jako zaniedbanie żywiołu Powietrza, zlekceważenie sygnałów, jakie na początku choroby dawała psychika. Gdy nie skupiamy się na naszych myślach i wnioskach, kiedy w pewnym sensie udajemy, że ich nie słyszymy, bo np. ważniejszy jest dla nas przejawiający się w materii żywioł Ziemi , gdy pomijamy żywioł Powietrza jako mniej istotny, bo „niewidzialny”, to nie bądźmy zdziwieni, że takie postępowanie może obrócić się przeciwko nam.
Aby prawdziwie zadbać o żywioł Powietrza w nas, stosujmy na przykład jedną z technik oddechowych. Uczą się jej między innymi żołnierze z elitarnych jednostek i agenci specjalni. Tuż przed momentem, gdy ma nastąpić atak, czy apogeum, jakiegoś wydarzenia, zwalniają oni swój oddech do maksimum, co nie prowadzi do eskalowania sytuacji. Oddechy są rzadsze, ale głębsze, wszystko zwalnia, a skoro zwalnia w nas, zwalnia także w świecie zewnętrznym, zgodnie z zasadą, to co wewnątrz, to i na zewnątrz, tak na górze, jak i na dole. 
Nie zaniedbujmy żywiołu myśli, bo to on decyduje w jakim świecie żyjemy.
Możemy go nakarmić chwilą uważności. Przeczytaniem książki, zapisaniem złotej myśli, nawet jeśli nie będzie zupełnie nowatorska.
Jeżeli pragniemy w tym obszarze pomocy i chcemy pracować np. z istotami anielskimi, to wezwijmy na pomoc Archanioła Gabriela, który jest opiekunem powietrza. Chronią go także Sylfy, zwane inaczej żywiołakami.
Cały świat natury jest gotowy nam pomóc, musimy tylko poprosić.

Pierwotna Alchemia – żywioł Ziemi

Pierwotna Alchemia – żywioł Ziemi

Ziemia to żywioł, który sprowadza z energii do materii, gdyż jego alchemicznym zadaniem jest urzeczywistnić. Realnymi symbolami, które do niego należą są zarówno ziemia jako podłoże, piasek, kamienie, jak i wszelkie rośliny. Od trawy, przez kwiaty i krzewy, aż do potężnych drzew.


Osoby, u których ten żywioł jest wiodący, są stabilne i dobrze osadzone w materii. W tej dziedzinie życia nigdy nie odczuwają braków. Człowiek Ziemia, jeśli się czegoś nauczy - a wiedzę tę uznaje za ważną i potrzebną - nigdy jej nie zapomina. A jeśli nawet, to łatwo mu ją odświeżyć nawet po 20 latach. Ziemia musi mieć swoje miejsce i nie lubi zmian. Każdy z nas urodził się w określonej miejscowości, na wsi lub w mieście, na ziemi, która już do końca życia jest mu najbardziej przyjazna.
Nasi przodkowie wiedzieli, że noszenie jej w woreczku na szyi lub po prostu ze sobą, zapewnia bezpieczeństwo, nawet daleko, na obczyźnie. To z tego powodu emigranci, którzy długo przebywali w obcym kraju, prosili tych, którzy przyjeżdżali z miejsc ich narodzin: „Przywieź mi tylko trochę naszej ziemi”.
Osoby, które mają dobrą relację z tym żywiołem, wiedzą jak postępować z materią, by nigdy im niczego nie zabrakło. Może jednak zdarzyć się tak, iż Ziemia zdominuje i przytłoczy pozostałe żywioły do tego stopnia, że zdobywanie i otaczanie się rzeczami materialnymi stanie się jedynym życiowym zajęciem. W takiej sytuacji, to nie człowiek jako istota świadoma kieruje jednym z żywiołów, ale materia wyznacza mu złudny cel.
Należy pamiętać, że każdy z nas jest zjednoczonym ołtarzem alchemicznym czterech żywiołów, ale prowadzi zawsze Duch, czyli nasza dusza, która zna powód, dla którego tu jesteśmy. Gdy prawa te zostają zaburzone, życie człowieka ulega destrukcji.
Jak możemy sobie pomóc, gdy żywioł Ziemi jest w nas słaby, a my sami mamy problemy ze wszystkim co reprezentuje, czyli z rzeczami namacalnymi, tymi, które da się zważyć, zmierzyć i dotknąć? Przeważnie chodzi wówczas o braki w materii, które głęboko odczuwamy.
W takiej sytuacji dobrze jest nawiązać bliższą relację z żywiołem Ziemi, choćby poprzez, uziemianie się: chodzenie boso, zwracanie się o pomoc do minerałów, roślin i drzew. Każde z nich ma swoją dewę, czyli duszę.
Zanim więc przytulimy się do drzewa w parku lub lesie, zapytajmy czy wyraża na to zgodę. Niektóre z drzew odmówią, jednak nie dlatego, że mają osobiste preferencje i nas „nie lubią”, po prostu pewne drzewa nie są właściwe do spełniania próśb, które składamy. Gdy zdarzy nam się taka sytuacja, zapytajmy drzewo, dlaczego akurat ono nie może nam pomóc.
Na pewno dostaniemy odpowiedź. Na Bali, w miejscu gdzie szczególnie szanuje się naturę, te drzewa, które można obejmować i prosić o pomoc, ubrano w specjalne ubrania, coś w rodzaju spódnic. Wiadomo, że są to drzewa dojrzałe, mądre, współczujące. Młode drzewka muszą być chronione, gdyż energetyka człowieka mogłaby im zaszkodzić.
Pamiętajmy, gdy mamy kontakt z ziemią, pracujmy gołymi dłońmi, stąpajmy po niej boso. Dlaczego? Ziemia to żywa istota. Kiedy w kontakcie z nią używamy tylko narzędzi, nie może nas poznać. Kiedy bierzemy ziemię gołą ręką ona czuje, że jest szanowana, poznaje nas, zapamiętuje, a my z kolei - zapamiętujemy ją.
Ogrom wiedzy, jaki przyniosły ze sobą niezwykłe książki o Anastazji z syberyjskiej tajgi sprawił, że dynamicznie rozwinęła się tzw. permakultura, czyli naturalny sposób życia w naturze, bez szkodzenia środowisku.
W takich miejscach wzrastają rośliny, które dobrze wiedzą co potrzeba człowiekowi, który je zasiał, jakich potrzebuje witamin, minerałów.
Jak to możliwe? Otóż ziarno, które trafi do ziemi, najpierw trzeba potrzymać w ustach co najmniej przez 9 minut. Wtedy łączy się ze śliną, z naszym unikatowym DNA. Później ziarno trzymamy w dłoniach, chuchamy na nie, a dopiero później - kiedy stoimy na ziemi boso - sadzimy je. Wówczas roślina wzrasta z misją wykarmienia i wyleczenia nas w najlepszy sposób, bo już zna nasze niedobory i potrzeby.
Ziemia potrafi oczyścić z największych energetycznych zabrudzeń. Możemy na kilka minut, kilka godzin lub kilka dni zakopywać przedmioty, na przykład wahadła, minerały, biżuterię. Ziemia je oczyści i odda nam zresetowane, abyśmy mogli napełnić je swoją własną energią i mocą.
Są miejsca, gdzie ziemia jest szczególnie cenna, na przykład pochodząca z miejsc mocy.
Jednak zanim cokolwiek stamtąd weźmiemy, zapytajmy ziemię o pozwolenie.
To zresztą jest uniwersalny klucz do kontaktów z naturą: trzeba pytać o wszystko. Ludzie przyzwyczaili się, że mogą robić co chcą, bo są istotami o najwyższej świadomości na tej planecie. Rozejrzyjmy się i zobaczmy, do czego to doprowadziło.
Ziemia to żywioł, który pamięta i upamiętnia. Dlatego zdarzają się miejsca, w których trudno mieszkać żywym, bo umarli wciąż uważają je za swoją własność. To zwykle obszary tragicznych walk, gwałtownych śmierci.
Co wówczas możemy zrobić? Upamiętnić tamto zdarzenie i ludzi, którzy zginęli. Postawić głaz, wyryć napis, stworzyć ceremonię upamiętnienia.
Jeśli sami jesteśmy zainteresowani swoją własną historią, połóżmy się w spokojnym miejscu, przyłóżmy ucho do ziemi i powiedzmy; „Ziemio, święty żywiole pamięci, opowiedz mi swoją historię, ważną dla mnie”.
Nie przestraszmy się, gdy najpierw zobaczymy obrazy z perspektywy ziemi, czyli ludzkie stopy, nogi, a później cały zgiełk, którego ziemia doświadcza przez miliony lat. Później przyjdą obrazy i wskazówki ważne tylko dla nas. Możemy współpracować z tym żywiołem na wiele sposobów. Każdy znajdzie dla siebie najlepszy, gdy tylko regularnie zacznie wychodzić do parku, lasu, na łąkę. Ziemia sama nam podpowie.

Pierwotna Alchemia - żywioł Ognia

Pierwotna Alchemia - żywioł Ognia

Żywioł Ognia ma za zadanie przemieniać, transformować i uruchomić proces. Dlatego jest niezbędny do stworzenia czegokolwiek. 


Symbolizuje go działanie, aktywność, pasja. Bez Ognia nie uda się niczego zdziałać. Ogień w człowieku to wszelkie procesy trawienne, nasz metabolizm, przemiana materii w energię potrzebną do działania. To także temperament, charakter. Człowiek Ogień nie lubi strefy komfortu, bywa prowokatorem, daje iskrę, zaczyn.
Dlatego, kiedy dwie osoby Wody pracują nad projektem, powinny także zatrudnić Ogień, żywioł sprawczy. Wówczas praca pójdzie szybciej, a Ogień gwarantuje, że naprawdę coś się zadzieje.
To, jaki żywioł w nas dominuje, czujemy instynktownie. Wystarczy przeanalizować własne reakcje w określonych sytuacjach. Co wysuwa się na prowadzenie? Nasze emocje, czyli Woda, nasza aktywność, czyli Ogień?
A może myślenie i analiza, czyli Powietrze? Albo ziemski racjonalizm?
Gdy to odkryjemy, łatwiej nam będzie zrozumieć siebie samego.
Jakie są zatem osoby, u których żywioł Ognia jest dominujący?
Energiczne, aktywne, porywające tłumy. To zwykle idealiści, którzy inspirują innych, „zapalają” do idei, pomysłu, są prowodyrami, stają na czele wszelkich ruchów społecznych, rewolucji, walki o zmianę. To płomienni mówcy, zagrzewający do działania.
Trzeba podkreślić, że każdy żywioł ma swój blask i cień. Żywioł Ognia w blasku, to praca na rzecz ludzkości, działanie, które w intencji ma tworzenie dobra. Taka osoba rzadko pracuje tylko na własną korzyść, zawsze myśli jak zachęcić innych i zrealizować plan. Może się nawet poświęcić dla idei, oddać z honorem życie, jeśli tylko wierzy, że to posłuży ludzkości.
Jeżeli jednak Ogień znajdzie się w swoim cieniu, albo wycofuje się z działania, traci sprawczość i w pewnym sensie, trawi siebie od środka, niszczy, usuwa się w cień. Albo odwrotnie: staje się despotą, dyktatorem, który rujnuje całe społeczeństwa z powodu własnych, chorych wizji. Takie osoby najszybciej mogą stać się fanatykami, psychofanami, stalkerami.
Ogień nie cofa się przed niczym, jego dewizą jest bezgraniczność. Nigdy nie daje sobie czasu na analizę, na rozważenie wszystkich „za i przeciw”. Działa natychmiast, od razu, bo dyplomacja i taktyka to nie są jego mocne strony.
Potrafi natychmiast zobaczyć i wytknąć nieprawidłowości, jakie dzieją się w określonym środowisku.
Ogień kocha awantury. Należy razem z żywiołem Ziemi do strefy solarnej, czyli męskiej, aktywnej. Woda i Powietrze podlegają energii Księżyca, czyli żeńskiej i pasywnej.
Jeśli Ogień jest w swojej niskiej wibracji, to nie korzysta z własnej mocy.
Może wtedy wycofywać się z życia społecznego, chować w domu, a nawet nie odbierać telefonów od najbliższych przyjaciół.
Jak zatem najszybciej pobudzić ogień w sobie i jak od nowa rozpalić się do działania? Najlepiej poprzez ruch! Nie ma nic gorszego dla żywiołu Ognia, jak zastój i stagnacja. Dlatego warto wszystko, cokolwiek robimy i przy czym wytwarzamy energię kinetyczną, dedykować określonej sprawie. Robienie wszelkich rzeczy z intencją, to kierowanie strumienia własnej energii na cel, jaki chcemy osiągnąć. Jak to zrobić? Wystarczyć głośno powiedzieć: „Wysiłek z dzisiejszego treningu kieruję na tworzenie własnej firmy” lub „Energię z gruntownego sprzątania domu przeznaczam na znalezienie dla siebie właściwego partnera”. Brzmi zabawnie? Tylko dla tych osób, które nie wiedzą, jaką w sobie posiadają moc kreacji!
Żywioły mogą nam pomóc, ale musimy wiedzieć jak działają, jak odkryć je w sobie i jak zrównoważyć! A to właśnie wiedza, która pochodzi z pierwotnej alchemii. Dodajmy: kiedyś ukrywana przed tzw. zwykłymi ludźmi, dziś jest dostępna na wyciągnięcie ręki, więc skorzystajmy z niej.
Aniołem, który opiekuje się żywiołem Ognia jest Archanioł Uriel. Żywiołakiem, czyli duchem opiekuńczym, jest Salamadra. Zwierzę, do którego możemy się odwoływać pracując na transformacją samego siebie jest Feniks, który odradza się z popiołów.

Pierwotna Alchemia - żywioł Wody

Pierwotna Alchemia - żywioł Wody

Woda to nasze ciało i emocje, jakim ulegamy, to nasze hormony. Zapanowanie nad nimi w sposób świadomy sprawi, że i inne żywioły obecne w nas zaczną się porządkować.


Woda powiązana jest z Księżycem, z pływami i cyklami jakimi jesteśmy poddawani. Woda w nas pamięta wszystko cokolwiek przeżyliśmy. Ten fakt udowodniono naukowo, wystarczy zagłębić się w prace dra Emoto, by to zrozumieć. W logiczny i przystępny sposób, naukowiec tłumaczy jak informacja przenika do kryształów wody, a później wibruje określoną częstotliwością. Dlatego warto każdą wodę jaką pijemy najpierw zresetować, a następnie zwibrować. Na przykład dzięki określonym kształtom, zaczerpniętym ze świętej geometrii.
Takich symboli jest wiele. Po pierwsze: Kwiat Życia, boski wzór, matryca naszego istnienia. Ponadto, Nasiono Życia, które niesie w sobie inspirację do wszelkich działań. Plaster miodu, jako symbol dobrobytu materialnego, znak nieskończoności prowadzący do zwycięstwa - cokolwiek przez to rozumiemy.
Z kolei Klucz Nilu, zwany inaczej egipskim Kluczem Angh ma niespotykaną  zdolność do szybkiej regeneracji sił. Wystarczy, że postawimy na tym symbolu szklankę z wodą, herbatą czy innym napojem, gdy później go wypijemy, dostaniemy zastrzyk energii witalnej.

W zimie o pomoc proś kamienie
Pamiętajmy, że stajemy się tym co jemy i pijemy. Jest to szczególnie ważne w okresie jesienno-zimowym, kiedy niektóre rośliny znikają, krzewy i drzewa tracą liście, zapadają w sen. Wówczas nie mogą w naturalny sposób oczyszczać ludzi od trudnych emocji. To właśnie dlatego, jak również z braku słońca, dzięki któremu produkujemy w naszym organizmie serotoninę i endorfiny, Woda, czyli nasze emocje, mocno obrywają. Czujemy się przygnębieni, zmęczeni, łatwo wpadamy w stany depresyjne. Osoby, które znają magię natury wiedzą, że w tym czasie nie prosimy o pomoc drzew. Raczej kierujemy nasze prośby w kierunku kamieni, mchów, porostów.
Drzewo, które słucha ludzkiej prośby „puszcza soki”, czyli uruchamia wodę jaka popłynie w tej intencji. I jest wówczas w niebezpieczeństwie, bo gdyby nagle ściął mróz, pęknie i umrze.
Jeżeli żywioł wody w nas jest dominujący, to znaczy, że wszystko będziemy odbierać bardzo głęboko. Ludzie - Wody, to empaci, wrażliwi, mocno intuicyjni. Błyskawicznie odczytują nastroje innych ludzi.
Dzięki Wodzie wpływamy na otoczenie, ale to działa w dwie strony: otoczenie wpływa także i na nas. Z tym żywiołem powiązane są okoliczności życia jakie się wokół nas pojawiają, dlatego zrozumieć Wodę w sobie, to jak zrozumieć zdarzenia i sytuacje jakich doświadczamy.
Warto zatrzymać się chwilę na sformułowaniu: woda pamięta. Co to naprawdę znaczy? Otóż zauważmy, że woda, która jest w nieustannym obiegu na naszej planecie, nigdy jej nie opuściła. Są w niej zawarte wszelkie informacje, dlatego jeśli chcemy do nich dotrzeć, dogadajmy się z wodą.
Gdy potrzebujemy wiedzy o naszych dawnych inkarnacjach, zapytajmy ją o to, a odpowiedzi przyjdą do nas. Taka świadomość potrzebna jest często do tego, by coś w sobie odkryć, przepracować, od czegoś się uwolnić.
Jeżeli jesteśmy głęboko emocjonalni i Woda „nami kieruje”, prawdopodobnie podejmujemy emocjonalne decyzje, co nie zawsze jest niewłaściwe, ale w pracy nad żywiołami chodzi o świadome kierowanie nimi, a raczej pozwolenie, by kierował nimi Duch, który jest wszak przyczyną naszego istnienia, powodem, dla którego się tutaj znaleźliśmy.
Dlatego kiedy czujemy wzburzenie, głębokie poruszenie, zdenerwowanie, to jakby „woda w nas wrzała”. Taki stan nie jest korzystny, gdy trwa zbyt długo lub pojawia się za często. W alchemii mówi się, że każda choroba ma swój początek wyżej niż w ciele, choćby w mentalu, czyli świecie myśli. Kiedy dana emocja trwa zbyt długo, a my nie potrafimy jej dostrzec, a później rozbroić, czyli „rozmentalizować”, to po pewnym czasie „ugęszcza się” do ciała, co zwykle nazywamy chorobą.  W przypadku silnych emocji, możemy pomóc sobie prostą medytacją. Wystarczy wyobrazić sobie wodę jaką w tym momencie jesteśmy, a następnie położyć na tę wodę kwiat lotosu lub inny, którego płatki ułożone są fraktalnie. Wprowadzają harmonię, woda się uspokaja, a w tym samym czasie, my także.
Warto wiedzieć, że każdy żywioł obecny w nas ma swój blask i cień.
Woda w swoim blasku szybko dzieli się swoją wysoką wibracją z innymi ludźmi, potocznie mówiąc, „zaraża optymizmem” i dobrym nastrojem.

Woda w niskiej wibracji sprawia, że dopada nas kiepski nastrój, pesymizm, stany depresyjne. Osoby Wody muszą szczególnie uważać na swój nastrój, na własne emocje, by nie wysyłać ich w świat, jeśli ich jakość nie będzie wysoka. To wielka odpowiedzialność, bo nie żyjemy na świecie sami, a naszym zadaniem jest podnoszenie wibracji całej Planety.


Pozdrawiam
S.


Pierwotna Alchemia, czyli świat żywiołów w nas

Pierwotna Alchemia, czyli świat żywiołów w nas

Każdy człowiek jest zjednoczeniem czterech żywiołów: wody, ognia, ziemi i powietrza. Przenikają się ze sobą i współpracują pod przewodnictwem Światła, czyli duszy. Jeśli potrafią się ze sobą dogadać, to nasze życie jest spójne i harmonijne. Poznajmy żywioły w nas, a poznamy samych siebie.


Aby mógł powstać i pojawić się na świecie człowiek, najpierw musi być zamysł, idea, koncepcja. To żywioł ducha, zwany w starej alchemii Eterem sprawia, że pierwszy jest Powód zaistnienia istoty w materii, czyli Przyczyna. 
Każdy z nas zatem zjawia się tu z określonego powodu. Dusza zna go od początku, ale nasza mentalna świadomość odkrywa go zwykle dużo później. 
Możemy nie mieć dostępu do swojego pola duszy, gdy człowiek zrobił wiele rytualnych - świadomych lub nieświadomych - głupstw, kiedy mocno zbłądził. 
Jednak nie istnieje taka możliwość, by duszy nie miał, by był jej pozbawiony, a i takie informacje krążą w świecie opisującym duchowość. 
Przyczyna istnienia prowadzi nas do pierwszego ziemskiego żywiołu, czyli Wody. Trzeba wspomnieć, że powiązany jest ze znanym wszystkim - a przynajmniej tym, którzy choć trochę interesują się świętą geometrią - kwiatem życia. Ten doskonały i boski symbol przypomina nam proces dzielenia się komórki, czyli mejozy i mitozy. Każdy z nas powstał w taki sam sposób. 
Kiedy żywioł Ducha zaczyna zagęszczać się do materii, Woda jest pierwsza, gdyż symbolizuje nasze ciało. Czyż nie składamy się z wody w co najmniej w 75 procentach? Ale sama Woda nie wystarczy. Potrzebny jest impuls, aby zaszła transformacja i przemiana, aby zaczął się proces. Do tego niezbędny jest Ogień. To on sprawia, że zaczyna się ruch i przetwarzanie. W alchemii zawsze służył do tego, by jedną substancję zamieniać na inną i tak pozostało do dziś, możemy to przetestować w naszej codzienności, choćby w kuchni. 
 Z wody i warzyw nigdy nie powstanie zupa, jeśli nie użyjemy do tego celu ognia. 
Następny w kolejce ustawia się żywioł Ziemi, czyli tzw. prawdy fizycznej. Znaczy to, że coś jest postrzegalne, namacalne, rzeczywiste. Ziemia równa się fakt. Gdy dołącza się Ziemia, zaczynamy być dostrzegalni w materii, czyli tworzą się ramy naszego ciała. To właśnie wtedy, na ekranie monitora, lekarz pokazuje: „Proszę zobaczyć, tu dziecko ma rączkę, a tu nóżkę”. 
Czwartym, ostatnim żywiołem, który buduje człowieka, jest żywioł Powietrza. To moment pierwszego oddechu, pierwszy haust powietrza jaki nabieramy. Wówczas symbolicznie wszystko, co kosmiczne łączy się z tym, co ziemskie. Przekazy wielu kultur mówią o tym, że to właśnie ten moment jest połączeniem się duszy z ciałem.  Od tej chwili zaczyna tworzyć się mental, świat myśli i intelektu. 
Teraz jesteśmy już całością, czyli boskim pierwiastkiem, który stworzył swoje odbicie w materii. 
Gdy umieramy, proces jest odwrotny. Może on trwać kilka dni, tygodni a w rzadkich przypadkach - wiele lat. Każdy żywioł rozpuszcza się w kolejnym. Możemy o tym przeczytać w wielu źródłach, choćby w książce Lama Ole Nydahl "O śmierci i odrodzeniu, czyli jak umrzeć bez lęku”. 
Gdy żywioł Ziemi rozpuszcza się w żywiole Wody, w człowieku rośnie uczucie ociężałości. Trudniej nam się wtedy poruszać, wyraźnie ubywa sił fizycznych, a ruchy stają się nieskoordynowane. Oczy osadzają się głębiej, tracimy wyraźne czucie w dłoniach i stopach.
Gdy żywioł Wody rozpuszcza się w żywiole Ognia, słabnie ośrodek serca. Czujemy wielkie pragnienie, bo nasze ciało się odwadnia i wysycha, a płyny ustrojowe wypływają. Mowa staje się upośledzona, słabnie, w końcu ustaje zupełnie.
Gdy nadchodzi kolejny etap, czyli żywioł Ognia rozpuszcza się w żywiole Powietrza, czujemy ciągły chłód. Ciało blednie, krążenie zwalnia, oddech staje się nieregularny. Nasz mental, czyli świat myśli staje się pomieszany, pojawia się intensywne poczucie braku sensu, nie można skoncentrować się na jednym wspomnieniu lub uczuciu gdyż wszystko zlewa się w jedną całość.
Kiedy ostatni żywioł – Powietrze - zaczyna rozpuszczać się w przestrzeni, wdechy stają się krótsze niż wydechy, krążenie ustaje. Cała energia wycofuje się z ciała, świadomość uwalnia się od niego. Następuje śmierć kliniczna.
Tylko Duch, wieczna przyczyna istnienia, jest wieczny. Proces powtarzamy wielokrotnie, nim zrozumiemy w jakim celu przyszliśmy. Wówczas, według starej wiedzy, jako że „odrobiliśmy lekcje” idziemy wyżej, by żyć na kolejnych planach, które rządzą się własnymi prawami. 

Podarunek dla Ziemi i dla nas samych, czyli kryształy

Podarunek dla Ziemi i dla nas samych, czyli kryształy

Żywi nas, poi, chroni przed zimnem. Uczy pierwotnej mądrości. Czas zrewanżować się Matce Ziemi. Dajmy jej to, o co prosi. Spełnienie tej prośby może uchronić ludzkość. 



Kiesha Crowther, Amerykanka, która wychowała się w leśnych ostępach Kolorado, od pięciu lat mieszka w Europie, niedawno odwiedziła Polskę.
Kim jest i po co przyjechała?
Keisha od wczesnego dzieciństwa żyła blisko natury, niemalże stapiając się z nią. Słyszała co mówiły drzewa, góry i cała przestrzeń wokół niej. Rozwinęła dar dostępny dla wszystkich ludzi, jednak mało kto jest nim rzeczywiście zainteresowany. Synestezja - bo o niej mowa - pozwala czuć dźwięk, słyszeć kolor, zobaczyć smak. Kiedy Kiesha była mała, nie wiedziała, że to coś niezwykłego, sądziła, że wszyscy ludzie tak odbierają świat.
Kiedy uczyła się od Ziemi, raz jeden została o coś poproszona. Usłyszała, jak Ziemia prosi, by zwrócić jej kryształy dzikim wodom, czyli naturalnym zbiornikom. Kiesha wtedy nie rozumiała o co chodzi, musiało upłynąć kilka lat, by pojęła, jak ważną informację otrzymała.
- Kryształy, jako jedyne kamienie zbudowane są strukturalnie, według zasad świętej geometrii. Nie tylko same wytwarzają energię, ale są w stanie ją przechowywać i powiększać - wyjaśnia Kiesha - Jeśli zatem przekażemy im naszą miłość, modlitwy, wdzięczność, dobre życzenia, one zapiszą je, a następnie wzmocnią. Później, kiedy wrzucimy kryształy do zbiornika z wodą, ta informacja, poprzez płynne kryształy, czyli wodę, popłynie dalej, rozleje się po całym świecie… To co istotne, to wiedza, że kryształy nie mogą zatrzymywać negatywnej energii, gdyż same reprezentują wysoką częstotliwość. - uśmiecha się Kiesha - A co dzieje się później? Woda paruje i unosi tę energię do góry, gdzie płynne kryształy wody przekazują ją z kropli na kroplę, z atomu na atom. Zgromadzone w chmurach, po jakimś czasie znów opadają na ziemię. W ten sposób pada deszcz dobrych modlitw, miłości, spokoju, wdzięczności. Odżywia rośliny, drzewa, pada na ludzi i zwierzęta. Dobra energia wraca. Dlatego prośba Matki Ziemi nie jest samolubna. Ona chce pomóc sobie, ale jednocześnie nam, ludziom i wszystkim ziemskim istotom.
Co zatem może zrobić każdy z nas?
Wziąć kryształ, który często leży zakurzony na domowym regale, lub kupić, choćby niewielki, w sklepie z minerałami. Najpierw trzeba go oczyścić światłem księżyca i to wcale niekoniecznie musi być czas pełni.
Wystarczy choćby odrobina księżycowego blasku, jednak kryształ wynosimy na zewnątrz. Niech poleży w księżycowej poświacie całą noc.
Później przystępujemy do rytuału ładowania kryształu naszą miłością i dobrą energią. Dobrze zrobić to wtedy, gdy bosymi stopami dotykamy ziemi. Kiedy rodzi się w nas poczucie głębokiej wdzięczności - a nie istnieje człowiek, który nie miałby za co dziękować - wznosimy się na wysoki poziom wibracji.
Wtedy w krysztale który trzymamy w dłoniach zapisuje się ta częstotliwość.
Przekażmy zatem kryształowi wszystko, co chcemy ofiarować światu.
Później pozostaje nam tylko wrzucić go do rzeki, jeziora, morza. Gdy zrobią to wszyscy ludzie - a przynajmniej Ci, którzy widzą w tym głęboki sens - efekt może przerosnąć wszelkie oczekiwania!
Matka Ziemia wie co robi, bo to proste zadanie jest panaceum na wszelkie ziemskie bolączki: zanieczyszczoną wodę i całe środowisko, głód, cierpienie.
Kiesha przywiozła do Polski jeden z potężnych kryształów, który uczestniczył w wielu ceremoniach, dzięki niemu wyzdrowiało wielu ludzi. Ten właśnie kryształ chce tu zostawić. Dlaczego?
- W Polsce wciąż jest wiele smutku. Odkąd tu jestem, czuję wielki ciężar w sercu - mówi - Polakom przydarzyły się rzeczy tragiczne i one wciąż energetycznie są tu obecne. Teraz jest czas, by ludzie znaleźli światło i spokój, radość. Dlatego jeden z moich najmocniejszych kryształów zostawię właśnie tutaj.
Kiesha Crowther od lat jeździ po świecie i spotyka się z rdzenną ludnością, której słucha, zbiera tę wiedzę i przekazuje dalej, by płynęła w świat.
Najwspanialsze jest to, że każdy z nas, w prosty sposób może wpłynąć na losy planety. Bez tworzenia dziwnych rytuałów, bez technologii, bez wskazówek jakichkolwiek mistrzów. Tylko miłość może nas uratować.

Jedz z intencją

Jedz z intencją

Przestrzeganie reguł dietetycznych, sprawdzanie jakości pokarmów i precyzyjne ich odmierzanie jest częścią świadomego myślenia o swoim zdrowiu. Jednak są koncepcje, które źródło mają w fizyce kwantowej i nowych odkryciach biologicznych, a mówią one: najważniejsza jest intencja.


Co to znaczy i gdzie kryje się klucz do jedzenia tego, co nam naprawdę służy, bez konieczności uciekania się do tabel, w których przeliczamy kalorie, sprawdzamy indeksy glikemiczne i zawartość minerałów oraz aminokwasów w określonych produktach? To pytanie sięga głęboko, do prastarej wiedzy, kiedyś dostępnej wszystkim ludziom. Poszukujący, stawiający pytania, świadomi ludzie, wiele już odkryli. A może raczej - przypomnieli sobie.
Także i to, że człowiek dysponuje znacznie większą mocą i możliwościami, niż nam się do tej pory zdawało.
Jeżeli potrzebujemy potwierdzenia w badaniach naukowych, sięgnijmy do nowej wiedzy biologicznej, zwanej epigenetyką. Mówiąc najprościej, udowadnia ona, iż to, co do tej pory sądzono na temat genów i tym samym chorób genetycznych, jest kompletną nieprawdą. Otóż konwencjonalna wiedza na ten temat od końca lat 50 - tych utwierdzała ludzi w przekonaniu, że geny są ostateczną instancją w naszych organizmach, że nie mamy wpływu na ich zmianę i zwyczajnie musimy się pogodzić z tym, co nam przynoszą.
Dziś wszyscy, którzy chcą znać prawdę, mają do niej dostęp. Istnieje wiele publikacji, filmów i książek, które temu zaprzeczają. Epigenetyka tłumaczy te procesy w jasny sposób: to nie DNA, ale białka obecne w nim przenoszą informację ze środowiska zewnętrznego do wnętrza komórki i tym samym wpływają na reakcję! Nie jesteśmy bezwolni, bo jak się okazuje, zaledwie 10 proc. materiału genetycznego jest stała, zaś 90 proc. zależy od naszej reakcji na otaczającą rzeczywistość.
Co nam to mówi? Że to my nadajemy kształt naszemu życiu!
To wspaniała wiadomość dla osób, które naprawdę chcą o nim decydować.
A jeśli jest to możliwe, to znaczy, że odnosi się do wszelkich dziedzin życia. Również do tego, co nakładamy na talerz. Spójrzmy na to w ten sposób: nasze jedzenie składa się w dużej mierze z wody, zaś woda to informacja.
Wie to każdy, kto choć w nikłym stopniu zainteresował się pracami dr. Emoto, Japończyka, który niemal całe życie badał wpływ czynników zewnętrznych na wodę. Te doświadczenia przyniosły rewolucyjne odkrycia. Okazało się bowiem, że kiedy zwracano się do wody miłymi słowami, po zamrożeniu, jej struktura układała się w harmonijny wzór. Inaczej było, kiedy wodę obrażano.
Co było czynnikiem decydującym? Sposób w jaki była traktowana.
Nie trzeba być geniuszem, by wyciągnąć logiczny wniosek - to nasza intencja nadaje strukturę temu, co jemy i pijemy. Do niedawna, taki osąd ocierałby się o szamanizm, dziś opiera się o badania naukowe.
Jak zatem strukturyzować swoje jedzenie, by było zdrowe? Możemy robić to poprzez nadanie własnej intencji, czyli po prostu wyrażenie podziękowania i „nadanie” dobrej energii temu, co zamierzamy zjeść. Oto jeden z przykładów:
" O wszechmogące, najczystsze Źródło stworzenia napełnij ten pokarm czystą energią miłości i światła."
Kiedyś, przed jedzeniem błogosławiono pokarm i dziękowano za niego. Doświadczenia z fotografią kirlianowską dokładnie pokazują, że jedzenie pobłogosławione (czyli mówiąc językiem fizyki kwantowej - przeprogramowane) ma aurę widoczną na zdjęciu. To, które nie dostało dobrej intencji, jej nie posiada.
Jeśli chcemy sobie pomóc w prosty sposób, warto wydrukować lub kupić wzory geometryczne związane z tzw. świętą geometrią. Jest to na przykład kwiat życia - symbol obecny we wszystkich kulturach od początku istnienia świata. Postawienie na tym wzorze talerza, dzbanka z wodą, kubka z herbatą strukturyzuje nasz napój i jedzenie.
Zgodnie z odkryciami dr. Emoto wprowadzenie choćby jednej kropli „uporządkowanej, mądrej wody” do jakiegokolwiek zbiornika sprawia, że reszta wody uczy się od niej. A ponieważ my sami jesteśmy w 80 procentach wodą, tym  samym jasne jest dlaczego powyższy sposób pomoże nam zachować zdrowie i jasny umysł.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia