Twórz, co tylko chcesz. Droga serca - lekcja druga

 W drugiej lekcji z cyklu drogi do mistrzostwa otrzymujemy konkretne wskazówki, które pomogą nam zrozumieć istnienie przyczyny i skutku. 

Jeśli zaczniemy od punktu wyjścia, że człowiek jest Czystym Duchem, który ma prawo wybierać i tworzyć według własnych potrzeb, chęci i doświadczania, to logicznie dojdziemy do wniosku, iż wszystko, cokolwiek stworzył, to tylko… jego dzieło. 

Ono może być wspaniałe, ale równie dobrze - co najmniej niezadowalające, a czasem wręcz katastrofalne. Wtedy najczęściej szukamy winnych w zewnętrznym świecie. Nie udało się coś, bo on mi w tym przeszkodził. Gdyby nie moja matka, byłabym w innym miejscu. Z powodu mojego szefa, czuję się nic nie wart i nie mogę zrobić kroku do przodu. Często tak mówimy, bo identyfikujemy się wyłącznie z egotyczną częścią naszego umysłu, nie sięgamy głębiej, do punktu skupienia naszej świadomości. 

Jezus w tym przekazie podkreśla nasze ludzkie status quo: „Jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg. Ponieważ zostałem stworzony na jego podobieństwo, na zawsze jestem twórcą”. 

Jak to się zatem dzieje, że tworzymy rzeczywistość, która nie zawsze się nam podoba?  Trzeba zacząć od myśli, bo to ona jest pierwszym impulsem.

Myśl, to pierwsza wibracja, jaką wprawiamy w ruch, to pierwotny impakt, który po jakimś czasie „ugęści” się w materii w postaci określonych zdarzeń.  

Te zdarzenia, to tylko skutek tego, czemu pozwalamy zagościć w naszym umyśle. Jezus mowi: „Nikt inny ich nie spowodował, żadna wielka siła we wszechświecie nie sprawiła, że to wyobrażenie przejawiło się w mojej świadomości, ja je wybrałem.” A zatem, każdy aspekt naszego życia jest symbolem tego, czego zdecydowaliśmy się doświadczyć. Z kolei nasze doświadczenie jest komunikacją z wszechświatem. Tak właśnie wyrażamy siebie, ale źródłem tego przejawienia zawsze jesteśmy my sami! 

Trudno nam to przyjąć, bo oznacza wzięcie odpowiedzialności za sam początek: za myśli, których jesteśmy twórcami, które świadomie, ale znacznie częściej zupełnie nieświadomie wybieramy.  

Jak więc wybierać, by tworzyć tylko to, co nam się podoba, kiedy mamy dość trudnych doświadczeń, niepokoju, strachu, niedostatku, nie tylko materialnego, ale i w każdym innym obszarze? 

Oto co mówi Jezus: „Droga serca nie jest sposobem, w jaki będziesz w stanie uczynić z tego świata, to czym chcesz, żeby on był. Droga serca jest raczej ścieżką, na której uczysz się przekraczać i rozpuszczać w swojej świadomości każde postrzeżenie, każdą myśl, która jest niezharmonizowana z tym, co jest prawdziwe. Idea śmierci jest niezharmonizowana. Idea lęku jest niezharmonizowana. Idea winy jest niezharmonizowana. Idea życia wiecznego jest zharmonizowana. Idea pokoju jest zharmonizowana. Uświadomienie sobie niewinności jest zharmonizowane. Idee radości i przebaczenia także są zharmonizowane i odzwierciedlają Prawdę, która jest zawsze prawdziwa”. 

Jak to rozumieć? Poprzez eliminację destrukcyjnych myśli i rozpuszczanie w świetle wszystkiego, co nieharmonijne (nasza dusza to czuje i podpowie nam, jeśli tylko dopuścimy do głosu wewnętrzny podszept), stajemy się coraz bardziej - w sensie wibracyjnym - czyści, coraz bardziej zestrajamy się z Boskim Umysłem, a wtedy wyrażamy w polu naszego doświadczenia naprawdę tylko, co można nazwać błogostanem, samym dobrem i pięknem.  

Jaki zatem może być pierwszy krok? Powzięcie zobowiązania na rzecz uzdrowienia i przebudzenia, a następnie oparcie się na założeniu, że jesteśmy całkowicie wolni i wszystko, czego doświadczamy, wynika wyłącznie z naszego wyboru. Aby poczuć w sobie ulgę i harmonię, trzeba spojrzeć na wszystko, co stworzyliśmy z dziecięcą miłością i niewinnością. Zaakceptować. Przyznać do nich. To punkt wyjścia do kolejnej myśli, która wiąże się z rozpoznaniem, czy nadal chcemy tworzyć w ten sposób, czy może już inaczej?

W uświadomieniu sobie tego każdą komórką naszego ciała, pomóc nam może poniższa technika. Poświęćmy 3 do 5 minut z każdej godziny na rozpoznanie sytuacji, jaką stworzyliśmy. Nawet jeśli tylko siedzimy na krześle i trzymamy w ręku filiżankę z herbatą, to jednak to właśnie my i tylko my, jesteśmy twórcami tej sytuacji! Poczujmy miękkość oparcia fotela, ciepło filiżanki, swoją pełną obecność. Niech pojawi się w nas myśl: „Ja dosłownie stworzyłem to doświadczenie. Jest we mnie to coś tak wspaniałego, tak ogromnego, tak wykraczającego poza wszelkie odkrycia naukowców, że w polu doświadczenia dosłownie zmaterializowałem świadomość bycia ciałem w czasie i przestrzeni. Wyłoniło się to z Pola mojej Świadomości, daru dla mnie od Boga, który prosi jedynie, abym nauczył się stwarzać tak, jak stwarza Bóg”. 

Według przekazu Jezusa, ta prosta praktyka, stosowana codziennie, kiedykolwiek byśmy sobie o niej nie przypomnieli, da nam poczucie coraz większej radości i błogości. Z pięciu minut z czasem zrobi się sześć, później dziesięć, dwadzieścia, aż w końcu ten rodzaj myślenia stanie się „tłem” naszego życia, by w końcu ustanowić w sobie świadomość stwórcy. 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia