Gdy rozprasza Cię świat, wejdź do środka siebie… Droga serca - lekcja jedenasta.

Gdy rozprasza Cię świat, wejdź do środka siebie… Droga serca - lekcja jedenasta.

W tej lekcji Mistrz Jezus wyjaśnia, jak opaść w głęboką wewnętrzną Ciszę, by zaznać tam błogości i absolutnego spokoju.


Największy duchowy Mistrz, jaki chodził po tej Ziemi, mówi, iż jedyna różnica między nim, a każdą inną, ludzką Istotą jest taka, iż On zawsze mieszka w cichym miejscu Serca, zaś my czasami wierzymy, że mieszkamy gdzie indziej. Czyli gdzie? W świecie, który wydaje się tak prawdziwy, tak realny i wyraźny, że trudno dać nam wiarę, iż to tylko… iluzja.

W jedenastej lekcji Drogi Serca nasz duchowy przewodnik daje ważną wskazówkę, jak zacząć odnajdywać w sobie Ciszę - jedyne miejsce, gdzie możemy się z Nim spotkać, a tym samym spotkać się ze Źródłem, gdyż jest to tożsame.

Możemy zacząć, od obserwacji naszych myśli. Kto z nas wie, skąd przychodzą i dokąd idą? Nie wiemy tego. A ponieważ myśli pochodzą z umysłu, należą do Świata. Pozwólmy myślom przepłynąć i zniknąć. Nie musimy niczego kontrolować, wszystko wydarza się samo. Trawa rośnie, Słońce oświetla Ziemię, krew krąży w naszym ciele. Czy musimy wiedzieć, jak to się dzieje, aby trzymać nad tym bezustanną pieczę? Nie. To przecież wydarza się samo. A zatem czas odpuścić, wycofać energię ze Świata.

Ten pierwszy krok, to zdanie sobie sprawy, że nie jesteśmy ani myślami, ani nawet tym, kto myśli. Jesteśmy obecnością, cichymi obserwatorami, tego co wydarza się w polu świadomości.

- Pochodzimy z jednej substancji, jednego Świata, jednej Prawdy - tłumaczy Mistrz - Tylko tutaj mieszka rzeczywistość, tylko tu niepodzielnie rządzi Miłość.

W świecie pełnym chaosu i zamętu nie znajdziemy ukojenia. Nie ma innej drogi, jak zwrócenie się do wewnątrz. W tym miejscu bowiem wszyscy jesteśmy jednakowi, utkani z tej samej tkaniny. Czym zatem jesteśmy, kiedy żyjemy w świecie? Jezus pięknie nazywa to „myślą Miłości wyrażoną w formie”. I dalej tłumaczy: „Mieć formę, nie oznacza mieć ciała. Oznacza jedynie to, że Umysł, który jest rzeczywistością istnienia Miłości, mieszka na równi w każdym z nas”. Jak można się o tym przekonać?

- Jeśliby tak nie było, nie mógłbyś mnie rozpoznać - wyjaśnia Jezus - I gdy wypowiadam jakieś słowo lub zdanie czy akapit, który rezonuje z Tobą jako coś prawdziwego, nie rozpoznałbyś tego, gdyby ta sama Prawda nie mieszkała już w Tobie jako rzeczywistość Twego istnienia…

Czyż to nie piękne? Wszyscy jesteśmy tacy sami, bo pochodzimy z jednego, boskiego Źródła. Różnice między nami wynikają (w naszym wyobrażeniu) z umysłu. W polu serca, gdzie istnieje wyłącznie Miłość, one nie istnieją.

Jak więc z tego umysłu wychodzić, by coraz częściej i dłużej przebywać w głębi siebie? Jest wiele metod, wiele sposobów, by zakorzeniać się w wewnętrznej Ciszy. Na przykład pozwolenie sobie na to, by myśli oraz to, co czujemy, widzimy, słyszymy, przelewało się przez nas, przenikało, a następnie znikało, rozpuszczało. To pozwoli nam schodzić coraz głębiej i głębiej. To pozwoli nam opaść coraz niżej, zatopić się w Ciszy.

Mistrz mówi: zauważysz wówczas łagodną przestronność i spokój, który pojawia się, choć przecież Ty nic nie zrobiłeś.

I jeśli nawet za chwilę świat znów zwabi nas swoim hałasem i błyskotkami w taki sam sposób, możemy za moment ponownie wrócić do wewnątrz.

Za każdym razem, zanurzenie w niej będzie coraz dłuższe i dłuższe.

Mistrz zaleca powtarzanie zdania: „Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości”. Pomaga szczególnie wtedy, gdy czujemy się ponownie rozproszeni, zwabieni widokami, dźwiękami i obrazami świata.

A kiedy już naprawdę głęboko i mocno zapuścimy korzenie w przestrzeni serca, możemy prosić o co tylko chcemy. Tu otrzymamy każdą informację, każdą wiedzę. To oczywiste, gdyż będziemy wówczas w samym centrum świadomości.

Jednak, aby się w niej znaleźć, musimy być gotowi na pozostawienie za sobą wielu rzeczy, potrzeb, przekonań. Na przykład przekonania o tym, że zawsze mamy rację. Na przykład lęku przed odrzuceniem, przed śmiercią…

Aby wejść do wewnętrznej Ciszy, trzeba pozostawić za sobą każdą myśl, jaką kiedykolwiek mieliśmy na temat konkretnych ludzi, zjawisk czy życia po prostu. Niełatwe zadanie. Ale tylko dla Umysłu. Nasze Serce zawsze to umiało. Dlatego niczego nie trzeba się uczyć, wystarczy tylko odkryć to, co od eonów w sobie nosimy…

Rozmowy z drzewami cz. 1

Rozmowy z drzewami cz. 1

Drzewa są niczym kosmiczny Internet. Jednak tym się różnią od sieci, z której korzystamy na co dzień, że nie przechowują w sobie żadnych destrukcyjnych śmieci. Tym, którzy potrafią z nimi rozmawiać, przekazują wyłącznie mądre i unikatowe informacje.


- Dostaliśmy, jako Ziemianie, przedziwny dar od Boga, Braci Ziemian - drzewa - pisze w książce „Rozmowy z drzewami”, Weronika Dąbrowska, architektka, malarka, wizjonerka, a także pierwsza osoba w Polsce, która, precyzyjnie opisała, jak kontaktować się drzewami, jak nawiązać z nimi bliską więź i otrzymywać od nich wsparcie, zdrowie, wskazówki na życie.

Sama doświadczyła miłości drzew we wczesnym dzieciństwie. Później pomogły jej wyjść z ogromnych kłopotów. Wydaje się to abstrakcyjne, gdyż od dzieciństwa uczono nas, że drzewa to po prostu nieco większe rośliny, które mają korzenie ukryte pod ziemią, zdrewniały pień i koronę z gałęzi, które wieńczą liście. I nic poza tym. Uczono nas też, że rośliny nie myślą, nie mają w sobie inteligencji, możliwości przeżywania wyższych stanów duchowych. Czas zweryfikować tę absurdalną tezę, jak zresztą wiele innych tez, które w tym niezwykłym czasie, jakim przyszło nam żyć, rozsypuje się niczym zamki z piasku.

Drzewa, jako żywe Istoty połączone są z dwoma aspektami Źródła: Ziemią i Niebem, czyli żeńskim i męskim symbolem naszego istnienia. I tak jak my, ludzie, nosimy w sobie pamięć naszych przodków, tak samo drzewa niosą pamięć wszystkiego, co wydarzyło się w ich życiu. A ich życie - to i nasze. Wydaje się nam, że tylko stoją w milczeniu.

Ale może to my nie znamy, a raczej zapomnieliśmy języka, w jakim mówią?

- Drzewa są nieme, kiedy nie mają wystarczająco kreatywnych umysłów, gotowych ich zrozumieć - wyjaśnia autorka „Rozmów z drzewami” - A można z nimi porozmawiać naprawdę o wszystkim.

Jako ludzie, nosimy w sobie ogromny, niewykorzystany potencjał. Na przykład zmysłu telepatii, widzenia dalej i szerzej, niż tylko w granicach ultrafioletu i podczerwieni, słyszenia w większej, niż tylko w ograniczonej dla ludzkich uszu, skali muzycznej. Drzewa to potrafią. Więcej: uczą nas odzyskać pradawne umiejętności! Na czym zatem polega komunikacja z drzewami? Przede wszystkim, na otworzeniu się, wyłączeniu umysłu, pozwoleniu sobie na czucie. Dokładnie działa to tak, jakbyśmy dostosowywali się wibracyjnie do częstotliwości konkretnego drzewa. Konkretnego, gdyż, każdy gatunek ma inne, subtelne wibracje. To, że ludzie i drzewa należą do innych Istot, nie znaczy, że nie mogą się porozumiewać. Ludzie o wysokim poziomie wrażliwości czuciowej, usłyszą i zrozumieją je najszybciej.

W relacji z nimi, korzystamy z ich wiedzy, a jest przecież potężna, gdyż niektóre z nich mają setki, a nawet tysiące lat. Od drzew pobieramy DNA z wyższych niż mentalne, poziomów. Aby to się zadziało, nie trzeba znać specjalnych technik: wystarczy się do drzewa z miłością przytulić.

Nie tylko my korzystamy z tej relacji, one też uczą się od nas, od ludzi.

W tych cywilizacjach, gdzie postęp do końca nie zrujnował duchowości, wciąż otacza się czcią stare drzewa. Tak jest na przykład na Bali. Tam ubiera się je w specjalne szaty. To znak dla ludzi, że te drzewa są wystarczająco silne, by je prosić o pomoc, wsparcie, wskazówkę. Młodym drzewkom mogłaby zaszkodzić energetyka człowieka, ale ogromne, z gigantyczną koroną i takimi samymi korzeniami, poradzi sobie z każdą ludzką trudnością.

Jak prosić drzewa o wsparcie i jak pracują z ludźmi konkretne gatunki, w drugiej części Rozmów z drzewami.


Teraz Polska

Teraz Polska

„A iskra wyjdzie z Polski…” - to zdanie przewija się od lat w różnych przekazach i jasnowidzeniach. Jaka iskra, czego dotyczy, dlaczego akurat z Polski? I czy właśnie nadszedł ten czas, kiedy iskra - czyli inspiracja i moc - ma popłynąć z naszego kraju w świat?


Wiele jest teorii na temat prawdziwego pochodzenia Polaków. Setki książek dotyczące kultury słowiańskiej, wierzeń, twórczości, języka, nie zmieniają jednak niczego w szkolnym programie. Dzieci dowiadują się o istnieniu swoich przodków dopiero od roku 966, czyli Chrztu Polski.

Gdzie byliśmy wcześniej? Historia, przynajmniej jej główny nurt, milczy na ten temat. A przecież, kiedy pomyślimy logicznie, czy nie wyda nam się dziwne, że poznajemy historię Sumerów, jako rzekomo pierwszej cywilizacji na naszej planecie, zgłębiamy kulturę rzymską, grecką, mity i opowieści z tamtej części świata, a nie wiemy nic na temat naszych przodków, z którymi jesteśmy powiązani genetycznie, co przecież już udowodniono naukowo.

Dominująca na terenach polskich haplogrupa R1a1 sięga do czasów około 15 tysięcy lat temu, co pozwala stwierdzić, że my, Polacy (a także Białorusini i Rosjanie), to jednak najstarszy lud na Ziemi. Ariowie - oto pierwotna nazwa Słowian. Sumer, Mezopotamia, Egipt - to według szkolnych podręczników kolebka cywilizacji. Ale jak zatem wyjaśnić, że wydobytą w Bronocicach (okolice Krakowa), w latach 70-tych ubiegłego wieku wazę, oceniono na najmniej… 3.600 lat p.n.e.?

Na owej wazie widnieje rysunek pojazdu kołowego. Metodą prostej dedukcji łatwo stwierdzić, kto jest wynalazcą koła. Nie chodzi tu jednak o udowadnianie swojej wyższości, a o prawdę, która przez tysiąclecia była ukrywana. Komu zależało, by fałszować, deprecjonować, degradować pierwszą ziemską cywilizację jaką tworzyli Ariowie? Prawdopodobnie tym, którzy znali jej prawdziwe źródło i obawiali się potężnej mocy, jaką dysponujemy.

I to jest właśnie czas, kiedy ta moc zostaje „odpamiętywana”, budzona, kiedy może być wprowadzona w czyn.

Dramatyczna historia Polaków nie jest przypadkowa. Wojny, zabory, odbieranie tożsamości, bieda: to znamy wszyscy. Ale mało kto myśli o tamtych zdarzeniach, jako działaniach, które miały stłumić naszą pierwotną siłę, waleczność, kreatywność, mądrość płynącą z Natury.

Powszechnie sądzi się, że przyczyną tamtego stanu rzeczy była geopolityka, konflikty, splot wielu zewnętrznych okoliczności.

Niewątpliwie to również nie było bez znaczenia, jednak główny zamysł leżał w pozbawieniu nas korzeni, mocy, mądrości. Przez tysiąclecia wmawiano nam, że niewiele potrafimy, że jesteśmy narodem drugiej kategorii.

Do dziś, my sami często źle o sobie mówimy, nie cenimy i nie dostrzegamy tej nieprawdopodobnej siły, która pozwalała nam się podnieść z najtrudniejszych sytuacji.

Ale to właśnie się zmienia. Jeszcze tego nie widzimy na masową skalę, jednak to właśnie Polacy budzą się pierwsi na świecie. Oczywiście, nikt nam tego nie powie w głównych wiadomościach, musimy nauczyć się czytać między wierszami. A przede wszystkim - zacząć w końcu ufać sobie.

Na wielu kanałach na YouTube przekazywane są wiadomości, które poruszają dokładnie ten aspekt: budzącej się słowiańskiej siły.

Według tych przewidywań i potencjałów, to właśnie my, jako pierwsi, zaczniemy budować alternatywne społeczeństwo oparte na braterstwie, gdzie nie będzie miejsca na wyzysk, gdzie wszyscy będą działać z poziomu serca.

To właśnie Polacy stworzą nowe rozwiązania, będą autorami wielu niezwykłych technologii, które naprawdę posłużą człowiekowi.

Mówi o tym między innymi Monika Rajska, współautorka książki „Między chaosem a świadomością. Hiperfizyka”, która posiada umiejętność sczytywania potencjałów z przestrzeni (już niebawem będą potrafili to robić wszyscy ludzie). Podkreśla ona w swoich filmach, że mamy w sobie wiele ważnych treści wypracowanych przez setki lat.

Jakie to treści? Na przykład: odwaga, szlachetność, poświęcenie. Umiejętność poradzenia sobie w każdych okolicznościach, gdyż jako bardzo stara nacja (czy nawet cywilizacja), przeszliśmy przez wszystkie możliwe „próby bohatera”. Mamy w sobie pokorę, ale tylko wobec sił wyższych (Bóg, Absolut, Światło), jednak nie wobec ludzi, którzy z jakiegoś powodu wywołują na nas presję, do czegoś zmuszają. Wtedy budzi się w nas buntownik, anarchista. I to dzieje się właśnie teraz. Ta budząca się pozytywna anarchia, będzie tworzyć kolektyw, siostrzeństwo, braterstwo, wspólnoty ludzi, którzy czują tak samo.

Krok po kroku zaczniemy budować nową, pełną miłości, ludzką cywilizację.


Odpuść i nie biegnij za fałszywymi prorokami. Droga serca - lekcja dziesiąta.

Odpuść i nie biegnij za fałszywymi prorokami. Droga serca - lekcja dziesiąta.

W kolejnej, bezcennej lekcji Joszua mówi o własnym, mistycznym doświadczeniu. 
O tym, jak przekierować energię, by odkryć Prawdę, a także o tym, jak nie dać się zwieść duchowym ścieżkom, które prowadzą na manowce…


Wyobraź sobie dziecko, które bawi się zabawkami, ustawia wieże z klocków, wozi w wózkach misie. Ale przychodzi taki moment, że zabawki stają się nieatrakcyjne, zaś ich miejsce zajmują na przykład: komputer, książki, płyty.

Ta decyzja nie jest wynikiem zewnętrznego nakazu. Dziecka nikt przecież nie zmusza, by porzucił rzeczy, które do tej pory stanowiły sens jego życia, ono działa naturalnie, zgodnie z tym, co czuje.

Ten przykład posłużył Jezusowi na pokazanie nam, że nie jesteśmy przywiązani do niczego na stałe, że w każdej chwili, dzięki naszej świadomej decyzji, możemy zrezygnować z nadawania wartości rzeczy, która już nam nie służy. „Zwyczajnie to przekraczasz i masz to już za sobą - przekazuje niezwykłą mądrość w prostym obrazie - Nic wielkiego. Nikt tego nie robi za ciebie, po prostu sam podejmujesz decyzję. Wycofujesz wartość, jaką to obdarzałeś i obiekty, które były symbolami tego, co ceniłeś, a te zwyczajnie znikają z twego życia…”

I dalej, w piękny sposób, Joszua kontynuuje: dokładnie w ten sposób możemy odłożyć na bok… stan nieoświecenia, jakby był taką właśnie zabawką, z której wyrośliśmy.

Czyż nie jest to wspaniałe, zrozumiałe dla każdego porównanie?

W tej lekcji, Mistrz zwierza się z własnych mistycznych przeżyć, które miały miejsce w jego młodzieńczym życiu. Był człowiekiem, jak każdy z nas.

I jak każdy uczestniczył w istnieniu świata, który wchłania wszelkimi swoimi smutkami, problemami, radościami, szczęściami. Ku temu zewnętrznemu światu kierujemy całą naszą uwagę, gdyż myślimy, że to jedyne co mamy.

Ale Jeszua - wówczas mały, a później coraz starszy chłopiec - nosił w sobie głęboką potrzebę rozwikłania powodu, dla którego jesteśmy obecni na tej planecie, wielkie pragnienie poznania Prawdy, która mogłaby wyzwolić całą ludzkość. Dzięki medytacjom, modlitwom, trwaniu w ciszy i obserwacji własnego wnętrza, zaczęły przychodzić do Niego rozpoznania, wglądy i wspomnienia z innych wymiarów. Pojął, że jesteśmy czymś znacznie większym i potężniejszym, niż sądzimy. Ujrzał, iż nasza świadomość jest absolutnie kosmiczna i wykracza poza ciało, z którym się identyfikujemy.

Zobaczył także, iż ludzie myślą, że to, co przydarza się ciału, przydarza się im, że są w nim w jakiś sposób uwięzieni.

Jaki zatem jest - według Mistrza - sposób na uwolnienie się od pułapki ciała?

Dokładnie taki sam, jak w przytoczonym na początku przykładzie: zabierz swoją energię z miejsca, które już ci nie służy i przenieś do własnego wnętrza. Tylko tyle. I aż tyle. Nie wszyscy wierzą w najprostsze rozwiązania, bo właśnie świat zewnętrzny nauczył nas, iż cenne jest to, co skomplikowane, z trudem zdobyte, okupione bólem lub ciężką pracą.

Joszua mówi prosto: skieruj energię do wnętrza, a tam znajdziesz Prawdę.

Zaufaj sobie, zaufaj temu głosowi w sercu, bo to Bóg do Ciebie przemawia.

Oczywiście, że wielu duchowych nauczycieli, będzie nas od tego odwodzić, wszak odzyskanie naszej własnej mocy nie jest w ich interesie.

W czasie wysypu fałszywych proroków - a ten czas właśnie nadszedł - wcale nie tak trudno ich odkryć. Jezus mówi, że trzeba zadać sobie pytanie, czy człowiek, który naucza, ofiarowuje prostotę czy złożoność? Zwyczajny spokój czy konieczność otaczania się szeregiem rekwizytów rytualnych? Skomplikowane medytacje i modlitwy oraz listę zadań do wykonania, czy też po prostu przypomina o Prawdzie i prosi, abyśmy w niej spoczęli?

A może sugeruje, że konieczne jest wybranie się na wiele pielgrzymek?

Czy też raczej mówi, że Niebo jest obecne, kiedy robimy sobie rano filiżankę herbaty, jeśli tylko zechcemy pamiętać, kto zaparza tę herbatę?”

Jeśli wspierają nas, towarzyszą w wewnętrznych procesach i przypominają, że nie są wyżsi i więksi od nas, bo wszyscy jesteśmy równi, to dobry znak.

Jeżeli jednak mówią z lękiem i w lęku sugerują, że wiedzą jak kontrolować siły natury i siły umysłu, jak chronić się przed złem, to lepiej będzie odejść, by posiedzieć w ciszy własnej, wewnętrznej Prawdy.

Tylko w nas samych jest możliwość przemiany, uzdrowienia i totalnej transformacji. Tylko w nas - a Jezus nam to ułatwił - jest boska świadomość decyzji, by od tego momentu, od następnej sekundy być już kimś innym…

Pomyśl, zanim… pomyślisz.

Pomyśl, zanim… pomyślisz.

Wszystko wokół nas się zmienia. Nawet jeśli jeszcze tego nie dostrzegamy, bez wątpienia czujemy, że jest inaczej niż kiedyś. Co się dzieje obecnie, jaka jest przyszłość Ziemi i nas, jej mieszkańców, opowiada w serii filmów na YouTube dr Aleksander Woźny, fizyk jądrowy.


Kilkanaście lat temu do publicznej wiadomości dotarła informacja, że w centrum naszej galaktyki, która nosi, rzecz jasna, nazwę Drogi Mlecznej, jest tzw. Czarna Dziura, do której niechybnie się zbliżamy. Jednak zdziwienie, a nawet szok astrofizyków był ogromny, kiedy okazało się, że obiekt ten po roku 2014 znikł, a w jego miejsce pojawił się inny. Nazwano go Magnetar Lśnił niebieskim odcieniem, zaś pulsował w rytmie… walca. Zaobserwowano wówczas niezwykłe zjawisko: aktywowała się w naszych mózgach niebieska plama, umiejscowiona w okolicy tzw. hipocampu, nazywanego przez niektórych badaczy „sercem mózgu”. Ta jego część - jak zresztą i pozostałe- wciąż okryta jest tajemnicą. Rytmiczny puls niebieskiej plamy był zgodny z wartością bazową rytmu Magnetara. Kto lub co aktywowało w nas uśpiony do tej pory obszar?

Jest wiele hipotez, ale najbardziej spójna zdaje się mieć związek ze zmianą wibracji Ziemi. Apogeum, zwane skokiem kwantowym, miało miejsce 21 grudnia 2014 r. Wszystko zaczęło się błyskawicznie transformować, choć były to zmiany jeszcze dla wszystkich niezauważalne.

Jednak dla naukowców zajmujących się tzw. fizyką wysoką, czyli zarówno teorią cząstek elementarnych, jak i fizyką molekularną, stało się jasne, że wydarzyło się coś, czego w żaden sposób nie mogli zrozumieć stosując prawa trójwymiarowej przestrzeni. Otóż, atom wodoru, a konkretnie jego jądro, zaczęło zmniejszać, a później zwiększać swoją gęstość. W rezultacie proton - cząstka elementarna wodoru zmniejszył gęstość o 5 procent.

Ktoś mógłby zapytać: ale co to za informacja dla nas, ludzi? Jaki to ma na nas wpływ? Jeśli przyjmiemy, że wodór jest podstawowym pierwiastkiem występującym we Wszechświecie, my także jesteśmy z niego zbudowani.

Gdy zmienia się jego gęstość, zmienia się ona także w nas!

To według dr Aleksandra Woźnego kolejny etap procesu wielkich przemian, jakie nadchodzą. W wielu wywiadach potwierdzają to także inni naukowcy, choćby fizyk kwantowy Dieter Broers.

Ponadto, dr Woźny podkreśla, że badaniami nad tym fenomenem podjęli się fizycy z 12 niezależnych placówek badawczych i wszyscy potwierdzili, że cząstki (gdyż za protonem poszły kolejne) przeszły na inny poziom energii.

Kolejny skok kwantowy Ziemi, zanotowaliśmy 21 grudnia 2020 roku.

Bez wątpienia można zatem stwierdzić, iż żyjemy już na zupełnie innej planecie, zaś zmiany będą się wciąż pogłębiać.

A czym była wspomniana wyżej Czarna Dziura? Według dr Woźnego, czymś w rodzaju drzwi, gwiezdnych wrót, przez które przeszliśmy do wibracyjnie nowej rzeczywistości. Zmieniło się pole energetyczne, stało się bardziej „miękkie”, a tym samym, zmienił się nasz system nerwowy, co oznacza, że zaczynamy widzieć wielowymiarowo. Ma to bezpośrednie powiązanie z tzw. „ślepą plamką” w naszym oku. Zaczyna się rozpuszczać, co już pozwala - a przecież jesteśmy cały czas w procesie - bez ograniczeń postrzegać rzeczywistość…

Co jeszcze się zmienia? Przestajemy czuć strach. Do tej pory, zarządzał nami system limbiczny, co oznaczało, że w chwili strachu wybieraliśmy instynktownie walkę lub ucieczkę. Całe nasze życie było podszyte strachem, lękiem o egzystencję. Teraz pojawia się świadome postrzeganie chwili obecnej. I co najważniejsze - błyskawiczna materializacja tego, o czym pomyślimy. - Kiedyś byliśmy rozliczani z rzeczy, których dokonaliśmy, teraz będziemy rozliczani z naszych… myśli - podkreśla dr Woźny - Dlatego zanim cokolwiek pomyślimy, trzeba to rozważyć. I w dodatku wcale nie musimy wiedzieć jak to działa, to jak boski gratis ofiarowany ludziom…

W najbliższym czasie możemy doświadczać krótkotrwałej, kilkusekundowej utraty pamięci. Nie obawiajmy się tego. To znak, że nasz mózg, jako biokomputer, czyści dysk, rozpuszczają się stare pakiety danych. Nie będziemy już „lecieć na autopilocie”, dlatego to, co było wyuczone i wytrenowane, zniknie, pojawi się zaś „wiedzenie”, które będzie efektem podłączenia pod boski komputer, podłączenie pod samo Źródło Życia.

Czy to nie wspaniała wiadomość?

Jak możemy teraz pomóc sobie prostymi, praktycznymi działaniami?

Na przykład programując wodę, którą będziemy pić. Wystarczy, że na kartce papieru napiszemy „ mam całkowicie zdrowe ciało”, postawimy na tym napisie szklankę z wodą (u wezgłowia łóżka), a rano wypijemy. Możemy programować wodę taką informacją, jaką tylko chcemy.

Warto się dużo śmiać. Tak! Śmiech zmienia chemię mózgu, a tym samym podnosi naszą wibrację. No i warto wciąż sobie powtarzać zdanie w rodzaju: „W mojej rzeczywistości wszystko mi się udaje” lub „W mojej rzeczywistości mam wszystko, czego potrzebuję”… Lub jeszcze inne, które nas wspomoże, doda sił i wykreuje nam takie życie, jakie chcemy, na jakie - jako boskie istoty - zasługujemy…

Wszystko jest neutralne. Droga serca - lekcja dziewiąta.

Wszystko jest neutralne. Droga serca - lekcja dziewiąta.

Wszystko, co wydarza się w świecie, jest… całkowicie neutralne. To my sami nadajemy znaczenie temu, czego doświadczamy.


Jak trudno to zrozumieć! Bo przecież do tej pory uczyliśmy się o dualnym świecie, precyzyjnie podzielonym na dwie części: dobrą i złą. Trzymaliśmy się pewnych zasad, choćby dekalogu, który w jakimś sensie nawigował nas przez życie.

Dlaczego w pewnym sensie? Bo nawet jeśli uznawaliśmy, że przykazanie „nie zabijaj” jest absolutnie oczywiste, by go realizować, to w praktyce tego nie robiliśmy. Jako ludzkość wszczynaliśmy wojny, walki, wyprawy grabieżcze, gdzie ginęli ludzie i zwierzęta. Tym ostatnim stworzyliśmy w rzeźniach holokaust. A przecież przykazanie jest proste: „nie zabijaj”. Nie precyzuje kogo - rzecz w czczeniu samego Życia.

Jak zatem, w takim świetle zrozumieć, że wszystko jest neutralne? Jak pogodzić coś nie do pogodzenia? Jak nie oceniać, skoro wszystko aż się prosi o ocenę?

Zobaczmy to w ten sposób: kiedy wydarza się coś w naszym świecie, natychmiast chcemy przypisać temu określone znaczenie, włożyć do szufladki z etykietą: „gniew”, „pogarda”, „złość”, „obojętność”, „nieprawość”.

To my sami nadajemy wartość i nazwy określonym wydarzeniom, zaś później, z powodu tej właśnie przyklejonej etykiety, zostajemy „uwięzieni” w naszym przekonaniu. Z kolei, to właśnie przekonanie, tworzy nasze życie.

Jezus podaje jeden z wielu przykładów. Wyobraźmy sobie, że przychodzi do nas ktoś, kto jest rozgniewany.

- Rozpoznaj, że najpierw postanowiłeś, że ta osoba jest rozgniewana - zauważa mistrz - A później już tylko, dzięki właśnie tej decyzji sprowadziłeś wszystkie skojarzenia, jakie do tej pory zdecydowałeś się cenić w swym pojmowaniu gniewu…

Krótko mówiąc: skąd pewność, że ten człowiek był pełen gniewu?

Jezus mówi: Kiedy stoisz przed kimś twarzą w twarz i na ułamek sekundy zmieniasz pozycję ciała, z którego spoglądasz na niego - już zmienia się twe stanowisko, twa perspektywa i w tym ułamku sekundy stwarzasz dla siebie nowe doświadczenie.

Właśnie w tym momencie jesteś stwórcą, bo stwarzasz nowe doświadczenie. Kiedy patrzymy na kwiat i mówimy: „róża”, to umieszczamy w tym określeniu

wszystkie nasze „różane” doświadczenia. Każdy z nas ma inne, dlatego „doświadczanie róży” to za każdym razem kompletnie odmienne przeżycie. A to właśnie przeżycie stwarza kolejny fraktal naszego pola energii.

Jak to się jednak ma do myśli, która głosi, że wszystko jest neutralne?

Jezus daje przykład drzewa, które dla ekologa i drwala jest zupełnie innym obiektem. Ten pierwszy je chroni, drugi widzi w jego ścięciu zysk materialny.

Czyż nie ten pierwszy postępuje właściwie, a drugiego trzeba potępić?

A jednak mistrz wciąż podkreśla, że wszelkie wydarzenia są neutralne, że jedynie my nadajemy im wartość.

Rodzi się zatem kolejne pytanie: czy musimy być nieczuli, nieświadomi i ślepi na to, co się wydarza?

Nie, absolutnie nie! Bo częścią przebudzenia jest uświadomienie sobie, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Oznacza to także przebudzenie szacunku do tajemnicy Życia i oznacza również - porzucenie osądu drugiej osoby, która chce widzieć drzewo inaczej niż my.

Jakże trudna to lekcja! Dla wielu z nas wręcz niewyobrażalna.

A jednak to nie przez osąd przechodzimy do boskiej przestrzeni naszego serca, tylko przez miłość i akceptację. Dopiero wtedy wszystko się zmienia.

Jeśli całym naszym ciałem, które wszak jest narzędziem komunikacji, głosimy

lęk, strach, osądzanie, to wyświetlamy w naszym zewnętrznym hologramie, to wszystko, czego byliśmy świadkami przez całe stulecia: wojny, kłótnie dramaty.

A Jezus mówi coś niezwykłego: Nawet gdyby lasy na całej waszej planecie zostały zniszczone, to byłoby neutralnym wydarzeniem, gdyby nawet cała fizyczna planeta zniknęła, to Życie i tak trwałoby nadal!

Jak? Bo Życie nie umiera nigdy. Tworzyłoby następne światy. A później kolejne i kolejne…

Co możemy, dzięki tej lekcji, zrobić praktycznego w naszym życiu?

Na przykład, przyjrzeć się wnikliwie temu, co obdarzyliśmy wartością, twierdząc, że jest niezmienna. Każdej relacji, nie tylko „ludzkiej”, ale także relacji ze swoim bankiem, firmą, zdrowiem, psem. Zobaczyć, że to my nadaliśmy jej „ciężar gatunkowy”, a skoro tak, to także i my możemy to zmienić.

Dlatego, kiedy na przykład mamy do zapłacenia kilka rachunków, a brak nam pieniędzy, zatrzymajmy się i zapytajmy siebie samych: jaką myśl stworzyłam, że spowodowała niedobór banknotów? I czy jest to myśl, którą nadal chcę wrzucać w toń mojego umysłu, aby tworzyć podobne skutki w przyszłości?

Bo choć wszystko wokół jest neutralne, to jednak nie nasze myśli.

Zastosowanie w życiu tej Prawdy, pozwoli nam wspiąć się po drabinie Świadomości szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać…

Wicca - religia Natury

Wicca - religia Natury

Hołd i pokora wobec Natury. Życie zgodne z porami roku. Współodczuwanie z innymi istotami. Kiedyś nazywano to pogaństwem i przypisano temu słowu pejoratywne znaczenie. A jak jest naprawdę? Opowiada o tym między innymi wicca, religia pogańska, która odkrywa boskość we wszystkim, co istnieje.

W naszej, środkowoeuropejskiej, chrześcijańskiej kulturze, mało kto wie, czym jest wicca, co czczą wiccanie i o co tu naprawdę chodzi. 

Część z nas, gotowa jest już na wstępie odrzucić koncepcję wiccanizmu, tylko dlatego, że wyznawcy tego nurtu, podczas swoich misteriów są nago.

A czym jest nagość? Pięknie pisze o tym Agni Keeling, w swojej książce „Gdy księżyc znajduje się w Pełni”. 

- Po pierwsze, wiccanie w czasie rytuałów wcale nie są nadzy - wyjaśnia - są odziani w …niebo.  W języku angielskim, ta praktyka nosi nazwę „skyclad”, bo „sky” to niebo, „clad” to odzianie. Słowo to ma także korzenie w innym, starym, sanskryckim określeniu - „gigambar”, które mówi o odzianiu w przestrzeń, kosmos, co pozwala się domyślić, iż praktyka odprawiania rytuałów nago sięga początków wielu starożytnych kultur. 

To nasza cywilizacja naznaczyła nagość piętnem wstydu. Mamy do własnych ciał niezdrowe podejście, są dla nas źródłem kompleksów, często ich nawet nie szanujemy. 

A w misterium chodzi o zjednoczenie, niemal rozpuszczenie w przestrzeni, bycie jednością ze wszystkim, głęboki szacunek do przyrody, chęć powrotu do Źródła, w którym przecież nikt nie nosi na sobie swetra. 

Jednak nagość rytualna to tylko jeden z aspektów wicca. Spójrzmy na inne jej elementy.

W co wierzą wiccanie? Twierdzą, że Wszechświat nie jest pusty, a każde stworzenie, zarówna znane, jak i nieznane, jest częścią wielkiej, wypełniającej świat energii życia. Z kolei, dzięki tej energii, wszystko jest powiązane wielką pajęczyną zdarzeń, zwaną The Web of Wyrd (Sieć Losu). Tak postrzegany świat, jest jednym, żywym organizmem, materialną manifestacją boskiej energii. Wszystko jest energią, jest ona w ciągłym ruchu, dzięki istnieniu przeciwległych biegunów, żeńskiego i męskiego…  - taki  niezwykły opis znajdujemy na stronie Wiccańskiego Kręgu.

Wiccanie spotykają się w kręgach zwanych kowenami. Kowen to rodzaj niewielkiej (liczącej zwykle do 13 osób) wspólnoty. Każdy kowen prowadzony jest przez Arcykapłankę i Arcykapłana. Spotkania mają charakter misteryjny, obrzędowy. Są to rytuały księżycowe, święta astronomiczne związane z siłami Wszechświata i ich wpływem na naszą planetę: przesilenia i równonoce. Ponadto, święta rolnicze, celebrujące moc ukrytą w żywiołach. Wiccanie świętują w Naturze, nie budują swoich świątyń. Nie mają żadnych dogmatów ani „prawd wiary”, świętej księgi, autorytetów, które wskazywały drogę. Można powiedzieć, że cała mistyka, jaka się wydarza podczas misteriów, „rozgrywa się” wewnętrznie, w duszach tych, którzy czynnie biorą w nich udział. 

Każdy wiccanin musi być inicjowany i wiccaninem zostaje do końca życia, nawet jeśli przestaje praktykować. 

Wiccan często nazywa się ukrytymi dziećmi Bogini. Dlaczego? 

I tu właśnie dochodzimy do źródła, powodu, dla którego wicca powstała. By ją zrozumieć, powinniśmy sięgnąć do mitów, legend i podań, które odwołują się do tzw. Wielkiej Matki, nazywanej w wielu kulturach różnymi imionami: Ishtar, Hekate, Diana, Izyda, Parvati, Demeter, Kali, Nuit, Inanna, Bride… 

Wszystkie te Boginie związane są z płodnością, macierzyństwem, seksualnością, wolnością. Wiccanie wierzą, iż jedyny pisany tekst, na którym się opierają, czyli „Pouczenie Bogini”, prowadzi nas do wnętrza nas samych, byśmy mogli odkryć, kim naprawdę jesteśmy.  

Warto wspomnieć, że słowo wicca, pochodzi od staroangielskich słów: „wicca” i „wicce”, co oznacza po prostu mądrą osobę…


Copyright © 2016 Alchemia Zdrowia