Odpuść i nie biegnij za fałszywymi prorokami. Droga serca - lekcja dziesiąta.

Odpuść i nie biegnij za fałszywymi prorokami. Droga serca - lekcja dziesiąta.

W kolejnej, bezcennej lekcji Joszua mówi o własnym, mistycznym doświadczeniu. 
O tym, jak przekierować energię, by odkryć Prawdę, a także o tym, jak nie dać się zwieść duchowym ścieżkom, które prowadzą na manowce…


Wyobraź sobie dziecko, które bawi się zabawkami, ustawia wieże z klocków, wozi w wózkach misie. Ale przychodzi taki moment, że zabawki stają się nieatrakcyjne, zaś ich miejsce zajmują na przykład: komputer, książki, płyty.

Ta decyzja nie jest wynikiem zewnętrznego nakazu. Dziecka nikt przecież nie zmusza, by porzucił rzeczy, które do tej pory stanowiły sens jego życia, ono działa naturalnie, zgodnie z tym, co czuje.

Ten przykład posłużył Jezusowi na pokazanie nam, że nie jesteśmy przywiązani do niczego na stałe, że w każdej chwili, dzięki naszej świadomej decyzji, możemy zrezygnować z nadawania wartości rzeczy, która już nam nie służy. „Zwyczajnie to przekraczasz i masz to już za sobą - przekazuje niezwykłą mądrość w prostym obrazie - Nic wielkiego. Nikt tego nie robi za ciebie, po prostu sam podejmujesz decyzję. Wycofujesz wartość, jaką to obdarzałeś i obiekty, które były symbolami tego, co ceniłeś, a te zwyczajnie znikają z twego życia…”

I dalej, w piękny sposób, Joszua kontynuuje: dokładnie w ten sposób możemy odłożyć na bok… stan nieoświecenia, jakby był taką właśnie zabawką, z której wyrośliśmy.

Czyż nie jest to wspaniałe, zrozumiałe dla każdego porównanie?

W tej lekcji, Mistrz zwierza się z własnych mistycznych przeżyć, które miały miejsce w jego młodzieńczym życiu. Był człowiekiem, jak każdy z nas.

I jak każdy uczestniczył w istnieniu świata, który wchłania wszelkimi swoimi smutkami, problemami, radościami, szczęściami. Ku temu zewnętrznemu światu kierujemy całą naszą uwagę, gdyż myślimy, że to jedyne co mamy.

Ale Jeszua - wówczas mały, a później coraz starszy chłopiec - nosił w sobie głęboką potrzebę rozwikłania powodu, dla którego jesteśmy obecni na tej planecie, wielkie pragnienie poznania Prawdy, która mogłaby wyzwolić całą ludzkość. Dzięki medytacjom, modlitwom, trwaniu w ciszy i obserwacji własnego wnętrza, zaczęły przychodzić do Niego rozpoznania, wglądy i wspomnienia z innych wymiarów. Pojął, że jesteśmy czymś znacznie większym i potężniejszym, niż sądzimy. Ujrzał, iż nasza świadomość jest absolutnie kosmiczna i wykracza poza ciało, z którym się identyfikujemy.

Zobaczył także, iż ludzie myślą, że to, co przydarza się ciału, przydarza się im, że są w nim w jakiś sposób uwięzieni.

Jaki zatem jest - według Mistrza - sposób na uwolnienie się od pułapki ciała?

Dokładnie taki sam, jak w przytoczonym na początku przykładzie: zabierz swoją energię z miejsca, które już ci nie służy i przenieś do własnego wnętrza. Tylko tyle. I aż tyle. Nie wszyscy wierzą w najprostsze rozwiązania, bo właśnie świat zewnętrzny nauczył nas, iż cenne jest to, co skomplikowane, z trudem zdobyte, okupione bólem lub ciężką pracą.

Joszua mówi prosto: skieruj energię do wnętrza, a tam znajdziesz Prawdę.

Zaufaj sobie, zaufaj temu głosowi w sercu, bo to Bóg do Ciebie przemawia.

Oczywiście, że wielu duchowych nauczycieli, będzie nas od tego odwodzić, wszak odzyskanie naszej własnej mocy nie jest w ich interesie.

W czasie wysypu fałszywych proroków - a ten czas właśnie nadszedł - wcale nie tak trudno ich odkryć. Jezus mówi, że trzeba zadać sobie pytanie, czy człowiek, który naucza, ofiarowuje prostotę czy złożoność? Zwyczajny spokój czy konieczność otaczania się szeregiem rekwizytów rytualnych? Skomplikowane medytacje i modlitwy oraz listę zadań do wykonania, czy też po prostu przypomina o Prawdzie i prosi, abyśmy w niej spoczęli?

A może sugeruje, że konieczne jest wybranie się na wiele pielgrzymek?

Czy też raczej mówi, że Niebo jest obecne, kiedy robimy sobie rano filiżankę herbaty, jeśli tylko zechcemy pamiętać, kto zaparza tę herbatę?”

Jeśli wspierają nas, towarzyszą w wewnętrznych procesach i przypominają, że nie są wyżsi i więksi od nas, bo wszyscy jesteśmy równi, to dobry znak.

Jeżeli jednak mówią z lękiem i w lęku sugerują, że wiedzą jak kontrolować siły natury i siły umysłu, jak chronić się przed złem, to lepiej będzie odejść, by posiedzieć w ciszy własnej, wewnętrznej Prawdy.

Tylko w nas samych jest możliwość przemiany, uzdrowienia i totalnej transformacji. Tylko w nas - a Jezus nam to ułatwił - jest boska świadomość decyzji, by od tego momentu, od następnej sekundy być już kimś innym…

Pomyśl, zanim… pomyślisz.

Pomyśl, zanim… pomyślisz.

Wszystko wokół nas się zmienia. Nawet jeśli jeszcze tego nie dostrzegamy, bez wątpienia czujemy, że jest inaczej niż kiedyś. Co się dzieje obecnie, jaka jest przyszłość Ziemi i nas, jej mieszkańców, opowiada w serii filmów na YouTube dr Aleksander Woźny, fizyk jądrowy.


Kilkanaście lat temu do publicznej wiadomości dotarła informacja, że w centrum naszej galaktyki, która nosi, rzecz jasna, nazwę Drogi Mlecznej, jest tzw. Czarna Dziura, do której niechybnie się zbliżamy. Jednak zdziwienie, a nawet szok astrofizyków był ogromny, kiedy okazało się, że obiekt ten po roku 2014 znikł, a w jego miejsce pojawił się inny. Nazwano go Magnetar Lśnił niebieskim odcieniem, zaś pulsował w rytmie… walca. Zaobserwowano wówczas niezwykłe zjawisko: aktywowała się w naszych mózgach niebieska plama, umiejscowiona w okolicy tzw. hipocampu, nazywanego przez niektórych badaczy „sercem mózgu”. Ta jego część - jak zresztą i pozostałe- wciąż okryta jest tajemnicą. Rytmiczny puls niebieskiej plamy był zgodny z wartością bazową rytmu Magnetara. Kto lub co aktywowało w nas uśpiony do tej pory obszar?

Jest wiele hipotez, ale najbardziej spójna zdaje się mieć związek ze zmianą wibracji Ziemi. Apogeum, zwane skokiem kwantowym, miało miejsce 21 grudnia 2014 r. Wszystko zaczęło się błyskawicznie transformować, choć były to zmiany jeszcze dla wszystkich niezauważalne.

Jednak dla naukowców zajmujących się tzw. fizyką wysoką, czyli zarówno teorią cząstek elementarnych, jak i fizyką molekularną, stało się jasne, że wydarzyło się coś, czego w żaden sposób nie mogli zrozumieć stosując prawa trójwymiarowej przestrzeni. Otóż, atom wodoru, a konkretnie jego jądro, zaczęło zmniejszać, a później zwiększać swoją gęstość. W rezultacie proton - cząstka elementarna wodoru zmniejszył gęstość o 5 procent.

Ktoś mógłby zapytać: ale co to za informacja dla nas, ludzi? Jaki to ma na nas wpływ? Jeśli przyjmiemy, że wodór jest podstawowym pierwiastkiem występującym we Wszechświecie, my także jesteśmy z niego zbudowani.

Gdy zmienia się jego gęstość, zmienia się ona także w nas!

To według dr Aleksandra Woźnego kolejny etap procesu wielkich przemian, jakie nadchodzą. W wielu wywiadach potwierdzają to także inni naukowcy, choćby fizyk kwantowy Dieter Broers.

Ponadto, dr Woźny podkreśla, że badaniami nad tym fenomenem podjęli się fizycy z 12 niezależnych placówek badawczych i wszyscy potwierdzili, że cząstki (gdyż za protonem poszły kolejne) przeszły na inny poziom energii.

Kolejny skok kwantowy Ziemi, zanotowaliśmy 21 grudnia 2020 roku.

Bez wątpienia można zatem stwierdzić, iż żyjemy już na zupełnie innej planecie, zaś zmiany będą się wciąż pogłębiać.

A czym była wspomniana wyżej Czarna Dziura? Według dr Woźnego, czymś w rodzaju drzwi, gwiezdnych wrót, przez które przeszliśmy do wibracyjnie nowej rzeczywistości. Zmieniło się pole energetyczne, stało się bardziej „miękkie”, a tym samym, zmienił się nasz system nerwowy, co oznacza, że zaczynamy widzieć wielowymiarowo. Ma to bezpośrednie powiązanie z tzw. „ślepą plamką” w naszym oku. Zaczyna się rozpuszczać, co już pozwala - a przecież jesteśmy cały czas w procesie - bez ograniczeń postrzegać rzeczywistość…

Co jeszcze się zmienia? Przestajemy czuć strach. Do tej pory, zarządzał nami system limbiczny, co oznaczało, że w chwili strachu wybieraliśmy instynktownie walkę lub ucieczkę. Całe nasze życie było podszyte strachem, lękiem o egzystencję. Teraz pojawia się świadome postrzeganie chwili obecnej. I co najważniejsze - błyskawiczna materializacja tego, o czym pomyślimy. - Kiedyś byliśmy rozliczani z rzeczy, których dokonaliśmy, teraz będziemy rozliczani z naszych… myśli - podkreśla dr Woźny - Dlatego zanim cokolwiek pomyślimy, trzeba to rozważyć. I w dodatku wcale nie musimy wiedzieć jak to działa, to jak boski gratis ofiarowany ludziom…

W najbliższym czasie możemy doświadczać krótkotrwałej, kilkusekundowej utraty pamięci. Nie obawiajmy się tego. To znak, że nasz mózg, jako biokomputer, czyści dysk, rozpuszczają się stare pakiety danych. Nie będziemy już „lecieć na autopilocie”, dlatego to, co było wyuczone i wytrenowane, zniknie, pojawi się zaś „wiedzenie”, które będzie efektem podłączenia pod boski komputer, podłączenie pod samo Źródło Życia.

Czy to nie wspaniała wiadomość?

Jak możemy teraz pomóc sobie prostymi, praktycznymi działaniami?

Na przykład programując wodę, którą będziemy pić. Wystarczy, że na kartce papieru napiszemy „ mam całkowicie zdrowe ciało”, postawimy na tym napisie szklankę z wodą (u wezgłowia łóżka), a rano wypijemy. Możemy programować wodę taką informacją, jaką tylko chcemy.

Warto się dużo śmiać. Tak! Śmiech zmienia chemię mózgu, a tym samym podnosi naszą wibrację. No i warto wciąż sobie powtarzać zdanie w rodzaju: „W mojej rzeczywistości wszystko mi się udaje” lub „W mojej rzeczywistości mam wszystko, czego potrzebuję”… Lub jeszcze inne, które nas wspomoże, doda sił i wykreuje nam takie życie, jakie chcemy, na jakie - jako boskie istoty - zasługujemy…

Wszystko jest neutralne. Droga serca - lekcja dziewiąta.

Wszystko jest neutralne. Droga serca - lekcja dziewiąta.

Wszystko, co wydarza się w świecie, jest… całkowicie neutralne. To my sami nadajemy znaczenie temu, czego doświadczamy.


Jak trudno to zrozumieć! Bo przecież do tej pory uczyliśmy się o dualnym świecie, precyzyjnie podzielonym na dwie części: dobrą i złą. Trzymaliśmy się pewnych zasad, choćby dekalogu, który w jakimś sensie nawigował nas przez życie.

Dlaczego w pewnym sensie? Bo nawet jeśli uznawaliśmy, że przykazanie „nie zabijaj” jest absolutnie oczywiste, by go realizować, to w praktyce tego nie robiliśmy. Jako ludzkość wszczynaliśmy wojny, walki, wyprawy grabieżcze, gdzie ginęli ludzie i zwierzęta. Tym ostatnim stworzyliśmy w rzeźniach holokaust. A przecież przykazanie jest proste: „nie zabijaj”. Nie precyzuje kogo - rzecz w czczeniu samego Życia.

Jak zatem, w takim świetle zrozumieć, że wszystko jest neutralne? Jak pogodzić coś nie do pogodzenia? Jak nie oceniać, skoro wszystko aż się prosi o ocenę?

Zobaczmy to w ten sposób: kiedy wydarza się coś w naszym świecie, natychmiast chcemy przypisać temu określone znaczenie, włożyć do szufladki z etykietą: „gniew”, „pogarda”, „złość”, „obojętność”, „nieprawość”.

To my sami nadajemy wartość i nazwy określonym wydarzeniom, zaś później, z powodu tej właśnie przyklejonej etykiety, zostajemy „uwięzieni” w naszym przekonaniu. Z kolei, to właśnie przekonanie, tworzy nasze życie.

Jezus podaje jeden z wielu przykładów. Wyobraźmy sobie, że przychodzi do nas ktoś, kto jest rozgniewany.

- Rozpoznaj, że najpierw postanowiłeś, że ta osoba jest rozgniewana - zauważa mistrz - A później już tylko, dzięki właśnie tej decyzji sprowadziłeś wszystkie skojarzenia, jakie do tej pory zdecydowałeś się cenić w swym pojmowaniu gniewu…

Krótko mówiąc: skąd pewność, że ten człowiek był pełen gniewu?

Jezus mówi: Kiedy stoisz przed kimś twarzą w twarz i na ułamek sekundy zmieniasz pozycję ciała, z którego spoglądasz na niego - już zmienia się twe stanowisko, twa perspektywa i w tym ułamku sekundy stwarzasz dla siebie nowe doświadczenie.

Właśnie w tym momencie jesteś stwórcą, bo stwarzasz nowe doświadczenie. Kiedy patrzymy na kwiat i mówimy: „róża”, to umieszczamy w tym określeniu

wszystkie nasze „różane” doświadczenia. Każdy z nas ma inne, dlatego „doświadczanie róży” to za każdym razem kompletnie odmienne przeżycie. A to właśnie przeżycie stwarza kolejny fraktal naszego pola energii.

Jak to się jednak ma do myśli, która głosi, że wszystko jest neutralne?

Jezus daje przykład drzewa, które dla ekologa i drwala jest zupełnie innym obiektem. Ten pierwszy je chroni, drugi widzi w jego ścięciu zysk materialny.

Czyż nie ten pierwszy postępuje właściwie, a drugiego trzeba potępić?

A jednak mistrz wciąż podkreśla, że wszelkie wydarzenia są neutralne, że jedynie my nadajemy im wartość.

Rodzi się zatem kolejne pytanie: czy musimy być nieczuli, nieświadomi i ślepi na to, co się wydarza?

Nie, absolutnie nie! Bo częścią przebudzenia jest uświadomienie sobie, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Oznacza to także przebudzenie szacunku do tajemnicy Życia i oznacza również - porzucenie osądu drugiej osoby, która chce widzieć drzewo inaczej niż my.

Jakże trudna to lekcja! Dla wielu z nas wręcz niewyobrażalna.

A jednak to nie przez osąd przechodzimy do boskiej przestrzeni naszego serca, tylko przez miłość i akceptację. Dopiero wtedy wszystko się zmienia.

Jeśli całym naszym ciałem, które wszak jest narzędziem komunikacji, głosimy

lęk, strach, osądzanie, to wyświetlamy w naszym zewnętrznym hologramie, to wszystko, czego byliśmy świadkami przez całe stulecia: wojny, kłótnie dramaty.

A Jezus mówi coś niezwykłego: Nawet gdyby lasy na całej waszej planecie zostały zniszczone, to byłoby neutralnym wydarzeniem, gdyby nawet cała fizyczna planeta zniknęła, to Życie i tak trwałoby nadal!

Jak? Bo Życie nie umiera nigdy. Tworzyłoby następne światy. A później kolejne i kolejne…

Co możemy, dzięki tej lekcji, zrobić praktycznego w naszym życiu?

Na przykład, przyjrzeć się wnikliwie temu, co obdarzyliśmy wartością, twierdząc, że jest niezmienna. Każdej relacji, nie tylko „ludzkiej”, ale także relacji ze swoim bankiem, firmą, zdrowiem, psem. Zobaczyć, że to my nadaliśmy jej „ciężar gatunkowy”, a skoro tak, to także i my możemy to zmienić.

Dlatego, kiedy na przykład mamy do zapłacenia kilka rachunków, a brak nam pieniędzy, zatrzymajmy się i zapytajmy siebie samych: jaką myśl stworzyłam, że spowodowała niedobór banknotów? I czy jest to myśl, którą nadal chcę wrzucać w toń mojego umysłu, aby tworzyć podobne skutki w przyszłości?

Bo choć wszystko wokół jest neutralne, to jednak nie nasze myśli.

Zastosowanie w życiu tej Prawdy, pozwoli nam wspiąć się po drabinie Świadomości szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać…

Wicca - religia Natury

Wicca - religia Natury

Hołd i pokora wobec Natury. Życie zgodne z porami roku. Współodczuwanie z innymi istotami. Kiedyś nazywano to pogaństwem i przypisano temu słowu pejoratywne znaczenie. A jak jest naprawdę? Opowiada o tym między innymi wicca, religia pogańska, która odkrywa boskość we wszystkim, co istnieje.

W naszej, środkowoeuropejskiej, chrześcijańskiej kulturze, mało kto wie, czym jest wicca, co czczą wiccanie i o co tu naprawdę chodzi. 

Część z nas, gotowa jest już na wstępie odrzucić koncepcję wiccanizmu, tylko dlatego, że wyznawcy tego nurtu, podczas swoich misteriów są nago.

A czym jest nagość? Pięknie pisze o tym Agni Keeling, w swojej książce „Gdy księżyc znajduje się w Pełni”. 

- Po pierwsze, wiccanie w czasie rytuałów wcale nie są nadzy - wyjaśnia - są odziani w …niebo.  W języku angielskim, ta praktyka nosi nazwę „skyclad”, bo „sky” to niebo, „clad” to odzianie. Słowo to ma także korzenie w innym, starym, sanskryckim określeniu - „gigambar”, które mówi o odzianiu w przestrzeń, kosmos, co pozwala się domyślić, iż praktyka odprawiania rytuałów nago sięga początków wielu starożytnych kultur. 

To nasza cywilizacja naznaczyła nagość piętnem wstydu. Mamy do własnych ciał niezdrowe podejście, są dla nas źródłem kompleksów, często ich nawet nie szanujemy. 

A w misterium chodzi o zjednoczenie, niemal rozpuszczenie w przestrzeni, bycie jednością ze wszystkim, głęboki szacunek do przyrody, chęć powrotu do Źródła, w którym przecież nikt nie nosi na sobie swetra. 

Jednak nagość rytualna to tylko jeden z aspektów wicca. Spójrzmy na inne jej elementy.

W co wierzą wiccanie? Twierdzą, że Wszechświat nie jest pusty, a każde stworzenie, zarówna znane, jak i nieznane, jest częścią wielkiej, wypełniającej świat energii życia. Z kolei, dzięki tej energii, wszystko jest powiązane wielką pajęczyną zdarzeń, zwaną The Web of Wyrd (Sieć Losu). Tak postrzegany świat, jest jednym, żywym organizmem, materialną manifestacją boskiej energii. Wszystko jest energią, jest ona w ciągłym ruchu, dzięki istnieniu przeciwległych biegunów, żeńskiego i męskiego…  - taki  niezwykły opis znajdujemy na stronie Wiccańskiego Kręgu.

Wiccanie spotykają się w kręgach zwanych kowenami. Kowen to rodzaj niewielkiej (liczącej zwykle do 13 osób) wspólnoty. Każdy kowen prowadzony jest przez Arcykapłankę i Arcykapłana. Spotkania mają charakter misteryjny, obrzędowy. Są to rytuały księżycowe, święta astronomiczne związane z siłami Wszechświata i ich wpływem na naszą planetę: przesilenia i równonoce. Ponadto, święta rolnicze, celebrujące moc ukrytą w żywiołach. Wiccanie świętują w Naturze, nie budują swoich świątyń. Nie mają żadnych dogmatów ani „prawd wiary”, świętej księgi, autorytetów, które wskazywały drogę. Można powiedzieć, że cała mistyka, jaka się wydarza podczas misteriów, „rozgrywa się” wewnętrznie, w duszach tych, którzy czynnie biorą w nich udział. 

Każdy wiccanin musi być inicjowany i wiccaninem zostaje do końca życia, nawet jeśli przestaje praktykować. 

Wiccan często nazywa się ukrytymi dziećmi Bogini. Dlaczego? 

I tu właśnie dochodzimy do źródła, powodu, dla którego wicca powstała. By ją zrozumieć, powinniśmy sięgnąć do mitów, legend i podań, które odwołują się do tzw. Wielkiej Matki, nazywanej w wielu kulturach różnymi imionami: Ishtar, Hekate, Diana, Izyda, Parvati, Demeter, Kali, Nuit, Inanna, Bride… 

Wszystkie te Boginie związane są z płodnością, macierzyństwem, seksualnością, wolnością. Wiccanie wierzą, iż jedyny pisany tekst, na którym się opierają, czyli „Pouczenie Bogini”, prowadzi nas do wnętrza nas samych, byśmy mogli odkryć, kim naprawdę jesteśmy.  

Warto wspomnieć, że słowo wicca, pochodzi od staroangielskich słów: „wicca” i „wicce”, co oznacza po prostu mądrą osobę…


Moc i wiedza zapisana w modlitwie.

Moc i wiedza zapisana w modlitwie.

 „Ojcze nasz, któryś jest w Niebie”… Chyba każdy, nawet wychowany w ateistycznym duchu człowiek,  zna tę modlitwę. Ale jaki skrywa ona przekaz?

Według Edgara Cyase, mistyka i jasnowidza, to nie tylko słowa, to głęboka, duchowa instrukcja, która ma moc przebudzenia i oświecenia.  

Często modlimy się tak, jak nas nauczono: bezmyślnie klepiąc formułki, wykonując pewne gesty dłońmi, dotykając ciała dokładnie tak, jak robili to nasi rodzice, a wcześniej ich rodzice, i ich rodzice… 
Nazywamy to tradycją, wiarą przodków. Jednak rzadko kiedy zatrzymujemy się i analizujemy: dlaczego właśnie takie słowa, czemu takie, a nie inne gesty? 
W książce Lin Cochran, „Edgar Cayce. O Tajemnicach Wszechświata”, znajdujemy informacje, które rzucają nowe światło na słowa Modlitwy Pańskiej. Według nich, mają one bezpośrednie połączenie z czakrami, czyli ośrodkami energetycznymi w naszych ciałach. Dosłownie oznacza to, że każdy wers jest przypisany do innej czakry, a jeśli modlimy się świadomie, aktywujemy ją, wzmacniamy i ułatwiamy przepływ energii między duchem a ciałem. 
O czym mówi nam pierwszy: „Ojcze Nasz, który jesteś w Niebie”?
Mówi o połączeniu z czakrą siódmą, która nosi nazwę czakry korony i łączy nas z najwyższym źródłem, boską jaźnią. 
Kolejny wers: „Święć się imię Twoje” - wprowadza równowagę w naszym mózgu, a łączy się z czakrą szóstą i odwołuje do naszego duchowego centrum, którego źródło jest w okolicy trzeciego oka, choć może warto byłoby je nazywać pierwszym? 
„Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w Niebie, tak i na Ziemi” - ta sekwencja łączy się z czakrą gardła, bo wyraża wołanie, zwerbalizowaną intencję. 
„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” - nic dziwnego, że wymawiając te słowa, łączymy się z czakrą pierwszą, czakrą podstawy - a przecież podstawą istnienia w materialnym świecie jest przede wszystkim pokarm. 
„I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” - ten wers wiedzie nas wprost do czakry splotu słonecznego. Według najnowszej, niekoniecznie ezoterycznej wiedzy, czakra ta jest punktem przejścia na wyższy poziom. A kiedy już tam jesteśmy, potrafimy wybaczać i akceptować, bo widzimy wszystko z szerszej perspektywy. 
„I nie wódź nas na pokuszenie” - tu znajdujemy połączenie z drugą czakrą: sakralną. Odpowiada ona między innymi za niekontrolowane emocje. A jeśli tak, to brak wewnętrznej stabilności może doprowadzić do podejmowania gwałtownych, nieprzemyślanych, „niskich” decyzji. 
„Ale nas zbaw ode złego” - nitka kolejnego wersu prowadzi prosto do czakry czwartej: serca. To przestrzeń Miłości. A kiedy jest Miłość, zło po prostu nie istnieje. 
Kolejny wers, ”I potęga” - zwraca się ku czakrze szóstej, wspomnianemu już wyższej, trzeciemu oku, czyli obecnej w nas, boskiej świadomości. 
„I chwała na wieki, Amen” - to znów łączność z czakrą siódmą, najwyższą, co może stanowić podsumowanie naszego życia na tej gęstości,  w tym wymiarze… 
A teraz porównajmy modlitwę „Ojcze Nasz” z inną wersją - według Cyase, wersją przystosowaną do symboliki Króla i Królestwa. 

O, Królu, który jesteś w 
Królestwie mojego umysłu
Oddaję pokłon 
Umysłowi Twemu
Obecnemu zarówno w mym ciele
Jak i w umyśle
Uznaję dziedzictwo moje
W sprawiedliwości swej, wybacz mi błędy. 
Podążę za Tobą. 
Przemienię bunt w zgodność.
Mój umysł jest Twoim. 
Poprowadź mnie domu. 
Niech tak się stanie. 

Co możemy zrobić by sobie pomóc, jeśli mamy wewnętrzne wątpliwości, dylematy, czujemy złość, wściekłość, buntujemy się. Sugestia jest taka: oddaj wszystkich buntowników Ojcu, bo to jego sprawa. Zrób to podczas modlitwy. 
Po prostu zdejmij z barków to, co ci ciąży, czego nie rozumiesz, co jest twoim największym ciężarem i z ufnością i miłością - oddaj. 
Poczujesz wielką ulgę i spokój. 

Co wrzucasz do wody swojej świadomości? Droga serca - lekcja ósma.

Co wrzucasz do wody swojej świadomości? Droga serca - lekcja ósma.

Jeśli pragniesz zmiany, nie próbuj działać w świecie zewnętrznym. Zobacz, co kryje się wewnątrz. Uporządkuj je  i wyświetl w rzeczywistości piękny obraz. 

Czuję się jak samotna wyspa. Co mogę zmienić, przecież świat jest taki, jaki jest. Muszę cierpieć, wszyscy cierpią. Nic mi się nie udaje. Wciąż jestem chora. Ciągle to słyszymy. Często sami tak mówimy. A skoro tak, to gdzie znajduje się w nas coś w rodzaju „bazy danych”, programu, który pozwala wyciągnąć taki wniosek? 

To nasza świadomość. W niej zawarte są wszystkie nasze doświadczenia, zarówno dobre, jak i złe. Wszelkie odczucia, pragnienia, marzenia. Wyobraź-my sobie na chwilę, że świadomość znika. Tak po prostu, rozpływa się w nie-bycie i przestaje istnieć. Gdzie jest wówczas to, na czym opieramy nasze istnienie? Również znika, zostaje rozpuszczone… Jednak póki dysponujemy naszą świadomością, mamy szansę zobaczyć, co się w niej naprawdę kryje, możemy tam wejrzeć. To wielkie doświadczenie!

Joszua, Wielki Nauczyciel, pyta o to w przewrotny sposób: Czym są rzeczy, które wiesz, że wiesz? Czego chcesz unikać? Jakich rzeczy jeszcze nie zgłębiłeś? O jakich ludzi, miejsca, wartości zabiegasz? Co wywołuje dreszcze ekscytacji w komórkach Twojego ciała? 

Mistrz Jezus sugeruje, aby spojrzeć na planetę, na każdą rzecz w swym pokoju, na każdą myśl, jaką postanawiamy pomyśleć. Sugeruje, byśmy przyjrzeli się ważnym dla nas ideom i koncepcjom. A później popatrzyli na te wszystkie rzeczy jako składowe jednej siły życiowej zamieszkującej w nas.  Jak na całość, która nas tworzy. Zostaliśmy przecież stworzeni, ukształtowani z wielu fragmentów, które „doklejały” się do nas w długiej, kosmicznej podróży. To właśnie te fragmenty wpłynęły na nasz obecny kształt. 

Jednak w tej podróży, jedna rzecz była absolutnie niezmienna: nasze połączenie ze Źródłem, bycie w ciągłym związku z całością Stworzenia. 

Tak, ale co to dla nas znaczy? - ktoś mógłby spytać. A znaczy to, że nigdy nie byliśmy oddzieleni od Boga, nigdy tak naprawdę nie byliśmy samotni. Owszem, kiedy skupialiśmy uwagę na jednym aspekcie naszego istnienia, mogliśmy tracić z oczu inny. To jednak nie znaczyło i wciąż nie znaczy, że pozostałe znikały. Zaś nasza uwaga to jak decyzja, na czym, w tym momencie, skupiamy moc świadomości. 

Na czym ją więc skupiamy? Jezus podaje piękny przykład kamyków wrzucanych do wody, które razem z pluskiem zataczają na wodzie coraz szersze koła. Dokładnie tak samo dzieje się z polem naszej świadomości.

- I  gdy przyciągnąłeś do siebie pewne osoby, miejsca, rzeczy, przedmioty,  a nade wszystko, myśli, przekonania i spostrzeżenia, wrzuciłeś je niczym małe kamyki do przejrzystego, niezmąconego stawu Twej bezkresnej i wiecznej świadomości - tłumaczy w ósmej lekcji nauczyciel duchowego wzrostu - A to, czego doświadczasz, to skutki czy też fale, wywołane przez te kamyki. 

One dosłownie łączą się z innymi falami, które wytworzyłeś. I gdy fale te rozchodzą się, dotykają siebie nawzajem i wracają do Ciebie, tworząc pole stworzenia, które formuje twą fizyczną, trójwymiarową rzeczywistość…

Jakie zatem w wnioski moglibyśmy z tej lekcji dla siebie wyciągnąć? 

Wyświetlamy w świecie zewnętrznym tylko to, co sami stworzyliśmy. I kiedy rozglądamy się, a ta rzeczywistość wcale się nam nie podoba, nie jesteśmy na nią skazani. I to jest wspaniała wiadomość! 

Bo w każdym momencie naszego życia, niezależenie od tego w jakich okolicznościach istniejemy, możemy się zatrzymać, spojrzeć - jak to pięknie po-wiedział Jeszua - do bezkresnego stawu wiecznej świadomości - i zastanowić się, jaki teraz kamyk chcemy tam dorzucić. A zanim wrzucimy następny, nie wściekać się na siebie, nie złościć, nie obwiniać, że tak zaśmieciliśmy ten staw, tylko z dziecięcym zadziwieniem podziękować za każde doświadczenie, jakiego do tej pory zaznaliśmy.

I wybrać inaczej. Powiedzieć sobie: "To ja wybieram skutki, których doświadczam. To przecież ja sama interpretuję wszystkie doświadczenia (gdyż wszystko co się wydarza jest neutralne - to my sami nadajemy temu znaczenie), to ja sam nadaję wartość obiektom, przekonaniom tp."

Może więc nadszedł czas by zadać sobie najważniejsze pytanie: czego chcę doświadczyć? A później wrzucić to jako kamyk do niezmąconego stawu bezkresnej i wiecznej świadomości…

Aby wzmocnić nasz wewnętrzny przekaz, dobrze jest powtarzać poniższą afirmację: 

To ja sam /sama jestem twórcą tego, czego doświadczam z chwili na chwilę.

Od tej pory postanawiam rodzić w sobie świadomość Chrystusową - Chrystusa i w ten sposób dowiem się, czym jest Chrystus. 

Ojcze stwarzaj przeze mnie to, co dobre, święte i piękne, albowiem taki jest powód mego istnienia.  

Wyrażam chęć, by być światłem, które rozświetla ten świat i w pełni zobowiązuję się w każdej chwili i z każdym oddechem wybierać uzdrowienie poprzez miłość i przebaczenie.


Poznaj Agmy i zmień swoje życie.

Poznaj Agmy i zmień swoje życie.

Nasi przodkowie, Słowianie, wiedzieli, że w dźwięku zamknięta jest energia. Używali go celowo i rozważnie, bo nie mieli wątpliwości, że to…działa. Dobrze jest wrócić do korzeni, do naszych starosłowiańskich mantr, by uzdrowić swoje życie.


Mantry - po słowiańsku zwane Agmami - to słowo lub słowa mocy, w których jest zapis odpowiedniej wibracji. Ten dźwięk wpływa na wszystkie komórki naszego ciała, a zatem uzdrawia i harmonizuje w każdym aspekcie życia.

W poprzednim wpisie, przedstawialiśmy odkrycia Bartłomieja Góralskiego, który udowadnia, że język polski jest głównym spadkobiercą języka źródłowego. Jest w naszym języku głębia, precyzja i uporządkowanie, a także zbyt wiele logiki, by mógł to być po prostu przypadek. A jeśli tak, to również Agmy nie mogą nim być. Nikt nie podważa, że dźwięk „Om” - najbardziej znana mantra wschodnich kultur, nazywana także najświętszą sylabą hinduizmu, jest czymś wyssanym z palca. Skoro wibruje z częstotliwością 432 Hz i na niej oparte są wszystkie wedyjskie hymny, to znaczy, że ta zasada działa zawsze.

A my przecież mamy własną kulturę, niezwykle bogatą i prawdopodobnie najstarszą na Ziemi. Skarby Słowian dopiero teraz, po tysiącleciach, wychodzą na światło dzienne. Przyjrzyjmy się zatem uważnie najbardziej popularnym mantrom, które pomagały naszym przodkom w codzienności, rozwoju i duchowej ewolucji.

Nie rozkładajmy ich jednak na części, nie starajmy się ich pojąć umysłem, ocenić przez pryzmat intelektu. Mantry to dźwięki, a ich wibracja wpływa na człowieka, który je wymawia. To z kolei rzutuje na otoczenie, na całą Naturę, która zaczyna go we wszystkim wspierać. Nie trzeba tego rozumieć. Wystarczy z ufnością i dobrą intencją zacząć je mówić, śpiewać, a nawet tylko słuchać. Jedna z najbardziej znanych mantr, to mantra obfitości, pomyślności, bogactwa, wzrostu, przekraczania własnych ograniczeń, jasnego widzenia, odrzucenia starych przekonań i programów. A także wszelkiej odnowy, pełnego zdrowia, równowagi finansowej.

Oto ona: TARO-HORO CZARO-DORO JAR-GA DRA-GO WE-SE. Dobrze jej najpierw posłuchać, „wejść” w rezonans tych dźwięków, poczuć jej głębię, zanurzyć się, dokładnie tak jak w wodnej toni. A później powtarzać tyle razy, ile poczujemy potrzebę. Mówi się, że najlepiej 108 razy, zaraz o świcie.

Z kolei inne szkoły podpowiadają, że nie ma żadnych wytycznych, trzeba po prostu iść za głosem intuicji. Niektóre wskazówki mówią, że najkorzystniej powtarzać Agmy w lesie, na łące, w naturze i to jest na pewno najlepsza opcja.

Ale gdy nie mamy możliwości udać się na łąkę, stanąć boso i patrzeć w niebo, zróbmy to gdziekolwiek, byle z serca. JARUHA – Słowiańska mantra pomyślności

Równie piękna i głęboka jest mantra ochronna dla kobiet. Brzmi tak: RA-GA GA-RA CH-RON. Powtarzamy to wiele razy, gdyż taka jest przecież idea mantrowania. Pozornie zwykła zbitka słów, może nawet, dla niektórych, niezbyt zręczna. Ale jeśli sięgniemy do odkryć Bartłomieja Góralskiego, dostaniemy potwierdzenie, że „Ra” to jądro naszego języka, silnik, który wprawia wszystko w ruch. Według wiedzy starożytnych Słowian, to mantra kobiecej intuicji, a ta z kolei związana jest z mądrością Wszechświata, czymś, co pochodzi nie z umysłu, ale ze Źródła, bo przecież intuicja bywa nielogiczna. Przynajmniej pozornie.

Kiedy kobiety potrzebują wsparcia i ochrony mogą poszukać jej u niewidzialnych sprzymierzeńców - duchów Natury, przodków, istot, które z miłości do nas ofiarowują nam pomoc. Wypowiadanie lub śpiewanie tej mantry odsuwa niekorzystny czy niebezpieczny splot wydarzeń. W szybki sposób rozwiązuje problemy pozornie nie do rozwiązania. Budzi nadzieję, daje otuchę. Czyż nie tego szczególnie potrzebujemy w tych niełatwych czasach? Oto link do tej Agmy: Słowiańska Mantra Ochronna dla Niewiast

Kiedy z kolei potrzebna nam jest szczególna siła do tworzenia tego, co sobie zaplanowaliśmy, kiedy czujemy dziwną blokadę, która pochodzi nie wiadomo skąd, a także spadek sił witalnych, zastój w kreacji, wypróbujmy mantrę Wewnętrznej Siły i Zdrowia, która brzmi: RA-DO-RO DA-RO SŁA-WO.

W sytuacji, gdy stoimy na rozdrożu, kiedy potrzebujemy, aby duchowe światło rozjaśniło nam drogę, skorzystajmy z mantry Jasności Umysłu, ale też pełnego zdrowia. Oto jej brzmienie: TRA-DO IS-TRA WESE JAR-GA ŁADO-DEJA i link do jednej z wielu wersji na You Tube: JARUHA – Słowiańska mantra zdrowia

Każda z tych mantr niesie w sobie wielką siłę. Skorzystajmy z bogactwa wiedzy naszych przodków, tym bardziej, że każdy z nas, w każdym momencie, ma do niej dostęp.
I w dodatku zupełnie za darmo.

Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia